Jak znaleźć pracę po studiach?

komputer

Obserwuję ostatnio bardzo dziwny trend wśród moich znajomych, którzy szczęśliwie dobrnęli do końca studiów; trend na niemożność znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia. Sami zainteresowani obwiniają o taki stan rzeczy rząd, nieuczciwych pracodawców, nepotyzm przy rozdawaniu stanowisk państwowych, kryzys… i wszystko inne, tylko nie samych siebie.

Tkwi w tym pewna zasada, że jednym udaje się pracę znaleźć, a innym nie. Rzadko jest to odrobina szczęścia (chociaż nie twierdzę, że się ono nie przydaje), częściej zaś efekt tego, w jaki sposób człowiek spędził czas studiów. Są tacy, którzy dniami i nocami siedzieli w książkach, odwiedzali biblioteki kilka razy tygodniowo, wszystkie kolokwia mieli zaliczone na pięć. Oczywiście chwała im za to, ale oni właśnie pracy nie znajdą. Dlaczego? Bo przyszły pracodawca będzie wolał tych, których średnia ocen może i jest trochę niższa, ale za to mają atut o wiele cenniejszy: doświadczenie, przedsiębiorczość i umiejętności praktyczne.

Dla mało ambitnych dobrą opcją zdobywania doświadczenia może być zaangażowanie się w sprawy uczelni. Koła naukowe, samorządy studenckie oraz wolontariaty dają możliwość poszerzenia swojej wiedzy, zdobycia cennych umiejętności lub uczestnictwa w ciekawych konferencjach i sympozjach. Na wielu uniwersytetach można również zapisać się na dodatkowy lektorat z języka obcego za śmiesznie małe pieniądze. Wybitnie aktywni studenci, choć nie zawsze mają rewelacyjne wyniki w nauce, często otrzymują propozycję pozostania na uczelni w charakterze pracowników. Na własne oczy widziałam trzy takie przypadki – znajoma dostała posadę w dziekanacie, kolega objął pieczę nad akademickim centrum kultury, a kierownikiem centrum kongresowego na jednej z krakowskich uczelni został bardzo aktywny działacz samorządu studenckiego.

Nieco bardziej ambitni mogą szukać dodatkowych praktyk i staży. Nie jest to trudne, wystarczy nawiązać kontakt ze studenckim biurem karier. Sama odbyłam staż finansowany ze środków unijnych. Nie dość, że dobyłam ważną pozycję w CV, świetne referencje i nowe umiejętności, to jeszcze zapłacili mi według europejskich standardów – ponad 5 tys zł za trzy miesiące pracy (po 8 h tygodniowo). Praktyki są zazwyczaj bezpłatne, ale i tak warto zrobić ich więcej niż wymaga uczelnia. Jeśli się sprawdzisz być może firma, w której je odbywałeś zaproponuje ci pracę. Każdy dodatkowy wpis w CV, który jest zbieżny z kierunkiem twoich studiów jest w tym momencie na wagę złota.

Osoby dobrze znające języki obce mogą pokusić się o wyjazd na Erasmusa lub przystąpić do programu Leonadro Da Vinci – szczególnie ten drugi to hit wśród studentów. Oferuje on możliwość odbywania stażu za granicą. Co prawda ciężko się na nie dostać, ale nie zaszkodzi złożyć papiery rekrutacyjne. A może akurat się uda?

Można też podjąć dorywczą pracę. Może i marnie będzie wyglądało w CV, że przez pół roku smażyłeś frytki w Mac’ku, ale zyskasz za to dodatkowe pieniądze, możliwość awansu na kierownika zmiany i referencje, w których ten McDonald może ci wystawić piękną laurkę na przyszłość. Lepsze to, niż nic.

Bardziej kreatywni studenci mogą próbować szukać zleceń na własną rękę i pracować w trybie „zdalnym”. Ta opcja świetnie sprawdza się szczególnie w branży informatycznej i reklamowej. Projekt wykonujesz w domu i przesyłasz zleceniodawcy. Wprawdzie umowa o dzieło nie daje ci uprawnień do żadnych świadczeń, ale jeśli się sprawdzisz możesz nawiązać z kimś stałą współpracę. Dodatkowy bonus to nienormowany czas pracy – dobre rozwiązanie dla tych, którzy mają napięty tygodniowy plan zajęć.

Jeśli chcesz znaleźć pracę w zawodzie już na studiach to przygotuj się na niepowodzenia. Wysyłanie setek CV przez Internet nie wystarczy. Lepiej jest zanieść je osobiście, nawiązać kontakt z działem kadr lub odwiedzać biura karier. CV warto też zostawić w miejscach, gdzie odbywało się praktyki i staże.  W czasie szukania można z powodzeniem poszerzać swoje kompetencje robiąc kursy zawodowe lub uczestnicząc w szkoleniach z interesującej cię branży.

Ja już w czasie liceum pracowałam dorywczo w różnych nieciekawych miejscach – od nocnego monopolowego po stoiska z okularami. Kasa z tego była, więc nie marudziłam. Od drugiego roku studiów pracuję w dobrze rozwijającej się firmie w branży turystycznej. Dlaczego dostałam tę robotę? Bo moje CV nie świeciło pustkami, całkiem nieźle przebrnęłam przez rozmowę kwalifikacyjną po angielsku, ukończyłam kurs komunikacji interpersonalnej w Rumunii, miałam zrobiony staż, w wakacje pracowałam w Finlandii. Nikt nie oglądał mojego indeksu – choćbym nie wiem ile miała tam dwój – dostałabym tę pracę.

25.11.2011

Po fali pełnej jadu krytyki, która przetoczyła się w komentarzach do tej notki chciałabym dodać pewne sprostowanie.

Ten tekst to zbiór kilku luźnych pomysłów na to, jak urozmaicić sobie okres studiowania, a przy okazji zapewnić sobie lepszy strat w życiu. I nie mówcie mi, że dobre oceny wystarczą, bo na pewno lepiej wygląda w CV, że zajmowałeś się czymkolwiek, poza samym kuciem na egzaminy. Nie twierdzę też, że uczenie się jest złe – jeśli ktoś ma dobre oceny to, jak już pisałam, chwała mu za to. Ale jeśli dobre oceny to jedyna rzecz, jaką się ma, to sprawa wygląda nieciekawie.

Nie przypominam sobie również, abym choć słowem wspomniała, że ci, co matury nie mają i nie dostali się na studia to głąby i matoły. Męczą mnie już te wszystkie nadinterpretacje. Oświadczam więc jasno, że w moim odczuciu absolwent technikum, czy zawodówki nie jest w niczym gorszy od studenta. Często jest nawet w dużo lepszej sytuacji na rynku pracy, bo de facto, on coś umie – czego całym rzeszom studentów niestety brakuje.

Denerwuje mnie też podejście, gdzie winą za całe zło tego świata, a już najbardziej za swoje prywatne niepowodzenia, obwinia się sejm, przepisy i cały ustrój naszego kraju. Prawda jest taka, że Polska nie jest idealna, ale nie jest też krajem, który na siłę hamuje rozwój młodych ludzi. Nadal twierdzę, że jak ktoś chce i robi coś więcej poza wysyłaniem setek CV drogą elektroniczną, to pracę znajdzie. Może nie będzie to posada marzeń z pięciocyfrową pensją, ale absolwent świeżo po studiach powinien być przygotowany na mozolne pięcie się po drabinie kariery, a nie oczekiwać, że skoro już ma zacne mgr przed nazwiskiem, to mu teraz sejm przyniesie kontrakt z pracodawcą na złotej tacy, a w tle będą mu grali fanfary.

Rozumiem, że wielu młodych ludzi jest rozczarowanych swoim życiem, bo oczekiwali cudów, a szara rzeczywistość, w której się znaleźli nijak do tych oczekiwań nie przystaje. Zakładam też, że owo rozgoryczenie jest w pewnym stopniu przyczyną tak okrutnej krytyki, którą zostałam opluta. Mam dla was radę – otwórzcie wreszcie oczy i weźcie życie we własne ręce. Użalanie się nad sobą i wywalanie swojej wściekłości na tych, co mają lepiej nic wam nie pomoże.

120 comments on “Jak znaleźć pracę po studiach?
  1. Ci wszyscy co piszą, że nie mogą znaleźć pracy, szukają tylko wymówki.
    Jedna pani pisze „u mnie w Katowicach niema a w szukają chętnych w Krakowie” czyli co ? znalazła, ale nie chce się 4 liter ruszyć, nic tylko narzekać. Nie masz pracy w Szczecinie to jedź do Rzeszowa, cała unia stoi przed wami otworem, Ale nie, lepiej siedzieć na miejscu i płakać, że tu 1000 mgr na jedno miejsce a tam gdzieś czeka 1000 miejsc na 1 mgr. Trzeba tylko zerwać ten łańcuch wiążący z miejscem zamieszkania.

    • Taa jasne ziomek, a co my jacyś cyganie jesteśmy? Może fajnie jak masz 20 lat i żadnych zobowiązań, a tak co, w Krakowie zdąży sobie ułożyć życie, założyć rodzinę i nagle po 3-4 latach bach, zwolnienie – no bo przecież jaki ma Pani problem, niech Pani jedzie gdzie indziej, pełno pracy dookoła:D I tak całe życie? To jest chore człowieku:/

    • świetny artykuł, szkoda że nie przeczytałam go będąc na studiach.
      Profesorowie mówili, że tylko studia dzienne, bo tutaj można zdobyć wiedzę, a gdybym miała możliwość cofnąć się w czasie to oczywiście wybrałabym studia zaoczne żeby móc pracować i zdobywać doświadczenie. Teraz mam studia ale nikt z otwartymi ramionami na mnie nie czeka.
      Uważam że dużo lepszą sytuację, na rynku pracy, mają Ci co nawet technikum pokończyli i poszli do pracy i zdobyli doświadczenie, a ja czuję się teraz jakbym zmarnowała 5 lat!

  2. Mojemu włąśnie udało się ją znaleźć po prawie roku szukania. Szukam dla niego z tej okazji jakiegoś fajnego prezentu? Co waszym facetom sprawia radość?

    • no to gratulacje! podziwiam, że się nie zniechęcił. fakt, że mój mąż ma pracę od dawna, ale dostał niedawno awans i dałam mu motoprezent na jazdę szybkim sportowym samochodem. może i Twojemu się spodoba?

  3. jestem po pedagogice mieszkam w malym miescie gdzie nie ma szans na jakakolwiek prace nie mowiac w zawodzie!!!Od 2 lat jestem na utrzymaniu meza.Jak ktos mieszka w stolicy to fakt znajdzie robote.

  4. Dopóki na etatach będą trwać ludzie posiadający już emeryturę, dopóty młodzi nie będą mogli tych etatów objąć. Sama pracuję w firmie, gdzie jest właśnie taka sytuacja. Nie wiem czy to coś da, ale mam apel do pracodawców – jeśli pracownik jest już na emeryturze, zwolnijcie go i zatrudnijcie na to miejsce młodą osobę. Przecież młodzi to nasza przyszłość!!!

    • Jestem za!!! Skończyłam 2 fakultety (na 5) i jestem podwójnym magistrem oraz 5 kursów kwalifikacyjnych i co z tego, gdy w promieniu 70 km od mojego miasta większość polonistów to właśnie emerytki!!! Pracowałam w kilku szkołach, zwykle na zastępstwo za Panią X, która właśnie korzystała z rocznego urlopu dla poratowania zdrowia. Rozumiem, że do pracy trzeba dojeżdżać, ale gdzie ją znaleźć??? kiedy etaty zajmują emeryci, za których pracodawca nie musi płacić ZUSu. Jak odbyć staż potrzebny do mianowania, kiedy nie ma się umowy na okres dłuższy niż 10 mies.???

  5. Nie zgadzam się z tym artykułem, albo po prostu ja mam pecha. Mam skończone studia techniczne. Staż ze środków unijnych mam zrobiony, kilka dodatkowych praktyk w trakcie studiów odbytych.A pracy od pół roku nie mogę dostać. Jak to w końcu jest?

    • Nie masz pecha tylko takie sa realia, ja tez to mialem, i wiekszosc ludzi ma, ten co prace znalazl to albo mial niezle szczescie, albo przez znajomosci, pisalem powyzej jak ja mialem i znajomi, wielu znajomych.

  6. Po pierwsze, nie mierzmy innych swoją miarą. Ten post wybitnie pokazuje, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. ;)

    Ciekawy post jeśli chodzi o luźne rady dla ludzi po studiach podobnych do autorki.
    Jednak nie zgadzam się, że nie ma problemów z pracą w Polsce. Jest i to duży. Dla studentów i nie tylko. A bezrobocie ciągle rośnie.
    W Hiszpanii dobiło chyba do 20%? Czyżby oni tam strasznie leniwi byli?

    Poza tym nie każdy młody studiuje (tak, ciężko w to uwierzyć..) są ludzi po zawodówkach (bardzo mało wprawdzie) po technikach, po liceach, którzy nie poszli z rożnych powodów na studia. Nie dostali się na dzienne, na płatne ich nie stać, bo na przykład muszą pomagać rodzicom itp. itd. Przykładów jest mnóstwo.

    I teraz popatrzmy na oferty pracy za te 5 czy 6 złotych netto za godzinę. Na oferty dla osób po studiach (z dużym doświadczeniem i milionem umiejętności) no i oczywiście dla „studentów” bo tak miło ich wykorzystać. ;)
    Jak osoby ze średnim/zawodowym wykształceniem mają normalnie żyć? Jak absolwenci studiów, Ci może mniej zdolni, mniej przebojowi, bez znajomości, kasy, z zerowym wsparciem rodziny, z brakiem szczęścia i na dodatek posiadający dzieci?

    Nie każdy pragnie zarabiać 4 tysiące. Każdy chce za to normalnie, godnie żyć bez ciągłych pożyczek i głodowania by starczyło do kolejnego miesiąca. A z tym jest w tym kraju ciężko.
    Poza tym nadal nie ma równych szans dla ludzi z biedniejszych rodzin, ze wsi itp.
    Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś wybitnie zdolny który ze sporym szczęściem daleko zajdzie, ale takich przypadków jest mało.

    Wiem jak to wygląda w innych krajach, np. w Japonii. Tam są równe szanse, każdy, dosłownie każdy może dostać się na dobre studia i ma zapewnioną dobrą prace (bez znajomości) tylko jeśli będzie się dobrze uczył. Nie musi być nadgorliwy, „przebojowy”, nad wyraz „ambitny”i „kreatywny” (co za beznadziejne słowo swoją droga..) ani latać po świecie po stażach i innych pierdołach.

    W Wielkiej Brytanii jest znowu zupełnie inny system edukacji. Moim zdaniem o niebo lepszy niż w Polsce. Jeszcze przed studiami uczniowie wybierają czego chcą się uczyć, wybierają przedmioty.
    Poza tym na zachodzie bardzo tępione jest cwaniactwo, ściąganie na egzaminach i podobne tak popularne u nas gdzie każdy Cię zgnoi byle jemu było dobrze.

    Są też rożne pomoce/programy (również na studiach i potem w pracy) dla osób z np. dysleksją, z ADHD – osoby z normalną, często ponadprzeciętną inteligencją u nas na starcie na przegranej pozycji na wielu polach. Na zachodzie trochę sobie z tym poradzili, u nas nie ma tematu.

    Komentarz trochę może nie do końca na temat, ale mam nadzieje,że ktoś to przeczyta.
    Wniosek jest taki, że nasz system edukacji to dno dna. I od niego należy zacząć wprowadzać zmiany. Inaczej czeka nas fala młodych „po studiach” i bez pracy (chociaż czyżby już to się nie stało?)

    • w Hiszpanii są leniwi :))) moja firma jest wykupiona przez Hiszpanów, dlatego ciągle mamy z nimi kontakt. Wyjeżdżamy do nich na staże, szkolenia, do pracy na zastępstwa, współpracujemy na co dzień mailowo itp…. Jak pojechałam pierwszy raz prosili, żebym pracowała wolniej, bo im zawyżą standardy :) co godzinę był papieros, co półtorej kawa, spóźnienie nie było tragedią o ile się odpracowało :) Jeżeli Hiszpan mówił, że jest pilne to Polak robił natychmiast i po godzinach, a okazywało się, że to było na przyszły tydzień. Polak robił to samo dwa razy szybciej i najczęściej lepiej. Na pewno nie gorzej. Polscy technolodzy poprawiają dokumentacje tworzone przez hiszpańskich specjalistów, albo jadą rozwikłać to w czym się Hiszpanie zapętlili. A poza tym… w Hiszpanii system pomocy społecznej jest doskonały, bezrobotny dostaje zasiłek taki aby starczyło mu na komorne w przeciętnym mieszkaniu, na opłaty, na przeciętne ( nie koniecznie najtańsze ) jedzenie, na leki, na komunikację. W sumie to kwota ponad 600 euro, dla młodego człowieka rozpoczynającego pracę pierwsza pensja to 800 euro, rzadko komu chce się tracić czas na dojazdy i pracę żeby dostać 200 euro więcej :) skoro może znośnie siedzieć w domu za te 200 mniej :) Na dzieci są dodatki, dzieci mają zapewnioną darmową opiekę lekarską na bardzo wysokim poziomie. leki, rehabilitację codzienną, wszystko, dzieci do 16 roku życia są priorytetem. Potem młody człowiek też ma zapewniony bardzo dobry system opieki, im człowiek starszy tym więcej usług jest płatnych, ale podstawowa opieka jest dobra. Dobry socjal, wysokie wymagania, pogoda, która nie motywuje do dużego wysiłku, inna mentalność… na dzień dzisiejszy bezrobocie w Hiszpanii to 25 %, min. połowa z tych ludzi mogłaby pracować

  7. Wszystko pięknie, to co piszesz, ale dobry pracodawca, który ma do wyboru osobę, która skończyła studia z wyróżnieniem i osobę z kilkunastoma bezwartościowymi praktykami i taką sobie średnią wybierze tego pierwszego.

  8. To co piszesz to niestety nie jest do końca prawda. Kończyłam analitykę medyczną (dla niewtajemniczonych praca w laboratorium) i powiem tak: na studiach nie można zdobyć doświadczenia, ponieważ nie ma możliwości pracy nie mając prawa wykonywania zawodu. Współpracowałam z biurem karier, ale praktyki dodatkowe sama sobie znalazłam, a staży biuro CM UMK żadnych, podkreślam żadnych nie organizuje. Studia te są trudne, a niestety nie ma pracy. Dlaczego? Ponieważ absolwenci nie mają doświadczenia. Pracodawców nie interesuje kilka nawet dodatkowych miesięcznych praktyk, tylko kilkuletnie doświadczenie.
    Dlatego nie pisz, że nie rozumiesz, jak można nie mieć pracy po studiach. Można jej nie dostać, nawet jeśli było się „tym ambitnym” i uczestniczyło się w praktykach i projektach. To, że Tobie się udało to masz szczęście.Niestety realia są w wielu przypadkach zupełnie inne niż to co piszesz. Trochę szacunku dla ludzi, którzy nie mają tak dobrze jak Ty.

    • Nie wydaje mi się, abym w którymkolwiek miejscu swojej wypowiedzi okazała brak szacunku dla kogokolwiek. Zaczyna mnie już męczyć ta nadinterpretacja. Kolejny raz powtarzam – to jest zbiór kilku luźnych pomysłów na to, jak można urozmaicić sobie studia, by mieć później trochę lepszy start w życiu. Opisałam swoją sytuację, by dać przykład tego, że warto angażować się w coś więcej niż samo uczęszczanie na wykłady.
      Autorka

  9. bzdura. jest masa ludzi z doświadczeniem ktorzy nie moga znalezc pracy. ten tekst w sporej czesci jest oderwany od rzeczywistosci. jak sadze wyssany z palca zeby tylko zapelnic czyms „bloga” i forum pod nim. prawda jest taka ze to ze ludzie nie moga znalezc pracy to sprawa systemowa. wladze niewiele robia zeby ulatwic przedsiebiorczosc ciagle podnoszac podatki zwiekszajac przy tym koszty pracy itp. to dziwne ze sporo ludzi ktorzy w polsce nie moga znalezc pracy takze tych humanistow jedzie za granice i tam ja znajduja bez problemu. dlaczego? bo tam tej pracy nie brakuje. tam do byle pracy nie wymaga sie 5 lat doswiadczenia i 20 lat jak wymagaja niektorzy pracodawcy w polsce co jest absurdalne. to ze u nas jest sporo humanistow nie ma zadnego znaczenia. w krajach na zachodzie humanistow tez jest wiecej niz technicznych ale jakos tam ci humanisci nie maja problemow ze znalezieniem pracy wiec takie bzdurne komentarze ze ktos jest humanista i nic nie potrafi to idiotyzm masowo w polsce rozpowszechniany. znam wielu humanistow ktorzy maja do tego wiele innych umiejetnosci nabytych na kursach czy chocby ksztalcac sie samodzielnie i sa to ludzie ktorzy sporo potrafia ale w tym kraju nie maja szans sie rozwijac zawodowo. absurdalne jest myslenie ze za bezrobocie w polsce odpowiadaja ludzie wyksztalceni a taki wniosek sie nasuwa z tego tekstu i innych temu podobnych pisanych przez sfrustrowanych „blogerów”. na zdrowy rozsadek jest to dziwaczne myslenie nie swiadczace o inteligencji, zdrowym rozsadku piszacych i wiedzy o tym co sie dzieje dookola.

  10. Uważam, że „niedoukiem” jest osoba, która w tak ostentacyjny sposób obraża osoby, które są po studiach humanistycznych, czy ekonomicznych. Nie każdy jest typowym ścisłowcem i może pozwolić sobie na techniczny kierunek. Mitem też jest, że wszystkie techniczne są trudne, a humanistyczne łatwe. Najlepiej operować takimi sloganami, można się w prosty sposób dowartościować. Nikt nie mówi, że praca fizyczna jest gorsza, czy lepsza. W obecnym czasie nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że często właśnie ten osobnik po zawodówce pracujący w warsztacie lepiej zarabia niż mgr. Takie czasy, takie życie. Po prostu trzeba zmienić mentalność i pewne fakty zaakceptować, ale na pewno nie obrażać w tak chamski sposób innych.

  11. „choćbym nie wiem ile miała tam dwój – dostałabym tę pracę,” ale sukces,!!!!!!!
    ludzie nie słuchajcie osoby ,która:nie radziła sobie na studiach-(dwóje na egzaminach) , „ukończyłam kurs komunikacji interpersonalnej w Rumunii” -tak żebrzący Rumunie nie mają problemu z komunikacją;) Dziewczyno ,że raz się głupiemu udało ,to nie znaczy ,że to dobra rada dla ludzi!Ludzie można mieć i wyniki i pracować .!!!!!!!!!A potem można dostać dobrą pracę .!!!!!!Ale brawo dla autorki tekstu przynajmniej sie nie puszczała, i nie zachęca do tego innych :)to chyba jedyna dobra rzecz w tym tekście.

  12. Ja tydzień temu obroniłem pracę magisterską, a od poniedziałku zaczynam pracę. Pracy poszukiwałem przez około 2 miesiące. Moja pierwsza pensja to 3000 zł na rękę. Co ciekawe nigdy w życiu nie pracowałem. To co mnie jednak wyróżnia to fakt, że ukończyłem jeden z najmniej popularnych kierunków w kraju.
    Pozdrawiam

  13. Ludzie ! Prosze was niedobijajcie mnie ! fakt faktem ja mam tylko skonczona zawodowke i 20 lat dopiero … Ale nie wmawiajcie mi ze wy studenci jestescie madrzejsi od nas ( zawodowkarzy ) bo tak nie jest ! Wy studenci chcecie roboty w ktorej nigdy sobie rąk nie pobrudzicie a na dodatek wyplate jak premier czy co ?! Ludzie zycie jest ciezkie zeby sobie poradzic trzeba cos umiec w zyciu zrobic nie tylko umiec sie uczyc bo za przeproszeniem gowno z tego macie jak 2 lewe rece macie . Szczeze mowiac to nawet juz mi sie odechcialo o was mowic bo wywyzszacie sie ponad wszystko . Tylko zeby nie bylo ze wam zazdroszcze ze wy macie mature a ja nie bo mi to naprawde w zyciu nie jest potrzebne wiem co umiem i na co mnie stac robote zawsze znajde bo potrafie wiele a wy ?

    • W dużej części zgadzam się z autorką tego komentarza. Wbrew pozorom, nie jest dziś najważniejsze czy masz magistra, profesora lub zrobiłeś/aś doktorat. Na pierwszym miejscu dla pracodawców zawsze będzie doświadczenie w wykonywanym zawodzie. I żałuję, że po maturze wybrałam się na studia bo w ciągu 5-u lat zdobyłabym dużo większą wiedzę w pracy. Finalnie i tak nie pracuję w wyuczonym zawodzie a dyplom magisterski od dawna leży zakurzony w szufladzie.

      • Teraz każdy chce być magistrem – prawnikiem, managerem, lekarzem. A przecież społeczeństwo potrzebuje też kucharzy, krawców, fryzjerów – i ci pracę znajdują łatwiej niż magistry.

  14. Ok zacznijmy od tego, że nie ukończyłem studiów, no nie pykło poprostu chociaż się starałem, ale doszedłem do granicy swoich możliwości. Mam 24 lata, dwie lewe ręce bo oczywiście komuś takiemu poważni pracodawcy nie dają nawet spróbować swoich sił. Znajomości nie mam, pracuję w ochronie po 300 h więc nawet nie mam czasu ani sił na żadne kursy I co? Mam teraz sobie zdechnąć? Bo jak was czytam i przeglądam oferty pracy to taki wniosek mi się nasuwa. Jeżeli więc ludzka praca, dzięki której można dziś założyć rodzinę (to dzisiaj luxus?!) i godnie żyć jest zarezerwowana tylko dla najlepszych, to może weźmy przykład ze starożytnej Sparty – słabszemu kulę w łeb i do dołu z wapnem:/ Chyba nie o takie polskie żeśmy walczyly…

  15. Święta prawda, na mojej uczelni było dokładnie tak samo. Kujony i osoby nie ambitne nie robiące nic w kierunku rozwoju poza uczelnia nic nie osiągnęły. Część ludzi dostałą prace na uczelni. Byłam członkiem koła które lepiej niż same zajęcia na studiach pokazały mi w jakim kierunku mogę się sama kształcić by zdobyć ciekawe doświadczenie. Nie mam zdolności językowych co jest ogromna przeszkodą. Wiem tylko że sama uczelnia zwykłym studentom nic nie daje trzeba się samemu uczyć i robić coś więcej poza kuciem na egzaminy. Mój chłopak dostał się na staż w dobrej firmie jego CV wygląda przez to lepiej niż moje. Wiedza którą zdobyłam ucząc się sama pomogła mi na darmowych praktykach, akurat w praktykach uczelnia mi nie pomogła, na moim kierunku mieli mi nie wiele do zaoferowania ale znalazłam kilka firm w internecie i dzwoniłam. Po skończeniu studiów zadzwoniłam ponownie do firmy w której miałam praktykę, pracuję tam już 2 lata w tym czego się nauczyłam ;). Mam nadzieje że podszkolę język i jeszcze powiększę swoje CV. Teraz studiuję zaocznie na innym kierunku i widzę że nie ma już tylu możliwości nie ma koła naukowego które podpowie co się przyda, myślę o jakiś kursach certyfikatach, najpierw popytam czego pracodawcy oczekują. Życzę wszystkim powodzenia w znalezieniu pracy.

  16. Moim zdaniem nieco prawdy w tym jest, a sporo jest nieprawdy. Wiele zależy od branży i ciężko wszystkich szufladkować razem.

    Ja reprezentuję grupę studentów informatyki na jednej z większych polibud. Faktycznie część na 5. roku gdzieś już pracuje, część nie, a jeszcze inna część robi za moli książkowych. Czy ci pracujący mają lepiej? Nie powiedziałbym. Niestety, ale plan godzin jest kiczowaty i taka też jest często praca, którą mają koledzy (choć są wyjątki). Zazwyczaj programista php za 1.5-2k. Niby fajnie, bo mogą sobie coś kupić, a ja nie robiąc za mola książkowego. Ale właśnie z tych książek przez ludzi kompetentnych, mających doświadczenie wyniesione z wielkich projektów najwięcej się dowiedziałem. Wiem, jakie problemy występują w interesującym mnie zagadnieniu, wiem, jakie są strategie ich rozwiązywania i wiem, dlaczego lepiej będzie tak, a nie inaczej. Dwa lata temu zacząłem się uczyć i grzebać samemu w tym, co mnie interesuje. Po krótkim czasie złożyłem CV do firmy, w której marzyła mi się praca (i przy okazji firmy stawiającej wysokie wymagania. Tak wysokie, że ani same studia, ani doświadczenie z pracowania w podrzędnej firmie programistycznej niewiele by mi dały). Efekt? Zostałem olany. No cóż, dalej grzebałem w swoim projekcie hobbystycznym, a w celu jego realizacji potrzebowałem kolejnej półki książek. Nadal bawiłem się w mola, na studiach miałem dobre i bardzo dobre oceny, ale doświadczenia z jakiejś prawdziwej firmy zero. Minął rok i mój projekt wyglądał bardzo przyzwoicie. Ponownie wysłałem CV do tej samej firmy i tym razem się odezwali. Odbyła się rozmowa, bardzo tam doceniono to, co robię i umiem. Robiąc tam przez dwa miesiące nauczyłem się jeszcze więcej i przy okazji zarobiłem krotność tego, co bym dostał decydując się na jakąś pierwszą lepszą pracę.

    Na tej podstawie twierdzę, że książki zostały w tym artykule bardzo źle (wręcz fatalnie) i bardzo niesprawiedliwie potraktowane. Mi oczywiście nie chodzi o książki polecane przez wykładowców potrzebne do zaliczenia. Mam na myśli te pisane przez profesjonalistów i mające dobre opinie w środowisku.

    Tak więc zgodzę się z tym, że ciekawa, dobrze płatna praca jest zarezerwowana dla osób inteligentnych, ambitnych, pracowitych i chcących się rozwijać w jakimś kierunku. Przeciętniaki studiujące na zasadzie „studiuje, bo każdy tak robi” wiele zazwyczaj nie zawojują. Ale właśnie. To pokazuje, że w Polsce jednak jest do bani i jak najbardziej można się na to skarżyć. Bo na zachodzie przeciętniaki mają się dobrze. Sam mam rodzinę w Niemczech, gdzie z pracy fizycznej w magazynie raz na dwa lata kupują sobie niezłej klasy samochód (używany Mercedes ale w bardzo dobrym stanie), a do tego dwa razy do roku wyjazd na wczasy. To jest właśnie klasa średnia. Przeciętniaki mające spokojne życie. A w Polsce nie ma klasy średniej. Albo jest się jednostką wybitną i wtedy ma się fajnie, albo jest się zerem. I to jest właśnie sedno problemu. Jest w rzeczy samej na co narzekać. Bo jak ktoś nie ma wielkich wizji i ambicji, skończy studia pod tytułem marketing i zarządzanie czy coś w ten deseń, to ma przekichane. Na kasie w biedronce za tysiąc na rękę i wszystko w życiu na kredyt. Na zachodzie ten człowiek bez wizji zarobi na godne życie kopiąc przysłowiowe rowy. A mogę się założyć, że nawet kończąc tą swoją informatykę, uważaną za dobry kierunek, też zarabiałbym tutaj jakąś śmieszną kwotę gdyby nie pasja i harówa.
    Idąc dalej, nie zdecydowałem się na stałą pracę we wspomnianej wcześniej firmie mimo bardzo atrakcyjnego wynagrodzenia. Dalej ciągnąłem swój projekt i w tej chwili noszę się z myślą jego wykorzystania w celach zarobkowych. Do tego jest mi potrzebna firma. I co? I w Polsce przepisy są takie, żeby na każdy możliwy sposób utrudnić, uniemożliwić i dobić młodego przedsiębiorcę. Z naszymi cudownymi przepisami firma musi mieć adres. Bo jakiś młot nie wpadł na to, że firma to może być mój komputer i program. Nie będę wynajmował lokalu, by mieć adres. A przy rejestracji na dom rosną podatki. Muszę więc wydzielić najmniejsze pomieszczenie z mojego domu, aby płacić jak najmniejszy podatek. Wypada na WC. Jeśli mój kraj zmusza mnie, abym firmę zakładał w kiblu, to ja ten kraj mam w dupie. Firmę zarejestruję, ale nie na Polskę. Podatki będę płacił na emerytury babć zachodnich sąsiadów. I mówicie mi jeszcze, że całe zło to nie jest wina tego kraju, że jest on normalny i przyjazny dla młodych. Banialuki. Sukces jednostek o niczym nie świadczy. Liczy się średnia. A średnia jest denna. W bankrutującej Grecji podobno jest trzy razy wyższa średnia krajowa i 30% niższe koszty życia – ostatnio o tym gadali w reportażu dla TVN24.

  17. Pingback: E-krytycy, e-świnie. | nicmadrego

  18. Dokładnie, nie można całe życie gonić za pracą. ludzie mają różne zobowiązania: – dzieci które muszą chodzić do szkoły, nie można im zmieniać nonstop miejsca zamieszkania, kolegów i koleżanek, potrzebna jest im stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa
    - rodziców, którzy z czasem stają się coraz bardziej niedołężni, potrzebują opieki, którzy są przyzwyczajeni do miejsca w którym przeżyli całe życie, to jest ich cały świat
    Nie wspominając już o innych ograniczeniach jak np trudności ze zbyciem nieruchomości /nie mówię tu o mieszkaniach w miastach ale o domach gdzieś na wsi/ czy kosztach związanych ze sprzedażą/kupnem nieruchomości.

    • Dla chcącego nic trudnego. Wolałabym zmienić miejsce zamieszkania i posłać dzieci do nowej szkoły i niż skazać je na przymieranie głodem, albo latać co miesiąc do opieki społecznej i robić z siebie ofiarę. No, ale każdy ma swoje priorytety.

  19. Pingback: URL

  20. Jeśli uważasz, że należy pracować w trakcie studiów, to niestety jednej z tych rzeczy nie robi się dobrze. Ani nie wykonuje się dobrze pracy, ani studiów. To jest albo…albo…
    Dlatego wielu jest „specjalistów”, którzy kończą studia i nie są dobrze wykształceni w swojej dziedzinie. Bo licencjat, albo zaoczne to żadne studia…to tylko zdobywanie papierka.. Na dziennych zaś jest wiele niepotrzebnych przedmiotów nieprzygotowujących ludzi do pracy, bo rynek pracy jest bardziej dynamiczny niż przestarzały system nauczania w Polsce. A o pracę trzeba się starać niezależnie od wieku obecnie… Życzę Ci, żebyś nie musiała szukać pracy w wieku 50 lat mając ukończone studia, mając duże doświadczenie zawodowe, itd…. Ale niestety nie masz na to żadnej gwarancji….Bo takich z wykształceniem, z doświadczeniem..i bez pracy jest wielu… TAK, za tę sytuację jest winien sejm, rząd, przepisy i cały ustrój naszego kraju. Czy jesteś tak krótkowzroczna, albo masz tak słabą wiedzę, że nie wiesz kto ustala system edukacyjny, prawny i inne w państwie? Warto się trochę douczyć, ale może pracowałaś zamiast się uczyć na studiach? Jeśli tego nie widzisz, to masz kłopot ze wzrokiem…TAK, Polska nie jest idealna, i jest też krajem, który hamuje rozwój młodych ludzi: nepotyzm prowadzący do wyboru na stanowiska ludzi „po znajomości”, a nie z powodu ich kwalifikacji i zaangażowania. Efekt jest taki, że spadają umiejętności i rozwój Polaków. Bo wybitne jednostki nigdy nie będą miały możliwości ujawnienia się…bo będą bez pracy, albo będą na bardzo niskich stanowiskach…na wysokich są tylko znajomi i kolesie…

  21. To nie jest poradnik „jak znaleźć pracę po studiach” jak sugeruje tytuł, ale raczej „co należy uwzględnić podczas okresu studiowania”.

    Ponadto, młodym magistrom i inżynierom kierunków ścisłych jest coraz trudniej znaleźć zatrudnienie. Firmy plajtują, zwalniają pracowników, a jeśli kogoś potrzebują, to tylko specjalistów z wieloletnim doświadczeniem (nie praktykantów z kilkumiesięcznym). I to jest bezpośrednio wina rządu, że gospodarka ostro hamuje. Co więcej – wiele osób często uważa, że młodzi powinni łapać się wszystkiego co jest, żeby zdobyć jakiekolwiek doświadczenie w pracy, ale rzeczywistość jest taka, że jeśli ktoś się kształcił w określonym kierunku, to musi w tym kierunku zdobywać doświadczenie, a o to jest właśnie trudno. Co z tego, że np. programista będzie pracował w przysłowiowym McDonalds czy „na słuchawce”, skoro pracodawca chce doświadczenia programistycznego w projektach komercyjnych. To może taki programista powinien zabrać się za zlecenia? Dobre to może było kilka lat temu, teraz jako freelancer jest się ciężko przebić, bo takimi zleceniami zajmują się firmy, które mają już wyrobioną renomę, a nie pojedyncze jednostki. Więc co pozostaje? Staż i praktyki, ale nie każdy może sobie na nie pozwolić z racji, że trzeba za coś żyć. Dalej ewentualnie można postarać się uzbierać trochę kasy, żeby wyjechać za granicę, zarobić choćby w najprostszej pracy, ale godnie i odłożyć, by móc wrócić i zabrać się za te bezpłatne praktyki. Ale tu rzeczywistość znów uderza z liścia w twarz, bo się okazuje, że z zagranicy prawie nikt nie wraca, bo za tę prostą pracę mogą swobodnie, już bez stresu żyć. A czym to skutkuje? Coraz mniejszym polskim rynkiem konsumenckim, a to z kolei powoduje, że ceny towarów lecą w górę, następują bankructwa kolejnych firm, spowolnienie gospodarki, a firmy nie mogą sobie pozwolić na zatrudnianie młodych ludzi bez doświadczenia i rozwój, bo potrzebują świetnych specjalistów, żeby jakoś się utrzymać. I tak oto powstaje swego rodzaju sprzężenie zwrotne ujemne, które ostatecznie doprowadzi do większego kryzysu niż np. w Grecji – nie licząc tego, że kryzys u nas już dawno jest, tylko my go tak nie nazywamy, bo Polacy są niestety przyzwyczajeni do ciężkich czasów i do bycia dymanym. Niestety większość polaków jest zamroczona alkoholem, własną głupotą i nienawiścią do innych, przez co nie potrafią się zjednoczyć, wywalić idiotów i buraków z Wiejskiej, by w końcu wprowadzić normalność w tym kraju.

  22. Najlepiej mieć bogate CV można to zrobić biorąc udział chociażby w konkursie na accenturo wystarczy przesłać pracę by wygrać i pojechać do Mediolanu do parku technologicznego.

  23. Ciekawe pomysly. Szkoda, ze za moich czasow nie bylo takich mozliwosci. Gdybym byla znowu piekna i mloda to na pewno Twoje pomysly byblyb dla mnie inspiracja.

  24. Szczerze mówiąc Jagna to bardziej niż Twój artykuł zainteresowały mnie komentarze pod nim – nie obraź się (przeczytałem cały), ale zawsze tak mam gdy pojawia się temat „praca po studiach”

    Powiem, że rozumiem racje niemal wszystkich, którzy się tu wypowiadają. Z moich doświadczeń wynika jednak coś innego. Praca JEST! Tylko 90% absolwentów uczelni wyższych wychodzi z założenia, że mając już „magazyniera” nie będę pracować za 1600 brutto. Zrozumcie ludzie, że po studiach jesteście nikim. Im szybciej to sobie uświadomicie tym lepiej dla Was. Wśród ludzi z mojego roku z którymi kończyłem studia (a było to kilka już lat temu) są i tacy, którzy po dziś dzień łażą bez pracy bo twierdzą, że za takie pieniądze nie będą zapieprzać. Ja szukałem pracy przez prawie rok. ROK – przez ten czas można zwariować! Wiecie kiedy wszystko się zmieniło? Gdy postanowiłem schować dyplom i dumę do szuflady i zapomnieć o nich. Momentalnie znalazłem pracę. Najpierw jedną, później drugą itd. Doświadczenie rosło, zacząłem mieszkać na swoim itd. Jeden warunek zapomnijcie o tym, że studiowaliście. Morda w kubeł i nie przyznawać się do tego. Od czegoś trzeba niestety zacząć, ja zacząłem od fizycznej ciężkiej roboty i wiecie co? Po pierwsze to żadna hańba po drugie żyję! Da się!
    Powodzenia wszystkim!

    • I ja wychodzę z takiego założenia, że studia nie czynią z człowieka nadczłowieka. Trzeba się starać jak każdy – i o dobrą pracę, i o dobre życie.

  25. Ja widzę 3 grupy osób na studiach.

    1. Osoby, które kują i nic poza tym
    2. Osoby, które nie kują i nic poza tym – tylko imprezy itp.
    3. Osoby, które w miarę dobrze się uczą, nie na same 5, ale dobrze, w międzyczasie robią praktyki dodatkowe itp.

    Na szczęście zaliczam się do trzeciej grupy. Jeszcze nie skończyłam I stopnia, a już mam 4 miesiące doświadczenia w zawodzie i zapewnione kolejne miesiące. Do tego blog, który prowadzę zahacza o tematykę tego czym się zajmuję. Nawet zastanawiałam się, czy nie wpisać sobie tego, że go prowadzę, w CV :D.

  26. Sluchaj to o czym piszesz to bardzo trafne obserwacje. Dodam tylko tyle, ze non stop mam okazje obserwowac jaki stosunek mlodzi ludzie maja do pracy. Przebrnelam przez wiele nadeslanych CV, chociaz nie mozna ich tak naprawde nazwac CV. Ludziom nie chce sie nawet wygooglowac w internecie jak napisac CV i co zamiescic w aplikacji. Co wiecej nie bede wspominac, ze nie chce im sie napisac krotkiej informacji o sobie ale zeby wysylac pusta wiadomosc tylko i wylacznie z CV zalaczonym? Porazka..

  27. Ja się pod tym podpisuję ręką, nogą, drugą ręką i całym sercem. Też uważam, że każda dodatkowa aktywność ponad minimum procentuje (różnorako, nie tylko dopiskiem w CV ale i doświadczeniem, które jest bezcenne). W trakcie licencjatu pracowałam jako agent ubezpieczeniowy, mgr robiłam zaocznie równolegle pracując w banku – od najniższego stanowiska. Później wspinając się po „szczebelkach kariery” równolegle z pracą doszkalałam się i to zaowocowało świetnym stanowiskiem. I zawdzięczam to swojej ciężkiej pracy, determinacji i aktywności ponad wymagane minimum. Życzę zdrowia wszystkim malkontentom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook