Ociekać zajebistością

Współczesny świat dostał histerii, napadu szaleńczego samouwielbienia, szału na punkcie zajebistości. Wszystkim wkoło wydaje się, że są piękni, cudowni i wyjątkowi niczym celebryci niskobudżetowego talk-show, reality-show, no, jakiegoś show na pewno. Zapanowała moda na zajebistość, moda na doszukiwanie się potencjału we wszystkim i wszystkich, a już najbardziej to w sobie samym.

Swoisty PR w auto-wydaniu dopuszcza wszelkie chwyty, by tę swoją wysoką samoocenę uzewnętrzniać i dać odczuć reszcie świata, by reszta mogła ten samozachwyt dostrzec i mu w pozycji klęczącej hołdować. Głowę trzeba nosić wysoko, nos zadzierać bezczelnie, chodzić krokiem pewnym i obowiązkowo rozpychać się łokciami. Trzeba mieć konto na fejsbuku i codziennie wrzucać tetrabajty sweet foci zrobionych sobie komórką, najlepiej w bieliźnie i z seksownym dziubkiem na wytapetowanej gębie. Wyglądać też trzeba dobrze, wzorować się na drogich żurnalach – nie ważne że tłuszcz ci się będzie wylewał z najmodniejszego fasonu spodni, że pryszcze nieapetycznie przebijać będą spod kilkuwarstwowej powierzchni pudru i malowniczo kontrastować z wściekle czerwonymi ustami. Zajebistość idzie krok w krok za najnowszą modą, nawet brzydką i głupią. Trzeba być też posiadaczem szpanerskich gadżetów, błyskać nimi na każdym kroku, by pospólstwo widziało, że cię stać, że jesteś trendy. Gdyby jednak te metody nie przynosiły spodziewanych efektów w postaci pełnych podziwu spojrzeń otoczenia, trzeba o wszystkich tych rzeczach mówić głośno i dobitnie, tak by debile usłyszeli to, czego ich przytępe mózgi nie zdołały zarejestrować wzrokowo: a to, że mamusia nową kieckę od Gucciego kupiła na gwiazdkę, bo się jej groziło samobójstwem z rozpaczy, a to, że Iphona wymienia się na nowy model w tempie szybszym niż pęd Ziemi po orbicie, że się ma sportowe auto w pakiecie z nowych chłopakiem.  Można jeszcze odzywać się arogancko, szydzić i cwaniaczyć, ale z tym trzeba uważać, bo jest ogromna szansa, że trafi się na przeciwnika bystrzejszego od siebie i wtedy szermierkę słowną, ewentualnie wojnę na bluzgi można przegrać z kretesem.

Inni ludzie są tym wszystkim ociekającym zajebistością potrzebni w konkretnym celu. Można na nich patrzeć pogardliwie i dzięki ich brzydocie i beztalenciu samemu czuć się jak gwiazda i ósmy cud świata. Można też wykorzystywać ich grube portfele i zdolność kredytową, by grzać się i rozkwitać w atmosferze bogactwa i przepychu.

Rzygam już tym wszędobylskim samouwielbieniem i modą na lansowanie się. Wolę ludzi brzydszych, skromniejszych, ale naturalnych i wyluzowanych. Dla mnie szczytem zajebistości w drugim człowieku są ładne uszy i poczucie humoru, co czyni mnie niedostosowanym społecznie dziwakiem i życiową pizdą.

3 comments on “Ociekać zajebistością
  1. I w zupełności się z Tobą zgadzam. Moim zdaniem świat schodzi na psy. Wcale nie zajebiste psy. Wszędzie tylko golizna nastolatek, która zdaniem wielu osób, jest lepsza niż wierność i naturalność. Fundowanie operacji plastycznych już małym dzieciom, napychanie ich od dziecka sztucznością i „burżujstwem” – tak dzisiaj wygląda świat.

  2. Różni ludzie – różne priorytety, ale dziubek i cycki zawsze spoko…
    Fakt, trzeba zwariować, żeby w tym świecie być „normalnym”.

    Tekst w deseczkę. Ze spokojem ducha i nie doszukując się w sobie potencjału, mogę pójść siku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook