Koszmary codzienności – zły fryzjer

 

Po co kobieta idzie do fryzjera? Powody są tylko dwa  i wbrew pozorom wcale nie chodzi o ścięcie, czy przemalowanie włosów – to są tylko preteksty. Kobiety do salonu fryzjerskiego chadzają gdy mają chandrę, doła i potrzebę dopieszczenia, czyli celem poprawy nastroju, albo postanowiły zmienić swoje życie, schudnąć, stać się perfekcyjnymi paniami domu lub świetnymi kochankami i logicznym jest, że muszą tę zmianę zacząć od swojej fryzury. Kobieta wymuskana, piękna i natapirowana od razu czuje, że może zdobywać świat, że perfekcyjne mielone to dla niej pikuś i ze wszystkim sobie świetnie poradzi, włączając w to zmianę koła w maluchu.

Niestety – nie zawsze jest tak różowo, jak w produkcjach Disneya, zdarza się, że fryzjer nie stanie na wysokości zadania, sprawę całkowicie, lub połowicznie nawet sknoci i nowe uczesanie daje poczucie bycia niepełnowartościowym człowiekiem, dziwolągiem jakimś, życiową pizdą, sieje grozę w sercu i wtedy chandra się pogłębia, a ambitne plany zmiany swojego życia automatycznie biorą w łeb.

Powszechnie wiadomo, że fryzjer pełni w życiu kobiety funkcję terapeutyczno-uzdrowicielską jej skołatanego serduszka, jej smutnego życiorysu i ciężkich kompleksów. To jest ogromna odpowiedzialność społeczna, której nie należy powierzać w niepowołane ręce, bo to grozi epidemią samobójstw i depresji. Koszmarnych fryzjerów powinno się jakoś specjalnie oznaczać, piętnować, skazywać na banicję i bezrobocie. To jest niebagatelna sprawa, problem na skalę krajową! Niech rząd porzuci pierdoły z ustawą śmieciową na czele, niech da sobie spokój z łataniem dziury budżetowej (przecież wiadomo, że to dziura zwyczajnie niezałatalna jest). Niech powstanie jakaś ważna państwowa komisja do spraw jakości fryzjerstwa i stanu dusz kobiecych!

Ja, Jagna właśnie przeżywam katusze i chwile rozpaczy, bo przytrafił mi się fryzjer głuchy i ślepy, egzemplarz podstępny i okrutny, choć z wierzchu zdawał się być sympatyczną kobietką.

Tragedia wydarzyła się w zeszłym tygodniu. Podeszłam do sprawy ostrożnie i z całą cwaną przenikliwością na jaką mnie było stać. Do salonu przybyłam nieco wcześniej, ukryłam się za gazetą i jak jastrząb kątem oka przyglądałam się poczynaniom specjalisty zajmującego się cudzą głową. Nie zarejestrowałam niepokojących oznak, żadnych objawów Parkinsona ani ludzkiej podłości, nieco się rozluźniłam i dokładnie przyjrzałam głowie fryzjerki. Ta też nie budziła większych zastrzeżeń, toteż zaniechałam planu awaryjnej ewakuacji powołując się dla przyzwoitości na niewyłączone żelazko i płochliwie usiadłam na fotelu, wyraźnie powtarzając po wielokroć – proszę mi tylko podciąć końcówki. Koń-ców-ki! Ręką pokazałam dla jasności– maksymalnie dotąd, nie więcej. Mistrzyni z dobrodusznym uśmiechem pokiwała głową, poczułam rodzącą się między nami magiczną więź porozumienia, toteż porzuciłam obawy i rozpoczął się proces strzyżenia uprzyjemniany ploteczkami, które przerodził się w pasjonującą opowieść o niedawnym urlopie w Egipcie fryzjerki. Z przyjemnością słuchałam relacji z piramid, przejażdżki wielbłądem, gorących piasków Sahary i nocnych spacerów po plaży. Zasłuchana nieroztropnie przestałam rejestrować odbicie w lustrze wyobrażając sobie malownicze krajobrazy Afryki. Zorientowałam się w sytuacji, gdy było już po wszystkim, nieodwracalna szkoda została wyrządzona niepostrzeżenie nie dając mi absolutnie żadnych szans na obronę.

Włosy, uprzednio sięgające łopatek skrócono mi o dobre 15 centymetrów! Zrezygnowana i smutna wyszłam uiściwszy haracz, ale bez krzyku, w końcu maltretowanie kobiety wrzaskiem nie przywróci mojej głowie stanu pierwotnego. Powłócząc nogami w drodze do domu przeglądałam się z przestrachem w witrynach sklepowych. Zostały mi włosy do ramion, niby nawet niebrzydkie, a jednak sama sobie wydawałam się jakaś obca, dziwna i nieszczęśliwa, bardziej niż podczas pierwszej miesiączki.

Zaufany, dobry fryzjer to jest skarb. Takich należy objąć ochroną, wypłacać im nagrody z ministerstwa zajebistości (ministerstwo takie oczywiście uprzednio otworzyć, to by nas dopiero uczyniło krajem zajebistym!), odznaczać orderem uśmiechu. Odznaczam więc i ja: z całego serca, z całej duszy swojej polecam salon fryzjerski Colette na rogu Rzeszowskiej i Starowiślnej w Krakowie (to nie jest wpis sponsorowany, oni naprawdę są świetni).  Za każdym razem, gdy zaczepiam o Kraków korzystam z usług tego salonu, wychodzę piękna jak laleczka, szczęśliwa i od razu robię perfekcyjne mielone.

 

11 comments on “Koszmary codzienności – zły fryzjer
  1. Mówią, że jak kobieta chce coś zmienić w swoim życiu zaczyna od fryzjera. ja osobiście długo szukałam idealnego, który oczesałby nienagannie na każda studniówkę, wesele, jakakolwiek imprezę. Bo koszmarów bezliku przeżyłam, a chyba najgorszy to wytapirowane BÓGWIECO na wesele, a genialna fryzjerka zrobiła to wtedy 15-latce.

  2. Nie rozpaczaj, może dobrze się stało… Włosy to nasze zasiedzenie się, wrośnięcie w rzeczywistość. Czasem trzeba coś zmienić, a wtedy to zasiedzenie przeszkadza. Być może fryzjerka to taka ręka przeznaczenia, która popchnie Cię ku czemuś nowemu. Głowa do góry!

  3. Ojojoj, bardzo mi przykro. Takie historie nie służą poprawie samopoczucia.
    Ja jeszcze nie miałam takiej sytuacji, żeby mi fryzjer popsuł fryzurę, ale ja mam bardzo liberalne podejście do włosów :) Kilka razy mi się zdarzyło, że po prostu usiadłam na fotelu i powiedziałam: „może pani zrobić, co pani chce, byleby to dobrze wyglądało”.

  4. Warto zaznaczyć ile konkretnie się chce mieć skrócone włosy. Gdy włosy są mokre nie pokazujemy wtedy, chwytając palcami za nie, ile chcemy ściąć, bo my widzimy 1 cm, a po wysuszeniu wychodzi 2 cm( gdy są suche unoszą się u nasady + odbicie szczotką też zrobi swoje). Warto też zwracać uwagę, gdy widzimy rozproszenie stylisty. Fryzjer się zagadał i zapewne zapomniał ile miało być. Współczuję, sama wielokrotnie tak zostałam potraktowana. Włosy na szczęście odrastają :)

  5. Włosy odrastają, ale moje są przy tym kapryśne. Nie lubią nic, zawsze wyglądają inaczej niż trzeba. Między innymi z tego powodu omijam fryzjerów – nie lubię jak ktoś marnuje mój czas i pieniądze. Moje włosy i tak nie będą się układać jak oczekuje fryzjer. Od kilku lat sama farbuję (farby nie z drogerii, ale z hurtowni fryzjerskiej) i podcinam końcówki. Czasem poproszę koleżankę o pomoc.
    Nic tak nie poprawia nastroju jak czesanie, farbowanie, ścinanie przy winie. A potem zawsze są dwie głowy, które myślą, jak tu ukryć tragedię. I jest przynajmniej śmiesznie.

  6. a ja polecam nowe moje odkrycie -nowy salonik na Brzeźnej w Łodzi i Łukasza.I ścięcie i kolor -bosko.Swoje lata mam,swoje przerobiłam,przepłakałam z fryzjerami nieraz więc wiem.Nawet moja mocno krytyczna mama zakrzyknęła- ‚trzymaj się go kurczowo,jesteś dziesięć lat młodsza” (no,może nie każdemu to potrzebne :))

  7. PS.fryzjer marzenie to taki,co nie ulega trendom,modom ,ale wie ,co konkretnej klientce potrzebne.Na wszelki wypadek jednak zawsze warto powiedzieć,czego za żadne skarby świata się nie chce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook