Wieś na lotnisku – czyli rzecz o Polakach w podróży.

samolot

Jest pewna pula zachowań ludzi w podróży, a już w wybitnej szczególności Polaków,  która mnie niesamowicie irytuje. I nawet nie są to wrzeszczące wniebogłosy dzieciaki – rozumiem, że uszy bolą, to trzeba krzykiem dać matce znać, że się cierpi. Niech matka i współpasażerowie solidarnie cierpią razem. Daleko bardziej mnie drażni jakaś taka zawiść, która się sączy z ludzi, jakiś taki zbędny pośpiech, przepychanki i patrzenie wilkiem na siebie nawzajem – bo w tej grze każdy jest konkurentem w walce o najlepsze miejsce w samolocie.

Wczorajsza podróż na trasie Luton – Warszawa roztoczyła przede mną cały wachlarz wątpliwych rozrywek z zakresu obserwowania współpasażerów. Uwierzcie mi –  było na co popatrzeć.

Wystarczy jeden szybki rzut oka, by rozpoznać, które grupy podróżnych to Polacy. Ci, co zamiast sączyć spokojnie drinka w barze, zamiast błogo szwendać się po bezcłowych sklepach, albo czytać gazetę przy kawie stoją niespokojnie przy wyjściu do bramek i wbijają świdrujące spojrzenia w monitor informacyjny. Stoją tak i stoją dobre pół godziny, spoglądając z pogardą na resztę turystów, co tak beztrosko trwonią pieniądze, jednocześnie wyzywająco patrzą na siebie nawzajem i aż puchną w oczekiwaniu aż wyświetli się informacja do której bramki należy się udać.

Wtedy zaczyna się heroiczny bieg. Matki truchtem pchają wózki, gubiąc po drodze pieluchy, ojcowie pędzą z dziećmi na barana, starsze panie tarasują przejścia walizkami, bo też chcą być pierwsze i nie dadzą wyminąć się w drzwiach. Pośpiech udziela się wszystkim jak mentalna zaraza i nawet ci, co biec nie mieli zamiaru, teraz pędzą oglądając się bojaźliwie za siebie celem sprawdzenia, czy nie są doganiani.

Na mecie zamieszanie, formuje się kolejka, ale jej kształt i logika są nadzwyczajne. Nie staje człowiek spokojnie na końcu ogonka, ale pcha się jak najbliżej początku i strzeże swego miejsca łokciami odstraszając rywali. Nieważne, że obsługa pojawi się za dobre dwadzieścia minut, już się stoi i czeka przestępując z nogi na nogę, wzrokiem pośpieszając obsługę, potrząsając zegarkiem i żrąc kanapki.

Pierwszeństwo przy wejściu na pokład mają osoby, które za ów przywilej zapłacą. Potem ci z dziećmi do lat bodajże czterech. I im się zazdrości, im się życzy śmierci owo życzenie wyrażając wzrokiem godnym bazyliszka. Niecierpliwość i skrajne napięcie unosi się nad czekającymi niczym ciężki obłok wkurwienia.

Jakieś dwie zbłąkane owieczki w wieku emerytalnym stanęły w kolejce dla vipów. I jest nieprzyjemność, kwas i żenada, bo obsługa skierowała owe panie na koniec kolejki dla plebsu, a im się ani myśli usłuchać. Proszą, błagają, negocjują wpuszczenie poza kolejnością, ale pracownicy lotniska są nieugięci, nieczuli na ich krzywdę i asertywnie kończą dyskusję. Baby też są nieugięte, bo zamiast grzecznie stanąć na końcu, pchają się w pierwszy rząd oczekujących. Próżny to manewr bo nieugięci są też ci z drugiego rzędu, robią raban i wulgarnie przepędzają emerytki krzykiem i groźbą. Robi się pyskówka, ale to nie jest miejski autobus – nie pomaga biadolenie nad dzisiejszą młodzieżą, powoływanie się na liczne schorzenia i przyjmowane medykamenty, emerytki batalię przegrywają z kretesem.

Teraz wchodzi lud. Pędem, pędem do samolotu, jakby od tego zależało nasze życie, majątek i szansa na orgazm tej nocy. Ktoś próbuje wyprzedzać, ktoś  tarasuje przejście pokrzykując na koleżankę, jakieś dziecko daje koncert wisku iście zwierzęcego, bo cudzy łokieć mu się wpycha w czoło, matka krzyczy, winowajca krzyczy, tłum pędzi. Walka o miejsca rozpoczęła się na całego. Pchają się, przekrzykują, zatrzymują, znów pchają.

Tu ktoś zajął dla kolegi, inny się nie przejął i usiadł – niezbędna interwencja obsługi, by dokonać rozejmu. Tam znowu dziecko chce usiąść przy oknie, a się nie udało i jest płacz i proszenie pasażera, by miejsca ustąpił, jest też odmowa, bo pasażer swego miejsca broni zawzięcie. Tam znowu rodzina czteroosobowa koniecznie musi siedzieć razem, a są już tylko miejsca pojedyncze, jest wściekłość i rozpacz bo się stracą z oczu na całe dwie godziny. Jest wypraszanie, bo ktoś sobie arogancko usiadł w trzecim rzędzie, a kto inny sobie tą miejscówkę zarezerwował przez Internet, jest też odmowa wypraszanego i znów interwencja obsługi, by jednak delikwenta wywalić. Generalnie –  wojny Polaków, harmider, chaos i zębów zgrzytanie.

Ale na tym popisu przywar narodowych nie koniec. Jeszcze trzeba być upierdliwym. Gadać głośno, chichotać i kląć, oglądać film na głośnikach, pozwalać dzieciakom biegać w przejściu i rozkładać klocki, wyciągać wcześniej na tę okazję przygotowane, śmierdzące żarełko, bo przecież wiadomo, że w samolocie tanich linii lotniczych dają tylko drogie kanapki, a dwie godziny bez posiłku wytrzymać  nie idzie. Należy również marudzić stewardessom, że nie wygodnie, za głośno, nudno, a one nie puszczają filmu i nie robią sztuczek cyrkowych.

Obowiązkowo były huczne owacje, wszak lądowanie to żaden tam rutynowy manewr, to jest igranie z losem i życiem pasażerów, to jest sytuacja wysoce niebezpieczna i wszyscy byliśmy od śmierci o włos i dwa centymetry!

Całokształt owej podróży wyrył się w mej pamięci jako niezwykle przykre doświadczenie i rzecz niesłychanie męcząca, a muszę przyznać, że latam dość często i jeszcze nigdy takiej kondensacji siary i buractwa nie doznałam, choć słyszałam to i owo o polskim braku elementarnej kultury i obycia. Od dziś będę się skręcać ze wstydu, rumienić jak dziewica i spuszczać płochliwie oczy okazując na lotnisku polski paszport. Drodzy rodacy – zdradzę wam sekret. Za nieco ponad trzy funty można sobie wybrane miejsce w samolocie zarezerwować. I nie pędzić, nie szarpać się z tłumem, nie wpatrywać  w monitor w hali odlotów, tylko sobie spokojnie dopić kawę, przyjść ostatniemu, a i tak usiąść tam, gdzie się lubi nie robiąc z siebie kompletnego debila.

- Jagna. Uchroń mnie boże przed rodakami w samolotach.

273 comments on “Wieś na lotnisku – czyli rzecz o Polakach w podróży.
  1. Jagna gdybys wiedziala z kad wzielo sie klaskanie to bys nie widziala w tym nic zlego, wrecz przeciwnie sama bys klaskala, ale ze mloda jestes i nie swiadoma to Ci powiem
    Pamietasz katastrofe polskiego samolotu w Lasach Kabaskich Il M 62 Tadeusz Kosciuszko NIE?, a ja pamietam, malo tego w tej katastrofie zginela moja ciotka ktora byla stewardesa.
    Po tej katastrofie na trasie USA-Polska Polacy w drodze wdzieccznosci za szczesliwie ladowanie zaleczeli klaskac w chwila jak kola samolotu dotknely plyty lotniska. Taka umowna wdziecznosc.
    Ta tradycja przyjela sie na wielu liniach i kontynetach.
    Latam duzo po calym swiecie i powiem Ci ze Polacy NIE SA WYJATKIEM W KLASKANIU i dobrze.

    • Marcela, a jak autobus na pętle przyjedża to też klaskasz? W końcu na drogach ginie więcej osób dziennie niż w katastrofach samolotowych rocznie. Weź to pod uwagę i nie zapomnij zaklaskać Panu kierowcy na pętli. Z wdzięczności za szczęśliwy kurs.

  2. Hej Jagna,
    Spoko blog :)
    Jeśli mogę to się dołączę do tego wpisu. Bo mam i ja kilka takich rzeczy, które doprowdy doprowadzają mnie do wewnętrzego szału. Musze przyznać, że na moję szczeście nie latam z Polakami często, ale i inni mają swoje boskie zachowania w samolocie:
    - odpinanie pasów natyczmiast po zgaszeniu sygnału zapięcia pasów – nie wiem czy to zwykła przekorność , czy ich te pasy gryzą. I tak nie planują przecież nigdzie się ruszać. Tak czy siak pasy należy odpiąć!
    - no i po lądowaniu, to oczekiwanie w napięciu na zgaszenie sygnału zapięcia pasów, żeby tylko jak najszybciej wstać, dorwać się do swojego bagażu podręcznego i… czekać najpierw na schody, pogarbionym w kolejce, popychając tych co stoją przed nimi, żeby być ten meter bliżej wyjścia… a później i tak czekają na bagaż… no ale przecież z samolotu trzeba wydostać się jako jeden z pierwszych, zapewne w obawie przed eksplozją.
    Jestem takim hejterem, ale cóż poradze. Wkurza mnie taka ludzka hmm głupota? bo jak to inaczej można nazwać…
    Pozdrawiam. I im więcej nas normalnych Polaków lata i pokazuje swoje paszporty, grzecznie, na luzie i z uśmiechem tym lepiej. W końcu my też wystawiamy opinie.

    • Jagna piekny wpis zwlaszcza ten o klaskaniu na petli autobusowej, poplakalam sie ze smiechu:) ale na powaznie sama mam dokladnie takie sama przykre doswiadczenia z latania z rodakami…

  3. Dziewczyny!!! Jesli wam wstyd za Polaków to znaczy że jeszcze nie latałyscie z Litwinami. Miałem tą szczególną przyjemnosć ostatnio i wszystko co opisane zostało powyżej trzeba pomnożyć razy cztery.
    Jesli lubicie EKSTREMALNE przeżycia proponuję taką wycieczkę na trasie Londyn – Kaunas. Skok ze spadochronem nie powoduje takiej eksplozji adrenaliny do organizmu.

    PS. Blog extra

  4. Nie doświadczyłam owej dziczy w locie z Lizbony do Warszawy, może dlatego, że większość pasażerów wracała z Fatimy to już przeszli Katharsis i mieli w sobie miłość do bliźniego. A może to kwestia linii lotniczych, bo w PA dają pojeść i numerują miejsca. A co z bagażem podręcznym, o to też jest płacz w tanich liniach lotniczych.

  5. Też leciałem samolotem z Warszawy do Londynu, i jakoś nikt nie klaskał przy lądowaniu. Nikt nie palił, nie pił alkoholi, ani nie jadł żadnej śmierdzącej padliny. Bardzo przyzwoicie ludzie się zachowywali. A w samolocie były osoby o przeróżnym pochodzeniu społecznym od roboli do „umysłowych”. Ty i tobie podobne, jesteście wyzwolone z „polskiego zaścianka” i plujecie na wszystko co polskie.

    O wiele gorzej od Polaków w metrze, środkach komunikacji, samolotach, zachowują się przybysze z różnych bantustanów – murzyni, Arabowie, Pakistańczycy itd, jak i rodowici angole. Których ty i tobie podobne „polki” na piedestał stawiacie, i jako „wzór” do naśladowania. Bez poważania.

    • mieszkam poza unia ,w kraju ktory jest bogaty i swiat uwaza go centrum kultury- nic bzdurnego tak rasistowskiego kraju , tak zarozumialych i chamskich ludzi to ze swieca szukac ,a polacy ktorzyna chwilke wyrwa sie z kraju czuja sie po 2 dniach lepsi od innych i pluja na rodakow.co do klaskania ,to jest norma w lotach czarterowych ,bicie brawa dla zalogi ,jest to rodzaj wdziecznosci-mala uwaga, gdy przebywacie poza polska, to nie plujcie na nia ,bo tu wasi rodzice i wy na swiat przyszliscie ,to tu sa wasze korzenie , a przez takich jak wy jest bieda w polsce ,bo dajecie innym prawo na deptanie kraju waszych rodzin

  6. Jestem ze wsi. Ostatnio zdarzyło mi się polecieć wraz z mężem do Norwegii. Leciało wielu Polaków na wakacje. Byli też obcokrajowcy. Żadnego przepychania, wrzeszczenia oraz kłótni nie odnotowaliśmy. W drodze powrotnej tak samo. Ponieważ miejsca były numerowane to każdy siadał na wyznaczonym. Nie było zajmowania miejsc, podsiadaniu itp. Sporo panów jechało do roboty, sporo wracało do kraju na urlop. Podejrzewam, że to byli prości ludzie, jednakże nie było nic charakterystycznego jak w opisie pani Jagny. My obydwoje pomimo że ze wsi jakiś nie wyróżnialiśmy się z tłumu. Czekaliśmy na swoją kolej, uśmiechaliśmy się i dziękowaliśmy przy sprawdzaniu dokumentów czy bagaży.

Odpowiedz na „~polkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook