Miłość

Jest jedno takie dziwaczne zjawisko na świecie, którego absolutnie wszyscy rozpaczliwe chcieliby doświadczyć, a które to jest zarazem źródłem wielu problemów, całego morza łez i tysiąca posłanych w świat bluzgów. Coś, co całe rzesze ludzi posłało już na kozetkę do psychiatry.

Miłość – z pozoru piękna sprawa. Szczególnie, jeśli kocha się z wzajemnością. Trzeba mieć wielkie szczęście, by z całej tej ludzkiej gromady idiotów, która liczona już jest w miliardach, wyłowić człowieka, który jest spełnieniem naszych marzeń. Takiego, który zachwyci, rozśmieszy, wzbudzi czułość i pożądanie. Jeszcze więcej trzeba mieć szczęścia, a także masę polotu i finezji, by tę wyjątkową osobę podstępnie zwabić w sidła zakochania i nakłonić do deklaracji wyłączności. Załóżmy, że nasze misterne plany, nerwowe zabiegi i piękne słówka zaowocują sukcesem i ta wymarzona osoba zapała i do nas głębokim uczuciem, a w efekcie pozwoli nam mówić o sobie „mój chłopak”, „moja dziewczyna”, wpuści nas do swego życia i łóżka. Chciałoby się powiedzieć – piękny happy end. Niestety, sielanka nie trwa wiecznie…

Z czasem okazuje się, że ten wyjątkowy ktoś ma, prócz masy cudownych zalet, także upierdliwe nawyki, ba! – nawet wady. Łuski spadają ci z oczu, patrzysz na miłość swego życia i zastanawiasz się, kto ci ją do jasnej cholery podmienił na gorszy model. Rozczarowany partner zaczyna coraz mocniej poszturchiwać, podszczypywać, próbować zmusić, by wybranka, czy też wybranek serca na powrót wcisnął się w ramy ideału, zajął przeznaczone mu miejsce na piedestale i już nigdy nie opuścił posterunku. Przecież na początku ideałem był! Niestety – piedestał jest niewygodny, a ramy uwierają…

Dalsze scenariusze są dwa. Albo, po nieudanych próbach i napominaniach nauczysz się żyć z niedoskonałościami osoby, którą kochasz, albo wasze drogi dramatycznie się rozejdą. Teoretycznie jest też wyjście trzecie: tak długo będziesz kopał, poniewierał i wymagał, że w końcu dostaniesz to, co chcesz dostać – partner bohatersko podejmie się zmian, zrezygnuje z jakiejś części swojego życia, czy osobowości. Tylko, czy nadal będzie się czuł w tym związku szczęśliwy i kochany? Pewnie nie. I pewnie odejdzie.

Jasne – miłość to kompromisy. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować, a czasem warto dopiąć swego. Ale tylko w przypadku, gdy chodzi o drobnostki, plany na wakacje i rodzaj pizzy jaką chcecie zamówić. Próba zmiany człowieka jako takiego, jego osobowości, ważnych aspektów życia i ambicji, na dodatek wbrew jego woli to pomysł poroniony. Nie zmusisz kota, by nagle był psem. Możesz próbować uczyć go szczekać, dokleić mu psie uszy, w pysk wsadzić sztuczną szczękę, ale wszystkie te zabiegi nie uczynią z niego psa, tylko z ciebie sfrustrowanego głupca. Trzeba było wpierw się upewnić, czy kupujesz właściwy gatunek zwierzaka.

Jest też druga strona medalu. Nie warto marnować czasu i życia dla ludzi totalnie bezwartościowych i dennie głupich. Zauroczenie przytępia ci trochę mózg, który staje się ślepy i głuchy na rzeczy, których widzieć i słyszeć zwyczajnie się nie chce. Bogu dzięki ten stan mija. Może okazać się, że twoja dziewczyna jest tępa jak but, a facet to ignorant czy despota – pierwsze symptomy patologii to idealny moment by brać nogi za pas. Tylko ludzie żałośni i zakompleksieni są w stanie męczeńsko trwać w niesatysfakcjonującym, a nawet toksycznym związku, bo ich zdaniem lepszy taki związek niż żaden. Otóż – mam dla tych baranów szokującą wiadomość: lepszy żaden. Nie warto inwestować w towar drugiej kategorii. No, chyba że na nic więcej cię nie stać.

Szczerze pogardzam ludźmi, którzy boją się, albo nie potrafią być sami. Rozpaczliwie miotają się po świecie szukając kolejnych partnerów – nieważne kto, może być największy brudas, żywa wersja głupiutkiej lalki Barbie, napuszony i zarozumiały pajac, byleby tylko ktoś był obok, ktoś czasem przytulił, byleby można ustawić status na fejsie, że jest się w związku. Czują się gorsi, bo są singlami – jakby to w jakikolwiek sposób miało świadczyć o wartości człowieka. Nie rozumiem kobiet, które pozwalają się bić, poniżać i lekceważyć. Nie znoszę słuchać ich marudzenia, że facet jest zły, nieczuły i beznadziejny, a one kochają i cierpią. Poszłybyście wszystkie po rozum do głowy i odnalazły tam przy okazji resztki jakiegoś poczucia godności, a potem z całej siły kopnęły gościa w dupę, a wypakowane jego ciuchami walizki wywaliły przez okno. Jak ma cię facet szanować, skoro ty nie szanujesz sama siebie i pozwalasz się od czasu do czasu lać po pysku?

Bycie singlem ma cały wachlarz cudownych zalet i głupcami są ci, którzy nie potrafią ich docenić. Robisz sobie co tylko ci się we łbie zamarzy – z nikim nie konsultujesz swoich planów, nie musisz negocjować swoich marzeń. Możesz iść na imprezę, napić się jak świnia i nie usłyszysz na kaca potoku wymówek i pretensji. Flirtujesz, twoje życie towarzyskie kwitnie. Masz pełne prawo myśleć tylko i wyłącznie o sobie i własnych przyjemnościach. Wydajesz kasę na głupoty i nikt nie robi ci z tego powodu wyrzutów. Zajmujesz się swoimi pasjami i nikt nie jęczy, że marnujesz czas. Masz całkowitą, prawdziwą i absolutną wolność. Warto z niej rezygnować tylko i wyłącznie dla kogoś zupełnie wyjątkowego. Dla kogoś kto cię doceni i zwyczajnie będzie tego wart.

22 comments on “Miłość
  1. „Milosc”

    Milosc – choroba straszliwa,
    gdy dopadnie nie oszczedza.
    Zlapie cie tos ledwo zywa,
    oplecie jak lepka przedza.

    Jak nieziemski pajak jaki,
    lapie w sidla niewidzialne
    Ciagnie i przeraza taki,
    wszystko wrecz az nierealne.

    Saczy w cialo jad rozkoszy,
    od narkotyku silniejszy,
    Ten blogostan cie pustoszy,
    zdaje sie coraz piekniejszy.

    Umysl i wole odbiera,
    niewolnikiem sie go stajesz.
    Szybko cialo twe przezera,
    marionetka wnet zostajesz.

    Kazde slowo ci dyktuje,
    gesty, ruchy, zachowanie.
    O warunki nie paktuje,
    nie licz tez na zmilowanie.

    Patrzysz ale zlude widzisz,
    falszywe wyobrazenie.
    Z intelektu swego szydzisz,
    klamie kazde ci spojrzenie.

    Slyszysz tylko to co pragniesz,
    wszystko inne odfiltrujesz.
    Nieraz fakty mocno nagniesz,
    sama siebie oszukujesz.

    Armagedon nie przeraza,
    los najblizszych mniej obchodzi,
    Zadna kleska nie zagraza,
    tak to strasznie milosc zwodzi.

    Tak jak przyszla nagle znika,
    nie pyta o pozwolenie.
    Otrzezwienie az zatyka,
    narasta twe oslupienie.

    Jak mozliwe az tak zglupiec,
    to co inni nie dostrzegac.
    Nie wiedziec ze zlom i rupiec,
    uludzie sie tak zaprzedac.

    Wstyd i wscieklosc az wiruja,
    czasu straconego szkoda.
    Przyjaciolki podsmiewuja,
    na mlyn plotek nowa woda.

    Lecz to takze z czasem mija,
    jak koszmary ze snu zlego.
    Znow poczucie sie rozwija,
    ze ci jednak brak dosc tego.

    I znow rzucasz sie szalona,
    z dzikim okiem w wiry trudne.
    Znow milosci tej spragniona,
    bo to przeciez takie cudne.

    Biegniesz, padasz i powstajesz,
    smiejesz sie i placzesz skrycie,
    Szalenstwu znowu poddajesz,
    takie to juz nasze zycie…
    :-)))

  2. no niezupełnie tak. Miłośc piękna rzecz, a madra miłość jest bezcenna.Pochwalasz zycie w pojedynkę. Twoja sprawa.Tez taka znalam-moja corke.Zwiazek nie, dzieci absolutnie. Teraz 30 letnia w zwiazku ciepłym, bez szalenstw, nagle z drugiej pólkuli mi mowi , teraz widzę jak puste jest zycie bez dzieci,po paromiesiecznym zamieszkiwaniu u bezdzietnych 40 latków. Poglady sie zmieniają , i potrzeba zycia w zwiazku rośnie. Wolnośc w madrym zwiazku tez istnieje.


  3. ~MiroD:

    „Milosc”
    Milosc – choroba straszliwa,
    gdy dopadnie nie oszczedza.
    Zlapie cie tos ledwo zywa,
    oplecie jak lepka przedza.
    Jak nieziemski pajak jaki,
    lapie w sidla niewidzialne
    Ciagnie i przeraza taki,
    wszystko wrecz az nierealne.
    Saczy w cialo jad rozkoszy,
    od narkotyku silniejszy,
    Ten blogostan cie pustoszy,
    zdaje sie coraz piekniejszy.
    Umysl i wole odbiera,
    niewolnikiem sie go stajesz.
    Szybko cialo twe przezera,
    marionetka wnet zostajesz.
    Kazde slowo ci dyktuje,
    gesty, ruchy, zachowanie.
    O warunki nie paktuje,
    nie licz tez na zmilowanie.
    Patrzysz ale zlude widzisz,
    falszywe wyobrazenie.
    Z intelektu swego szydzisz,
    klamie kazde ci spojrzenie.
    Slyszysz tylko to co pragniesz,
    wszystko inne odfiltrujesz.
    Nieraz fakty mocno nagniesz,
    sama siebie oszukujesz.
    Armagedon nie przeraza,
    los najblizszych mniej obchodzi,
    Zadna kleska nie zagraza,
    tak to strasznie milosc zwodzi.
    Tak jak przyszla nagle znika,
    nie pyta o pozwolenie.
    Otrzezwienie az zatyka,
    narasta twe oslupienie.
    Jak mozliwe az tak zglupiec,
    to co inni nie dostrzegac.
    Nie wiedziec ze zlom i rupiec,
    uludzie sie tak zaprzedac.
    Wstyd i wscieklosc az wiruja,
    czasu straconego szkoda.
    Przyjaciolki podsmiewuja,
    na mlyn plotek nowa woda.
    Lecz to takze z czasem mija,
    jak koszmary ze snu zlego.
    Znow poczucie sie rozwija,
    ze ci jednak brak dosc tego.
    I znow rzucasz sie szalona,
    z dzikim okiem w wiry trudne.
    Znow milosci tej spragniona,
    bo to przeciez takie cudne.
    Biegniesz, padasz i powstajesz,
    smiejesz sie i placzesz skrycie,
    Szalenstwu znowu poddajesz,
    takie to juz nasze zycie…
    ))

  4. Wiem, że jestes tam…prawdziwy to loos nie szczędzi uczuć mych, a ja zaspiewam nutkę cii; ‚zakochaj się we mnie już dziiś, nie chce czekac już na spełnienie wszystkich moich snów, dalej w przód po słodki wonny miód,jagodów bruud w ciemny las wilki nie zjedzą nas?? kumaszzz..P

  5. a moim zdaniem swieta racja – i nie mowie tak dlatego ze jestem singielka, bynajmniej. jestem w stalym zwiazku, oczekuje na córcie wlasnie i jestesmy bardzo szczesliwi i to wlansie dlatego ze obydwoje szukalismy z partnerem dosc intensywnie. bylismy w wielu zwiazkach i gdy zdawalismy sobie sprawe z tego ze zwiazek stawal sie tylko suma niewygodnych kompromisow rezygnowalismy z niego. inaczej nigdy bysmy siebie nie znalezli. tak dalej trzymaj! znajdziesz na pewno kogos wyjatkowego (szukajcie a znajdziecie!) a jesli sie nawet nie uda to zawsze bedziesz mogla popatrzec na swoje zycie i powiedziec – zylam tak jak chcialam a nie tak jak chcial moj maz despota, partner idiota czy inny…

  6. Autorka bądz też autor tego artykułu czy też raczej tych wypocin to glupie,zakompleksione,nie mające pojęcia o życiu WIELKIE NIC.

  7. To uczucie nie szczędzi uczuć mych, zaspiewam nutke cii zakochaj sie w kiimś juz od dziś, bo nie chcę czekac już na spełnienie wszystkich moich snów , po słodki wonny miód jagodów wbród w ciemny las tam wilki nie zjedza nas??kumasz!!..D.

  8. Oczywiście, że można być szczęśliwym, będąc jednocześnie singlem, współczuję ludziom, którzy nie potrafią być samotni i szczęśliwi ;). I nie chodzi tylko o to, że nikt nie będzie jęczał, chodzi o niezależność, o poczucie, że wszystko można zrobić i nie trzeba na nikogo liczyć, na niczyją pomoc. Piszę to ja, która byłam osobą szczęśliwą jako singiel i nadal pomimo bycia w dość szczęśliwym związku, mentalnie jestem singlem. Nie potrafię i nie chcę uzależniać się od swojego chłopaka w sposób, w jaki robi to większość dziewczyn – mam wrażenie, że każda nagle staje się bezradna i jedyne na co może sobie pozwolić to zwisanie na jakże silnym ramieniu faceta. Również nie rozumiem desperackiej potrzeby szukania kogoś i nie rozumiem ludzi, którzy nie potrafią być sami, ale nie gardzę nimi jak panna Jagna. Nie wszyscy są tacy sami – jedni nie potrzebują nikogo, by budować szczęście, inni nie potrafią go budować w pojedynkę i ci drudzy mają moim zdaniem znacznie gorzej ;) Cały ten miłosny szajs, cytując jeden z polskich filmów, może dać nieźle popalić. Ale popieram – kiedy spotkasz kogoś naprawdę wyjątkowego, warto spróbować, zaryzykować. Jeśli nie wyjdzie – trudno, żyje się dalej (co nie znaczy oczywiście, że mi nie zależy!). Przynajmniej ja mam takie właśnie podejście. Niestety znacząca większość robi z miłości większą tragedyję niż szczęśliwość, zamiast stawić czoła porażce i emocjom i się ogarnąć.

  9. Autor, autorka to zakompleksiony, egoistyczny samotnik. Singiel ? Chyba raczej duże dziecko które nie potrafi brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Lepiej być samemu …fajnie ale czy prawdziwe

    • Autorka jest szczęśliwa w bardzo satysfakcjonującym związku. Po prostu nie może patrzeć jak ludzie wiążą się ze sobą na siłę, bo lepiej mieć byle gówno niż nic. Lepiej nic, bo gówno śmierdzi, nieważne jak pięknie jest opakowane i jakimi przepięknymi słowami byś go nie nazwał. Tyle.

  10. Witam,
    zastanowiła mnie rozbieżność między jakością stylu, którym się posługujesz, a treścią. Żeby było jasne: nie kwestionuję Twoich poglądów, niech sobie są jakie są. Po prostu przepysznie piszesz, ten tekst jest jak wyjęty spod starannej korekty, a jednak mało odkrywczy. Myślę, że zamiast plwać sarkazmem naokoło, lepiej go przemycać – na wulgarność decydują się młodociani buntownicy i grafomani :) Wydaje się, jakbyś pieczołowicie kontrolowała umiejscowienie każdego przecinka, a jednak nie przestajesz traktować o istnych pierdołach: formalna, kompozycyjna dojrzałość w opozycji do infantylności :)
    Taka moja fanaberia, załóżmy, że miałam prawo się wypowiedzieć.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook