Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?

heart

Nieodłącznym elementem męskiej filozofii życiowej jest niechęć do ożenku. Dziwne to, tym bardziej, że z drugiej strony mężczyznom kobiety są potrzebne do życia jak powietrze – już nawet nie do tego, by było porządnie poprane i ugotowane, a po to właśnie, by były. Żeby facet mając babę w pobliżu mógł czuć na sobie pełne podziwu spojrzenie kobiety, by słuchać jej zachwyconych ochów i achów pod adresem swoich umiejętności. Większość działań i ambicji mężczyzny zdeterminowana jest chęcią zaimponowania kobietom. To jest fakt niezaprzeczalny, teza wielokrotnie udowodniona.

No bo niby po co mężczyznom szybkie samochody? Przecież po mieście można jeździć 50, po autostradzie 140, a tych drugich w Polsce i tak jest jak na lekarstwo. Zajebisty samochód jest drogi i przy zakupie i w eksploatacji, nie wspominając nawet o haraczu dla ubezpieczalni. To jest zwyczajnie niepraktyczne, tak jak kupowanie bezcennych wydań średniowiecznych ksiąg ze złotymi okuciami, celem podłożenia pod nogę stołu, co by się zdezelowany mebel przestał chwiać. Do codziennego użytku i wożenia dupy do pracy starczy byle grat. Ale rynek luksusowych pojazdów kwitnie, nawet wśród tych, co ten ekscentryczny wydatek kretyńsko okupią kredytem na dwadzieścia lat. Bo szpanerskie auto to wabik na kobiety, ot co.

A muskuły? Siłownie wzdłuż i wszerz Europy oblegane są przez samców, zawzięcie machających ciężarami, spoconych, sapiących i robiących durne miny. I po co to wszystko? Nie mówcie mi, że dla zdrowia – no spróbujcie namówić faceta, by dla zdrowia jadał sałatę i kiełki! Dla zdrowia się szpikują odżywkami, sterydami, hormonami, przeciążają kręgosłupy, nadrywają wątłe mięśnie, narażają na kontuzje, przepuklinę i sflaczałe siurki? Zdrowiej by im było rzucić to w diabły, wcisnąć się w ciasne kąpielówki i czepek i radośnie pluskać się w basenie. A jednak – do sztangi ustawia się kolejeczka, na pływalni głównie starcy i dzieci, mężczyzn w sile wieku brak. Dlaczego? Bo oni te bicepsy tak piłują dla bab. Bo klata jak u goryla, a brzuch jak kaloryfer to gwarancja kobiecych ochów i achów.

Bez kobiet świat byłby zupełnie inny. Prostszy, choć na pewno dużo brudniejszy i mniej doprasowany, nie uświadczyłbyś rabatek kwiatowych w ogrodzie, ani czystych firanek w oknach. Mężczyźni by go urządzili inaczej. Ale kobiety są. W mężczyznach obłąkane szaleństwo za kobietami jest. Muszą zdobywać i łączyć się w pary. Więc skąd ta niechęć do małżeństwa?

Nie chodzi tu o to, że nie kochają, że im nie zależy, że kobietę, która przy nich zasypia noc w noc traktują jak przelotną zabawkę. Coś innego jest na rzeczy, a ja nie wiem co.

Moja szefowa jest tu świetnym przykładem poglądowym. Ona i jej partner żyli jak gołąbki przez czternaście długich lat. Bez ślubu, choć tworzyli świetny związek. Ona czternaście lat czekała na oświadczyny, pierścionek z brylantem i szampana, na ołtarz, białą suknię i tort. On przez czternaście lat nie skalał się myślą o ożenku. Kobieta cierpliwą jest i łaskawą. Do czasu. Pewnego wrześniowego popołudnia 1999 roku ona tupnęła nogą, rzuciła talerzem, soczystym bluzgiem i walizką, po czym oświadczyła, że jeśli w tym stuleciu nie zostanie jego żoną, to niech się chłop czym prędzej pakuje i wynosi, bo już dłużej czekać nie będzie. Facet zdębiał, rozbite skorupki pozbierał, walizkę wsunął pod łóżko i w ciągu paru tygodni zorganizował piękny ślub. Zwyczajnie – myśl o małżeństwie jakoś mu do głowy wcześniej nie przyszła, ale wyraźne życzenie partnerki skłoniło go do działania.

No więc ja się zastanawiam – dlaczego? Naturalnym następstwem wspólnego pożycia powinna być legalizacja związku i jego owoców. Tak świat skonstruowany jest w świadomości kobiety – że po jakimś czasie prania skarpet, pieczenia ciasteczek, szorowania fug łazienkowych i namiętnego oddawania się mężczyźnie zostanie ona zaszczycona propozycją małżeństwa. Faceci to wiedzą, ale udają, że nie wiedzą, że nie rozumieją aluzji partnerki o wspólnym kredycie, tupocie małych nóżek i kupnie psa. Nie rozumiem. Żądam wyjaśnień.

Kobieta, żyjąc w długotrwałym związku, gdzie nie pada ta propozycja zdradza objawy początków depresji – tak już jesteśmy uwarunkowane społecznie. I ja się w sumie mojej szefowej nie dziwę, w pełni rozumiem ten rozbity talerz, bo do jasnej cholery, czternaście lat korzystać z mężowskich przywilejów, a nie zapragnąć mężem w majestacie prawa zostać to jest jakaś dziwaczność, dwuznaczność i obelga.

Szczęściem mój własny facet jest domyślny. Lub też ja konstruuję aluzje zrozumiałe. Wczoraj mnie zaszczyt w dupę kopnął i zostałam narzeczoną, a owa transformacja przebiegła uroczo, w scenerii ogrodów królewskich Windsoru. Prawdziwy szampan, prawdziwy diament, prawdziwy IDEALNY mężczyzna. Mówiąc szczerze – jest to więcej luksusu, niżbym się spodziewała doznać w całym moim żywocie.

I choć sama jestem szczęśliwa, to widzę coś  więcej niż skraj własnej miski i ze współczuciem pochylam się  nad losem kobiet, których faceci są niedomyślni, lub też takowych udają. Kobiety! Życzę wam odwagi pierdolnięcia talerzem!

,
128 comments on “Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?
  1. No cóż podobną historie przezyla moja kolezanka po burzliwych latach bycia ze soba powiedziala wprost albo wyznaczamy date slubu albo wracaj do matki i zniknij z mojego zycia. no tym jasnym postanowieniem on zakasal rekawy i fru wesele bylo. Ja z z cierpiacym sercem po poprzednim zwiazku przyzekłam sobie ze nigdy ale to nigdy nie wyjde za mąż. chocby sie działo bogwie co. i pech chce ze z moim obecnym partnerem twporzymy bardzo udany zwiazek jestesmy przyjaciomi kochankami partnerami. Wydaje mi sie ze baby to sa takie glupie stworzenia podarzanie za moda jest jakas masakra ale coraz czesciej i ja temu ulegam. Tyle ze w srodku odczuwam juz potrzebe, potrzebe bycia mama, tego by kims sie zaopiekowac na maksa na zawsze. czuc te male figlarne nozki patrzec na usmiechniete oczka itd etc i to nie jest tak ze ja chce i juz. zawsze wypieralam w sobie takie potrzeby, bo uwielbiam podrozowac a moje zycie jest dosc niestabilne i uwielbiam zmiany. czy chcialabym miec na palcu cos zobowiazujacego, hm… mysle ze tak. nie po to zeby dolaczyc do grona „wspanialych mezatek” (majac 2rozwiedzione siostry nie wydaje mi sie zeby malzenstwo bylo az tak slodkim cukierkiem) ale po to by wprowadzic w swoim zyciu potrzebna ostoje. byc dla kogos oaza i by ktos byl nia dla mnie. czy teraz tego nie ma, jest ale tak jakby dosc ruchoma, a ten brylancik bedzie znakiem „ty i tylko ty” a mimo to nie warcze i niespekuluje… tyle ze jestem temperantna i czasem zdazy mi sie zabrac dupe i uciec jesli za dlugo czekam…. takze baba to naprawde dziwne stworzenie ale panowie to w istocie latajace piotrusie.

  2. ale bzdury. jak mozna uzalezniac swoje szczescie i spelnienie w zwiazku od jakiegos zwyklego kawalka papieru? nie wyobrrazam sobie, ze z jakiejs 5 lat wychodze za maz tylko dlatego, ze tak „wypada”. jestem teraz w szczesliwym zwiazku i moj facet dobrze wie, ze zadnego slubu nie bedzie. czasem to on przebakuje ‚jeszcze sie okaze”, ale ja postawilam sprawe jasno: nie trzeba mi slubu, bo slub nie rowna sie milosc. milosc to cos zupelnie innego i radze skupic sie na szukanie owego „cosia”, a nie na szukaniu sukni, pierscionkow i innych pierdol.

  3. A po co facet ma się żenić, jeśli wszystkie dobrodziejstwa małżeństwa ma bez „papierka”? Tak jest mu wygodniej, bo jeśli obecna partnerka przestanie mu odpowiadać, bez większych komplikacji poleci do następnej. Oprócz tego panuje przekonanie, że po ślubie małżonkowie przestają się starać. Owszem to się zdarza, ale w nieformalnych związkach też. Nieważne, czy żyje się w konkubinacie, czy w małżeństwie, jeśli partnerzy się nie angażują, to w związek powoli wkrada się rutyna. Mam w swoim otoczeniu kilka par, które od kilkunastu lat żyją w nieformalnych związkach i zachowują się dokładnie, jak stare małżeństwa. Są za to małżeństwa, które mimo upływu lat nadal o siebie zabiegają. :) Dla mnie wzorem było małżeństwo moich dziadków. Niezmiennie nawzajem w siebie zapatrzeni, żadne nie wychodziło z domu bez ucałowania drugiego, szanowali się, nie bali mówić, że kochają, robili wszystko, żeby sobie nawzajem nieba przychylić, wspierali się w trudnych chwilach. Dziadek zmarł w ramionach babci, ale zanim to się stało, pogłaskał ją po twarzy, podziękował jej za to, że była wspaniałą, kochającą żoną. Potem zamknął oczy i zasnął na zawsze.

  4. Słabe to, ale przeklejam swój komentarz z bloga Van Furio, bo temat ten sam, więc i moja odpowiedź. Sorry;)
    W zeszłym roku, po sześciu latach wspólnego mieszkania i trzech latach wychowywania córki, zostałam narzeczoną. A dwa miesiące później żoną (tak w USC, bo do Kościoła nam daleko, o czym można się przekonać czytając mojego bloga). Później obiad dla najbliższych i całonocna impreza („wesele”) na nadwiślańskich schodach (Cud nad Wisłą, Barka) dla bliskich znajomych, którzy byli na ślubie, ale nie załapali się na obiad. Nie zrobiliśmy więc tego, żeby się pokazać. Ani dlatego, żeby razem zamieszkać, mieć dziecko. Więc po co?
    Nie ukrywam, że ja miałam większe „ciśnienie”, bo po burzliwej młodości, czując że ten związek jest zupełnie inny niż poprzednie, chciałam mieć więcej, ‚chłopaków miałam kilku, ale nigdy nie miałam męża’ – mówiłam. (on przede mną miał żonę, więc czuł to nieco inaczej) Największą nagrodą nie był ślub, tylko to, co mój mąż powiedział trzy miesiące później: „żałuję, że nie zdecydowałem się wcześniej”. Na szczęście nie było za późno, nie powiedziałam won, nie trzasnęłam drzwiami przed nosem. Bardzo zależało mi na ślubie (nie na weselu, nie sukni bo wydałam na nią 99 zł;), na tej wyjątkowości (choć już to, że mamy dziecko jest wyjątkowe). Po ponad roku nic się nie zmieniło, dalej się kochamy i uwielbiamy, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, śmiejemy się ze sobą, zaskakujemy się, zachwycamy. Ślub niczego nie zmienia, jeśli osoba i czas jest właściwy.

  5. Gratuluje zareczyn :)

    Co do facetow niedomyslnych, czasem trzeba pogadac bo faktycznie nie mysla. Skoro babinka nic nie mowi to i pewnie jest jej dobrze….
    Zgadzam sie tez z jednym komentarzem, faktycznie pierscionek a slub to dwie sprawy :) Checi moga byc ale mozna w jakas dziure wpasc pozdrowie ( czego Ci nie zycze!!!!!)
    Pozdrawiam

  6. Jeśli się nie rozmawia ze sobą,to się później kończy na czternastu latach życia razem – bez ślubu. Facet nie ujawni,że tego chce, jeśli się boi,że kobieta mu odmówi, a skoro ta tyle lat żyje jak żyje i słowa nie powiedziała,to jest pewny w 100%,że odmówi. Czemu tupnęła, rzuciła talerzem i od razu zaręczyny? Bo czekał,aż mu w końcu powie, da znać, COKOLWIEK,że tego właśnie chce,że tego od niego oczekuje. Faceci są domyślni,to sprytne istoty, które nie wychodzą z propozycją zmian itp. pod pretekstem niedomyślności i niewiedzy ;) Oni wiedzą wszystko, tylko dopóki im nie powiemy albo znaku nie damy,to nie ruszą z miejsca ze strachu przed odmową/odrzuceniem/negowaniem ich decyzji, chęci czy nawet pragnień. Rozmowa. Nic więcej.

  7. Bo ja wiem, dla mnie to nie było takie oczywiste, że ślub jest naturalną konsekwencją. Właśnie zawarłam związek małżeński po 11 latach bycia razem, ale nie czułam jakiejś wielkiej potrzeby, żeby to zrobić, ani po ślubie nie czuje, żeby cokolwiek się zmieniło. W związku jest nam nadal bardzo dobrze, tak samo jak przed ślubem. Nie przeszkadza mi więc wzięcie ślubu, ale też w sumie w niczym nie pomaga :-)

  8. Współczesne młode kobiety są GŁUPIE niestety. Emancypacja zupełnie zrobiła im wodę z mózgu. SLub dla faceta to oświadczenie otoczeniu, ze od teraz będzie odpowiedzialny za kobietę i ich wspólne dzieci. Jesli dostaje to co chce bez ślubu to po co ma komuś coś przyrzekać??? Młoda kobieta mysli mam dobra prace po co mi slub. A życie pisze różne scenariusze i macie koszmar na własne życzenie. On nagle ginie, Twoje dziecko nie dostanie alimentów, bo nie ma nazwiska ojca, nic też nie dziedziczy. Musisz w sądzie udowadniać swoje prawa, gdy sama jesteś w rozsypce. Zaszłaś w ciążę, chorujesz, musisz leżeć tracisz pracę a partner ma dośc tej sytuacji zaczynają sie kłótnie, brak kasy, on sie wyprowadza. Gdyby był Twoim mężem zbyt pochopnie by nie postepował, bo wpływ otoczenia na takich słabeuszy działa bardzo skutecznie. Poza tym zostawic dziewczynę a zastawić zone w ciązy to dla otoczenia ogromna różnica. Większość źle znosi ostracyzm. Jaka burza była gdu Krawczyk odszedł do laluni zostawiając żonę z dziećmi.

    • Dziecko zawsze ma takie sama prawa odnośnie dziedziczenia, niezależnie od związku rodziców. Przynajmniej część praw które przypadają parom mają podobne odpowiedniki dla osób żyjących „na kocią łapę” (zważywszy na ich, de facto, status singli).

      Pozostałe kwestie, jak dziedziczenie przez partnera, prawo decydowania w sytuacjach awaryjnych, prawo wglądu w dokumentację medyczną etc. można rozwiązać u notariusza za kwotę znacznie niższą niż ślub. A przy tym, bez ryzyka ze ślubem związanym.

      Ślub jest niejako zabezpieczeniem, ale prawie nikt nie bierze ślubu z tego powodu. Jedni robią to z powodu presji społeczeństwa (kretyństwo), inni z chęci wykorzystania tego faktu (perfidia, cwaniactwo). Inni ze spaczonej wizji co to jest miłość (tragedia, we właściwym znaczeniu tego słowa).

      Ślub nie jest dowodem miłości. Ślub jest umową między dwojgiem partnerów, która narzuca na nich prawa i obowiązki, aby wesprzeć wspólne życie. Nic więcej. I jak każda umowa ma swoje słabe punkty.

      • Dobrze powiedziane…”umową”. Chcecie wiedzieć dlaczego nam tak nie spieszno do ożenku?.. bo w przypadku „ewentualnego” rozwodu mamy prze..przechlapane i nie mówię tu o alimentach na dziecko. Z reguły w sądzie już na początku kobiety są na wygranej pozycji czyli dodatkowe alimenty w przypadku orzeczenia nam winy – czasami nawet bez naszej winy, sprawy o podział majątku – w większości przypadków orzekane na naszą niekorzyść, kontakty z dzieckiem za małe żeby można było mówić o byciu tak naprawdę ojcem. Do tego żadna kobieta nie stroni od kłamstw w sądzie czasami wręcz perfidnych byle tylko jak najwięcej zyskać – kobiety to niemoralne istoty bez poczucia przyzwoitości i godności.

  9. Nie bardzo ogarniam, czemu hejtujecie instytucję ślubu. Ślubowanie oznacza uroczystość, gdzie się innym przysięga/oświadcza, że BĘDZIE się coś wypełniać, czegoś nie robić itd. Z jakiego powodu takie zdziwko, że ktoś po kilku latach związku chce mieć szczere i niewymuszone potwierdzenie od drugiej osoby, że będę z Tobą do końca życia…I JUŻ. Bez żadnego „ale”, bez stawiania sobie nawzajem warunków, po prostu życie ZE SOBĄ i wspólne stawianie czoła temu, co spotyka ludzi każdego dnia.
    A ludzie mówiący „papierek” na ślub (mniejsza o rozdział na cywilny i Kościelny – kwestia wiary, nie powinienem wchodzić komukolwiek z buciorami w to) – niczego nie ogarniacie. Moim zdaniem, ślub (czyli potwierdzenie innym ludziom i Bogu mojej woli) jest przysięgą, że będę na dobre i złe. I uważam, że dopiero od ślubu można ze sobą mieszkać, spać w jednym łóżku, mieć dzieci. Bo niech zdarzy się tak, że będzie wpadka, facet Cię, droga Kobieto zostawi (bo się boi, mamusia mu każe, whatever) i co powiesz takiemu dziecku? Że tatuś kochał, ale tylko do momentu Twojego poczęcia? Że mu się odwidziało? Jaki to jest przykład dla dzieci w ogóle?
    Ale samo ślubowanie przyjdzie we właściwym czasie – i zgadzam się z tym, że samiec nie zawsze jest w 100% pojmujący (dobra, powiem nawet, że czasem jest W OGÓLE NIE pojmujący – feministki, cieszcie się :D) i że czasem trzeba mu pokazać jak krowie na granicy. Ale warto, jeśli tego pragnie i chce, to się zgodzi. A jeśli się będzie wahać, to nie jest warty jakiejkolwiek uwagi i należy go zostawić czym prędzej ;)

  10. Tak wiele komentarzy tutaj piętnuje mężczyzn którzy nie chcą ślubu jako „nieodpowiedzialnych” czy „wygodnickich” a ślub gloryfikują. Powiem tylko tyle…pokazujecie to jak bardzo ograniczone jest wasze spojrzenie na rzeczywistość. Zamiast powielać stereotypy, wystarczy się zastanowić i poszukać danych, nie mitów.

    http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/rs_rocznik_demograficzny_2013.pdf

    Na stronie 268, jest tabelka pokazująca temat.
    Kobiety wnoszą o rozwód ponad dwa razy częściej niż mężczyźni. Fakt, że kiedy jest wina jednej ze stron, częściej (prawie pięciokrotnie) jest to z winy męża. Większość jest jednak bez winy…bo partnerzy się „rozkochali”.

    To więc jak…Małżeństwo jest dla bezpieczeństwa a facet nie chcąc być mężem jest nieodpowiedzialny? Tym dwunastu tysiącom kobiet to powiedzcie…po tym jak miesiącami się użerały aby mieć rozwód by zakończyć swój koszmar. Albo tym czterdziestu siedmiu tysiącom które musiało swoje dzieci (w wypadku niektórych) włóczyć po sądach, a to wszystko za ich własne pieniądze, które można by wydać na lepsze cele.

    Małżeństwo to umowa, ale żadna umowa nie jest trwała. Żadna umowa nie gwarantuje wywiązywania się z obowiązków którejkolwiek ze stron.
    A ludzie którzy mieli to nieszczęście że wzięli ślub z „katem” mają zdecydowanie mniejsze szanse się od takiego partnera uwolnić…aka. ślub jest dla nich dożywotnio przyzwoleniem na cierpienie.

    To jest efekt patrzenia na ślub jako coś innego, niż on rzeczywiście jest. Te wszystkie problemy zostały by drastycznie zmniejszone gdyby ślub nie był traktowany jako „dowód miłości” (którym nie jest) czy „zaangażowania” (co jest bzdurą), a jako umowa która ma na celu zmianę zależności pomiędzy partnerami w oczach prawa, aby np. jedno mogło decydować o zdrowiu drugiego gdy zajdzie taka potrzeba.

    Bezpieczeństwo i stabilność zależą od ZACHOWANIA partnerów w trakcie bycia razem. Jest to całkowicie niezależne od formy związku.

  11. Jestem mężusiem od 30 lat, od 7 lat w zawieszeniu.
    Ślub jest potrzebny kobietom, uważają, że jak już złapały chłopa, to już im wiele wolno, i tak z roku na rok, na rok, na rok coraz gorzej.
    Aż pewnego dnia dowiadujesz się, że wszystko czego w życiu dokonałeś, możesz o kant d… roztłuc, wszystko zrobiłeś źle, beee, że żona nie może znaleźć lepszej pracy? – to też twoja wina, – że trzeba odśnieżać podjazd? – toż to haniebne wykroczenie.
    Poprostu kobietom odbija …….
    I jak tu ich nie kochać.

  12. Witam was ;-)

    tak oglądam sobie te liczne strony internetowe, czytajac z jakimi to „ciężkimi życiowymi problemami” faceci jak i kobiety (przeważnie młodzi) się uborykają, np. pod tytułem „mam 22 lata, żyjemy już rok razem i on mi się jeszcze nie oświadczył”, „faceci się boją /on nie chce się żenić” itp.). To normalnie aż straszne, jak dużo zwłaszcza młodych kobiet wypowiada się na takie i podobne tematy – ludzie…jak wy się dogadywaliście, a przede wszystkim- czy wy się wystarczająco poznaliście, ZANIM postanowiliście być razem?
    Wiadomo – ludzie czasami się zmieniają, zmieniają poglądy itd., tzn. niektórzy najpierw chcieli się żenić/wyjść za mąż, a póżniej zmienili zdanie z jakiegoś tam powodu – jednak o tych tu nie piszę, bo to podobne, jednak trochę inne przypadki.
    Nie wiem, może to ja jestem i zawsze byłem nadzwyczajnie konsekwentny w życiu i wiedziałem czego od życia chcę, jednak dziwię się, dlaczego inni jakoś tego nie potrafią…
    Moim zdaniem; najważniejsze co trzeba w związku robić, to: rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać – otwarcie mówić o sobie, o tym kim się jest i jakie ma sie poglądy/potrzeby w życiu – i przede wszystkim rozmawać ZANIM postanowi się łączyć z kimś.

    Ja i mój skarb od 12 lat jesteśmy razem. Jesteśmy spokojnej natury, kocham moją kobietę, ona kocha mnie i już na początku naszej przyjaźni też najpierw całkiem otwarcie i poważnie rozmawialiśmy na temat małżeństwa, ślubu, dzieci itp., każdy z nas nie robił tajemnic przed drugim – już na początku powiedziałem jej otwarcie, że nie mam zamiaru się żenić – obojętnie czy z nią czy też wogóle z jakąkolwiek inną kobietą, po prostu nie ma to dla mnie żadnego sensu w życiu i tyle. Wszystkie formalności można w podobny sposób ustalić w testamentach i innych papierkach, jednak oświadczać się, pierścionki zaręczynowe, śluby itd. to są tradycje (no bo nasi rodzice przecież też tak robili), które tak naprawdę wogóle nie mają (dla nas) żadnego znaczenia – to wszystko jest jedynie symbolicznie, a nie dowodem miłości. Oczywiście wiem, że i ona potrzebowała jakiś czas by przemyśleć co sobie powiedzieliśmy, co ja jej przekazałem, ale jednak: od lat mieszkamy razem, pracujemy, dobrze zarabiamy, dzieci nigdy nie były w planie,.. źle nam nie jest, nie ma między nami jakichś tam sporów a nawet gdy jakieś malutkie są (oczywiście,gdzie ich nie ma.. ;-) ), to ponownie poprzez rozmowy dochodzimy do porozumienia. I co?.. Moi drodzy, nic! – żyjemy sobie właśnie tak na tą powszechnie nazywaną „kocią łapę”, i nikomu to już dzisiaj nie przeszkadza. Jesteśmy szczęśliwi, i wiem że ona dzisiaj też już o ślubie nie myśli, jest jej to też obojętne jak i mnie.
    Osobiście nie mam absolutnie nic przeciwko temu, gdy ludzie się chcą żenić /wychodzić za mąż – niech każdy sobie robi jak tam chce, nie wtrącam się w życie innych. Moim zdaniem jednak, najważniejsze jest to że „on i ona” muszą mieć już od samego początku bardzo podobne podejście do życia (pewnie, nic nowego), i przede wszystkim że muszą ze sobą obficie rozmawiać, wystarczająco się poznawać, być szczerym. Jednak wygląda na to, że większość wypowiadających się na stronach takich jak właśnie tutaj, jakoś wogóle o tym nie pomyślała. Dlaczego? Czy to tak trudno z kimś otwarcie porozmawiać jak dorośli ludzie?

    Odnośnie kobiet piszących „dam mu ultimatum”, „boi się że nie da rady utrzymać rodziny” itp. – nie chcę nikomu tu ubliżać czy też się z kimś w internecie kłócić, jednak myślę, że większość waszych facetów tak naprawde nigdy nie chciało się z wami żenić – tylko zrobiliście straszny błąd w życiu: o tym SZCZERZE NIE ROZMAWIALIśCIE. A teraz panika, bo waszym facetom (tak jak i siebie opisałem) te wszystkie (śmieszne) ceremonie były i są całkowicie obojętne, tylko wam teraz nagle czas ucieka i próbujecie na siłę coś zmeinić. Wiecie co, jeżeli wasz związek jest stabilny i nie macie jakichś tam większych problemów, to dajcie sobie spokój z tym, bo takie „zmuszanie” to bardzo niepoważne jest…

    Odnośnie tego o czym tu mowa, jest takie dosyć ładne przysłowie:

    Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi, jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego, kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających / krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy.

    Bye

    facet / 40 lat

  13. Zdradzę pani dlaczego boję się ślubu-jestem dwudziestolatkiem,i może dotyczy to wszystkich mężczyzn ale nie jestem pewien ;)

    Otóż tak samo jak kobiety chcą nudnego,bezpiecznego życia w rodzinie z okresowymi kolacjami w restauracji i romantycznymi chwilami ,mężczyźni tak samo uwielbiają wolność.

    Jest wiele definicji wolności(pozytywna czy negatywna) i nie mam zamiaru jej tu teraz definiować ale napiszę tylko ze dla facetów oznacza ona stan nieodpowiedzialności,to znaczy że dopóki mężczyzna jest młody ślub jawi mu się jako uwięzienie z kobietą o malejącej atrakcyjności gdy wokół jest wiele ładniejszych ;)

    Można to porównać do z złotej klatki w której wprawdzie jest kobieta ale cały czas człowiek zastanawia się nad wyglądem świata na zewnątrz.

    Jest to niewątpliwie niedojrzałe,bo w gruncie rzeczy polega na strachu przed odpowiedzialnością.

    Nie bez pozery chłopaki chcą być jak Geralt czy Bakly a dorośli mężczyźni uwielbiają samochody dające poczucie wolności (możesz jechać gdzie chcesz-wolny atom.

    Zapytała pani po co mężczyźni chodzą na siłownie,kupują drogie samochody itp.

    Otóż drogi samochód czy mięśnie spełniają więcej ról niż tylko wabik na samice,wielokrotnie podziwiałem auta żonatych mężczyzn.

    Samochód służy też do podwyższania swojej wartości,ale najważniejsze jest to że jak napisał Marks ,,byt kształtuje świadomość” i sprowadza się to do tego że faceci po obejrzeniu ogromnej liczby filmów wierzą iż to właśnie najnowsze Porsche sprawi ze będę męscy i atrakcyjni.

    Właśnie tutaj mogę nawiązać do paradygmatu o potrzebie docenienia ze strony kobiet.Wcale nie jest ono niezbędne i powiem szczerze że dużo bardziej działa na mnie podziw moich kolegów,chociażby rzadko chwalących mój intelekt ;)

    Społeczna presja wywierana na mężczyzn że musi być ,,głową domu”, ,,MIEĆ kobietę” i tym podobne sprawia że faceci w końcu się żenią-bo nieżonaty to wg. społeczeństwa wybrakowany.Jeszcze raz można nawiązać do Marksa:)

    Zachodzi teraz nieciekawy proces,polegający na zmniejszeniu zainteresowania ślubem,głównie przez ruchy feministyczne czy ultraliberalne,pokazujące że można żyć jak tylko się chce i kobieta może służyć do seksu a samorealizacja następować po za obszarem damsko-męskim,W konsekwencji dochodzi do komicznej sytuacji gdy jeden czterdziestolatek uważa swoją postać w grze za równie cenną jak rodzina jego kolegi.Innymi słowy nic tak nie służy niedojrzałości mężczyzn jak feminizm,nie dziwię się że niektórzy faceci do wspierają.

    Jeżeli mężczyzna ma akomodację u rodziców,pracę i gry komputerowe nie koniecznie trzeba się wysilać,mimo że to rodzina jest prawdziwym wyznacznikiem męskiej dorosłości :)

    Podsumowując ślub to dla mężczyzny nie tylko ograniczenie wolności ale też emanacja presji społecznej.

    Jakby chciała pani coś więcej wiedzieć proszę napisać na maila :)

  14. Nie wyobrażam sobie patrzeć na ten sam tyłek przez 30 lat…
    To prawda, że staramy się zaimponować kobietom, po to jest siłownia. Ale z samochodami jest też druga strona medalu. My je po prostu uwielbiamy. Faceci lubią grzebać w garażu, lubią oglądać wyścigi F1. Nie po to żeby komukolwiek imponować. Po prostu to lubią. A najpełniej obnaża się to w posiadaniu własnego samochodu – im droższy i lepszy, tym większe zadowolenie. Podobnie z kobietami i ich makijażem. Malujecie się po to żeby podobać się facetom, ale czy tylko? Bo z tego co wiem, to robicie to również dla siebie samych, dla lepszego samopoczucia…
    Potrzebujemy kobiet po to żeby słuchać ich ochów i achów, by czuć się podziwianymi – teza którą postawiłaś w pierwszym akapicie jest prawdziwa. Ale jeśli kupię sobie, powiedzmy, wymarzonego Aston Martina, to czy lepiej jest usłyszeć jednorazowo ochy i achy od żony, czy może lepiej jest słyszeć je co miesiąc, znowu i znowu, od różnych kobiet? Oczywiście to drugie. Zresztą żona zamiast podziwiać, raczej by zaczęła narzekać, że marnuję pieniądze. Od kobiety z którą mnie nic nie łączy, na pewno tego nie usłyszę.
    Małżeństwo to układ bardzo korzystny dla kobiet, bo zapewnia im poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa, którego potrzebują. Facet ma dylemat: z jednej strony kobieta zajmie się domem i będzie wsparciem, ale czy warto oddawać za to swoją wolność?

  15. Ja od 6 lat żyję z moją kobietą i ani ja ani ona nie potrzebuje papierka i pierścionka. Jest nam naprawdę dobrze. Kochamy się i oby nigdy to się nie zmieniło…

  16. Bardzo fajny i prawdziwy wpis. Niby kocha, niby jesteś ta jedyną, na całe życie, matką dzieci, kucharką i sprzątaczką, ale na słowo ‚ślub’ reaguje jak listonosz na psa i zwiewa. Nie z domu, no bo kto mu ugotuje, ale już z pokoju to chętnie.

  17. My chcemy imponować innym samcom, nie wam.
    Ladna kobieta obok to szpila w bok innego samca.

    Samochod nie jest po to, aby zdobyc kobiete.
    Kobieta jest po to, żeby zaparkować ja obok samochodu.

  18. Dlaczego nie chcą? Już Ci wyjaśniam wszelkie wątpliwości. Po pierwsze, facet niczego nie musi udowadniać kobiecie – chce ją mieć to ją będzie miał, nie chce – nie będzie. Proste. W małżeństwie jest odwrotnie – trzeba się starać praktycznie codziennie, co w perspektywie takiego dwudziestoparolatka wizja związania się na całe życie jest praktycznie nie do wyobrażenia, a co dopiero jej realizowania. Tak więc małżeństwo = trzeba, tyle tylko,że być może nie wiesz Autorko, że mężczyźni bardzo nie lubią jednej rzeczy – zobowiązania. Ani w formie krótkotrwałej, ani długiej. Dowód jest oczywisty – zdrady czy to w związkach „zwykłych” czy tych sformalizowanych, facetowi nie wystarczy „tylko” jedna kobieta przez całe życie. Możliwe że sie z tym nie zgodzisz ok, ale na pewno nie zaprzeczysz, że każdy facet chociaż raz oglądnie się za inną.
    Małżeństwo jest dobre ale tylko dla kobiety – bo daje jej przede wszystkim pewność, że ten nie zwieje do innej, choć istnieją wspomniane zdrady, bezpieczeństwo finansowe, bo razem łatwiej dźwignąć wszystkie wydatki, że nie wspomnę o dopominaniu się o podarunki dla Ukochanej, która tak naprawdę ślub chce po to, aby pokazać się w białej sukni koleżankom, które sie zleją z zazdrości, a po trzecie to rzecz jasna dzieci, czyli to o czym każda babka marzy, mysli w kółko i zaprząta głowę każdemu facetowi. Wracając do małżenstwa, czy uważasz naprawdę, że „papierek” coś zmieni ?? Przecież można żyć razem bez tego, a nie wkradnie się tak szybko rutyna po pierwszej rocznicy ślubu. Swoją drogą obserwuję dużo, i jeszcze nie widziałem zadowolonego faceta, który powiedziałby że jest szczęsliwy w małżeństwie – chyba że mówi o tym w obecności żony, więc wiadomo dlaczego musi mówic pozytywnie;p

    Poza tym napisałaś „Tak świat skonstruowany jest w świadomości kobiety” – no właśnie, czyli Wasz świat, drogie Panie, chłop ma zupełnie inaczej skonstruowany „świat” w swoim wyobrażeniu. W dzisiejszych czasach, facet zmądrzał. Swoje przeszedł, ale w końcu zrozumiał.

    Na koniec najważniejsze – dzisiaj nie ma się z kim wiązać na dłużej, a co dopiero żenić. Kiedyś dziewczyny były fajniejsze, i potrafiło się w nich dostrzec wewnętrzne piękno, a nie jak dzisiejsze selfie – amatorki wypchanych portfeli. Niech da Wam to trochę do myslenia, chcecie być obdarzone szacunkiem i zainteresowaniem – zachowujcie się należycie. Pozdrawiam serdecznie.

  19. tak od czapy: dlaczego ręce faceta na tym zdjęciu (zakładam, że facet to ten z rękawami od garnituru, a nie koronkowymi i złotym zegarkiem) ma długie paznokcie na kciukach?? :-0

Odpowiedz na „~AgnieszkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook