Budżet domowy – jak oszczędzać pieniądze?

Ja nie potrafię oszczędzać.

Mało tego – cierpię na jakieś upośledzenie układu samozachowawczego w mózgu, gdy idzie o finanse. Wydaję tyle ile mam, a jak mam więcej niż wydaję, to zaraz znajduje się tysiące rzeczy, po które chętnie wyciągnę swoje łapki, opróżniając do cna swój portfel. I konto. I skarbonkę. I kieszenie mojego chłopaka.

Na swoją obronę mam tylko to, że w długi jeszcze nie popadłam. No, przynajmniej w banku. Bo 1500 zł u własnego taty się nie liczy jako dług, prawda? To jest czasowa redystrybucja środków pieniężnych w rodzinie. Tego się trzymam.

Postanowiłam coś z tym fantem zrobić, bo jakoś tak głupio być dorosłą babą wiecznie cierpiącą na brak kasy. Na studiach czułam się w pełni usprawiedliwiona – w końcu student i brak gotówki to niemalże synonimy. I choć z roku na rok mojej uniwersyteckiej kariery moja sytuacja finansowa wyglądała coraz lepiej, to pod koniec miesiąca i tak byłam pusta jak bęben, paliłam wyżebrane papierosy i jeździłam na gapę. Podskórnie czułam, że to nie jest właściwy porządek rzeczy, ale nie zaprzątałam sobie tym głowy, bo czasu starczało tylko na uczenie się i picie, na refleksje ekonomiczne już nie.

Teraz mieszkam w Anglii. I też starcza, nawet zostaje, ale szybko zagospodarowuję te resztki pieniężne inwestując w siebie – nowy laptop, telefon, tablet, studium dziennikarskie, samochód, większe mieszkanie, kosmetyki Diora i luksusowe perfumy. I restauracje. I drogi alkohol. I wyjazdy do Polski, gdy mi smutno i pada. I niby jestem w lepszej sytuacji finansowej niż statystyczna dwudziestoczterolatka, a trwonię swój potencjał ekonomiczny zbyt często chodząc na zakupy.

Powiedziałam sobie stanowcze DOŚĆ oglądając wiadomości – nagle dotarło do mnie, że podwyższą mi wiek emerytalny, a raczej nie dadzą żadnej emerytury, bo jak ja będę stara, to starych będzie pół Europy, a młodzi – tak jak ja teraz – chyłkiem wymkną się tam, gdzie moje starcze łapsa nie sięgną do ich zarobków. Dotarło do mnie, że nie mam dzieci, może nie będę ich miała i będę sobie musiała opłacać dom spokojnej starości, pielęgniarkę do podcierania pośladków i masowania nękanych reumatyzmem kończyn, będą mi potrzebne papiloty, ciepłe skarpety i kot, a ja nie umiem odkładać pieniędzy i jeśli się w porę nie nauczę to zdechnę z głodu, zimna i brudu, bez kota.

Dobił mnie Newsweek serią artykułów o domowych finansach, bo z przykrością zdałam sobie sprawę z faktu, iż nie posiadam lokaty, funduszu inwestycyjnego, akcji, nieruchomości, antyków, sztabek złota w piwnicy, jestem wielkie oszczędnościowe zero i należę do mało zaszczytnego grona 20 milionów Polaków, którzy nie mają absolutnie żadnych zaskórniaków na czarną godzinę i grozi im wyginięcie na skutek nagłej utraty pracy. Zaniepokojona zapragnęłam coś mieć. A że jestem ambitna, nie spojrzałam nawet na  świnki skarbonki, ani skarpety oszczędnościowe, co to się je chowa pod materac, ja zapragnęłam mieć coś ekstra.

Od rozmyślania do działania – czyli o poszukiwaniach sposobów, jak oszczędzać pieniądze.

Postanowiliśmy z Narzeczonym spróbować sił na giełdzie walutowej. W ciągu paru dni straciliśmy 250 dolców. I złudzenia, że gdzieś na tym globie rozdają kasę za darmo. Mądrzejsza o tę lekcję porzuciłam pomysł rozpoczęcia kariery pokerzysty, choć w karty jestem piekielnie dobra.

Zarabianie poza etatem poszło niepomyślnie, toteż ugryzłam problem od drugiej strony – oszczędzania.

W panice usiadłam do komputera, bo z takiego już pochodzę pokolenia, że leków na życiowe trwogi szukam w Internecie. I rozpoczęłam poszukiwania jakiś sensownych pomysłów, które pozwolą mi coś odłożyć bez drastycznego zaciskania pasa i rezygnacji z Diora. I sushi. I kosmetyczki.

Przeróżnych metod, pomysłów i dziwactw, mających zatrzymać pieniądze w mojej kieszeni odnalazłam w czeluściach sieci tysiące. Najwięcej niemądrych, niedostosowanych do moich potrzeb i możliwości. No sorry, ale nie będę oszczędzać miejsca w jednorazowym worku w odkurzaczu, by zmieniać je rzadziej, a co za tym idzie, rzadziej kupować. Nie chcę schylać się do najtańszej półki w supermarkecie, bo to jest najniższa półka także jakościowo, a oszczędzanie na własnym zdrowiu jakoś mi się nie uśmiecha. Nie będę rzadziej prać, zmieniać skarpet, myć rąk – po prostu nie i już, desperacja nie naruszy u mnie sfery higieny.

Ale pośród tych wszystkich niedorzeczności rodem z najczarniejszego PRLu znalazło się kilka sposobów wartych uwagi. Przetestowałam na sobie.

Mój plan – minimum wysiłku, maksimum korzyści finansowych.

…okazał się nierealny. Dlatego zdecydowałam się na wersję uśrednioną. Wybrałam cztery sposoby i całą siłą woli próbowałam się ich trzymać, z różnym rezultatem.

Po pierwsze postanowiłam odkładać systematycznie 10% moich dochodów. Bez oszukiwania i zaokrąglania w dół przelewam na konto oszczędnościowe, do którego nie mam karty, co w razie histerii utrudnia dostęp do uciułanych zasobów. Udaję, że te pieniądze nie istnieją. O dziwo, nie odczułam za bardzo tego ubytku, nie mam wrażenia, że na co dzień dysponuję mniejszym budżetem. Z tygodnia na tydzień uzbierana sumka rośnie, miło się na nią patrzy i sobie powtarza, że tak się oto człowiek zmienia na lepsze.

Przestałam nałogowo pijać hektolitry kawy na mieście. Do tej pory kawa stanowiła w moim budżecie spory wydatek – szacunkowo nawet siedemdziesiąt funtów miesięcznie (dla niezorientowanych – prawie 350 zł). Kupiłam kawiarkę do przygotowywania espresso w domu. Prosta w obsłudze, a kawa przepyszna. Wychodzi taniej, mimo że kupuję włoską z najwyższej półki, bo co jak co, ale gównianej kawy nie zniesę. Przezornie piję zawsze przed wyjściem do centrum, żebym nie być na głodzie, jak znajdę się w pobliżu Strabucksa.

Przemalowałam włosy na ciemny blond, bo takie mi rosną naturalnie. Tym cwanym posunięciem osiągnęłam dwojakie korzyści. Przestałam beztrosko pozbawiać się prawie stu funtów co sześć tygodni, a kondycja i uroda moich włosów rosła równolegle do zasobności w gotówkę.

Wreszcie po czwarte, co nadal jest drogą przez mękę – racjonalnie spojrzałam na swoją szafę i jej eklektyczną zawartość. Czego rzeczywiście mi brakuje, a co jest tylko kolejną fanaberią mojego kobiecego, nastawionego na kompulsywne kupowanie jestestwa? Wracając objuczona torbami pełnymi ciuchów siadałam na chwilę przed szafą i z całym rozsądkiem na jaki mnie stać patrzyłam krytycznym okiem na nowe zdobycze. Czy są mi niezbędne, ile mam podobnych, jak się komponują z tym co już mam? Jak się tak siedzi twarzą w twarz z ekspozycją własnego stanu posiadania, to czasem dociera do człowieka okrutna prawda, że oto stał się właścicielem czterdziestej pary niebieskich jeansów, a i tak chodzi tylko w trzech, lub ma już tyle majtek, że mógłby nie prać dwa miesiące. Zwracałam wszystko, co uznawałam za zbędne, narażając się przy tym na podejrzliwe spojrzenia ekspedientek. No – chyba że było wyjątkowo ładne.

Majątku nie zbiłam, nie odkryłam w sobie jakiegoś genialnego talentu finansisty, ani mentalności sknery. Pojawiły się pierwsze zwiastuny przyszłego bogactwa, stałam się dumną Polką z oszczędnościami, ale do tych milionów, które mogłyby mi skutecznie umilić trud starości droga jeszcze daleka. Pozostaje mi żyć w nadziei, że człowiek uczy się przez całe życie, a tym samym i dla mnie jest jakaś szansa, by wypracować w sobie zmysł rozsądnego wydawania pieniędzy bez bólu i traumy i uodpornić się na podły świat kultury konsumenckiej nieustannie poszukujący jakiejś szpary w moim charakterze, kompleksu, jakiejś głęboko uśpionej potrzeby, której istnienia nawet bym nie podejrzewała, póki mnie nie uświadomi reklama, która bestialsko żerując na tych ułomnościach próbuje wyssać ze mnie wszystko, po ostanie smutne miedziaki.

Jestem na dobrej drodze, zmiany zaliczam na plus. Chociaż łatwo nie jest.

A wy, macie jakieś przyjemne i skuteczne sposoby na oszczędzanie?

 

,
35 comments on “Budżet domowy – jak oszczędzać pieniądze?
    • dokładnie zgadzam sie, podstwy sa najwazniejsze, fajnie o tym mowia w ABC domowego budzetu na stefczyk.tv bez podstaw nie uda sie nam odlozyc ani grosza, takze polecam wszystkim tym, ktorzy maja problem z utrzymaniem budzetu domowego do konca miesiaca obejrzenie sobie tych materialow;)

  1. A ja mam pewien sposób na cieszenie się zakupami i ograniczanie wydatków (właśnie przeżywam spadek dochodów). Wybieram sobie jakąś rzecz niedrogą (obojętnie czy to będzie alkohol, płyta, książka czy sportowe buty) ale pod którą trzeba jechać na drugi koniec miasta albo kupić z jakimś trudem, i udaję sobie że właśnie na niej mi zależy. Dokonanie wreszcie zakupu sprawia tyle radości co wydanie 2X więcej w drogim sklepie.
    PZDR

  2. A ja mam pewien sposób na cieszenie się zakupami i ograniczanie wydatków (właśnie przeżywam spadek dochodów). Wybieram sobie jakąś rzecz niedrogą (obojętnie czy to będzie alkohol, płyta, książka czy sportowe buty) ale pod którą trzeba jechać na drugi koniec miasta albo kupić z jakimś trudem, i udaję sobie że właśnie na niej mi zależy. Dokonanie wreszcie zakupu sprawia tyle radości co wydanie 2X więcej w drogim sklepie.

  3. Wszystko sprowadza się do odpowiedniego myślenia na temat finansów i ciągłej finansowej edukacji. Ponadto można zacząć oszczędzać w prostymi i znanymi sposobami na sam początek, a wraz z doświadczeniem korzystać z nowych metod oszczędzania własnych pieniędzy. Wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy że mogą korzystać z wielu ul podatkowych i innych opcji

  4. 10% od dochodu to konieczne minimum. Sam uwazam te metode za dosc skuteczna i jakby nie bylo podstawowa. Polecam takowe myslenie jakie nasunal mi kolega: „Pomysl sobie, ze te pieniadze ktore odlozysz to kolejna rata badz comiesieczny wydatek jak abonament za telefon”. Ja sam posiadam fundusz inwestycyjny i choc chwilowo jestem stratny, w wiekszej perspektywie czasu moge tylko zyskac. Nawet jesli strace to nie bedzie to wiecej niz 10-15% od sumy wplaconej – a mimo wszystko beda to pieniadze oszczedzone a nie roztrwonione. Fundusz mam na 10 lat, dopiero po tym czasie moge pobrac srodki, jesli zechce zrobic to wczesniej, bede musial slono zaplacic. Czasami niektorzy z nas musza byc zmuszeni do takich rzeczy by faktycznie oszczedzac. pozdrawiam Jagne-wlascicielke bloga- czytajac dzisiaj kilka z wpisow niezle sie usmialem.

  5. Ja Cię, chciałbym tak pisać – naprawdę. Podejrzewam wrodzony talent plus dużo książek pod pachą, które bynajmniej nie leżą odłogiem.

    Jako, że współprowadzę portal o bankowości – bardzo ciekawi mnie, jak wyglądają konta bankowe za wielką wodą. Nie tyle ich tabele opłat i prowizji, co moneybacki (czy też cashbacki)- dzięki których również możesz zaoszczędzić.

    Skoro sporo chodzisz po sklepach to dałoby radę te kilkadziesiąt, a nawet kilkaset funtów miesięcznie do kieszeni od banku dostać z powrotem. ;-)

    No i oprocentowanie kont oszczędnościowych – jaki trzyma poziom? Będę wdzięczny za wszelkie odpowiedzi.

    Pozdrawiam,
    Łukasz

    • Cashback jest dostępny w dużych sieciach supermarketów, ale tylko jeśli posiadasz ichniejszą kartę kredytową i płacisz nią za zakupy.

      Podstawowe konto oszczędnościowe jest zakładane każdemu w pakiecie do normalnego konta bankowego. Oprocentowanie jest śmiesznie małe, żeby nie powiedzieć żadne.

      • Hej jeszcze raz,

        piszesz o cashbacku dostępnym z ręki supermarketów/hipermarketów – to podpiąłbym pod ichnie programy lojalnościowe/rabatowe. Zresztą karta i tak musi być wydana przez bank, a może być jedynie firmowana logo supermarketu.

        Mam rozumieć, że banki w ogóle nie oferują moneybacków do swoich kont? Zgadzałoby się z maciupkim oprocentowaniem na oszczędnościówkach, ale wierzyć mi się nie chce…

        Pozdrawiam

  6. W sumie sama sobie odpowiedziałaś jak oszczędzać, po prostu zrezygnowałaś z rzeczy na które wydawałaś sporo pieniędzy.
    Istotą oszczędzania nie powinny być głupie pomysły, a szukanie oszczędności tam gdzie można.

  7. Po pierwsze – gratuluję dobrego planu :) Jasne, przejrzyste założenia, które pozwolą Ci osiągnąć cel :) Nie oszukujmy się – w dzisiejszych czasach oszczędzanie, graniczy z cudem. Coraz więcej pokus, ofert, produktów. Nasz konsumpcjonizm się pogłębia i pogłębia. Żeby nie do końca rezygnować ze swojej kobiecej strony oraz potrzeb, które idą z nią w pakiecie, postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę o codzienne sytuacje, w których niepotrzebnie przepłacamy. Pozostawione podpięte ładowarki to tylko koniec ogromnej góry lodowej…

  8. Podjęcie systematycznego oszczędzania to na prawdę duży krok. Już nawet „kilka groszy” dziennie odkładane systematycznie może okazać się miłym zaskoczeniem w dłuższej perspektywie czasu. Bardzo dobrym sposobem na oszczędzanie jest po prostu prowadzenie rachunków. Obecnie aplikacje na smartphony umożliwiają łatwe sporządzanie bilansu wydatków i przychodów na bieżąco.
    U mnie sprawdza się dodatkowo sposób, którego nauczyłam się podczas MASTER MIND. Opisałam go na końcu poniższego artykułu: http://monikaturemka.com.pl/jak-nauczyc-sie-oszczedzac/

  9. Jest taki fajny poradnik dotyczący oszczędzania wydany w formie e-booka. Rewelacyjne porady I gigantyczne oszczędności. Ma tytuł „Do pieniędzy na skróty”

  10. Niestety Polacy nie są wyedukowani i nie wiedzą co robić z pieniędzmi. Albo nie potrafią oszczędzać, jak już zgromadzą jakiś kapitał to trzymają go w skarpecie albo na nieoprocentowanym rachunku bankowym.

    A oszczędzanie to stan umysłu, to pomysł na życie i budowanie finansowej niezależności. Ja, gdybym oszczędzał od nastoletnich lat, to dziś nie musiałbym pracować. Ale człowiek głupi jest i uczy się na własnych błędach.

    Gratuluję pierwszych kroków w oszczędzaniu i życzę wytrwałości, bo to najtrudniejsza rzecz jakiej trzeba się nauczyć.

  11. Sama kiedyś miałam ten problem, jak dawno temu zaczynałam prowadzić działalność. Moje zarobki się zwiększyły, rzeczy zaczęło przybywać, ale nijak miało się to do ilości pieniędzy w portfelu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że różnica pomiędzy zarabianiem, a oszczędzaniem jest dość sporo i znacząca.

  12. Podsawowym sposobem, aby zwiększyć ilość pieniędzy w portlfelu jest zapoznanie się z metodami oszczędzania energii. To na prąd, gaz, węgiel i wodę tracimy najwięcej pieniędzy. Zmiana nawyków zakupowych jest jak dla mnie na drugim planie.

  13. Bardzo mi się podoba jak piszesz. Jeżeli chodzi o moje doświadczenia z oszczędzaniem to wiem jedno. Nie należy oszczędzać na jedzeniu. Nie mówie tu o tym, żeby kupować na mieście obiad za 60zł. Tylko inwestować w dobre, wartościowe produkty. Zdrowe jedzenie jest droższe, ale opłaci się nam lepszym samopoczuciem i zdrowiem.

  14. Artykuł bardzo ciekawy. Jak dla mnie podstawą oszczędzania jest stworzenie budżetu przychodów i wydatków oraz jego kontrola. Taki domowy mini „Controlling”.

  15. U mnie oszczędzanie jest proste, po prostu planuje, dzięki temu nie mam problemu z dodatkowymi wydatkami. Wiadomo, nie zawsze mamy możliwość zaplanowania wszystkiego, ale zakupy czy wydatki na ubrania, sprzęty itd. jak najbardziej jestem w stanie przewidzieć i tutaj zaplanować, czyli zaoszczędzić :).

  16. Gratuluję przejścia na jasną stronę mocy, oszczędzać można na tysiące sposobów, codziennie odkrywam nowe i zauważam na koniec miesiąca, że coraz więcej pieniędzy zostaje na moim koncie. Ograniczanie wydatków jest jak podwyżka pensji, którą sami możemy sobie zafundować!

  17. Z ubraniami jest dokładnie jak piszesz. Kupujesz ich zawsze za dużo, a potem uświadamiasz sobie, że i tak chodzisz w swoich ulubionych starych ciuchach ;-)
    Podobnie jak Ty, zastanawiam się nad założeniem lokaty bankowej i solidnym oszczędzaniem. Póki co zrezygnowałam z impulsywnych i niepotrzebnych nikomu zakupowych zachcianek. Zainspirowałam się też wpisem jednego z blogerów nt. aplikacji mobilnej Finarchy.com, która ma motywować do regularnego oszczędzania. Póki co nie mam jeszcze przekonania do tego typu nowinek technologicznych, ale będę je testować i dam znać jakie są rezultaty. Trzymam kciuki za wytrwanie w postanowieniu ;-) Pozdrawiam, Magda.

  18. Dużo informacjo o oszczędzaniu możemy znaleźć na tej stronce: http://permanent.cba.pl/
    Można się na niej dowiedzieć wielu ciekawych aspektów. Znajdują się na niej odpowiedzi na bardzo ważne pytania . Bardzo serdecznie polecam tą stronkę.

  19. Ja też mam problem z oszczędzaniem, chociaż staram się walczyć z rozrzutnością. Narazie postanowiłam sprawdzić, dokąd te moje pieniądze uciekają i notuję wszystkie wydatki, zobaczymy co będzie dalej :)

  20. patrz na zawartość a nie na markę. Marka jest droga ale niekoniecznie lepsza a jest droga bo wydaje sporo na reklamy. Najlepiej widać to w produktach spożywczych ale nie tylko. Za taki sam internet i telewizję w gigakablu płacę 50zł a w firmie z reklam telewizyjnych 120zł

  21. Budżet domowy to ciągłe zmiany, tak na prawdę ciężko jest wszystko przewidzieć. A jak wydaje się nam, że już wszystko uwzględniliśmy, to wydarzy się rzecz, której w ogóle się nie spodziewaliśmy.

  22. Nigdy nie byłam oszczędna i nigdy nie zwracałam uwagi na pieniądze. Przyszedł jednak czasu, że muszę zwracać na to uwagę. Dzięki temu nauczyłam się wielu rzeczy. Nigdy nie kupuje rzeczy mi niepotrzebnych. Nigdy nie mam pełnej lodówki, z której większość produktów wyrzucam. Rzuciłam palenie, mniej imprezuje, oszczędzanie wychodzi mi na zdrowie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook