Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?

heart

Nieodłącznym elementem męskiej filozofii życiowej jest niechęć do ożenku. Dziwne to, tym bardziej, że z drugiej strony mężczyznom kobiety są potrzebne do życia jak powietrze – już nawet nie do tego, by było porządnie poprane i ugotowane, a po to właśnie, by były. Żeby facet mając babę w pobliżu mógł czuć na sobie pełne podziwu spojrzenie kobiety, by słuchać jej zachwyconych ochów i achów pod adresem swoich umiejętności. Większość działań i ambicji mężczyzny zdeterminowana jest chęcią zaimponowania kobietom. To jest fakt niezaprzeczalny, teza wielokrotnie udowodniona.

No bo niby po co mężczyznom szybkie samochody? Przecież po mieście można jeździć 50, po autostradzie 140, a tych drugich w Polsce i tak jest jak na lekarstwo. Zajebisty samochód jest drogi i przy zakupie i w eksploatacji, nie wspominając nawet o haraczu dla ubezpieczalni. To jest zwyczajnie niepraktyczne, tak jak kupowanie bezcennych wydań średniowiecznych ksiąg ze złotymi okuciami, celem podłożenia pod nogę stołu, co by się zdezelowany mebel przestał chwiać. Do codziennego użytku i wożenia dupy do pracy starczy byle grat. Ale rynek luksusowych pojazdów kwitnie, nawet wśród tych, co ten ekscentryczny wydatek kretyńsko okupią kredytem na dwadzieścia lat. Bo szpanerskie auto to wabik na kobiety, ot co.

A muskuły? Siłownie wzdłuż i wszerz Europy oblegane są przez samców, zawzięcie machających ciężarami, spoconych, sapiących i robiących durne miny. I po co to wszystko? Nie mówcie mi, że dla zdrowia – no spróbujcie namówić faceta, by dla zdrowia jadał sałatę i kiełki! Dla zdrowia się szpikują odżywkami, sterydami, hormonami, przeciążają kręgosłupy, nadrywają wątłe mięśnie, narażają na kontuzje, przepuklinę i sflaczałe siurki? Zdrowiej by im było rzucić to w diabły, wcisnąć się w ciasne kąpielówki i czepek i radośnie pluskać się w basenie. A jednak – do sztangi ustawia się kolejeczka, na pływalni głównie starcy i dzieci, mężczyzn w sile wieku brak. Dlaczego? Bo oni te bicepsy tak piłują dla bab. Bo klata jak u goryla, a brzuch jak kaloryfer to gwarancja kobiecych ochów i achów.

Bez kobiet świat byłby zupełnie inny. Prostszy, choć na pewno dużo brudniejszy i mniej doprasowany, nie uświadczyłbyś rabatek kwiatowych w ogrodzie, ani czystych firanek w oknach. Mężczyźni by go urządzili inaczej. Ale kobiety są. W mężczyznach obłąkane szaleństwo za kobietami jest. Muszą zdobywać i łączyć się w pary. Więc skąd ta niechęć do małżeństwa?

Nie chodzi tu o to, że nie kochają, że im nie zależy, że kobietę, która przy nich zasypia noc w noc traktują jak przelotną zabawkę. Coś innego jest na rzeczy, a ja nie wiem co.

Moja szefowa jest tu świetnym przykładem poglądowym. Ona i jej partner żyli jak gołąbki przez czternaście długich lat. Bez ślubu, choć tworzyli świetny związek. Ona czternaście lat czekała na oświadczyny, pierścionek z brylantem i szampana, na ołtarz, białą suknię i tort. On przez czternaście lat nie skalał się myślą o ożenku. Kobieta cierpliwą jest i łaskawą. Do czasu. Pewnego wrześniowego popołudnia 1999 roku ona tupnęła nogą, rzuciła talerzem, soczystym bluzgiem i walizką, po czym oświadczyła, że jeśli w tym stuleciu nie zostanie jego żoną, to niech się chłop czym prędzej pakuje i wynosi, bo już dłużej czekać nie będzie. Facet zdębiał, rozbite skorupki pozbierał, walizkę wsunął pod łóżko i w ciągu paru tygodni zorganizował piękny ślub. Zwyczajnie – myśl o małżeństwie jakoś mu do głowy wcześniej nie przyszła, ale wyraźne życzenie partnerki skłoniło go do działania.

No więc ja się zastanawiam – dlaczego? Naturalnym następstwem wspólnego pożycia powinna być legalizacja związku i jego owoców. Tak świat skonstruowany jest w świadomości kobiety – że po jakimś czasie prania skarpet, pieczenia ciasteczek, szorowania fug łazienkowych i namiętnego oddawania się mężczyźnie zostanie ona zaszczycona propozycją małżeństwa. Faceci to wiedzą, ale udają, że nie wiedzą, że nie rozumieją aluzji partnerki o wspólnym kredycie, tupocie małych nóżek i kupnie psa. Nie rozumiem. Żądam wyjaśnień.

Kobieta, żyjąc w długotrwałym związku, gdzie nie pada ta propozycja zdradza objawy początków depresji – tak już jesteśmy uwarunkowane społecznie. I ja się w sumie mojej szefowej nie dziwę, w pełni rozumiem ten rozbity talerz, bo do jasnej cholery, czternaście lat korzystać z mężowskich przywilejów, a nie zapragnąć mężem w majestacie prawa zostać to jest jakaś dziwaczność, dwuznaczność i obelga.

Szczęściem mój własny facet jest domyślny. Lub też ja konstruuję aluzje zrozumiałe. Wczoraj mnie zaszczyt w dupę kopnął i zostałam narzeczoną, a owa transformacja przebiegła uroczo, w scenerii ogrodów królewskich Windsoru. Prawdziwy szampan, prawdziwy diament, prawdziwy IDEALNY mężczyzna. Mówiąc szczerze – jest to więcej luksusu, niżbym się spodziewała doznać w całym moim żywocie.

I choć sama jestem szczęśliwa, to widzę coś  więcej niż skraj własnej miski i ze współczuciem pochylam się  nad losem kobiet, których faceci są niedomyślni, lub też takowych udają. Kobiety! Życzę wam odwagi pierdolnięcia talerzem!

,
128 comments on “Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?
  1. Gratuluję zmiany statusu na Narzeczoną. Mój Mąż (drugi) jest najwyraźniej wyjątkiem bo do ślubu ciągnął mnie prawie za włosy. Obrączkę traktuje jak relikwię, nigdy jej nie zdejmuje. I wcale a wcale ideałem nie jest, tak ma chyba wpojone, że ślub musi być i kropka. Pozdrawiam :)

  2. To może jako przedstawiciel pci piłującej bicepsy na siłce odpowiem.
    Mnie się osobiście zawsze wydawało, że najważniejsze jest to co jest między ludźmi. Mówię tu o uczuciu, relacji, wspólnych pasjach. Tymczasem droga autorka trywializuje to do poziomu urzędowego świstka. Ogólnie wszystko jest mniej ważne niż „zalegalizowanie związku” jak to określiłaś. Tak się tylko zastanawiam z ilu przywilejów żony korzystała Twoja szefowa zanim piznęła talerzem? Czy po ślubie będzie lepszą kochanką, gospodynią domową, matką? Czy to coś zmieni? Owszem z moich obserwacji wynika, że ten magiczny moment jest przyzwoleniem zaprzestania dalszych stań. Tak po ślubie faceci odstawiają hantle do piwnicy, żony zaczynają łazić po domu w rozciągniętych dresach itd.
    Powiem szczerze gdyby kobieta piznęła we mnie talerzem pokazałbym jej drzwi. Bo uważam, że jeśli chce się z kimś być to się z nim jest. Mało tego trzeba się starać i „czarować by drugą połówkę wciąż do siebie przyciągać. Nie wydaje mi się by miłość potrzebowała papieru z USC.

    • To nie jest tak, że w moim mniemaniu najważniejszy jest papier. Ale nie ma co się oszukiwać – ślub jest dowodem na to, że prócz słodkiego spijania sobie z dzióbków, namiętnego macania się po kątach i beztroskiego bujania w obłokach mamy wobec siebie poważne zamiary. Chcemy się podjąć zobowiązań i wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka, zapewnić sobie nawzajem poczucie bezpieczeństwa poprzez publiczną deklarację w majestacie prawa (i dla co poniektórych boga), że z pary zakochanych ewoluujemy w małżeństwo, stajemy się rodziną. Kobiety tej deklaracji potrzebują.
      A współcześni mężczyźni nie grzeszą chęcią do zobowiązań. I to jest dla partnerki, no przynajmniej dla mnie osobiście, sygnał ostrzegawczy. Nie warto tracić czasu i sił na faceta, który po kilku latach związku nie chce podjąć wobec mnie stosownych zobowiązań i zadeklarować, że będzie przy mnie do końca życia, nawet jak nam się to życie nieco popierdoli i już nie będzie tak różowo. I nawet jeśli mężczyźni nie zawsze mają potrzebę składania takowych deklaracji, to powinni mieć świadomość, że dojrzała miłość polega także na tym, by zaspokajać potrzeby drugiej osoby. Bezinteresownie. Bez kalkulacji, czy mi się to opłaca. I bez głupiego pierdolenia, że się z tobą nie ożenię, bo mi zaczniesz łazić w dresie po domu.

      • ” ślub jest dowodem na to, że prócz słodkiego spijania sobie z dzióbków, namiętnego macania się po kątach i beztroskiego bujania w obłokach mamy wobec siebie poważne zamiary. Chcemy się podjąć zobowiązań i wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka, zapewnić sobie nawzajem poczucie bezpieczeństwa poprzez publiczną deklarację w majestacie prawa”

        Staram się zapewnić mojej partnerce pełne bezpieczeństwo, płacę rachunki, dbam o dom, zarabiam, na nic nie żałuję pieniędzy (nawet gdy jej zachcianki są debilne :-D) ubezpieczyłem ją, odciążam we wszystkim w czym mogę, szanuję jej zdanie i zawsze biorę je pod rozwagę. Jesteśmy razem 8 lat, nie mamy ślubu. Czy w Twoim rozumieniu jestem nieodpowiedzialny?

        • Dużym uproszczeniem byłoby, gdybym wystawiała konkretnym, nieznanym mi ludziom jakiekolwiek oceny na podstawie dwu zdaniowego opisu. A jednak – dla mnie osobiście, nieco dziwną jest sytuacja, gdy związek z takim stażem nadal nie przeistoczył się w małżeństwo bez wyraźnej przyczyny. Jak to jest u Was? Dlaczego odkładacie tą decyzję?

        • Czy w Twoim rozumieniu jestem nieodpowiedzialny? – jesteś odpowiedzialny, ale tylko w takim układzie, gdy i ona jest z tego zadowolona w równym stopniu (co najmniej równym stopniu!!!) co Ty. Tu – moim zdaniem – tkwi sedno sprawy. Każdy układ jest dobry, jeśli jest dobry dla obu stron, jeśli oboje akceptują (a nie tylko godzą się….z nadzieją nie przemijającą na szczęśliwe/inne/lepsze? zakończenie). Niestety – przerabiam taki „układ” na własnej skórze i, po 10 latach, mam dość. A o ślub prosić nie będę. Powiedziałam jakie są moje oczekiwania, ale prosić nie będę. Trudno – do wszystkiego trzeba dojrzeć. I do ślubu i do rozstania…….Tak myślę….

          • Masz rację. Jeśli obie strony są zadowolone z układu, to wszystko jest w porządku. Wierzę, że istnieją kobiety, które nie chcą wychodzić za mąż i wtedy taki układ jest zdrowy.

            Skoro jednak dajesz facetowi do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś więcej, a on jest głuchy na Twoje sugestie to czas i pora pomyśleć o rozstaniu. Szkoda marnować życia na niesatysfakcjonujące związki.

    • Współczuję kobietom, które tkwią w jakimkolwiek związku (zalegalizowanym lub nie) i nie wiedzą, czy facet myśli o nich poważnie. Sorry, mnie papier nie jest potrzebny. Cieszę się Twoim szczęściem, Autorko, ale nie uogólniaj, proszę. Nie każda kobieta chce obwieszczać światu, że jest w związku.

    • Zgadzam się z Tobą, że papier nie jest najważniejszy. Mieszkam z chłopakiem, który nie chce wziąć ślubu i dlatego mniej się staram. Dla mnie ślub wszystko by zmienił.

    • no fajnie, jakbym mojego faceta słyszała :-) czy to coś zmieni? niby nie ale… w pewnym momencie status tak zwanej narzeczonej konkubiny czy jak ją zwał staje się męczący. nic nie można załatwić, bo „nie jest pani żoną”… superzaście… a u nas jeszcze kwestia inna, mój luby jest starszy ode mnie i zbliża się do 60-tki. lekarz itp, a jakby szpital? nic nie znaczę, zważywszy, że jego mamuśka to cholernie żywiołowa i apodyktyczna kobieta.
      Acha, jest jeszcze coś…
      mąż to tylko słowo, ale jakoś bardziej czujemy że facet jest nasz. i inne samice mają większy respekt… a tak, to niestety, potrafią diablice sie kręcić i podrywać, a to nie jest miłe… fajnie było było w końcu być żoną… z moim facetem mamy układ, za 10 lat weźmiemy ślub nawet dla kwestii formalnych. no chyba że wcześniej mu się zachce :-) bo wy panowie to bestie zmienne tylko się do tego nie przyznające. mój skrab zarzekał sie, że nigdy przenigdy razem nie zamieszkamy..
      a teraz śpi koło mnie codziennie, a rano budzi nas nasze 3 miesięczne szczęscie w postaci synka :-) w jego wieku :-)

    • ” Czy po ślubie będzie lepszą kochanką, gospodynią domową, matką? ”

      A to ślub służy do podwyższenia kwalifikacji? Paradne! To tylko facet może tak idiotycznie rozumować. Ślub daje kobiecie poczucie bezpieczeństwa, że z powodu pretekstu słonej zupy facet nie trzaśnie drzwiami tak ochoczo – jak ten bez zobowiązań. Kosztowny rozwód i podział majątku chłodzi męskie widzimisię

  3. A, powiedzmy sobie szczerze: DLACZEGO (po co?) mają chcieć się żenić? Skoro nasza (feministyczna) wspaniała „rewolucja seksualna” pokazała im, że WSZYSTKO, co od zawsze było przypisane do małżeństwa – poczucie bezpieczeństwa, ugotowany obiadek, przytulny dom, nienapiętnowany społecznie seks a nawet DZIECI – można mieć i bez tego, i bez związanych z tym zobowiązań? Jak to się mówi: nie trzeba już dziś „kupować browaru”, żeby „napić się piwa” – ZAWSZE znajdą się jakieś chętne „barmanki.” Przykro to mówić, ale na tej rewolucji skorzystali przede wszystkim mężczyźni. Ps. Uważaj, żebyś teraz „Narzeczoną” nie była przez 10-20 lat, bo i tak się często zdarza. Jest to czasami sposób na powiedzenie kobiecie: „Ożenię się z Tobą, kotku, no, jasne, że się ożenię! KIEDYŚ. W końcu jesteś moją narzeczoną, nie?” Oczywiście Ci tego nie życzę.

    • Ciężko nie przyznać Ci racji. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu wspólnie mieszkanie i seks możliwy był tylko po ślubie, a kobiety z obawy przed ostracyzmem społecznym nie stawały okoniem wobec takich norm. I facet, gnany samymi tylko hormonami i chęcią skonsumowania związku chętniej podejmował się zobowiązań, w tym także decyzji o małżeństwie. Ale rewolucja seksualna i obyczajowa przyniosła kobietom więcej pożytku niż szkody. Teraz bez problemu rozwiedziesz się z pijakiem czy cudzołożnikiem i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie cię namawiał, byś trwała w koszmarnym związku, bo „co ludzie powiedzą”. Nikt nie oczekuje od kobiety tłamszenia swojej seksualności, postawy poddaństwa wobec mężczyzny i okrojenia swoich życiowych ambicji do bycia tylko i wyłącznie dobrą matką i gospodynią.

    • Zgadzam się z Albą, rzeczywiście najczęściej tak się sytuacja przedstawia. Na całe szczęście nie jesteśmy uwarunkowani rewolucją seksualną ani też żadną inną modą, czy to na rozwiązłość, czy to na pruderię.
      Niezależne myślenie ma przyszłość.
      Mój mąż oświadczył mi się 9 miesięcy po tym jak się poznaliśmy, a warto tu może dodać, że przez tych 9 miesięcy spędziliśmy razem bardzo wiele czasu na rozmowach, wspólnych wyjściach, wyjazdach, poznawaniu się nawzajem – i nie sypialiśmy ze sobą. W rok po oświadczynach wzięliśmy ślub, planujemy dzieci. Nie zaręczyliśmy się w roku 1856, ale w 2012. Jesteśmy dla siebie pierwsi i jedyni. Spokój i szczęście płynące z tej wyłączności są bezcenne. Dziewczyny, jeśli oczekujecie Księcia z Bajki, który chce małżeństwa i całego życia tylko z Wami, proponuję nie współżyć z każdym kolejnym chłopakiem, z którym się umawiacie. Skoro każdy może Was mieć w zamian za kilka sympatycznych randek, to po co się z Wami żenić?

    • Masz rację Alba, ale chciałbym zauważyć tylko, że jak to określiłaś „rewolucję seksualną” same sobie stworzyłyście – wy jako kobiety. Nam facetom też jest to nie na rękę. Łazicie w spodniach, walczycie na ringu, startujecie w rajdach samochodowych. My często już nie wiemy jak do Was podejść, czego oczekujecie. Mając w domu delikatną kruchą istotę o wrażliwej duszy będę wiedział jak się zachować jak o nią zadbać, będę się czuł jak facet. Ale co zrobić z łażącym w dżinsach babochłopem, który po piwie beka głośniej niż ja, a jednak ciągle nie wie czego do końca chce?

    • Ogarnia mnie pasja kiedy czytam takie komentarze. Jestem kobieta, po 40-ce, znam życie i trudno mi czasem uwierzyć, ze kobiety myślą takim torem.

      Chodzi ci o to, by ktoś chciał się z tobą ożenić, bo inaczej nie będzie seksu ani ugotowanego obiadku? I jakim bezpieczeństwie mówisz – bezpieczeństwie papierka? Naprawdę uważasz, ze wszystkie kobiety, które maja ślub czują się bezpieczne z tego powodu?

      Wychodzi na to, ze powodem twojego nieszczęścia jest feminizm i rewolucja seksualna a nie to, ze nie dokonała się zmiana mentalnościowa w męskiej części społeczeństwa w Polsce. No i ze ostracyzm społeczny nie krępuje już kobiet w takim stopniu, jak kiedyś, wszak ostracyzm to fajna sprawa.

      Żyje od dawna poza Polska, mieszkałam w kilku krajach i stwierdzam, ze mentalnościowo nie jesteśmy jeszcze w Europie Zachodniej.

  4. Najszczersze gratulacje. :)

    Mój chłopak oświadczył mi się dokładnie w rok po naszym pierwszym spotkaniu, czyli 07.09.2008. Od tamtej pory wciąż mieszkamy u moich rodziców (nie stać nas na własne lokum), bez ślubu. Nie zależy mi, prawdę powiedziawszy. Podobnie, jak na dzieciach. Jedno i drugie jest kosztowne, jedno i drugie jest mi… odległe.

  5. Gratuluję, ja niestety czekałam na to żeby mój partner mi się w koncu oświadczył 26 lat. Od dwuch, trzech lat dawałam mu jasne sygnały, że tego pragnę. Wychowalismy dwie córki. A on reagował śmiechem (takim cichutkim, szyderczym) W zeszłym roku (leciał 27 rok bycia razem) zaczął mnie bardziej ingnorować, zaczął mi zarzucać coś czego nie zrobiłam, odsówał się ode mnie, ja czułam się nie kochana, brakowało mi ciepła i uczuć … Uległam wdziękom znajomego, on mówił mi czułe słówka, przytulał, pocieszał … stało się to co nie powinno… zdradziłam swojego partera. Było mi z tym źle, ale nie umiałam tego zakończyć. Wydało się to po 8 miesiącach. Natychmiast zerwałam kontakty z kochankiem. A mój partner bardzo bardzo cierpiał … Oczywiście odszedł ode mnie, wyprowadził się z domu … Po kilku dniach zaczeliśmy się spotykać i dużo ze sobą rozmawiać. Powiedział, że bardzo mnie kochał i że za dwa lata planował nasz ślub :-( czy to prawda nie wiem, ale układa się w logiczną całość, więc myślę, że tak. Żałuję, że tak to się skończyło … Że nie wytrwałam … To było w lipcu , cały sierpień i ponad połowę września się spotykaliśmy, zapewniał mnie o swoich uczuciach, mówił że próbuje dojść do siebie, że potrzebuje czasu, i że narazie nie wróci do domu, ale będzie przy mnie, będzie mnie wspierał i pomagał, aż tu nagle po cudownie spędzonym weekendzie w poniedziałek (to było tydzień temu) zaprosił mnie na spacer. I powiedział, że to koniec, że nigdy ze mną nie będzie, że nigdy nie wróci do domu, że się mną zwyczajnie brzydzi (a wszystkie weekendy spędzaliśmy razem za miastem i kochaliśmy się jak nigdy do tąd) Od tygodnia nie pisze, nie dzwoni, unika ze mną kontaktu … Przez chwilę radości, przez chwilę czucia sie pożądaną kobietą straciłam Kogoś kogo całe życie kochałam, na kogo całe życie czekałam. Powiedzcie kobietki (i panowie) bo nie wiem co myśleć. Kochał mnie czy nie? I moja rada CZEKAJCIE CZEKAJCIE CZEKAJCIE nie traćcie nadzieji a nawet jak się nie doczekacie to nie róbcie tego co ja :-( Ślub nie jest najważniejszy, najwiekszym szczęściem było że Go miałam, że był przy mnie a teraz … zostałam sama. Kocham Go ale wiem, że nigdy Go już nie odzyskam :-(

    • Obawiam się, że ktoś, kto taki numer wywinął, nie mógł Cię kochać. Raz mówi jedno, raz drugie.

      Niestety, ta świadomość nie wyleczy Cię z miłości do niego. Musisz przejść żałobę. On dla Ciebie umarł…

    • „W zeszłym roku (leciał 27 rok bycia razem) zaczął mnie bardziej ingnorować, zaczął mi zarzucać coś czego nie zrobiłam, odsówał się ode mnie, ja czułam się nie kochana, brakowało mi ciepła i uczuć … Uległam wdziękom znajomego, on mówił mi czułe słówka, przytulał, pocieszał … stało się to co nie powinno… zdradziłam swojego partera. ”

      No właśnie i co by tu zmienił ślub ja się pytam? Jakbyś miała obrączkę na palcu to rozumiem, że zdrada nie weszłaby w grę? Kobieca logika!

  6. A może facetom najwyraźniej w świecie się nie chce, wszak to wygodniccy i egoiści, oczywiście nie wszyscy. Przykład szefowej pokazuje, że nieraz trzeba „wykrzyczeć” swoje oczekiwania, bo tak to facet myśli sobie, że jest dobrze i niech tak zostanie. Pozdrawiam

  7. A ja też miałam faceta z którym mieszkałam i który wciąż odkładał ślub na później z byle powodu. Ja nie rzucałam talerzem – ja po cichu organizowałam ucieczkę. Oszczędzałam pieniądze, szukałam pracy za granicą, inwestowałam w siebie. Plan był doskonały, już się nawet pogodziłam z tym, że musimy się rozstać. I nagle jak grom z jasnego nieba – 2 kreski na teście ciążowym. Wielki szok! A potem potoczyło się szybko i w tym samym roku zostałam żoną i matką ;)

  8. Odpowiedź na Twoje pytanie:
    Panowie się nie żenią bo widzą tak głupio generalizujące komentarze jak Ty zaprezentowałaś w swoim poście.

    Generalizuj dalej w stylu „kobiety są super, chłopy be” a Twój cię rzuci jak śmierdzącą skarpetkę…

  9. Jak na targu… bo mogę mieć obiad bez ślubu… bo kilka randek i mogę uprawiać sex bez zobowiązań… bo ja… ja… a gdzie jest tam ta druga osoba… gdzie przyjaźń, uczucie i ta sławetna odpowiedzialność… można mieć i sex i posprzątane w domu i dzieci bez ślubu… nie trzeba brać ślubu… ale nikt nie zwalnia nas od uwzględniania potrzeb drugiej osoby… bliskiej osoby… liczenia się z jej uczuciami, potrzebami, marzeniami… jeżeli tego nie robimy, ignorujemy to- to nasz związek nie jest dobry. Partner szefowej mimo tylu wspólnych lat przeoczył jej marzenia… nie wiedział o nich… na tyle mu nie zależało na niej że je lekceważył… w związku potrzebne są kompromisy i liczenie się z potrzebami, marzeniami drugiej strony. Oczywiście Jego marzeniem mogłoby być życie wolnego kawalera… ale związał się z Tą a nie inną kobietą i trwał przy niej tyle lat. Chyba wystarczający czas aby uświadomić sobie, że potrzeby i marzenia partnerki są ważne. Bo inaczej to to jest zwykły egoizm… i oszustwo… facet podrywa dziewczynę i realizuje własne potrzeby… ma dom, ma towarzystwo, ma kobietę… znowu jest tylko JA… i moje potrzeby… a postawić sprawę jasno… nie żenię się… kochanie, nigdy się z tobą nie ożenię… na taką szczerość stać już niewielu, bo często po takim wyznaniu kończy się ciepełko i walizki lądują za drzwiami… owszem kobieta może liczyć że facet się zmieni, ale… takich naiwnych jest stały procent w populacji i nie jest ich znowu aż tak dużo. Więcej jest egoistycznych, zakłamanych, wygodnickich facetów którzy chcą żerować na otoczeniu. A dla oburzonych panów proponuję dane statystyczne z płacenia alimentów. Tu widać stopień odpowiedzialności osiągnięty przez facetów… wolą aby ich własne dzieci cierpiały biedę, niż mieliby wysupłać choćby grosz… spłodzili, zrobili swoje, a teraz choćby zdechło to ich to nic nie obchodzi.

    • Są 3 rodzaje kłamstw: kłamstwa cholerne kłamstwa i statystyki. Tyle mam do powiedzenia w kwestii ostatniego Twojego argumentu Gaja.

      Co Wy wszystkie z tą odpowiedzialnością? Czy to, że żyję w wolnym związku oznacza, że jestem nieodpowiedzialny? Dziewczyny no błagam Was odrobinę logiki, ale takiej normalnej nie kobiecej !!!!!!

      Staram się zapewnić mojej partnerce wszystko co jest jej potrzebne i niepotrzebne też, staram się o nią dbać jak tylko mogę, ale nie chcę ślubu i sru pałą w łeb: egoista, wygodnicki, realizuje tylko własne potrzeby! Nazywanie konkubinatu oszustwem Gaja to już jest chamstwo przepraszam ale inaczej tego określić nie można
      No kurna przez takie wpisy zaczynam jednak utwierdzać się w przekonaniu, że jedyne na czym kobietom zależy to ten cholerny ślub, tak jakby nie miały żadnych innych marzeń, potrzeb, nic ślub i koniec. Zaczynam się czuć w tej dyskusji jak zbrodniarz.

  10. Relacje damsko-męskie opierają się na 2 filarach:
    - emocjach (miłość, nienawiść, zazdrość, pożądanie, tęsknota itd)
    - atawizmach (czyli pierwotnych filogenetycznie cechach)
    Te cechy (w związku) rożne są dla obu płci, dla kobiet są to: bezpieczeństwo (1), akceptacja, zrozumienie, wsparcie a dla mężczyzn: chęć zdobywania (1), imponowania, ryzykowania. Te dążenia obu płci są zgoła odmienne. Stąd niezrozumienia i konflikty.

    Te dwa filary determinują relacje partnerskie , lecz dodatkowym czynnikiem jest środowisko czyli wychowanie, wpojone idee, filozofie, wierzenia i przekonania. Przykład: „Naturalnym następstwem wspólnego pożycia powinna być legalizacja związku”. Jagna uważa że naturalnym następstwem…. dlaczego? ponieważ została wychowana w określonym światopoglądzie, przekonaniach, być może wierzeniach. Gdyby jej (środowisko) zmienić naturalnym poglądem byłoby coś zupełnie innego. Zapytamy się więc gdzie jest prawda, bądź jaka jest prawda? Odpowiedź brzmi: nie ma prawdy, bądź prawd jest tyle ilu jest ludzi.
    Więc… jakie jest panaceum na szczęście? Znaleźć partnera który podziela naszą prawdę, czyli jego (jej) prawda jest zgodna z naszą prawdą. Można zadać pytanie dalej idące czy taka jednostkowa prawda to jest rzeczywista prawda? Oczywiście nie.. jednostkowa prawda to iluzja. Więc panaceum na szczęście jest znalezienie drugiej osoby która żyje w takiej samej iluzji jak my sami :)

    Nieco odbiegłem od tematu wiodącego.. :)
    Wracając do pytania jagny: dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?, można zadać pytanie oczywiste z punktu widzenia mężczyzn: po co kobiety chcą wychodzić za mąż? ponieważ żyją w przekonaniu (prawdzie-iluzji) że małżeństwo daje poczucie bezpieczeństwa!!!
    Pytanie: Czy te przekonanie jest prawdą-iluzją* (niepotrzebne skreślić) Odpowiedź: prawda i iluzja są synonimami.

    PS2: w związkach nie ma logiki, nie ma sensu jej tam szukać :)

  11. Odpowiedź jest bardzo prosta. Po ślubie większości kobietom odbija palma a ich zachowanie zmienia się o 180 stopni. Następnie polityka prorodzinna i sądy rodzinne to w rzeczywistości klub adorowania kobiet, w którym mężczyzna nie ma nic do gadania. Dlatego lepiej pozostać z dala od kobiet i zdrowiej będzie dla faceta. Ja tak zrobiłem 13 lat temu i od tamtej pory jestem szczęśliwy. Kobiety? Tak, ale tylko jako koleżanki i z dala od mojego domu. Pozdro zawiedzionym niedoszłym.

    • Po ślubie wiekszości kobietom odbija palma… to ile Ty kobiet poslubiłeś, że takie masz osady? a jesli formułujesz komentarz na podstawie zasłyszanych plotek to tylko świadczy to o Twej niedojrzałości.

  12. JA to bym się bardziej zaczęła zastanawiać nad tym czemu to kobiety ca raz częściej nie chcą ślubów… Bo panowie to tylko tak mówią a jak przyjdzie co do czego to są bardziej zaangażowani w przygotowania.

  13. Tylko pogratulować. Mojemu jak wspomniałam o ożenku, bo po kilku latach wspólnego mieszkania to możnaby o tym zacząć powoli myśleć to uciekł

  14. Jak zawsze są wyjątki od reguły. Żebym wzięła ślub musiałabym być przybita do muru finansowo i wzięłabym go dla korzyści finansowych tylko i wyłącznie. A żeby wziąć ślub kościelny to chyba musieliby mi grozic spaleniem na stosie ;p
    na szczęście mój mężczyzna nie nalega :)

  15. Otóż na stępię gratuluję autorce zaręczyn -nie śledziłam bloga wcześniej,ale z komentarzy wyczytałam, iż zmienił się status ;) super sprawa, serdecznie polecam ślub!! sama jestem mężatką od 3 miesięcy ;) i mąż się oświadczył po…3 miesiącach! :) i powiem Wam jedno, facet jak trafi na tą jedyną, jako ten samiec przywołany w wypowiedziach kolegi ripostującego blogiem ;) -to on ie potrzebuje lat…żeby się oświadczyć, on wie czego chce. A jak nie wie, to niech nie zawraca gitary. Ale nie ma co winić chłopów za to… przecież nie można się gniewać na ślepego, że nie widzi. Bo winne sobie są same kobiety!!
    Polecam serdecznie wykład 2DVD pastora ze Stanów, którego urywki można zobaczyć na youtube.com (filmik pt. „różnice między mózgiem kobiety a mężczyzny”) świetny facet!! sam ma żonę i gromadkę dzieci i wie co mówi, opowiada ogólnie o tym, jak żyć ze sobą w małżeństwie i nie zwariować ;)
    Płytę tą dostaliśmy z mężem od świetnego psychologa, który prowadził u nas w kościele…nauki przedmałżeńskie!! nie jakiś ksiądz oderwany od rzeczywistości, tylko facet, który prowadzi własną poradnie dla małżeństw ;) Polecam autorce i przyszłemu szanownemu małżonkowi jako lekturę przedślubną -uśmiejecie się do łez!!
    Ale do rzeczy, ten oto pastor właśnie świetnie to tłumaczy, dlaczego faceci w dzisiejszych czasach nie chcą się żenić..No jak myślicie dlaczego? krążycie wokół tego tematu obydwoje: zarówno autorka jak i Pan Reposter ;) a wystarczy zrobić krok w tył, żeby ogarnąć temat z dalszej perspektywy…
    Nie chcą…bo i po co?! skoro mają w domu wszystko!! za darmo i bez małżeństwa!! mają uprane, ugotowane, mają sex…mają nawet dzieci!! po co im ślub? no nie ma już takiej potrzeby…a baby, głupie swoją drogą, najpierw dadzą wszystko co maja najlepsze…a później się dziwią, ale jak to? „nie chcesz ślubu?ale dlaczego?” a wystarczy pomyśleć ;)
    kiedyś to facet, wystawał w -27C pod oknem i prosił o spotkanie na 5min, żeby tylko lubą zobaczyć na chwilę!! nie mówiąc o pocałunku…wsadzał pierścionek na palec czym prędzej, aby nikt inny jej nie „zajął” (przepraszam za określenie ;) i dopiero wtedy, po ślubie…miał i sex – bo przecież głównie o to chodzi jak zawsze ;) i ugotowane i posprzątane..a teraz, baby dają wszystko co niech się nie dziwią, że są w takiej a nie innej sytuacji! po to też wymyślono wstrzemięźliwość małżeńską – oczywiście są plusy i minusy sytuacji-sama jestem zwolenniczką pomieszkania z facetem przed ślubem i zobaczenia co „w trawie piszczy” ;) ale dla osobniczek o słabszych nerwach, czyli takich, które nie potrafią po tych 7 latach tupnąć nogą i spakować delikwenta w diabły, to właśnie brak sexu przedmałżeńskiego jest dobrą opcją ;) a i ewentualne dzieci wtedy mają ojca, co też jest dużym plusem jak by nie patrzeć ;)
    Więc drogie kochane kobitki…zastanówcie się, czy nie chcecie co poniektórch kart przetargowych zostawić sobie w rękawie, żeby później skuchy nie było ;) czy chcecie mieszkać na kocią łapę i tez jest gitara – bo może tak też niektórym pasuje, ale mam wrażenie że mimo zapewnień, każda mała dziewczynka w środku dorosłej kobiety marzy o tym dniu…bajki i kultura skutecznie nam to wpajają do głowy, ale to też ma swoje plusy, bo kiedyś każde dziecko miało i mamę i tatę, a teraz najczęściej maja tylko mamę…bo tatuś ma nową rodzinę. Bo nie było zobowiązań i szacunku do siebie nawzajem od samego początku ;)
    Także Laseczki – szanujmy same siebie, a na pewno faceci wtedy też będą nas szanować ;)
    cieplutko pozdrawiam
    Elena

  16. Na związek lub tylko „bycie” z kobietą (bo czasem ciężko nazwać to związkiem) bez ślubu decydują się wyłącznie mężczyźni wygodni i leniwi. Zawsze łatwiej zwinąć manatki bez dodatkowych problemów i kosztów, gdy nie ma się ślubu. Facet na serio zdecydowany na związek z kobietą, który kocha szczerze taką dojrzałą miłością, nie widzi żadnego problemu we wzięciu ślubu. Dla niego całkiem normalne jest założenie rodziny i stworzenie małżeństwa. Nie liczy czasu potrzebnego na załatwienie formalności urzędowych i kościelnych, ani kosztów związanych z weselem. Zaklada, że będzie to robił raz w życiu i nie bedzie przechodzil tego drugi raz. Wie, że rozjescie sie wówczas jest bardziej kosztowne i czasochłonne. Po pierszej lepszej kłotni nie zawija sie manatków i wychodzi bez żadnych konsekwencji. Wtedy wiecej pracuje się nad małżeństwem w czasie kryzysu, bo wie się, że nie mozna tak po cichu uciec, gdy będzie cos nie po mojej myśli. Zresztą skoro się decyduje na małżeństwo, to jest tym typem faceta, ktory z gory zakłada bycie razem na całe życie. Jeśli facet od razu decyduje się na zwiazek typu konkubinat, to daje znać, ze „kocham Cię” ale jak będzie się zle układało to nie zawaham się odejsc bez pracy nad związkiem… że lubię zostawić sobie otwartą furtkę do powrotu do stanu wolnego… że nie bede sie dla Ciebie kosztował i wysilał z organizacja slubu i przyjecia… bo jak nam nie wyjdzie to wezme sobie po cichu wlizke i znikne… a jak po naszym rozejsciu bedziesz chora to nie msuze Cie wspierac finansowao… nie mamtakiego prawa alimentacyjnego dla osob bez slubu… fajnie, nie? bedziemy ze soba dopóki mi sie nie znudzisz… a jak facet decyduje sie na slub to daje do zrozumienia, ze podejmuje sie wszelkich konsekwencji prawnych zwiazanych z instytucja malżenstwa. Ma obowiazek wspierac finsowo bez wzgledu czy sie ugadali czy nie, nie zwieje bez konsekwencji prawnych przy pierwszym kryzysie, ma obowiazek alimentacyjny po rozwodzie (nie tylko dla dzieci)…. Poza tym w świecie biznesu facet nieżonaty nie odnosi takich sukcesów jak zonaty… onaty zawsze oceniany jest lepiej… chyba jednak cos jest lepszego w psychice i charakterze tych facetów, którzy decyduja się na małżeństwo choć jest teraz taka swoboda seksualna i obyczajowa.

    • „Na związek lub tylko „bycie” z kobietą (bo czasem ciężko nazwać to związkiem) bez ślubu decydują się wyłącznie mężczyźni wygodni i leniwi. ”

      i za raz poniżej:

      ” Dla niego całkiem normalne jest założenie rodziny i stworzenie małżeństwa. Nie liczy czasu potrzebnego na załatwienie formalności urzędowych i kościelnych, ani kosztów związanych z weselem. Zaklada, że będzie to robił raz w życiu i nie bedzie przechodzil tego drugi raz.”

      Ty masz to zorganizować, załatwić, zapłacić, sprawić żebym była szczęśliwa, a ja będę leżeć i pachnieć

      „a jak facet decyduje sie na slub to daje do zrozumienia, ze podejmuje sie wszelkich konsekwencji prawnych zwiazanych z instytucja malżenstwa. Ma obowiazek wspierac finsowo bez wzgledu czy sie ugadali czy nie, nie zwieje bez konsekwencji prawnych przy pierwszym kryzysie, ma obowiazek alimentacyjny po rozwodzie (nie tylko dla dzieci)…. Poza tym w świecie biznesu facet nieżonaty nie odnosi takich sukcesów jak zonaty… ”

      No wybacz ale jeżeli na wstępie myślisz o możliwości wyciągania konsekwencji prawnych to życzę zdrówka, faceci na to lecą !!! :-P

      • No wiesz Furio – może to nie jest najlepszy wabik na facetów, ale jakoś ciężko nie zgodzić się z komentarzem Krysi Pietruszki nt. owych zobowiązań, które poza małżeństwem po prostu nie istnieją.

        • Kurde Jagna czy to nie Ty napisałaś, że facet powinien być oparciem w chwilach złych? że to właśnie facet powinien być podporą? Magiczne słowo BYĆ! Ja właśnie staram się BYĆ. Nie mówię, że mi to wychodzi perfekcyjnie, oczywiście popełniam błędy, nie jestem alfonsem i omegasem, nie mniej staram się BYĆ dla niej tą opoką, a nie siedzieć na dupie i cieszyć się obrączką na palcu. Znam Twoje zdanie w tej kwestii ale sama sobie odpowiedz na pytanie czy ważniejszy jest dla Ciebie facet w którym się zakochałaś w którym widzisz wsparcie czy ważniejszy jest dla Ciebie papier urzędowy? Czy rzeczywiście wierzysz w to, że jedno bez drugiego nie może istnieć?
          Co do usankcjonowań prawnych to było ostatnio głosowanie dotyczące związków partnerskich. W mediach niestety zostało strywializowane do poziomu związków homoseksualnych, a tu nie o to chodziło.

          • Ciężko mi się wypowiadać konkretnie o czyimś związku, bo ja Was zwyczajnie nie znam. Racja – ważniejsza jest miłość, papier ma drugorzędne znaczenie. Tylko zastanówmy się DO CZEGO jest ten papier… To ma być jakaś formalna deklaracja tej miłości. A skoro ktoś się nie chce zdeklarować, to musi być jakaś ku temu przyczyna. I nie mówię, że w Waszym wypadku tak jest – ale najczęściej przyczyną jest po prostu tej miłości brak.

            W Polsce śluby są postrzegane jak pewien przymus. I trudno się temu dziwić, skoro ogromna większość małżeństw jest zawierana z powodu przypadkowej ciąży. A to poważny błąd, to jest jakiś społeczny ślepy zaułek mentalny. O małżeństwie powinniśmy myśleć w kategoriach ewolucji związku na wyższy poziom, nie jak o kajdanach i pułapce na wolność mężczyzny. Ale do tego jest potrzebna jakaś dojrzałość i zrozumienie idei małżeństwa. To jest podniesienie ukochanej osoby do kategorii twojej rodziny – nie dziewczyny, nie konkubiny, nie kochanki.

  17. Ja ci odpowiem, ja kobieta. Bo większość dzisiejszch dziewcząt, mlodych kobiet to zawzięte france i dopóki nie ma slubu sa słodkie jak miód. Po ślubie zaraz zaczynaja się żądania, awantury, grymasy a w końcu zabierają dupę w garść i z dzieckiem uciekają do mamusi. Od kochanego męża żadają tylko alimentów żeby mogły sobie spokojnie gnić w domu i najlepiej żeby tatuś się nawet nie pokazywał na oczy jej i dziecku. A potem dziecku powie: tatuś cie nie chciał, nie kochał więc po co nam on? Grunt że daje pieniądze. A tatuś szaleje z rozpaczy bo nic nie może zrobić, bo każdy stanie w obronie matki -polki.

    • Znam 5 takich przypadków wśród bliskich znajomych. Do tego każda z nich tuż po załatwieniu sobie stałego dopływu gotówki w postaci alimentów twierdzi, że teraz ona „już wie czego chce od życia”. Dziećmi zajmują się dziadkowie a córeczki (dojrzałe kobiety wydawałoby się) co weekend dyskoteka imprezka etc.

  18. A ja jestem z kimś od 14 lat…. mamy dwoje wspaniałych dzieci…. bez ślubu ….. po zaręczynach już ok 10 lat….. brakuje mi poczucia bezpieczeństwa ( takiego legalnego) jakiś czas temu wkradła się ciężka depresja. Jak w transie szukałam kogoś ( Kogokolwiek) kto by się ze mną ożenił….to był mój cel ( myślałam sobie nieważne z kim, ważne żeby ten dzień się odbył ) popełniłam błąd…. dzisiaj jestem już zdrowa ( choć cały czas biorę leki) a tego magicznego dnia bardzo pragnę…. pragnę tego dnia, tej białej sukni, orkiestry, gości, rodziny i ogromnego tortu…..i radości mojej córeczki, która marzy o tym, żeby sypać płatkami kwiatów …. z moim partnerem nie już co liczyć na nadejście tego magicznego dnia (jest ojcem moich dzieci i jasno mi to zakomunikował). Ale może kiedyś……….

    • Rozumiem to, że potrzebujesz poczucia bezpieczeństwa. Rozumiem, że marzysz o tych ślubnych dodatkach, które niczego nie gwarantują. Jednak dla mnie jedyna sytuacja kiedy ślub cokolwiek daje (oczywiście zakładając, że nie następuje po nim po kilku latach rozwód). to roszczenia któregokolwiek z partnerów w razie śmierci tego drugiego. Tak, wtedy legalność ma sens. Zwłaszcza jeśli kobieta zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci, a mężczyzna zarabiał. Konkubina na siebie renty nie dostanie. To jest jedyna sprawa którą ślub załatwia (do dnia rozwodu). I mimo że rozumiem to pragnienie bycia żoną, w sumie serdecznie odradzam skoki z pieca na łeb w nieznaną wodę. Tyle że ja lubię własne towarzystwo, nie muszę być z kimś by czuć się dobrze, by być wartościowym człowiekiem.

  19. Chodzi o to, że po ślubie nie możesz tak po prostu odejść, bo a to podział majątku, a to alimenty, a to widzenia z dziećmi itp. Natomiast bez ślubu – hulaj dusza!
    Podobnie jeżeli masz umowę o pracę, to nie można Ciebie zwolnić z dnia na dzień, a gdy jej nie masz – nie będzie z tym problemu.
    Dlatego właśnie rewolucja seksualna (seks wszędzie, tylko nie w małżeństwie) tak naprawdę służy mężczyznom – dawniej facet musiał stawać na głowie, żeby doszło do czegokolwiek, a teraz kobiety same mu się pchają do łóżka i jeszcze są dumne z siebie, jakie to one są „wyzwolone”.

  20. Z doświadczenia. Mój Partner co do ślubu miał wielkie „NIE”. Zależało mi, i nic. 10 lat minęło. Oboje doszliśmy do porozumienia, że „związek partnerski” to jest to. Pewnego dnia poszedł pomóc mi w pracy. Dostarczałam list dla Pani „Kowalskiej”. Drzwi otworzył jakiś Pan, który nie wiedział jaki stopień pokrewieństwa potwierdzić mi na pokwitowaniu. Zaczął czerwienić się niezręcznie, co by tu wpisać „cholera nie mąż, nie brat, nie narzeczony, nie współwłaściciel”. Zasugerowałam „współlokator”. Ok. Po tym zdarzeniu, mój Partner zaczął naciskać, że muszę zmienić nazwisko na jego, bo facet durnie wypadł w jego oczach. Hmm… Powiedziałam „NIE”.

  21. Ja sobie myślę, że współczesny mężczyzna ma coraz mniej powodów do stawania na ślubnym kobiercu. Kobieta zresztą też. Jednak w kobietach tkwią romantyczne marzenia o… białej sukience i takich tam pierdołach, o których wspominała autorka. (Marzenia zazwyczaj na tym się kończą i nie sięgają do szarych dni po ślubie). Opisany przez nią przykład nie świadczy o braku dobrej woli i chęci ze strony pana, ale o braku wiedzy na temat potrzeb partnerki. 14 lat milczała aż tu naraz jak nie wybuchnie! I o co tyle hałasu? Skoro chce to niech ma. A z drugiej strony, po co facet ma sobie zakładać wędzidła i utrudniać życie, skoro bez ślubu dostaje to wszystko, co kiedyś dopiero sakramentalne „tak” dawało?

  22. Faceci nie chcą się żenić bo kobieta całkowicie przeobraża się po ślubie.
    A to częściej miewa migreny i nie ma mowy o baraszkowaniu, a to ma względem faceta kosmiczne wymagania finansowe i jak ich nie spełni to jest tylko i wyłącznie granie na ambicji że jest nikim bo np jej kolega to zarabia tyle itd, jak dochodzi do rozejscia to nastawienie jest takie żeby mu nawet majtki na tyłku odebrac, do dzieci zabrać bądź uniemożliwić dostęp.
    Stąd faceci wolni cieszą sie życiem i niech tak zostanie.

  23. Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić?
    Mężczyźni z młodszego pokolenia odwlekają ślub, jeśli w ogóle zamierzają go brać. Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość młodych kobiet chciałaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego, że męskie szowinistyczne społeczeństwo poddało je od dzieciństwa ukierunkowującemu treningowi (gumowy słodki dzidziuś, kuchenka, mebelki jak prawdziwe).

    Ale raczej ze względu na to, że są bystre i widzą jak jest: małżeństwo jest układem dobrze zaspokajającym potrzeby kobiety, jeśli tylko potrafią one się w nim przytomnie umościć.

    Z kolei dla mężczyzny, ślub to inwestycja coraz mniej opłacalna. Jeśli wierzyć antropologom, małżeństwo monogamiczne samo w sobie jest porażką podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazującej na zapłodnieniu maksymalnej liczby partnerek. Mężczyźni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnować, bo nadprodukcja przypadkowo poczętych dzieci przestała być akceptowalna moralnie, społecznie i ekonomicznie. Przestawili się zatem z ilości na jakość i zaczęli dbać o mniejszą liczbę dzieci poczętych z jedną partnerką, a nie z wieloma. To sytuacja dla kobiet bardzo korzystna.

    Niestety od jakiegoś czasu mężczyźni są w matrymonialnym odwrocie. Wprawdzie nie wszyscy – życie pokazuje, że tradycjonaliści, którzy w razie czego posłuch w łóżku i w domu wymuszą pięścią, żenią się akurat dość chętnie i bez obaw. Ociągają się raczej mili chłopcy, za których chętnie byśmy wychodziły, czyli ci, którzy szanują i lubią kobiety, i zostali wyedukowani w kulturze związku partnerskiego. Co ich powstrzymuje? W dzisiejszych czasach seks jest dostępny bez ślubu, dzieci przestały się dzielić na małżeńskie i inne, a legalna żona nie jest gwarantowanym, bezpłatnym robotnikiem do obsługi wspólnego gospodarstwa. Mężczyzna może mieć więc poważne wątpliwości, czy małżeństwo jest mu do czegokolwiek potrzebne.

    Zwłaszcza że kandydatki na żony wymagają dużo, a dają nie tak znów wiele. Chcą dla siebie jednocześnie przywilejów tradycyjnie męskich (wolność, autonomia, samorealizacja), ale również tych uznawanych za raczej kobiece (bezpieczeństwo materialne i społeczne oraz oparcie). W dodatku trudno im się zgodzić na koszty związku: konieczność dostosowania się do drugiej osoby, obowiązki, odpowiedzialność. Nie muszą i nie chcą prasować koszul, gotować codziennych obiadków, mieć wyłączności na reprezentację rodziny na wywiadówkach i być dyspozycyjne seksualnie na żądanie. Ale z drugiej strony oczekują, że mąż wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie najnowszy krem odmładzający za 700 zł i zawsze obiegnie samochód dookoła, aby otworzyć drzwi.

    My, współczesne kobiety, chcemy mieć wszystko natychmiast, bez wysiłku i poświęceń. Zastawiamy więc na naszych mężczyzn liczne pułapki, tyle że w ostatecznym rozrachunku same w nie wpadamy. Politykę finansową ustalamy w duchu zasady „Co moje, to moje, a co twoje, to jeszcze zobaczymy”. Żądamy szacunku dla naszej pracy zawodowej („Zrób dzieciom kolację, bo ja mam raport do zrobienia na jutro.”), ale jej finansowe owoce traktujemy jako własny prywatny dochód, który zagospodarowujemy zgodnie z naszymi potrzebami, podczas gdy zarobki męża mają być pod naszą kontrolą.

    W zakresie prokreacji wyznajemy bezkompromisową formułę „Mój brzuch należy do mnie”. Chcemy rozstrzygać o zajściu w ciążę, a nawet jej utrzymaniu lub nie, ale mężczyźnie nie dajemy prawa do decyzji o poczęciu („No tak, to fakt, mówiłam, że biorę pigułki, bo od dwóch lat biorę… Ale zapomniałam, że akurat zrobiłam przerwę, bo mi lekarz zalecił. No i stało się. Co, nie jesteś zadowolony? Jak nie chcesz, to sobie poradzę, sama urodzę i wychowam.”), ani o tym, czy dziecko ma się urodzić („Jak będę chciała, to usunę, a tobie nic do tego.”).

    Nie chcemy być traktowane jak zabawki seksualne – laleczki dostępne na życzenie dla rozładowania rozmaitych męskich napięć, ale same traktujemy naszych partnerów jak misie-pluszaki, w których ramiona wtulamy się, gdy jest nam zimno, smutno i źle, szepcząc przy tym „Chcę się tylko przytulić… taka jestem nieszczęśliwa… na nic nie mam siły”. Żądamy, by nasz nowoczesny partner rozumiał, że bliskość fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych, ale i czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja typowego mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto platonicznych przytulanek. Otóż, takie numery wypada robić tylko tatusiowi, który musi znieść stoicko, że w pełni rozwinięta nastolatka pakuje mu się do łóżka, szlochając „Tato, boję się, miałam taki zły sen…”. Jednak na tatusia miało się tylko jedną szansę w życiu, a mąż zasadniczo służy do czego innego.

    Oczekujemy, że – zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych – nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dotąd pokłady seksualności, a przy tym będzie jak po Viagrze (chociaż poczułybyśmy się zdradzone i oszukane, gdyby rzeczywiście ją zażywał), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywać się uwodząco, bo przecież erotyczna prowokacja poniża kobietę i czyni z niej podległą samicę. Bez fałszywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne defekty, bo jeśli kocha, to musi akceptować nas w pełni.

    Uważamy, że mężczyzna powinien uczestniczyć we wszystkich obowiązkach domowych, również – a może zwłaszcza – takich, których nie lubi: zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch, a same bardzo się obruszamy, gdy wyraża zdziwienie, że nie pojechałyśmy do wulkanizatora z przebitą przez nas oponą. („Ja miałam to zrobić? Chyba sobie żartujesz?! Przecież nie dałabym rady, zresztą nawet nie wiem, gdzie jest ten warsztat.”).
    Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich sprawach zawodowych, a nie lekceważąco zbywał „Przecież i tak to cię nie interesuje”, ale po trzech minutach relacji o ważnych negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy „To Marek też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A wiesz, że jego żona chyba ma kogoś?”.

    Sądzimy, że powinien spędzać więcej czasu z rodziną, nie pracować wieczorami i w weekendy, ale gdy mówi, że wobec tego zrezygnuje z dodatkowego zlecenia i zarobi mniej, niepokoimy się „A co z naszą działką? Przecież mieliśmy ją w tym roku ogrodzić, wykarczować i rozejrzeć się za jakimś niedrogim projektem”. Gdy znękany małżonek próbuje nas przekonać, że nie da się jednocześnie pracować mniej i zarabiać więcej, mówimy znacząco, że inni jakoś potrafią, pozostawiając jego domyślności, czy uważamy go za niedołęgę, czy raczej za cwaniaczka sprytnie wymigującego się od bycia z dziećmi. Chyba nigdy nie miałyśmy takiej szansy stworzenia korzystnego dla kobiet modelu relacji męsko-damskich jak teraz. I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy. Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z wyboru, rozmnażających się przez klonowanie.

    Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog i psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej „Para z dzieckiem”, wydanej przez wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.
    Zofia Milska-Wrzosińska „Para z dzieckiem”, wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005

  24. Jestem kobietą i” wychodzenie za mąż ” nigdy nie było moim marzeniem ( ani mieszkanie z mężczyzną ) . Po prostu – coś takiego jak wolność osobista jest mi najcenniejsza . Nic co daje tzw. „związek’ nie jest dla mnie ważniejsze i cenniejsze niż to że nie muszę przed nikim się tłumaczyć z niczego i co robię, myślę , mówię itd. Pewnie takich ” żeńskich cudaków ” jest kilka , może wcale ?…Zaznaczę że nie jestem młodą osobą ;)

  25. Polecam opowiadanie Stachury w wersji audio na youtube bądź pisanej pt. ‚Pokocham ją siłą woli’. Byc może pomoże wam zrozumieć kobietę, która kocha. Człowieka, którego sposób patrzenia jest tak niemodny i różny od tego konsumpcyjnego, który otacza nas z każdej strony.

  26. Witam
    Włączając się w dyskusje chciałbym nadmienić jedną rzecz. Żeby nikt nie miał złudzeń. Po ślubie kobieta zawsze się zmienia. Mówię to mając na uwadze doświadczenia własne i wielu znajomych z którymi miałem okazję porozmawiać na ten temat. Na pewno w każdym przypadku może być inaczej ale różnica może polegać tylko na tym jak bardzo się zmienia. Znam ekstremalne przypadki w których wyglądało to jakby kobiecie odbiło i znam takie które były tylko subtelne ale dające się odczuć.
    Jestem 8 lat po ślubie i mamy 3 letnią córeczkę. Przed ślubem byliśmy ze sobą około 5 lat. Więc chyba mogę coś więcej wypowiedzieć się w temacie. Najpiękniejsze chwile to pierwsze 4 lata (do zaręczyn) to czas gdzie dla Niej liczyłem się tylko ja i czułem, że mogłaby wskoczyć za mną w ogień. Następnie po zaręczynach coraz częściej zacząłem słyszeć, że coś się nie podoba. Ale były to drobne uwagi wobec mojej osoby więc nie przejmowałem się tym bardzo. Ale żeby mnie źle nie zrozumieć Ona dla mnie także była wszystkim i każdą najdrobniejsza uwagę brałem bardzo do siebie. Później był ślub, wesele, kredyt mieszkaniowy, remont nowego mieszkania i w końcu upragniona przeprowadzka od jej rodziców. A później bach… To był czas kiedy zaczeła swoją pierwszą prace, wracała cały czas zmęczona, migrena za migreną. Jak wcześniej uprawialiśmy sex 2-3 razy w tygodniu tak później 2-3 razy w miesiącu. .W końcu doszliśmy do etapu raz na miesiąc. Starałem się rozmawiać następnie wymuszać a na końcu pogodziłem się z faktem ponieważ nie widziałem poza nią świata i stwierdziałem że pewnie wszyscy tak mają. Ożywienie z jej strony przyszło dopiero gdy zdecydowaliśmy się na dziecko. Następnie powrót do rzeczywistości. I to był moment w którym przejrzałem na oczy i zaczełem wszystko analizować. Zmieniłem taktyke i stwierdziałem że przestane nadskakiwać mojej lubej. Zaczełem robić to co do mnie należy czyli równy podział obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem, domem i nic więcej. Wolny czas zaczełem poświęcac tylko sobie. Przestałem rezygnować ze służbowych wyjazdów ,szkoleń, wyjść z kolegami. Zaczełem jeszcze mocniej dbać o siebie – siłownia, bieganie, basen. Poznałem wielu nowych ludzi i zaczełem coraz bardziej oddalać się od swojej żony. Doszedłem do etapu w którym byłem o krok od zdrady. Nawet już zdradziłem tyle że nie fizycznie. I bach … cudowny powrót mojej żony którą znałem przed ślubem. Grunt zaczoł się walić pod nogami i doznała „oświecenia”. Myślę, że coś wyczuła lub ktoś jej dobrze doradził bo to był zbyt duży zbieg okoliczności.
    Historia ta ma przekaz że jeśli kobieta czuje się zbyt pewnie, a małżeństwo m.in. jej to daje , staje się leniwa i przestaje dawać od siebie a zaczyna coraz więcej wymagać.

    • Stary i to jest podsumowanie tego wszystkiego co chciałem powiedzieć tym silniejsze, że POPARTE DOŚWIADCZENIEM. Nic dodać nic ująć. Masz u mnie duże piwo za ten wpis i za Twoją wytrwałość.
      Kłaniam się !

      • Dziękuje za słowa uznania, a piwa chętnie bym się napił :)
        Jeśli mogę coś dodać …
        Małżeństwo, zaręczyny … to rzeczy drugorzędne. Jak podtrzymywać zainteresowanie kobiety swoją osobą przez długi czas? Znam wiele związków w których kobiety czekają na pierścionek z wielkim utęsknieniem jakby to był ich jedyny cel w życiu. A przy jakiejkolwiek nadarzającej się okazji pójdą „w bok”. Patrze na takie przypadki ze zdziwieniem bo po co czekają jak naprawdę ten ich facet ma im zapewnić tylko bezpieczeństwo ożenkiem i nic więcej.
        Ja całe pożycie w związku starałem się być idealnym partnerem. Ale z doświadczenia powiem że to był błąd. Jeśli mojej żonie wszystko co chciała przychodziło z łatwością to w pewnym momencie przestała się starać aby mnie do czegoś przekonać. Przestała się starać bo stałem się przewidywalny. Ułożony jak „pies policyjny” .

        Teraz stałem się wręcz asertywnym chamem. Po tylu latach wiem czego będzie chciała za chwile i już układam sobie w głowie jak choćby delikatnie jej to utrudnić.
        Udowodniłem wielokrotnie – może mnie przekonać do wszystkiego ale tylko pod warunkiem, że bardzo tego chce. Od razu przeskalowały się problemy, a ja stałem się bardziej interesujący. Teraz muszę codziennie grać role kogoś kim nie jestem po to by nie być przewidywalnym. Ale korzystam z faktu, ze każde TAK nie oddaje za darmo.
        Wybudziłem żonę z umysłowego letargu spowodowanego poczuciem bezpieczeństwa. Co jakiś czas pokazuje jej że nie jestem już tym człowiekiem którego poznała na początku. Balansuje cały czas na krawędzi gdzie po jednej stronie jest ciekawość a po drugiej irytacja. Zastanawiam się jak długo mi się będzie udawać i co dalej.
        No właśnie i co dalej ?

  27. U mnie idylla w szeroko pojętym pożyciu z dziewczyną skończyła się w momencie oświadczyn. Gdy partnerka miała już swój, tak upragniony pierścionek, skończyło się dobre traktowanie mnie, a o igraszkach w pościeli wolę już nie wspominać. Bo po prostu ich nie ma. Ale ślubu też nie będzie. Ha!

      • Ja podejrzewam, że kolega chciał napisać to co wyżej Vitek. Vitek też pisał, że omal nie zdradził żony. Ciekawe dlaczego? Czy przypadkiem nie dlatego, że inne kobiety miały mu do zaoferowania to czego JUŻ nie miał w domu? To co stracił przed ślubem i to z tą samą kobietą z którą postanowił dzielić życie? HE? Nie nie mówię tu tylko o seksie, ale o zainteresowaniu, bliskości czułości. Jagna nie odnosisz wrażenia, że coś za dużo tu historii o tym samym schemacie?

  28. Witaj…nie do końca masz rację. A teraz pozwolę sobie na „douczenie” autorki…:)

    Ćwiczenia siłowe powodują natychmiastowe wzmocnienie organizmu. W ciągu pierwszych kilku miesięcy systematycznych treningów można zaobserwować nawet kilkukrotny wzrost siły oraz znaczne powiększenie masy mięśniowej przy jednoczesnym uszczupleniu zasobów zbędnego tłuszczu, szczególnie w okolicy brzucha i górnej połowy ciała. Im więcej człowiek posiada mięsni tym jego organizm szybciej spala kalorie, bowiem główne piece energetyczne organizmu (mitochondria) odpowiedzialne za utylizację składników pokarmowych zlokalizowane są w komórkach mięśniowych.
    Wraz z wiekiem pogarsza się wrażliwość komórek mięśniowych na insulinę – hormonu obniżającego poziom cukru we krwi – w konsekwencji czego glukoza w nadmiarze gromadzi się w krwiobiegu prowadząc do hiperglikemii i cukrzycy. Jak się okazuje trening siłowy prowadzi do zadziwiającej poprawy gospodarki węglowodanowej, gdyż po zakończeniu pracy mięśniowej glukoza przenika do wnętrza komórek bez pomocy insuliny – jest to praktycznie jedyna taka możliwość. Jednocześnie tkanka mięśniowa staje się na ten hormon bardziej wrażliwa. Silnemu uaktywnieniu ulegają również enzymy, odpowiedzialne za tworzenie zapasów glukozy w mięśniach, dzięki czemu mogą być one lepiej “odżywione”, a cały ten efekt utrzymuje się do 48 godzin po skończonym wysiłku. Stwierdzono, że przerwanie ćwiczeń na okres 3-5 dni powoduje u osób chorych na cukrzyce ponowny efekt hiperglikemii, dlatego zachowanie korzyści płynących z ćwiczeń siłowych wymaga stałego ich kontynuowania z częstotliwością co najmniej 2-3 razy w tygodniu. Wraz ze wzrostem masy mięśniowej organizm musi wytwarzać także silniejsze zaczepy łączące mięśnie z kośćmi, dzięki czemu następuje wyraźne wzmocnienie ścięgien i stawów. Również układ kostny udoskonala swoja wewnętrzną strukturę aby utrzymać coraz większe napory, dlatego mężczyźni uprawiający ćwiczenia kulturystyczne rzadziej chorują na osteoporozę czy reumatoidalne zapalenie stawów…

    Oto dlaczego świadomi mężczyźni „budują” swoje mięśnie. Nie dla kobiet, a dla własnego zdrowia. Gdyby tak łatwo było być „napakowanym gościem” to 90% facetów byłoby „Szwarcenegerami”, a tak nie jest. Ci co pakują dla jedynie kobiet wymiękają po tygodniu…

    Pozdrowionka,

  29. Czy pisząc te bzdury dotyczące mężczyzn ćwiczących na siłowni myślałaś nad nimi długo, czy też to spontaniczna twórczość ? Oczywiście można czytać „ten fragment” z przymrużeniem oka…Ale, aby wszystkich wrzucać do jednego kotła należy być – feministką :)

    Kasowanie komentarzy, które są „rzetelną informacją” jest w bardzo złym tonie…Jako blogerka posiadająca „plecy” powinnaś o tym wiedzieć…

    • Proszę o wybaczenie, ale o zrozumienie również. Komentarze są moderowane i publikowane na bieżąco, jednakowoż mam też inne zajęcia, którym z pasją się oddaję w ciągu dnia i nieraz na publikację trzeba zaczekać kilka godzin. Niepublikowane są natomiast wpisy spełniające jeden z dwóch warunków – stanowią nachalny spam, względnie są wyjątkowo wulgarne i obrażają nie tekst, a bezpośrednio moją osobę i to w zakresie niezwiązanym z tematem wpisu.
      Pozdrawiam

  30. Jagno…Oczywiście rozumiem. W pewnym sensie postepuję tak samo. Nie jestem blogowym nowicjuszem i „sporo na blogu przeszedłem”. Natomiast muszę wziąć w obronę tych mężczyzn, którzy chodzą na siłownię dla sportu. O czym napisałem w komentarzu jaki „zniknął”. Ja uprawiam sport od 25 lat i wyznaje zasadę, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Dokładnie wczoraj założyłem swojego drugiego bloga…Będę na nim poruszał problemy mężczyzn 40+…Dlaczego ? Otóż dlatego, że pewne grupy kobiet tworzą negatywny wizerunek takich mężczyzn…Nie wszyscy są „potworami”…nie wszyscy zdradzają…nie wszyscy ślinią sie na widok krótkiej spódniczki…Trzeba rozmawiać. Tak, to sztuka, ale trzeba…Miłego weekendu…Pozdrawiam.

  31. Witaj Van Furio…Creatyna zazwyczaj daje jedynie czasowy efekt przyrostu tkanki mięśniowej. Po pierwsze – uwarunkowania genetyczne są bardzo ważnym czynnikiem. Po drugie – stosuj ćwieczenia na masę. Byc może należy zmienić intensywność, ilość serii i powtórzeń. Nie ma uniwersalnego schematu dla wszystkich. Po trzecie – przyjmuj białko. Ono jest budulcem tkanki mięśniowej, gdy ćwiczysz przyjmuj od 1,5 gr. do 2 gr na kilogram masy ciała dziennie. Suplementy doskonale uzupełniaja dietę…Pozdrawiam

  32. papierek dla faceta nie jest nic warty. to fakt. jednak jeżeli taki lipny papierek jest dla ukochanej kobiety dużo warty to dam jej 10 takich papierków. dla ukochanej kobiety mogę mieć 5 ślubów cywilnych, 5 kościelnych , 5 ślubów w meczecie i dowolne 5 innych ślubów gdzie ona zechce. w czym problem, problemem w relacjach damsko-męskich jest uwiąd i trwały zgrzyt, brak aktualności papierka w postaci legalizowanego ślubu to drobiazg w obliczu faktycznego problemu.

  33. Van Furio, weź się chłopie zajmij tą swoja konkubiną, a nie ślęczysz tutaj na blogu całymi dniami i swe filozofie o wyższości braku „papierka” głosisz. Nie chcesz to nie bierz ślubu. Nie śmiej się z innych szczęśliwych małżeństw. bo chyba w złym środowisku się obracasz, skoro dla Ciebie to taka trauma życiowa zadeklarować swoja miłość przy świadkach. A tak na marginesie… papier to masz do kibla, a akt małżeństwa to jest dokument! tak samo jak dokumentem jest akt urodzenia Twoich dzieci, akt zgonu Twej matki, a nie papierem do kibla. Jak nie szanujesz wartości innych ludzi to nie wtracaj się w ich sprawy. Zyj sobie w swoim „szczęśliwym” konkubinacie i nie obwieszczaj się z tym w Necie, bo wszak twierdzisz, ze szczęście ma być w sercu, a nie ma papierze czy monitorze.

    • Lepiej? Ulżyło? Daleki jestem od nabijania się z innych, nie wtrącam się tylko wygłaszam moje prywatne zdanie do czego mam pełne prawo, po drugie to nie jest trauma tylko uzasadnienie wyboru, po trzecie Twoje wkurzenie w połączeniu z umiłowaniem dla „dokumentów urzędowych” tylko potwierdza moją teorię.

      PS- poziom jadu Twojej najwyraźniej wskazuje, że widocznie trafiło w czuły punkt. Seks świetnie rozładowuje napięcie. Polecam! – pamiętasz jeszcze jak to smakuje „szczęśliwa” mężatko?

      • cóż to za frustrat? po przeczytaniu twoich komentarzy i posta na twoim „meskim” podobno blogu, mozna wysnuc wnioski, ze to twoj slaby punkt. nie masz kasy na slub, na wesele, na dzieci, z nudy i braku pracy siedzisz non stop przy komputerze gloszac herezje. po co tu ciagle wchodzisz wylewac swoj starokawalerski jad, skoro podobno jestes szczesliwy? co za frustrat!

      • stary jakbys Ty mial sporo tego zapewnionego seksu, sportu, rozrywki i pracy to nie chcialoby Ci sie pisac o bzdetach na cudzych blogach. co Ty soba reprezntujesz jako „samiec alfa”?

      • Van furio,
        1. jw pierwszym zdaniu piszesz, że jestes daleki od nabijania sie z innych małżeństw, a w ostatnim właśnie to robisz! Co za dwulicowość i obłuda!
        2. nie jestem juz żona, a wdową. co nie znaczy, ze nie bylam szczesliwa zoną. byłam bardzo. przez kilkanascie lat. i wiem jak to jest byc w związku małzenskim. Ty nie wiesz, a probujesz dopisywac ideologie do informacji o zonach, męzach, dzieciach slubnych, seksie w malzenstwie i szczesciu, o których słyszales od innych niezadowolonych z zycia ludzi, a nie masz potwierdzenia we wlasnych doswiadczeniach. moj seks nie powinien Cie zupelnie interesowac. takie stwierdzenie swiadczy tylko o twoim chamstwie. nie wnosi nic merytorycznego do dyskusji.
        3. polowa ludzi jest niezadowlona z zycia na tym swiecie i nie ma na to wpływu ani posiadanie pieniędzy, ani zdrowie, ani zawarcie malzenstwa, ani posiadanie kochanki, psa i drogiego auta. Druga polowa ludzi na swiecie jest zadowolona ze swojego zycia i stanowią ją zarówno małżeństwa, jak i single… zarówno pary z dziećmi jak i ludzie bezdzietni. Skąd czerpiesz dane na temat nieszczesliwosci ludzi z powodu zawarcia związku małżenskiego? Podaj zródło (dane w liczbie do 100 osób, zaczerpniete wśród znajomych i anonimów na forach nie są wiarygodnym argumentem do postawienia Twej tezy w odniesieniu do 7mld ludzi na swiecie).
        p.s. dodatkowym argumentem przemawiajacym za zawieraniem slubu, jest to co dzieje sie w trakcie choroby i po smierci swojej połówki. sprawy przyziemne, dalekie od wzlotnych uczuc i deklaracji. ot samo zycie. urzednik w nosie ma Twoje filozofie i poglady czy kochasz szczerze i na serio. ile łatwiej jest załatwiać sprawy w szpitalach, klinikach, urzedach, gdy jest sie zoną/męzem. Ile łatwiej (psychicznie) jest dzieciom, gdy lekarz pyta przy nich kim jest ta pani dla chorego? lub gdy słysza na korytarzu, jak lekarz mówi do pielegniarki przyszła do Pana żona (nie kochanka, konkubina, znajoma). ile łatwiej jest załatwiać wiele urzedowych spraw, ktore niestety sa bardzo wtedy przykre, ale konieczne. załatwianie spraw dziedziczenia przez dzieci majątku po ojcu, gdy sprawy załatwia sie w rodzinie w pierwszej linii (nie w konkubinacie), jako ja matka-zona i one dzieci ślubne męża mego. nie latam wówczas po notariuszach zdobywając kolejne potrzebne upowaznienia (ktore w kazdej chwili sie zmieniaja dla potrzeb sprawy, aktorych nie da sie wysztskich przewidziec zawczasu). nie wie tego ten, kto małżeństwo trakuje tylko jako zycie osób zdrowych, mlodych i z ciaglymi podejrzeniami i myslami do zdrad lub wyciagania kasy na ciuszki. chyba jestes za mlody lub zbyt niedojrzaly lub masz tak silne nerwy, ze w momentach rodzinnych tragedii bedziesz lubil latac za „papierkami” do notariusza, gdy bedzie trzeba cos zalatwic.
        Pozdrawiam. Krysia Pietruszka.

  34. Moja mama mawia,że mężczyźni boją się odpowiedzialności za żonę a potem dzieci, ale jaka prawda. Mimo 27 lat nie byłam w zadnym związku ani minuty i twierdzę, że to wina facetów, bo boją się być z związku z kobietą po operacji skoliozy, bo co powiedzą inni panowie, że nie stać, ciebie na laskę

  35. Problem leży po obu stronach. Mężczyźni, jak sama zauważyłaś, to po prostu pozerzy – robią wiele rzeczy na pokaz, by komuś zaimponować. Budują więc swoje poczucie wartości na innych, co samo w sobie może zakrawać na psychopatologię. Kobiety z drugiej strony żądają, bo żądają. I chcą, by im w myślach czytać. Owszem, dla kogoś wieloletnie obowiązki, o których wspominasz, to „oczywista oczywistość”, która powinna poprzedzać oświadczyny. Tylko że skoro kobiety w myślach nie czytają, to dlaczego uważają, że mężczyźni – nota bene będący przecież z natury mniej empatyczny! – będą to robić? Znów coś psychopatologią zalatuje. Z lekka. ;)

    Nie staję po stronie żadnej z płci, naprawdę jednak wszystko można powiedzieć, ale by to zrobić, to… trzeba mówić. Mówić, komunikować, oświadczać i słuchać drugiej strony. Z doświadczenia wiem, że to właśnie wszelkiego rodzaju mnogie blokady w komunikacji są przyczyną nieporozumień.

  36. Ktoś przytomnie napisał, że trudno oceniać człowieka po paru zdaniach, ale rozglądam się po znajomych i fajne, mądre, odpowiedzialne dziewczyny są w tej chwili żonami, a te, które chciały tylko wyrywać facetów, nimi nie są (chociaż mają po 28 lat i więcej).
    Co więcej, te pierwsze wydają się być szczęśliwe, a te drugie narzekają na wszystko, aż uszy więdną (ostatnio jedna z nich wymyśliła, że nie może być z chłopakiem, gdyż ten jest dla niej… za mądry).
    Badania naukowe pokazują też, że ludzie w związku małżeńskim uprawiają seks częściej, żyją dłużej i deklarują większe zadowolenie z życia. Tak więc ten relikt przeszłości być może nie jest taki zły…

  37. Jesteś typową polską babą, która myśli tylko i wyłącznie stereotypami :) Ja jestem ze swoim mężczyzną 8 lat i moim marzeniem wcale nie jest branie żadnego ślubu. Kochamy się, mieszkamy razem i przyjaźnimy – tyle wystarczy. Nie potrzebuję żadnego papierka, bo to żaden dowód na to, że facet myśli o mnie poważnie. Poza tym szkoda mi pieniędzy – nie mówię tu o ślubie kościelnym, bo jesteśmy ateistami i to nie wchodzi w grę, ale mam na myśli ślub cywilny – trzeba zapłacić za sam ślub, niewielkie przyjęcie i oczywiście kupić ubrania. Wolę za to kupić coś do naszego mieszkania. Większość kobiet chce skichać się na myśl o ślubie – bo gdy roztyją się po urodzeniu dziecka i nie będzie chciało im się wracać do pracy, to ich mężczyzna tak łatwo ich nie zostawi (bo ma obowiązek finansowania swojej żonki i trzeba czekać długo na rozwód). Dla mnie oczekiwanie ślubu na siłę to zwykła dziecinada – jeśli ktoś kocha swojego partnera, to nie potrzebuje niczego więcej. Jeśli kobieta zostawia swojego mężczyznę, bo ten nie chce brać ślubu, to oznacza to tylko i wyłącznie, że w umyśle tej baby znajdują się jedynie pieniądze i żądza pochwalenia się ślubnymi zdjęciami na facebooku. Facet, o którym napisałaś, że po awanturze swojej kobiety wziął z nią ślub jest zwykłą pipą, bo daje się zdominować jakiemuś babsztylowi. Nie wiem jak jest z Tobą, ale Twoje poglądy są bardzo krzywdzące dla osób, które łączy prawdziwa miłość, a nie taka „papierkowa”. Najbardziej wyluzowane osoby jakie znam, żyją w konkubinacie – pracują, wyglądają młodo, można z nimi normalnie porozmawiać i są zadbani. A małżeństwa? Idealnym przykładem jest pewna osoba w mojej rodzinie: całe życie prawie w ogóle nie pracowała, bo uważa, że to mąż jest od utrzymywania żony, zaraz po ślubie zażyczyła sobie dziecko i teraz ma pretensje, że musiała to dziecko sama wychowywać (jej mąż w tym czasie harował na rodzinę), jest wyjątkowo „utalentowana” jeśli chodzi o trwonienie pieniędzy (rzecz jasna nie swoich), kłamanie i marnotrawienie tego, co ma. Gdy jej mąż od niej odszedł, od razu złożyła do sądu pozew o alimenty, „bo jej się należy” pomimo, że od męża niewielkie pieniądze dostaje. Typowy pasożyt, dla którego mąż służy tylko do płodzenia dzieci i zarabiania pieniędzy.

    Poza tym śmieszą mnie ludzie, którzy pomimo, że nie chodzą do kościoła, to biorą ślub kościelny. Przykładem jest tu moja znajoma, która tak średnio jest wierząca, ale ślub kojarzy jej się wyłącznie z białą suknią i kościołem, więc taką ceremonię koniecznie chce mieć. Kolejny przykład: znajomy zmarnował grube tysiące na ślub kościelny, cywilny i wiejską biesiadę zwaną weselem – oczywiście jak to w Polsce „zastaw się i postaw się”, czyli na kredyt, którego ostatnią ratę spłacił już po rozwodzie. Dziś rozwód to niemal norma, mało które małżeństwo trwa przez całe życie. Czytając to, co napisałaś w swoim poście nikt nie powinien się dziwić, dlaczego tak jest. Klasyka – przed ślubem kobieta i mężczyzna się starają, baba myśli, że wszystkie wady faceta znikną po ślubie. A po ślubie nadchodzi zderzenie z rzeczywistością – facet jakoś nie chce się zmienić, baba zaczyna tyć i zrzędzić całymi dniami, facet nie mogąc tego znieść zaczyna być gościem w domu, aż znajduje sobie inną kobietę albo po prostu się wyprowadza. I wielki płacz, bo mąż to drań, i ciągnące się kilka lat walki w sądzie o rozwód z orzeczeniem o winie.

    Może kiedyś weźmiemy ślub – niczego nie przesądzam, ale na pewno nie będzie to z żądzy posiadania papierka ani udowadniania sobie czegokolwiek. Na razie żadnemu z nas się do tego nie pali, bo jest dobrze jak jest. Mamy wszystko, czego nam potrzeba :) Pozdrawiam wszystkich, którzy nie dają się stłamsić modzie na śluby :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook