Brudne gary – czyli rzecz o podziale obowiązków domowych.

sprzątanie

Kobieta i mężczyzna zakochują się w sobie bez pamięci. Wiją razem gniazdko, najczęściej ciasne i wynajmowane, ale im to wcale nie przeszkadza, bo przecież żyją miłością i na tym etapie przeszkadza im naprawdę niewiele. Kochają się jak szaleni, świata poza sobą nie widzą i wszyściutko jest jak w bajce. Do czasu, aż trzeba pozmywać gary.

Podział obowiązków domowych między partnerami to jest temat rzeka. Nasze babki robiły na etacie gospodyń domowych i matek polek, a że były takie czasy, iż kobieta musiała trzymać pysk krótko i cicho, a facet brał na swoje barki ciężar utrzymania rodziny i nie zaprzątał tym głowy kobiecie – taki stan rzeczy trwał niezmącenie i nikt nie narzekał.

Nasze matki robiły już na dwóch etatach. Przejęły schedę po własnych matkach, a podły świat im dorzucił mus pracy zarobkowej, bo faceci przestali być rodzinom pod tym względem wystarczalni.

A teraz my, kobiety XXI wieku zapieprzamy najczęściej na trzy fronty (pracując, doszkalając się i zapieprzając wokół domowego ogniska), ale jesteśmy ewenementem pokoleniowym, bo zauważyłyśmy pewną dziwaczność natury. Mianowicie –że FACET TEŻ MA KURWA RĘCE. Jak on się z tymi rękami uchował przed naszymi matkami? Ja nie wiem.

I my – nowoczesne i światowe, po tych szkoleniach, po uniwersytetach, po wielorakich doświadczeniach życiowych cudzych i własnych, naoglądawszy się telewizji, nabawiwszy się wywrotowych feministycznych idei postanowiłyśmy z tych męskich rąk zrobić użytek domowy. A tu dupa. Bo te ręce im kompletnie zepsuły ich własne matki.

Dla mnie to jest ewenement, zjawisko kompletnie niezrozumiałe. Mnie nauczyli w domu sprzątać po sobie. Nieraz ta nauka przebiegała w sposób brutalny pasem po dupie, ale była to nauka skuteczna. Nie wiem, jak uczono chłopców – materiału poglądowego w postaci rodzeństwa płci męskiej nie miałam, ale nie podejrzewam moich rodziców o ciągoty do dyskryminacji dzieci ze względu na płeć. Dorosłam, rozwinęłam skrzydełka i wyfrunęłam w brutalny świat, w którym osobniki płci męskiej istnieją i siłą rzeczy na własne oczy muszę oglądać porażki wychowawcze jakichś anonimowych matek z zakresu higieny osobistej i mieszkaniowej. Mam wrażenie, że chłopy od niemowlęctwa do późnej adolescencji mieli te ręce sukcesywnie okaleczane, matki im chyba dupy podcierają do tej pory, albo może chodzą z obsranymi, bo ciężko mi uwierzyć, że potrafią coś wokół siebie zrobić samodzielnie.

Pokażcie mi faceta, co to sam się bierze do robót domowych bez pierdzenia pod nosem, bez błagań i gróźb. Takiego, co potrafi ugotować obiad trzydaniowy i nie zamieni przestrzeni wokół siebie w obraz nędzy i rozpaczy przy okazji. Takiego co zmywa talerz od razu jak zeżre i nie trzeba go upominać. Takiego co prasuje sobie koszule, pierze skarpety, umyje lodówkę, podłogę i wannę, bez fochów i zwalania wszystkiego na żonkę, względnie kochankę. Jedyny chyba egzemplarz jaki znam, to mój własny, cudowny ojciec – człowiek, który potrafi chyba wszystko.

Miałam wojny z Narzeczonym o podział obowiązków domowych średnio raz w tygodniu przez pierwsze pół roku współdzielenia przestrzeni życiowej. Docierało do niego powolutku  – skarpety nie pod łóżko, a do kosza na pranie; talerze do zlewu, a nie rozstawione po całym mieszkaniu; wstań już kurwa sprzed komputera i poodkurzaj leniu śmierdzący, bo twoja kolej. Batalia była ostra, ciężkie działa wyciągnięte, rany odniesione głębokie po obu stronach barykady. Zdarzało się, że usłyszałam, że on pracuje ciężej więc mu się w domu względny spokój należy i wtedy ostatkiem siły woli powstrzymywałam się by mu nie jebnąć w ten durny łeb, ale szczęśliwie ta przyjemność jeszcze przede mną.

 I tak – mam kurwa żal do jego matki, że wychowała inwalidę. I że ja go musiałam wychowywać od nowa, te dwie lewe ręce uzdrowić, uzdatnić do pracy. Bo u niego w domu było tak, że się brudne gacie rzucało w kąt łazienki, a one potem magicznym sposobem czyściutkie i pachnące lądowały w szufladzie. Same. Żarło się i talerz stawiało byle gdzie, a on potem niezbadanymi ścieżkami wędrował czysty i błyszczący do szafki kuchennej. Sam. I same się robiły obiady, ścierały kurze, wynosiły śmieci, samo się prasowało, odkurzało i sam się czyścił kibel. MAGICZNIE. A była ich w domu piątka dzieci i oczywiście dziecko szóste – pan mąż. Dziwię się, że ta kobieta pewnego dnia zwyczajnie nie padła na twarz i nie skonała w tym niewolniczym kieracie. I idę o zakład, że tragiczna śmierć zapierdalającej w pocie czoła, ukochanej żony i matki zostałaby odkryta najpewniej w tym samym czasie, w którym skończyły by się domownikom czyste gacie w szufladach.

Wracając jednak do Narzeczonego – gdyby się nie okazał w pełni reformowalny, gdyby nie zechciał współpracować i upierał się jak tuman przy swoim, a mnie usilnie próbował wcisnąć rolę jego matki, kopnęłabym w dupsko z rozpędu. Akurat na polu domowych obowiązków nie dam się dymać nikomu. Szczęściem, nie pozabijaliśmy się w wojnie o brudne gary i Chłop mój odebrał stosowne nauki, zaliczył koncertowo i teraz nie dość, że jest w pełni samoobsługowy, to jeszcze stanowi źródło ogromnej pomocy w domu.

To jest wojna, którą każda z nas musi wygrać,  drogie panie. Tu feminizm w swej najprostszej postaci musi pokonać patriarchalne i wygodnickie mężów zapędy. Nie wolno nam być niewolnicami we własnym domu. Mamy jednak tę piękną możliwość płynącą z demokracji, że wolno nam zastrajkować, zrewolucjonizować układy rodzinne, odrzucić kajdany i żywot robota domowego zamienić na żywot kobiety spełnionej, mającej czas na pasje, rozrywki i malowanie paznokci. A jak facet będzie się zmianom opierał – jego też możemy odrzucić, porzucić i wyrzucić z domu.

,
48 comments on “Brudne gary – czyli rzecz o podziale obowiązków domowych.
  1. Czytałam to z uśmiechem na twarzy. Mój mąż przez 10 lat nie był reformowalny i już chyba taki zostanie, ale to już nie mój problem. Obowiązki jakie miał: podlać kwiaty raz na tydzień, obsłużyć Elę (zmywarkę) i od czasu do czasu odkurzyć. Niestety jak to bywa od nadmiaru obowiązków – nie ogarniał. Na szczęście teraz mam o jedno dziecko do obsługiwania mniej i o dziwo w domu jest czyściej. Więc pytam skąd się brał ten bałagan :-)?

  2. Moja do kuchni się nie zbliża bo sobie tam nie radzi. Ja gotuję lepiej od niej, poza tym lubię to, a co się tyczy zmywania garów, to nie znam lepszej metody (oprócz ręcznego prania skarpetek) na to by doczyścić łapy po pracy.

  3. Co do wspomnianego dokształcania się kobiet,to kochane w większości idziecie na kierunki humanistyczne i tracicie czas w wytwórni bezrobotnych.Co do obowiązków domowych i podziałów to jeżeli są pary,małżeństwa które mają male dzieci to oczywista oczywistość ,że facet ,który musi zarobić pieniądze na utrzymanie rodziny,domu, samochodu, nie będzie po ciężkim dniu pracy gotował, zmywał naczynia,prał itp. ale jeżeli są pary,które nie mają dzieci i oboje pracują to jak najbardziej facet powinien kobietę swą w domowych sprawach wspierać.Ps.Uwielbiam kobiecy punkt widzenia. Pozdrawiam

    • To znaczy, że jak się ma małe dzieci, to facet nie musi w domu nic robić???
      Dlatego, że był w pracy i należy mu się odpoczynek? A kobieta to co, cały dzień się leni w domu z dzieckiem, więc może usługiwać mężowi, kiedy wróci biedulek z pracy? Bzdury!!!!!!! Skoro już zakładasz, że kobieta zostaje w domu z dzieckiem, a facet pracuje, wiedz że „siedzenie w domu z dzieckiem” nie polega na siedzeniu. Bo dziecko nie leży sobie i nie pachnie, dom się sam nie ogarnia, zakupy nie przychodzą grzecznie ze sklepu, warzywa się nie obierają same i nie wskakują do garnka!!! I może wydaje ci się, że to jakieś babskie pieprzenie, że w domu można się narobić, ale weź sobie zrób taki tydzień z praniem, gotowaniem, 100% zajmowaniem się dzieckiem, sprzątaniem, zobaczymy czy będziesz taki wypoczęty, żeby wciąż uważać że po przyjściu z pracy należy ci się „obsługa” żony. Poza tym ci, którzy pracują, mają weekendy, urlopy, a te które „siedzą w domu” codziennie robią to samo, do wyrzygania!

      • Droga Iz źle mnie zrozumiaś,mowa jest tutaj o podziale obowiązków,wyobraź sobie,że obecny system polityczny i nasi wspaniali politycy sprawili ,że musimy wydawać znacznie więcej niż bylo to kilkanaście lat temu.Spowodowało to ,że kobiety wyrywane są z domów i idą do śmiesznej pracy np. w biedronce czy gdzieś tam za śmieszne pieniądze by wspomóc męża, który gdzieś jest zatrudniony też za śmieszne pieniądze.A jak się pracuje samemu(w celach zarobkowych)ma się małe dzieci,dom,samochód to trzeba niestety zasówać w dzisiejszych czasach dłużej niż osiem godzin w pracy,czesto jest to dwanaście godzin poza domem,natomiast pracę którą wykonuje kobieta w domu jest bezcenna,podam Ci na swoim przykladzie,kiedy moja żona wychowuje nasze dzieci,nie tam żadna niania lub żłobek efekty sa widoczne gołym okiem,w dodatku utrzymanie domu ,kobiecą ręką jest czymś niesamowitym i bardzo cenię moją żonę za jej ciężką pracę.Zakupy?żona wysyła mi smsem listę zakupów i po pracy to czynię. Nie wiesz nawet jaką radość sprawia mi to kiedy żona dzwoni do mnie i mówi ,że czeka z obiadem, a kiedy wchodzę do domu dzieciaki rzucają mi się na szyję.Także należaloby tutaj z obu stron zrozumieć czym jest,,podział obowiązków,, bo nie rozumiem czym jest usługiwanie mężowi,kiedy wraca z pracy? Pachnie mi tu feminizmem

      • W 100% zgadzam sie z Toba, niestety nie potrafie wprowadzić zmian w swoim domu. i tak siedze w domu z 1,5 rocznym synkiem, drugi synus w drodze -6 miesiac wiec jeszcze chwilunia i bedzie a ja sobie (zdaniem męza mego) siedze w domu i NIC NIE ROBIE. fakt on pracuje po 10godz ale ja do k..nedzy pracuje prawie24h! dziecko moje spac nie lubi i w nocy co godzinke sie budzi, ja wstaje, mężuś spi, męzus moj wstaje o 5:30 a ja obudzona przez dziecko wstaje o 6 gora 6:30. męzus wraca z pracy i jest posprzatane, ugotowane, poprane, poprasowane. mezus dostaje obiad pod nos, je bierze pilota w reke i … spi -godz 18, 19 czasami 20, a ty kobieto z brzuchem zapierdalaj po schodzach na gore, wykap dziecko, znieś je, ubierz, uspij itd ale moj szanowny slubny nie rozumie czemu ja jestem zmeczona???!! JAK JA WOGOLE ŚMIE BYC ZMECZONA!!!i tyko pretensje: jak to dzisiaj nie odkurzylas?tylko taki obiad? nie ma innej wedliny? no szlak mnie trafia!!to zyycie mnie dobija, a juz niedlugo bedzie drugie dziecko….

        • Kochana! Budź go zawsze jak dziecko wstaje! Ja tak robiłam, kazałam pieluchę zmieniać co dwie godziny w nocy. Teraz bebe ma 4 miesiące i śpi około 11 godzin w nocy, ale ja mówię, że się budzi tylko męża nie budzę, żeby się wyspał. hihihi Intryga musi być ;)

    • Calkowicie sie tu z Toba zgadzam. Przez lata nie pracowalam zajmujac sie domem dziecmi psem, kotem, i setka dodatkowych bzdurek ktore wymagaly tego aby byly zrobione.
      Pewnego dnia postanowilam dosyc. Zatrudniam pomoc do tego na co trace nawjwiecej czasu. Czyli sprzatanie wraz z praniem. Na co moj maz mi odpowidzial nareszczie zmadrzalas.Moja maz z racji swojej profesji pracuje po 70-80 godzin na tydzien. Totalna i bezduszna idiotka bym byla gdybym prosila go o zrobienie czegos w domu. A tak jak wraca to jest krolem domu prawie juz z doroslymi dzieciakami na kolanach, ma podane pyszke jedzonko wraz z deserem pod nos co jemu sprawia ogromna przyjemnosc i mnie rowniez. Oboje cieszymi sie swoja obecnoscia. Bez stresu i spiec ze cos w domu jest nie zrobione. Zaznacze przy tym ze wszystko potrafi zrobic. Poprostu z braku czasu tego nie robi.

  4. Dzień dobry, Jagna! („Jagienko” jakieś takie nad wyraz zuchwałe mi się wydaje ;)) Nieładnie wytykać palcami, ale skoro mam pokazać faceta, co to sam za sobą uprzątnie i ugotuje (i nie zatruje, a nawet smakiem miło zaskoczy – tak!), to obiema ręcyma i nogyma na siebie wskażę. Bo tak, nie przywykłem wysługiwać się ludźmi płci dowolnej.

    Racją jednak jest, że matki często psują swoje dzieci. Z różnych powodów, ale cel nie uświęca środków i kupa posypana serem to nie sernik, a kupa z serem. Dobra wiadomość jest taka, że facet może się zmienić. Nie, nie sam! Sam to się tylko bałagan robi. Zła jest jednak taka, że musi sam tego chcieć. I tu wracamy do jego mamusi (lub innej istotnej w jego życiu osoby, ale najczęściej to mamusia z własnymi nierozwiązanymi problemami, które na synusia przelewa), bo po co ma on chcieć, skoro ona go nauczyła, że to inni mają chcieć i robić za niego?

    Pozdrawiam pierwszolistopadowo a słonecznie! :D

  5. Fajnie się czytało :) Mój osobisty mężczyzna mógłby za takiego uchodzić, bo warunki do stania się pasożytem miał idealne. W domu nie musiał robić NIC i jak zamieszkaliśmy razem to zdarzyło mi się usłyszeć ze zdziwieniem w głosie, że czystych skarpetek mu zabrakło i jak to się stało :) Szczęściem, ja nie zostałam wychowana na służącą i jeszcze większym szczęściem, On nie próbował mnie w tę rolę usilnie zagonić, więc jesteśmy sobie razem nadal i z optymizmem patrzę w przyszłość ;) Nauczył się obsługiwać pralkę, czyścić toaletę i odtykać rury z moich włosów, natomiast do gotowania go nie zmuszam, bo wiem, że nie umie i nie lubi, a też znowu nie chodzi o to, żeby robił wszystko, bo przecież jest nas dwójka :) Najważniejsze to wykryć już na początku, czy facet ma zapędy, żeby ze swojej kobiety robić służącą, bo mu się to od życia należy, a jeśli się takowe objawy pojawią – tępić i uświadomić takiemu, że kobieta TEŻ pracuje i TEŻ ma ochotę po pracy odpocząć. Jeżeli natomiast nie zrozumie, uznać pomyłkę swojej intuicji i poszukać szczęścia gdzie indziej. Ja bym tak zrobiła, bo całe życie użerać się z facetem, na którym nie mogę polegać to nie dla mnie.

  6. Ogólnie jest to niesmaczny tekst kobiety zepsutej, wulgarnej i zdemoralizowanej a przy tym uważającej się za wzór cnót i doskonałości, kobiety egoistycznej i egocentrycznej, nastawionej wojowniczo wobec mężczyzn. Każdy względnie rozgarnięty facet chce być odrobinę pomocny i uczynny w takim zakresie w jakim potrafi. Jeżeli tak nie jest, to sama jesteś sobie temu winna, nie wiedząc gdzie miałaś oczy, zanim wyszłaś za mąż. O wiele bardziej cenna jest dobra harmonia z facetem i dobry nastrój oraz dobra atmosfera w domu, które są o wiele bardziej cenniejsze niż skarpetki, być może, chwilowo znajdujące się pod łóżkiem. Można napisać mnóstwo analogicznych i podobnych tekstów o głupocie, egoizmie, bezduszności i niechlujstwie kobiet, lecz jeszcze dotąd ich nie spotkałem. Ten tutaj jest szczególny. Jest czymś w rodzaju odkrycia i manifestu, czymś w rodzaju triumfu nad facetami, czymś w rodzaju deklaracji wojny. Prawda zaś jest taka, że kobiety im są starsze tym stają się bardziej zgryźliwsze i bardziej nie do zniesienia. Bierze się to zapewne stąd, że pewnie miały już swoich mężów, swoich kochanków a dzieci zostały urodzone i są względnie odchowane. Wszystko interesujące już przeżyły. Co im zatem pozostało? Prawie nic, tylko awantury i coś takiego jak ten tekst tutaj. Faceci zaś – całkiem przeciwnie. Z wiekiem łagodnieją i stają się doskonalsi. Zawsze pozostaje im walka o władzę, pieniądze, inne (jeszcze normalne) kobiety, alkohol, sport, męskie rozrywki, itp… Pozdrawiam.

    • Bawią mnie te domorosłe psychoanalizy mężczyzn, których jest na tym blogu od groma za każdym razem gdy w swoich notkach skrytykuję typowo męskie, roszczeniowe zachowania wobec kobiet. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Czyżbyś drogi panie sam był ofiarą losu, co to nie potrafi sobie przygotować obiadu, uprać skarpet, uprasować koszuli?

      • Kobieto w jakim Ty swiecie zyjesz?
        Znam wielu facetow i to z Warszawy ktorzy to kolusze do pralni oddaja, obiady jedza w knajpie a ciuchy pierze im pani ktora przychodzi dwa razy w tygoniu ogarnac ich apartament.
        Facet nie musi umiec tego robic, jak umie to swietnie. Ale musi miec taki zawod zeby go bylo stac aby ktos to robil za niego . Jak mu sie chce i nie ma ochoty.
        Zajebac sie na smierc pracami domowymi-syzyfowymi. Oto cala twoja filozofia

        • Hahaha, tez znam takich mężczyzn :D jak zaczynają mieszkać z kobietą, to kobieta przejmuje te obowiązki bo- TO OSZCZĘDNOŚĆ :D po co płacić sprzątaczce, po co zawozić do pralni jak się ma kobietę w domu :D I to nie jeden taki przypadek znam :D

    • Myślę, że łagodnienie mężczyzn na starość i większa nerwowość kobiet, to kwestia hormonów (u mężczyzn opada a u kobiet nie ma już takiego zrównoważenia testosteron) + tego, że kobiety całe lata znoszą arogancję i pracują nad ulepszeniem mężczyzny, co same przypłacają znerwicowaniem, a do mężczyzny po latach wreszcie coś zaczyna docierać z tego wychowania.

    • Jak to pięknie brzmi- na tyle na ile potrafi. Szkoda tylko, że często nie potrafi wcale. I jak to pięknie brzmi- dobra atmosfera, harmonia- jak ma być dobra atmosfera jak kobieta czuje się niewolnikiem? Hmmm… męska logika- dopóki JA nie widzę problemu to problemu nie ma.

  7. to Ja sie przychyle do tego Pana co myje rece podczas prania skarpet…Ja tez lubie gotowac a nawt kocham i Jestem szczesliwy jak Moja Pani jest usmiechnieta jak podaje Jej posilek pod nos!!!pozatym nie zapominajmy ze to Panowie sa najlepszymi kuchcikami na Swiecie…wiec o czym tu mowa???moja Pani nie na rzeka pracuje,wstaje rano zeby Ona mogla pospac a ja w tym czasie powoli sprzatam wiec w czym Ludzie macie problem???a co do Autorki tego portalu mnie wychowala Mamusia i bardzo jestem Jej za to wdzieczny:-****a ze Pani nie umie sobie znalesc normalnego Faceta to juz Pani problem…Sa Gentelmeni i Parapety!!!!

  8. Kobieta zawsze może porozumieć się z mężczyzną i zamienić się rolami – może zjechać pod ziemie jako górnik i ciężko pracować, może ciężko harować na budowie, w magazynie przenosząc 20-40kg pakunki itd., a wtedy facet będzie mógł przejąć obowiązki kobiety w domu. Wszystko jest do dogadania.

  9. A ja właśnie się miałem awanti z moją kobietą o ten właśnie problem:( poszło o pozostawione ciapy w pokoju które jej przyniosłem i założyłem żeby się nie przeziębiła w kuchni jak zrobiłem śniadanie. piorę gotuję zmywam prasuję nauczyłem się tego jak byłem sam za granicą i od dwóch lat jak mam własne mieszkanie i mieszkałem sam. pracuję do 15 i niekiedy popołudniami do wieczora ona do 17 i czeka na nią obiad gorący. I już nie daję rady jak mam sprzątać jej rzeczy prać i prasować zbierać gary po mieszkaniu i widzę po dzisiejszym poranku że czeka mnie niezła batalia bo uznała że zaczynam wprowadzać jakieś zasady bo to moje mieszkanie a ja po prostu chcę żeby mi troszkę pomogła albo przynajmniej mi dodatkowej roboty jak zbierać gary po pokojach czy ubrania i bieliznę chować! na razie powiedziałem tak nie ruszam nic co jest jej lub pozostawione przez nią. A na razie idę zmywać gary po śniadaniu potem prasuję moje i jej rzeczy i ogarniam mieszkanie. PS Kocham Ją bardzo

    • I tak sie wlasnie konczy agresywny feminizm, faceci którzy zapomnieli gdzie zostawili wlasne jaja. Nie, nie mowie o tym ze sprzatasz, prasujesz (sam to robie i to czesto i nie widze w tym problemu) ale kiedy widze ze moja piękna skonczyła wlasnie 40 minutową rozmowe z kolezanką przez telefon, a chwile pozniej oczekuje ze oderwe sie od pracy i pomoge jej zrobic sniadanie, to urzadzam jej taka awanture, ze k**wy latają, mam spokoj na tydzien. Moze w koncu zamiast lezec i pachniec, zabierze sie za cos co przynosi jakis skutek, a moze i nawet pieniądze (tak, pracuje gdyby ktoś pytał, ale „odrobine” krocej ode mnie).

  10. Bzdura. To już nie dotyczy tylko facetów. Jestem w drugim związku. Moja żona przywiązuje wagę do porządku, ale ma problemy by go utrzymać dłużej niż dwa dni po sprzątaniu. Jej prawie dorosła córka chyba jeszcze nigdy nie myła łazienki. Często sprzątam po nich. Lubię sprzątać i lubię robić to dokładnie. I nie jestem pedantem. Lubię uporządkowanie. Dbałość o higienę w domu to cześć higieny osobistej. Piękne fryzurki będą siedliskiem bakterii, jeżeli „francuski” grzebyczek nie jest myty od roku. Skrajny feminizm spowoduje , że już niedługo pojawi się telewizji serial „Świat według Kiepskiej.” Do tego zmierzacie moje Panie. Pozdrawiam.

  11. Bywają różne sytuacje i różny trzeba wprowadzać podział obowiązków.
    Mój mąż pracuje całymi dniami, bywa że i wieczorem, i w weekendy też siada do pracy. W związku z tym domem całkowicie zajmuję się ja, to znaczy porządkami, prasowaniem, gotowaniem, opieką nad dziećmi, itd. Oczywiście zmywam po moim mężu, pamiętam, żeby mu kupić żel pod prysznic i wkłady do golarki, kiedy mu się kończą. Nie jestem typową gospodynią domową, bo normalnie chodzę do pracy, która zajmuje mi sporo czasu.
    I mam dylemat: czy kiedy wściekam się, że dom i dzieci są na mojej głowie, słusznie się wkurzam? słusznie mam dość takiego podziału obowiązków?
    Mój ślubny mi tłumaczy, że jego praca zajmuje mu tak dużo czasu, że nie ma już sił ani ochoty robić nic więcej. A skoro ja potrafię wygospodarować czas na jakiś film lub czytanie książki, to znaczy że jestem zdecydowanie mniej obciążona i w związku z tym nie powinnam mieć mniej obowiązków.
    Nie wiem, co o tym myśleć…
    Moich synów uczę, że każdy w domu ma obowiązki. Starszy pomaga mi w domu – zmywa naczynia, jak wraca do domu, ściera kurze, nastawia i wywiesza pranie, czasem myje podłogę. Wiadomo, że musi dbać o porządek w swoim pokoju. Umie zrobić kanapki. Sam robi sobie rano śniadanie (tzn. płatki na mleku:). Nauczyłam go chyba sporo. Nie będę ściemniać, nie jest wielkim fanem tych czynności, wolałby ich nie wykonywać. Ale liczę, że coś mu w tym męskim łbie na przyszłość zostanie.
    Szkoda tylko, że obserwuje taki klasyczny, patriarchalny w sumie podział obowiązków swoich rodziców: Tata ciągle w pracy. Mama od czynności domowych (po pracy:)
    Być może nie zawalczyłam o swoje prawa. A może rację ma mój mąż, że i tak mam zbyt wiele wolnego czasu, a wiele obowiązków wykonuję nieudolnie (np jako matka).
    Nie wiem.
    Prawdą jest, że to my matki tworzymy facetów. Ale nie tylko my. Teraz rodzice często są bardzo zajęci i powierzają swoje pociechy dziadkom – a oni uwielbiają we wszystkim wyręczać własne wnuki. Uczy to nasze dzieci (nie tylko synów) totalnego pasożytnictwa.
    W mojej pracy zawodowej często stykam się z dziećmi, obserwuję rodziców i dziadków. Teraz chyba panuje moda na bezstresowe wychowanie i wyręczane dzieci. Tak, to my kobiety z naszych małych mężczyzn robimy kaleki. Nie twierdzę, że wszystkie tak postępujemy, ale jest już zjawisko na dużą skalę. Może warto coś z tym zrobić?

    • Nie tylko warto coś z tym robić, to już najwyższy czas by coś z tym zrobić. A proponuję jednak zacząć od swojego domu. To, że lepiej gospodarujesz czasem nie znaczy, że trzeba Ci dojebać więcej zadań. Takie myślenie jest trochę słabe. Może niech i mąż nauczy się lepszego gospodarowania – w końcu oboje pracujecie, oboje powinniście także uczestniczyć w obowiązkach domowych.
      Zapewne zarzynasz się i stajesz na głowie, by zdążyć ze wszystkim na czas, a nie o to chodzi, by na jedną osobę w rodzinie zrzucić cały kierat, by inni jej członkowie mogli w spokoju oddawać się swoim zajęciom. Ty tak samo możesz się zasłaniać pracą, ale jesteś kobietą i czujesz się bardziej zobowiązana do prowadzenia domu. Chłop umywa ręce – i to jest cholernie egoistyczne moim zdaniem.

  12. Ja bylam wychowana w przekonaniu ze facet jest od zapewnienia bytu kobiecie i rodzinie (nie wegetacji) jak dupa jest od srania. Takiego bytu ze jak kobieta ma ochote zatrudnic gosposie , czy dochodzaca pania do pomocy to to robi.
    Podobnie jest u nas. Moj maz racji swojej profesji musi pracowac po 70-80 godzin na tydzien i ostatnia rzecza ktora bym mu kazala czy nawet prosila to robil cos w domu.
    Caly dom wraz z ogrodem ogarniam ja wraz z pomoca jaka mamy. Nie marudze bo nie mam na co. Odpowiada mi taki stan rzeczy.
    W zyciu trzeba sie tak ustawic aby nie samemu zapierniczac tylko aby stac cie bylo zaplaci aby robil to ktos za Ciebie. Wszyscy nasi znajomi bez wyjatku maja pomoc. Jak siegne pamiecia to jakos nie moge sobie przypomniec aby u kogokolwiek byly jakies zgrzyty o podziale rol.

  13. Skoro równe obowiązki w domu to i poza nim! Także następnym razem Panie jadą z Panami naprawiać auto, stawiać płot na działce i robić remont :D

  14. Mój czasem gotuje, prasuje częściej niż ja, pierze a i za szorowanie się zabierze od podłóg po sufit, sam z siebie. I lodówki też. Co nie zmienia faktu, że do następnego dnia sprawi, że wszystko wygląda jak przed sprzątaniem, bo w końcu jest facetem :P Co do Twojego ojca, to babcia odwaliła kawał dobrej roboty w skali 1:1000, mam nadzieję, że masz brata/braci, a babcia kilku synów, TRZEBA PRZEDŁUŻAĆ TEN GATUNEK !! :) chciałam napisać ‚ratować’, ale ratuje się gatunki zagrożone wyginięciem, a takie muszą najpierw istnieć jako liczna grupa. Pozdrawiam:)

  15. a ja od zawsze samowystarczalny, wiem że trzeba sprzątać, umiem i lubie gotować, zakupy też robie sam,
    mam cudowną mame która zadbała o to żebym umiał sam :)

  16. Wszystko fajnie…super ekstra. A co z podziałem obowiązku przy remoncie chałupy. Ostatnio zrywałem eternit z dachu. Dlaczego to kochana kobieta nie stała obok mnie na dachu? Gdy z 3 piętra wynosiłem 5 ton gruzu bo rozwalonej ścianie, dlaczego to kochana kobieta nie nosiła tego gruzu ze mną? A jak wnosiłem meble na to 3 piętro, to dlaczego to kochana kobieta nie wnosiła ich ze mną? Ktoś kiedyś powiedział, że feminizm kończy się w momencie, gdy trzeba wnieść na 3 piętro szafę. I miał w tym sporo racji. Umiem ugotować, sprzątnąć, uprać, uprasować…Czemu tak często tego nie robię? Ano dlatego, że to zabiera sporo czasu. Czasu, który mogę przeznaczyć na: dodatkowe zlecenie, dodatkową pracę. Zresztą jakbym nie sprzątnął, jakbym nie zamiótł zawsze źle i be…to po co to robić… Stwierdzicie: typowy męski punkt widzenia.

    • Cóż, Serniku, myślę, że na ten dzień w którym będziesz zrywał eternit żonka powinna Cię zwolnić ze zmywania. Bez odrabiania. To będzie słuszne, jeśli ten jeden dzień po pracy dla Was obojga byłeś bardzo zajęty.

  17. Jesuuu! Dlaczego ja tu dopiero trafiłam! Jestem właśnie na etapie docierania się po względem prac domowych. To jest istny koszmar. Mam nadzieję że jak u Ciebie nie potrwa to dłużej niż pół roku bo chyba się wykończę psychicznie …… planuje zainwestować w dyktafon będę nagrywać to co powtarzam milion razy dziennie ” podnieś skarpetki”, ” umyj naczynia” ” gaś światło” , ” odłóż na miejsce” . „zrób pranie” ….

  18. Alez w t**łkach sie wam poprzewracało. Mieszkałem n lat sam, i utrzymanie porządku w domu, zrobienie obiadu, pranie i inne tego typu prace to pikuś. Moja druga połówka podobnie jak wy jedyne co potrafi zrobić to narzekać i ganiać mnie, sama natomiast spędza n godzin wisząc na telefonie, buniu i na kawkach z koleżankami, kiedy przychodzi do obiadu większość musze zrobić sam, „bo gorące”, „bo za słaba jestem”, „bo plecy mnie bolą” wiec musze moją „łaskawą dupę” oderwać od moich 12 godzin pracy i zrobić obiad. Porządek? 90% całego bałaganu generuje kobieta w domu, facet obrywa bo miał czelność zostawić kubek wśród zalewu lusterek, pudrów, pomadek, papierków i spinek do włosów (Czy którakolwiek z was ma porządek w torebce?) Facet zachodzi w głowę jak zarobić na rachunki, zapłacić za naprawę samochodu, rodzinę utrzymać a wy jedyne co potraficie i w czym jesteście dobre – to narzekanie. Czy facet chodzi i narzeka? Bolą go plecy, głowa, skaleczył palec? Tak, kiedy jest juz naprawdę źle? W pracy wszystkie chcecie równych pensji, ale do cięższej pracy nie, bo to męskie zajęcie, do brudnych też nie, bo to obrzydliwe i wgle dopiero pomalowałam paznokcie. Siedzenie w domu i opieka nad dzieckiem TO WAKACJE, wszyscy znajomi z dzieckiem na tacierzynskich czy urlopach jak ogarną wszystko siedzą po 5-10 godzin przed plejem lub xboxem, więc nie wciskajcie bajek, obowiązki domowe to 3 godziny GÓRA, dziecko 1+ lat specjalnie zajmujące również nie jest. Największą wadą facetów, jest własnie to że nie potrafią narzekać, a zamiast tego biorą się za robotę. Gdyby jakikolwiek facet wstawił wpis tego typu – zostałby zlinczowany za szowinizm „Ale jak to, ganiac kobiety do pracy?” tak jak ja za chwile zapewne zostane (pozdrówka dla wszystkich hejtujących tak btw). Jestescie bandą rozpieszczonych ksiezniczek przyzwyczajonych do przywilejów. Po n latach, kiedy okazuje sie ze juz nie ma tak dobrze i ładny usmiech nie wystarczy zeby cokolwiek załatwic, wchodzicie w skład skrzeczacych, zgorzkniałych zastępów kobiet (znacie takie? bo zapewne znacie i to sporo, skądś się biorą) Gdyby którąkolwiek z was potraktować jak faceta, skonczyłoby sie na płaczu w godzine, albo totalnej bezproduktywność (a były takie eksperymenty, oj były: http://www.reddit.com/r/TheRedPill/comments/1xaupa/what_happens_when_you_drop_a_bunch_of_women_on_an/) Wiec wezcie sie za te brudne gary w koncu, bo wrzucenie wszystkiego do zmywarki to całe 3 minuty z waszego ciezko przepracowanego zycia. Tyle męskiego zdania.

  19. Nie, Jagna, zwalanie obowiązków na babę to nie jest norma, tylko wstrętny egoizm, więc Twój facet nie jest normalny. Normalni są Ci ludzie, którzy szanują swoich partnerów, którym naprawdę na nich zależy i dlatego w ten sposób ich nie traktują.
    Nie ma co tu dywagować nad tym, kto i o ile więcej ma czasem pracy zawodowej i rozdrabniać się na przeróżne przypadki i podprzypadki i podprzypadeczki, chyba tylko po to, żeby jak najbardziej zaciemnić obraz sytuacji, jak najwięcej egoizmu usprawiedliwić i uciec od jak największej ilości niewygodnych pytań i odpowiedzi na nie.
    Wystarczy popatrzeć na CAŁĄ pracę jaka jest do wykonania(czyli wszystkich rodzajów) i zobaczyć, czy faktycznie każda ze stron dostaje mniej więcej jej połowę do wykonania. I wtedy wszystko staje się jasne.

  20. Ała też mnie tak matka wychowała :( staram się jakoś z tym uporać bo lenistwo jest duże a żona nie naciska tylko ja chciał bym się zmienić i mam nadzieję że mi się uda tylko odstawie ten głupi komputer który potrafi dużo zniszczyć

  21. Cudowny artykuł…ten z rodzaju śmieszno-strasznych :) Ja niedługo wyprowadzam się z moim narzeczonym(obawiam się inwalidą :P) i zobaczymy jak przebiegnie proces resocjalizacji…:D

    • Czytam te, nie wszystkie, ale jednak w większości jadowite męskie komentarze i utwierdzam się w przekonaniu, że dzisiejsi faceci to niedorajdy i cwane lenie. Zmyje naczynia 10 razy w miesiącu i bredzi, że robi to zawsze. Nastawi pralkę ze swoimi gaciami i pieje z zachwytu nad sobą dniami i nocami. Przytarga cały mokry 6 kg zakupy i ryczy jak to ma dośc już tych sklepów. Wynosi śmieci oczekując pochwał po sufit. Panowie drodzy, co Wy szaleju się najeliście. Który z Was każdego dnia mówi nam jak to strasznie jest nam wdzięczny za naszą pracę? Mieszkam z takim mężem, co to zakochał się w sobie na amen. Diabli wiedzą czego oczekuje, pochwał, czy nicnierobienia. Kogo ma cieszyć taka robota chłopa, który przy zlewie cały czas się awanturuje. Bo on robi coś za kobietę, no jak ma lepszy dzień to zapewnia, że chce pomagać, ale tej pracy w garach nie znosi. Ręce opadają. Chciałby siedzieć i kwitnąć. Tyle tylko, że kwiat już stary i nie ma nad czym wzdychać.

Odpowiedz na „~SernikAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook