Sekret udanego związku? Nie bądź emocjonalną szmatą.

loveBeznadziejne związki są dla beznadziejnych ludzi. Takich, którzy w swym geniuszu nie pojmują podstawowych prawd o życiu i miłości, mają we łbach jakieś patologiczne zapatrywania na świat.

Człowiek po to się wiąże z drugim człowiekiem, by życie mu było lżejsze. By go ktoś czasem postawił na nogi, zrobił kakao, przytulił, pocieszył, popieścił. By się czuć w tym zgiełku i zamęcie życiowym mniej samotnym, mniej zbłąkanym, mniej przytłoczonym codziennością. Nigdy na odwrót. Związki mają taką właśnie uszczęśliwiającą moc. To jest zasadniczy wskaźnik jakości związku – zastanowić się, czy jesteśmy w nim zwyczajnie szczęśliwi.

Wszystko inne powinno schodzić na dalszy plan w obliczu negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Kredyty, dzieci, zobowiązania, obawy przed samotnością i tym co ludzie we wsi powiedzą. To wszystko nie ma już właściwie żadnego znaczenia, to są tylko jakieś bzdurne wymówki przerażonych kobiet, które szczęśliwe nie są, ale nie mają odwagi  wziąć spraw we własne ręce, by temu przeciwdziałać.

Tragiczne przypadki tragicznych małżeństw

Mam koleżankę, Zdzisię. Zdzisia zaciążyła w bardzo dla siebie nieodpowiednim momencie, z nieodpowiednim mężczyzną, stanowczo za wcześnie. Rozwiązała problem wedle powszechnego modelu polskiego – który w swej debilistycznej istocie zakłada szybki ślub, przeprowadzkę do męża, porzucenie planów na przyszłość oraz objęcie etatu strażniczki ogniska domowego. I rozpaczliwą nadzieję, że jakoś to będzie.

Choć matka natura nie poskąpiła dziewczynie płodności, to już rzeczywistość nie była dla niej tak łaskawa. W pół roku po ślubie Zdzisia była załamana; zasmarkiwała mi rękawy swetra płacząc, że ma dość, że codzienność z tym typem ją zwyczajnie przerasta.

W akcie rozpaczy skontaktowała się z adwokatem i przygotowała papiery rozwodowe. A potem schowała głęboko do szuflady, gdzie trzyma je do dziś dnia, czekając na przypływ odwagi. Czeka już tak pięć lat.

Przez ten czas urosła w tych papierach cała kupka dowodów, które Zdzisia skrzętnie zbiera, bo mają jej rozwód i podział majątku uczynić łatwiejszym. Papiery od psychiatry, że on jest poważnie zaburzony. Wyrok skazujący i dokumenty potwierdzające pobyt męża w więzieniu. Z Urzędu Pracy, że rok w rok po kilka miesięcy siedzi na bezrobociu. Świstki dokumentujące kto płaci za mieszkanie, dokumenty wykupu lokalu spółdzielczego potwierdzające kto wyłożył kasę i inne pierdoły w tym guście.

Ciężko teraz ze Zdzisią umówić się na kawę czy piwo. Pan mąż niechętnie wydaje stosowne pozwolenia. Pytam ją nieraz jak jej się układa w małżeństwie, co z planami na przyszłość. I ona mi odpowiada patrząc bezgranicznie pustymi oczami gdzieś na podołek – wiesz, nie jest jeszcze tak źle. On nie bije, już nie awanturuje się tak często, czasem nawet pozwoli gdzieś wyjść. Może niedługo wyjedzie pracować w delegacji, ja tylko na to czekam, żeby on wyjechał…

Sparaliżowane

Takich kobiet jest mnóstwo. Trwających w letargu nieszczęścia. Nie potrafią odejść, są emocjonalnie niezdolne do porzucenia zjeba, z którym w kuriozalnych okolicznościach przypadkiem się związały. Mistrzynie durnych wymówek i wyimaginowanych problemów, które to rzekomo stoją im na drodze do rozstania z palantem. Byleby się jakoś usprawiedliwić przed samą sobą, byle zmazać z siebie piętno emocjonalnej szmaty.

Paraliż postępuje. Im dłużej są nieszczęśliwe, tym mniej potrafią kierować swoim życiem, walczyć o siebie, tym mniejsza ich samoocena, potrzeba wyrwania się z tego bagna, tym bardziej pogodzone są z parszywym losem męczennicy.

Mnie tych kobiet już nie jest nawet żal. Ja naprawdę myślę, że niemal każdy dostaje to, na co zasłużył. Pozwalasz, żeby facet cię poniżał, bił, żeby na ciebie wrzeszczał przy ludziach? Ty sama go uczysz, że można cię tak bezkarnie traktować. Nie wymagasz, nie stawiasz granic, nie uczysz go szacunku dla swoich potrzeb? Masz za swoje.

Bądź dla mnie dobry kochanie

W zdrowym związku facet powinien się bać.

Zaraz mnie oskarżycie o wojujący feminizm, ale niesłusznie, bo to żadna nienawiść do mężczyzn, tylko obserwacja empiryczna stoi za taką teorią. Powinien się bać, że odejdziesz, jak będzie cię zdradzał. Powinien się bać, że mu oddasz, jak uderzy. Że zrobisz awanturę, jak cię poniży. Że za każde niewłaściwe zachowanie spotkają go konsekwencje, a ty nie będziesz jak ostatnia idiotka nadstawiać drugiego policzka, choćby mentalnie.

Mężczyzna, który ma pełną świadomość faktu, że nie jesteś bierna, bezwolna i całkowicie od niego zależna dostaje prosty komunikat: bądź dla mnie dobry kochanie, albo nie będziesz mnie miał. On wie, że albo sprosta twoim oczekiwaniom, albo rzucisz go w diabły. Że nie będziesz dawać mu kolejnych szans przez pięć lat, chociaż on o te szanse wcale nie prosi, wcale się nie stara, by na nie zasłużyć.

 

Życie jest jedno. Nie ma restartu. Zdzisia tkwi w beznadziejnym związku pół dekady, na tym upływa jej młodość. A drugiej nie będzie, nie dostanie tych pięciu lat z powrotem na zasadzie reklamacji za swoją niemoc i głupotę.

Ludzie, weźcie się w garść i walczcie o swoje szczęście. W końcu co może się wam przydarzyć gorszego, niż zmarnowane życie?

,
69 comments on “Sekret udanego związku? Nie bądź emocjonalną szmatą.
  1. Przede wszystkim Zdzisia wpakowała się w tą aferę na własne życzenie. Dlatego jestem zdania, że zanim się powie „TAK” trzeba troszkę ze sobą pomieszkać i argumentacja przeciwników konkubinatów, seksu przedmałżeńskiego i podobnych „niemoralnych” zachowań do mnie nie trafia ponieważ w przypadku braku powyższych takie historie, znajdują często finał jak u Zdzisi. Po drugie kobiety tkwiące w patologicznych związkach nawet jeśli się z takowych uwolnią nie potrafią już zaangażować się w normalną relację z facetem choćby nie wiem jak „cieplarniane” warunki jej stworzył – sprawdzone empirycznie.
    Analiza trafna, wpis również. Z jednym stwierdzeniem nie mogę się jedynie zgodzić. Wiesz z którym ;-)

    W normalnym związku. zdrowym związku ludzie albo są szczęśliwi albo nie. Jeśli jedna albo druga strona zaczyna zadawać sobie pytania „czy jestem szczęśliwy/wa?” to już oznacza, że coś jest nie tak. Albo są szczęśliwi i zwyczajnie są, albo zaczynają mieć wątpliwości czyli szczęśliwi już nie są. Jeśli w związek ma się angażować strach jak to określiłaś to jest moim zdaniem zwykła patologia niewiele odbiegająca od sytuacji Zdzisi. Dwoje ludzi będących w związku nie myśli o tym, że jedno lub drugie może odejść ponieważ zwyczajnie chcą być ze sobą. Jeśli w ogóle biorą pod uwagę możliwość spakowania manatków to cóż j.w.
    Poza tym nie mam obiekcji ;-)
    Dzięki i pozdrawiam !

    • Mi chodzi o pewien specyficzny rodzaj strachu. O pewność, że nie można bezkarnie poniżać drugiej osoby, bo ona nie pozostanie bierna, nie będzie cierpieć w ciszy schodząc nam z oczu.
      Ty byś się nie bał zdradzić swoją kobietę??? Bo ja bym się bała. I uważam to za zdrowe, normalne i potrzebne.

      • nie można poniżać drugiej osoby? a co ty robisz ‚przyjaciółko’ jak nie poniżasz?
        wiesz na czym twój problem polega? na tym że sama jesteś prymitywną osobą i takich sobie dobierasz przyjaciół
        zarówno kobiety jak i mężczyzn
        wydaje ci się że kobieta może być szczęśliwa tylko z facetem, tak? dlaczego, bo ty tak postrzegasz ‚szczęście’ ?
        a może ona najszczęśliwsza byłaby gdybyście dali jej święty spokój? może ma po dziurki w nosie ciągnięcia faceta za wszaż, i tłumaczenia mu jak ma żyć, w twoim stylu?
        być może ciebie to uszczęśliwia, nie znaczy że innych tak samo

        boże broń od takich koleżanek i kolegów przez nich manipulowanych

    • Pierdolenie. Aż tak kolorowo nie jest, życie i związek nie są vzarno-biale, owszem pytania o sens są naturalne normalne ważne a nie jednoznaczne ze słabą jakością związku i potrzeba rozstania. Raz na czas się wartości przewwrtosciowuje. Są zgrzyty.

    • Nie wiem jak się tu dodaje komentarze, być może piszę właśnie odpowiedź na inny komentarz, więc wybaczcie, ale chcę skomentować treść artykułu. – Zasadniczo zgadzam się z tezą: nie należy pozwalać się poniżać, szmatą być. Absolutnie! Ale mając swoje lata i obserwacje życia powiem wprost: To nie jest tak, że wiążemy się „przypadkiem z jakimś tak kimś”. To z kim się wiążemy jest zdeterminowane bardzo wcześnie przez to z kim byliśmy związani na początku drogi. Tak, drogie Panie i Panienki i Panowie. Popatrzcie po sobie i po innych, czy Wasi partnerzy życiowi do złudzenia nie przypominają Wam tego, co już przerabialiście? Jeśli tak, to dlaczego nie zerwiecie z tym? Bo to ie jest takie proste. Jeśli się świadomie nie przerobi Świętego Wzorca z Domu, to każdy kolejny związek będzie taki sam (choć pozornie całkiem inny). – Pozostawiam pod rozwagę i pozdrawiam, Pani T.

  2. No Jagna… tekst mistrzostwo. W stu procentach się z Tobą zgadzam, wiele zdań wyjętych wprost z mojej głowy choćby to: „Mnie tych kobiet już nie jest nawet żal. Ja naprawdę myślę, że niemal każdy dostaje to, na co zasłużył. Pozwalasz, żeby facet cię poniżał, bił, żeby na ciebie wrzeszczał przy ludziach? Ty sama go uczysz, że można cię tak bezkarnie traktować. Nie wymagasz, nie stawiasz granic, nie uczysz go szacunku dla swoich potrzeb? Masz za swoje.” I cały ostatni akapit, to jak moje wieloletnie tłumaczenia pewnym kobietom, które na nic się zdają. Czasami myślę że ta ich bezwolność to nieuleczalna choroba, bo ani terapie, ani psycholodzy, psychiatrzy, kochający ludzie wkoło nie pomagają…

    • Niestety…
      Zdzisia moich tłumaczeń też nie chce słuchać. Kwituje wszystko stwierdzeniem, że nie wiem co mówię, bo nie mam dzieci.
      A szkoda, bo przed ślubem to była świetna dziewczyna, radosna, otwarta i bardzo konkretna w określaniu czego chce.

  3. W zdrowym zwiazku, nikt nie powinien sie bac. Za ostro pojechalas z ta emocjonalna szmata. Istnieje pewnien mechanizm ofiara-kat, mysle ze zapoznanie sie z tym tematem zmieniloby troche twoj swiatopoglad. Te tzw emocjonalne szmaty to kobiety, ktore maja mozgi sprane przez manipulujacych nimi katow, nierzadko sa to kobiety z dysfunkcyjnych domow, gdzie jako dzieci byly bite i ponizane. Kobiety, ktore weszly w dorosle zycie z zerowym poczuciem wlasnej wartosci. Nie jest latwo wyjsc z czegos takiego, czasami nie wychodzi sie nigdy, bo powtarza sie schemat wyniesony z domu (czyli boje sie tego co na zewnatrz,tego czego nie znam, jedyne co znam to przemoc i kat). Wspolczuje twojej kolezance, ze przechodzi przez takie pieklo. Pamietaj, ze faceci moga niezle omamic a po slubie zamienic w Hitlera. Pozdrawiam

    • Dzieciństwo dzieciństwem, każdy ma jakieś trudne doświadczenia z młodości. Ale przychodzi pewien moment w życiu, kiedy stajemy się dorośli i odpowiedzialni za nasz własny los. A także los naszych dzieci. I nie wolno nam wtedy wchodzić w rolę ofiary usprawiedliwiając się złymi rodzicami, beznadziejnym pierwszym stosunkiem i problemami z nieśmiałością. Czas dorosnąć.

      • Chyba Pani raczy żartować.

        Jak ktoś jest ciężko ranny to nie jest sobą, a Pani twierdzi, że nagle staje się super-silny mimo iż nawet nie zaleczył tej rany.

        Moim zdaniem Zdzisia jest ranna i to na tyle ciężko, że może nie być w stanie sama poprowadzić leczenia i tutaj tkwi jej problem.

        • Nie żartuję. To jest kwestia jakiejś dojrzałości. Albo chcę tkwić w gównie, albo chcę moje gówniane życie zmienić i coś robię w tym kierunku, mimo że boli. Proste.

          • Mówisz zepsutemu komputerowi napraw się.
            Mówisz człowiekowi bez nóg biegaj.
            Mówisz ślepemu spójrz.

            Bo widzisz, kiedy stracisz rękę to widać, ale kiedy się straci część swojej psychiki to już nie.
            Człowiek może być tak mocno zniszczony, że nie jest nawet 1/10 tego kim by był gdyby był zdrowy i wtedy zadanie może być po prostu znacznie ponad siły takiej osoby.

            Co należy zrobić to pomóc takiej osobie się zregenerować (tak jak ze zdrowiem fizycznym stan zdrowia może być na tyle ciężki, że osoba nie jest w stanie uleczyć się sama) i wtedy, kiedy zacznie odzyskiwać sprawność ta osoba będzie w stanie sama kierować swoim życiem.

            Chodzi mi o to, że jeżeli ktoś jest ranny psychicznie, to nie ma magicznego punktu, po przekroczeniu którego nagle wszystkie rany zniknęły. Czas daje nam jedynie pewne doświadczenie – szansę, że pośród nich znajdziemy sposób rozwiązania problemu lub np. wykształcimy takie umiejętności, że sami wymyslimy sposób rozwiązania.
            Natomiast jedno pytanie: czy uważasz, że można złamać człowieka w taki sposób, że będzie się wyniszczał, przeczył samemu sobie, a będzie sobie uświadamiał w jakim jest położeniu tylko po to, żeby mógł się sam zamęczać.
            Więzienie bez krat.
            Ból bez ujścia.
            Nieskończoność beznadzieji.

          • Dramatyzujesz.
            Albo jest mi źle w związku i się na to godzę, albo jest mi źle i się na to nie godzę.
            Albo tylko marudzę i szukam głaskania po głowie, że jestem taka biedna, albo biorę sprawy we własne ręce i robię coś, by sytuację zmienić. To nie jest jakaś wielka filozofia.

  4. No niby tak ale mechanizmy sa mechanizmami i jezeli nie zna sie innych niz te ktore wynioslo sie z domu to raczej trudno je samemu zlamac. To tak jakby komus, kto w zyciu nie widzial komputera kazac go przeprogramowac. Niestety, sa tacy ludzie, ktorzy nie potrafia nawet nazwac to co czuja a co dopiero zmienic swoje zycie. Schematy i mechanizmy. Ty Jagna tez masz swoje schematy i mechanizmy, widac je czytajac twoje posty, kazdy je ma.

    • Ja się naprawdę nie uważam za ósmy cud świata. Ja mam mnóstwo schematów, ja mam mechanizmów całą kupę. Ale żaden z nich nie czyni mnie popychadłem w moim domu, bezwolną ofiarą w rękach tyrana, żaden nie zmieni życia mojego hipotetycznego potomstwa w piekło na ziemi.

      Tu też nie chodzi o mechanizmy tak na prawdę. Tu idzie bardziej o szacunek do siebie i zwykłą logikę myślenia oraz wyciągania wniosków. Bo jak mnie facet uderzy pierwszy raz, przyjdzie i przeprosi, to ja jeszcze mogę szacunek schować do kieszeni i optymistycznie uwierzyć, że od dziś będzie idealnym facetem. Ale już jak mi przypierdoli po raz drugi, trzeci i wtóry, każdorazowo przepraszając i zarzekając się, że więcej nie będzie, to ja wierząc w te bajki staję się nie tylko popychadłem, ale też bezgraniczną idiotką, która w swym małym móżdżku nie jest w stanie pojąć logicznego w tym wypadku wniosku, że ten oto skurwiel będzie mnie prał po mordzie do końca mych dni, a pewnie i dzieciakom nie popuści.

    • Philip Zimbardo udowadnia że człowiek jest niczym pralka automatyczna – wciśnij odpowiedni guzik by uzyskać odpowiadającą reakcje. Podążając tym tropem można popaść w kompletną bierność – przecież nic ode mnie nie zależy. Jesteś niewolnicą swojego mózgu, ale po to masz świadomość by móc się przeciwstawić… samej sobie.

  5. umysłowe lenistwo Zdzisi spowodowało, że chętnie oddała władzę nad swoim życiorysem jakiemuś kryminaliście dobrowolnie uznając iż życie własne bez zdobycia sobie „zarządcy” jest ryzykowne. Zdzisia ryzykowała tym, że jej rodzina na każde powitanie zapyta Zdzisię, no to kiedy będziemy mieć wnuki? koleżanki z pracy będą już na etapie rozwodu a stara 25 letnia Zdzisia nie ma jeszcze nawet mężą! Przesądy społeczne, lenistwo umysłowe i miałkość umysłu Zdzisi spowodowały zdzisiowe problemy. Niestety chyba jest tak że seks jest jedyną realną walutą jaką Zdzisia dysponuje a społeczeństwo zaszczuło Zdzisię i wmówiło jej że lepszy kryminalista niż samodzielność. Brak samca to dla Zdzisi zagrożenie większe niż bezrobocie , negacja ze strony koleżanek to dla Zdzisi dolegliwość większa niż towarzystwo kryminalisty. Kobiety potrzebują emocji a kryminalista dostarcza Zdzisi emocji, a to brak pieniędzy, a to pobicie, a to bluzgi, a to przeprosiny, a to deklaracja iż Zdzisia jest piękną kobietą as to brak odpowiedzialności i debilizm pakiera oceniany przez Zdzisię jako podniecająca fantazja i brak schematyczności. Najpierw Zdzisia zaufała kryminaliście a teraz Zdzisia zaufała papudze i sądom – parakryminalsistom. Nie bez powodu mężczyznom podoba się w kobietach ciało a nie intelekt.

  6. Ja ze swoją żoną, żyje 25 lat i nie dlatego, że się boję tylko dlatego, że zawsze się szanowalismy. A Wedlug Ciebie co kobieta powinna czuć by związek był udany. Oczywiście miłość, no a facet strach. I to są podstawy dobrego małżeństwa?

  7. Facet powinien się bać? To wtedy jest zdrowy związek? To się nie skleja z początkiem tego postu. Bez jaj – to wtedy facet powinien się zabrać i sobie pójść. Facet powinien być pewien, że chce być z tą kobietą i ona powinna też coś wnosić do związku. Co tam Zdzisia ma u siebie to mnie jest obojętne. Natomiast bycie z kimś dlatego, że się boję, że ten ktoś odejdzie oznacza, że nie jestem pewny siebie. Że opieram się na drugim człowieku. Że sam nie jestem w stanie pociągnąć własnego życia. Nie widzę sensu. Albo jestem z kobietą, bo tego chcę, ale na drzewo. Bać się?? Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu :)

      • Umiem, umiem. I dokładnie o to mi chodzi. Pozwolę sobie zacytować, bo widzę, że nie dotarło „… bycie z kimś dlatego, że się boję, że ten ktoś odejdzie oznacza, że nie jestem pewny siebie.”
        Ma się bać, że kobieta od niego odejdzie. Znaczy, że poczucie własnej wartości opiera na tym, że jest z kimś w związku, bo sam nie jest w stanie żyć własnego życia. Życzę powodzenia w takim związku, który jest opary na takich zasadach.

  8. a ja mam kilka pytań do Jagny – czy jesteś w związku? czy masz dzieci? wspólny kredyt na mieszkanie? nie wiem czy Ty w ogóle masz pojęcie o tym o czym piszesz…
    piszesz, że po ślubie mężczyźni zmieniają się w Hitlerów, hmm czy wiesz jak bardzo zmieniają się kobiety?
    dlaczego mężowie zdradzają? nie dlatego, że nie boją się – tu strach nie ma nic do rzeczy. jeśli dostają to czego pragną od swoich kobiet nawet nie pomyślą o zdradzie (to samo zresztą dotyczy kobiet i nie odpowiadaj proszę, że kobiety nie zdradzają)
    przerażające jest to co piszesz „Powinien się bać, że odejdziesz, jak będzie cię zdradzał. Powinien się bać, że mu oddasz, jak uderzy. Że zrobisz awanturę, jak cię poniży. Że za każde niewłaściwe zachowanie spotkają go konsekwencje, a ty nie będziesz jak ostatnia idiotka nadstawiać drugiego policzka, choćby mentalnie.

    Mężczyzna, który ma pełną świadomość faktu, że nie jesteś bierna, bezwolna i całkowicie od niego zależna dostaje prosty komunikat: bądź dla mnie dobry kochanie, albo nie będziesz mnie miał. On wie, że albo sprosta twoim oczekiwaniom, albo rzucisz go w diabły. ” Najpierw piszesz, że związek powinien opierać się na wzajemnym zrozumieniu, wsparciu a dalej (zacytowane) o strachu jako spoiwie związku. Z Twojego wpisu można wywnioskować, że faceta należy trzymać krótko przy pysku i nie popuszczać a jak się nie uda to rozwód i już … to samo można napisać o babach z jedyną różnicą, że babom powinno nakładać się kaganiec, by nie mogły za bardzo kłapać dziobem co znacznie uprzyjemniłoby życie w niejednym związku.

    • Nigdzie nie napisałam, że po ślubie mężczyźni magicznym sposobem stają się nazistami. Polecam przeczytać tekst ze zrozumieniem. Co do strachu, który w moim odczuciu jest w związku strachem zdrowym – wyraziłam się w tej materii jasno. Mężczyzna powinien mieć pełną świadomość, że kobieta nie będzie tolerować zdrad, czy przemocy w rodzinie. Jedyny strach, jaki miałam na myśli to obawa przed reakcją partnerki na wyrządzane jej krzywdy.

  9. Ciekawy tekst, choć to właściwie prawda oczywista, tyle że jakoś ostatnio sprawy oczywiste umykają uwadze. ładnie prosto wyłożone, a ja bym dodał dwa spostrzeżenia. Kobieta nie powinna się wiązać z facetem który będzie się bał o jej reakcję – to nie jest kandydat na partnera. Powinna się wiązać z partnerem który uważa ze takie postępowanie jest złe – może się okazać że kiedyś złamie własne zasady, ale powinien przynajmniej wiedzieć co jest złe a co nie. Druga uwaga to fakt że 100% znanych mi osób tkwiących z toksycznych związkach albo nie potrafi z nich wyjść, albo wychodzi i ładuje się w kolejny toksyczny. To że się człowiek znajdzie się w takim związku może być przypadkiem, ale jeśli nie potrafi się rozejrzeć i powiedzieć „chwila a w folderze wyglądało to ładniej” i wyjść oznacza że ma problemy z sobą i swoją psychiką.

  10. Doskonale znam podobną sytuację z własnego podwórka. . Niestety po latach bycia z kimś, kto serwuje regularne pranie mózgu, odziera z resztek pozytywnej samooceny i instynktu samozachowawczego… bardzo trudno jest odejść. Paradoks..?

    • Nie, to nie paradoks. To naturalna konsekwencja tego wypranego mózgu, zerowej samooceny. Niewyobrażalne jest wtedy podjęcie takiej (zresztą – jakiejkolwiek) decyzji, wywrócenie swojego świata do góry nogami. Ja dopiero po 15 latach zorientowałam się, że to już nie ja. Zaczęłam nad sobą pracować, na każdym kroku pytanie – jak zrobiłabym kiedyś, kiedy byłam sobą? A jak chcę to zrobić teraz? Dopiero wtedy, gdy z grubsza wróci się do pionu, można zrobić następny krok porządkujący życie. Myślę, że jestem już blisko…

      • tylko takie kobiety co maja niskie poczucie wlasnej wartosci , zaburzenia emocjonalne zyja w chorych zwiazkach badz ciezko nawiazuja kontakty ja bylam w chorym zwiazku i czegos mnie to nauczylo

  11. Tylko mało dojrzałe osoby mogą pisać tak płytki tekst o trudnych emocjonanie związkach. Nie bardzo rozumiem, na jakiej podstawie autorka rozlicza kogokolwiek? zapraszam na forum dyskusyjne, by uświadomić przemądrzałym, że tak naprawdę mało o prawdziwym życiu wiedzą ? Małolaty wychowane na wspólczesnych mediach, kreujące sie na feministki i głupie celebrytki, pokory panienki, bo życie Was zadziwi..

  12. Przede wszystkim, kobiety, które wpakowują się w takie związki były wcześniej już krzywdzone. Stwierdzenie masz na co zasłużyłaś jest potwornie powierzchowne i niesprawiedliwe. Zawsze za każdą sytuacją kryje się jakieś nieznane źródło, które kształtuje poszczególne osoby. Nie wszystko jest takie proste na jakie wygląda. Najlepiej kogoś ocenić po tym co się widzi i mieć problem z głowy. Nikt nie zasługuje na złe traktowanie. I kiedyś przyjdzie czas, że się Zdzisia otrząśnie. Żeby móc krytykować wypadałoby trochę lepiej poznać psychikę ludzi. Nie mówię, że należy popierać to, że kobiety niszczą sobie życie tkwiąc w toksycznych związkach. Ale nad krytyką też trzeba trochę pomyśleć.

    • Każdy wchodzi w dorosłość z jakimś bagażem trudnych doświadczeń. Ale przychodzi taki moment, kiedy trzeba się otrząsnąć i iść na przód, a nie tkwić w pozycji ofiary do końca swoich dni. To się nazywa dojrzałość.

      • Dziewczyno -zastanawiam się co Ty wiesz o dojrzałości – bo Twoje poglądy są krzywdzące dla innych – zwłaszcza jeśli ktoś jest DDD lub DDA. Domniemam po sposobie wypowiedzi, iż Ty nie jesteś żadną z tych osób. Piekło emocjonalne – jakie przeżyły w dzieciństwie rzutuje na ich przyszłość; ich poczucie wartośći; ich sposoby radzenia sobie z życiem czy relacje partnerskie. Ty – widzę – jesteś jeszcze młoda – ale uwierz mi, że znam osoby w wieku już mocno dojrzałym bo po 50 – tce i borykające się z konsekwencjami przeszłości. Czy je również uznasz za niedojrzale. Powiem Ci w sekrecie , że sama jestem DDD , trochę przeżyłam w życiu dlatego problemy „emocjonalnych szmat” – jak to mocno określasz nie są mi obce. Pozdrawiam

    • Takimi kobietami trzeba porządnie potrząsnąć, a nie litować się nad nimi. Na początku można tłumaczyć, wyjaśniać (może nie widzi Zdzisia, że to nie jest normalne), ale w pewnym momencie użalanie się nad Zdzisią powoduje, że jej to… odpowiada (sic!), tak odpowiada! Jak już rozprawiasz o tej psychologii, to poczytaj o mechanizmach psychologicznych. Taka Zdzisia czuje wtedy, że w takich sytuacjach dostaje od innych trochę uwagi, ciepła (bo taka skrzywdzona i biedna) i dalej realizuje ten swój schemat! To tak jak z niesfornymi dziećmi, sprawiającymi problemy. Dzieci w ten sposób przyciągają uwagę rodziców, czują, że są „ważne” dla rodziców (rodzice przejmują się, to prawda, ale nie ważny jest rodzaj emocji – ważne, że dzieci te bardzo mocno skupiają uwagę rodziców). Potem rodzice karzą dziecko, bo narozrabiało/nie zdało egzaminu, później są wyrzuty sumienia rodzicu, i ostatecznie przychodzi litość, jakie to dziecko jest biedne. I to dziecko tak w kółko odtwarza schemat, żeby na końcu poczuć tą miłość i to współczucie.

  13. Mówiąc najprościej: szczęśliwe kobiety tworzą (na ogół) szczęśliwe związki. Bardzo ubolewam nad tym, że prawie nikt już nie uczy młodych dziewcząt, że mogłyby się wysoko cenić, szanować, że ZASŁUGUJĄ na godnego siebie partnera, że warto być „wybredną” i na niego zaczekać. Że nie musi to być pierwszy lepszy – byle kogoś mieć, byle nie być „pasztetem”, zakonnicą. Szczęśliwe kobiety z reguły nie zachodzą w ciążę „za wcześnie i z niewłaściwym facetem” – nie potrzebują mężczyzny, aby je uszczęśliwił i dowartościował. Przeciwnie, w miłości, same szczęśliwe, pragną raczej dzielić się swoim szczęściem z innymi. A szczęśliwe kobiety wyrastają ze szczęśliwych, kochanych (także przez OJCÓW – to bardzo szkodliwy mit, że „dziewczynie ojciec niepotrzebny”) dziewczynek. Wiem, co mówię, sama byłam taką właśnie kochaną dziewczynką. I odwrotnie, nieszczęśliwe, bierne matki często UNIESZCZĘŚLIWIAJĄ swoje córki. Czy zauważyliście, że córki brutali i alkoholików często wybierają sobie TAKICH SAMYCH partnerów? Po prostu sądzą, że „tak już musi być, taki los.” Znam też kobietę, młodą jeszcze wdowę, która jest WIECZNIE niezadowolona z życia – i uważa się za NAJBARDZIEJ nieszczęśliwą istotę na świecie. Niestety, takie nastawienie do życia przekazała też najstarszej córce (która niestety spędzała z mamusią mnóstwo czasu). Nieszczęście jest jak bieda. Dziedziczy się.

  14. Jagna, to jest cała prawda, co piszesz. Problemem jest fakt, że kobiety boją się być same, bo… (i tutaj milion powodów, rzadko racjonalnych). Ale coś w tym musi być, że kobiety uzależniają się radykalnie od faceta, skoro są nawet przypadki, kiedy facet (mąż i ojciec), gwałci/molestuje swoje dzieci, a matka o tym wie i jeszcze mówi dziecko, że tak musi być, bo „tatuś pójdzie sobie do innej pani”… To jest obłęd i pokazuje jak kobiety są wyprane z rozumu Straszne ale prawdziwe.

  15. byłam taką Zdzisią 8 lat, też skrzętnie zbierałam dowody i odkładałam to na później. Mąż mnie zastraszył, odebrał poczucie własnej wartości, wpędził w depresję. W końcu poszłam do psychiatry, zaczęłam się leczyć, myśleć logicznie, analizować i planować. Nagle w ciągu miesiąca miałam pełny plan na rozwód, dalsze życie i całą resztę. Tak leki przywróciły mi odwagę, powiedziałam sobie że gorzej być nie może, do strachu przyporządkowałam to co najgorsze może się wydarzyć i powiedziałam sobie że nie jest to gorsze niż to co jest a jednocześnie zminimalizowałam wszelkie możliwe efekty uboczne… Zanim złożyłam pozew o rozwód powiedziałam mojemu mężowi że wie iż mam dowody na to że się nade mną znęcał fizycznie i psychicznie i że wie że je wykorzystam przeciwko niemu w sądzie chyba że rozstaniemy się jak ludzie na normalnych warunkach – on mi da bez żadnych problemów rozwód, ja nie będę wnosić o orzekanie o winie, jedno z nas przejmie nasze mieszkanie i spłaci drugie oraz resztę wspólnych zobowiązań. jak nie to idziemy do sądu pierzemy brudy i alimenty dla mnie, Efekt??? jesteśmy 3 lata po rzowidzie bez żadnych problemów, zostałam spłacona jeszcze przed rozwodem, nie ciągnie się za mną żadna przeszłość, mam swoje mieszkanie i swoje nowe życie które uwielbiam :) powodzenia :) wszystko się da :)

    • Gratuluję, bardzo chytre, ponieważ miała Pani wszystkie brudy na tacy i w sądzie usłyszano by tylko 1 stronę medalu, ponieważ Pani mąż prawdopodobnie nie zbierał na Panią dowodów.

      Tak naprawdę to należy na to spojrzeć jak na usługę płatną po wykonaniu.
      Usługa:
      bicie, poniżanie, prawdopodobnie sex, zabawa w dom itd.
      cena: no to już nie wiem co tam sobie Pani wymyśliła.

  16. Strach to bardzo złe określenie. Żaden zdrowy związek nie może opierać się na strachu. Jeżeli jakiś facet boi się zdradzić dziewczynę bo go zostawi, oznaczałoby to że bierze zdradę pod uwagę zdradę, że rozważa inne opcje, że nie jest szczęśliwy (co według ciebie jest najważniejsze). Bać się uderzyć swoją kobietę!? To już całkiem przesadziłaś. Ją nie bije mojej kobiety dla tego że się boję, tyko dla tego że szanuje. W związku nie powinno się nawet myśleć biciu nawet przez mikrosekundę. Tego tematu nie ma i już. Przemoc fizyczna nie istnieje. Natomiast w podnoszeniu głosu to bywa różnie, bo czasami trzeba o swoją rację powalczyć. A kłótnie odpowiednio rozwiązane hartują związek. Podobał mi się naprawdę cały tekst i twoja opinia, poza tym strachem. Na dłuższą metę to nie zda egzaminu, bo może doprowadzić do tego że facet zamknie się w sobie i stanie się niewolnikiem typu: „tego nie zrobię, tego nie powiem, tam nie pójdę bo mnie zostawi”. Taka męską Zdzisia. I co najważniejsze o czym nie wspomniałaś: uczucia muszą być odwzajemnione. Bez tego związek nie może się udać. Ją kocham ciebie, ty mnie. Ją szanuje ciebie, ty mnie. Ją dbam o ciebie, ty o mnie itd. Itp. To jest klucz do szczęśliwego i trwałego związku.

    (przepraszam za ewentualne błędy ale pisałem to w pracy na komórce)

  17. Obie jestescie walnieta. Twoja kolezanka bo sie puscila z debilem i ty ze swoimi madrosciami i radami. Ale nawet i debini ludzie maja czasami przeblyski madrosci-poczatkowe stwierdzenie ”ze ludzie maja sie wspierac uzupelniac ” itp. To jest prawda.
    Znam wiele glupich kobiet mimo ze piekne i gdyby sie szanowaly ale jakos jak jest uroda to rozumu brak i odwrotnie. Napiszczie dlaczego takie durne jestescie. Ja wiele razu seksu kobietom odmawialem bo mnie szokowalo ze mozna byc taka latwa . Co za swiat

  18. Świetnie się czyta Twoje wpisy, z wieloma rzeczami się zgodzę, lubię Twój sarkazm, ale zachodzę w głowę, skąd taka potrzeba oceniania rzeczywistości?
    Ja rozumiem, trzeba mieć własne przekonania, można mieć potrzebę wyrażenia ich publicznie, ale bez przesadyzmów. Każdy Twój post aż kipi od „sądów” na różne tematy. Mam nadzieję, że to tylko zabieg stosowany „pod publikę”, by przyciągać masy i prowokować do dyskusji. Jeżeli nie robisz tego celowo, to szkoda.

    Chylę czoła, jeżeli jesteś alfą i omegą za razem, chociaż wątpię, bo osoby o dużym doświadczeniu i wiedzy nie silą się na wygłaszanie radykalnych opinii. Nie mają takiej potrzeby.
    Myślę, że zanim zaczniesz „pluć jadem” w różnych kierunkach, to zainteresuj się bardziej tematem, żeby spojrzeć na niego głębiej. Zrozumienie niektórych mechanizmów działania psychiki, podświadomości, wpojonych wzorców i schematów działania być może pozwoliłoby Ci spojrzeć z większą pokorą na temat.
    Nigdy nie znasz całego obrazu sytuacji, więc tym bardziej nie ma sensu starać się być wyrocznią. Twoja Prawda będzie tylko Twoją Prawdą.

  19. Hej Jagna. Weszlam i przeczytalam Twoj wpis z ktorym sie w 100% zgadzam. Widze tez co inni wypisuja.. oczywiscie kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Ale teraz moze cos o doswiadczeniach. Bylam i jestem dzieckiem osoby podobnej choc nie takiej samej jak Zdzisia. Coz moge powiedziec.. wszystko czego sie naogladalm bedac dzieckiem a pozniej nastolatka dalo mi pewien odnosnik do zycia. Pomoglo mi nie byc moja matka. To takze zasluga mojego ojca ktory pokazal mi wzor faceta od ktorego trzeba uciekac jak najdalej. Mam siostre, ktora jest kompletnie inna niz ja. Starsza a bardziej naiwna jezeli chodzi o mezczyzn. Wiec to nie zawsze dziala tak jak w moim przypadku. Mam zal i pretensje do swoich rodzicow. Pewnie ze mam.. i mam do tego prawo bo jestem ich dzieckiem. Nie zrozumcie mnie zle. Bardzo kocham swoja mame a z ojcem nie chce miec zadnych kontaktow. I jestem im naprawde wdzieczna ze pokazali mi swiat tak jak wyglada w ponad 70-80% w Polskich domach. Bo to nie tylko ja mialam to „szczescie”. I skad ta pewnoalsc ze nie trafie albo ba nie zostane przy podobiznie mojego ojca? Bo 22 lata takich cudownych wspomnien nie moze pojsc na marne. Jestem starsza gdyby ktos chcial powoedziec „mloda jestes, jeszcze zycie Cie kopnie”. To juz wiem. Nawet przeszlam przez niejedno gowno. Dlatego powaznie nowie do wspoluzaleznionych od alkoholu czy przemocy… nie macie dzieci? Rujnuj swoje zycie w koncu jest Twoje. Do posiadajacych potomstwo.. nie badzcie egoistami bo to wlasnie Twoje dziecko bedzie przez cale zycie placic za Twoje bledy. Uciekajcie od tych tyranow. Mowie to w imieniu dziecka ktore gdzies tam we mnie siedzi i krzyczy do wlasnej mamy zeby sie rozwiodla z tym debilem..

  20. „powinien się bać, że odejdziesz, jak będzie cię zdradzał. Powinien się bać, że mu oddasz, jak uderzy. Że zrobisz awanturę, jak cię poniży. Że za każde niewłaściwe zachowanie spotkają go konsekwencje”

    A może po prostu nie wiązać się z jełopem którego tylko strach powstrzymuje przed robieniem świństw? Co? Nie lepsze wyjcie?

  21. Ja tez byłam taką Zdzisią. Dziś cierpię, wprawdzie po rozwodzie juz wiele lat, a teraz z kimś ale czuję się jakbym była sama

  22. Facet nie ma sie bac. Moj mezczyzna ma mnie nic bic nie dlatego ze sie boi ze mu oddam, tylko dlatego ze mnie kocha i nie chcialby mnie zranic. Ale owszem, nawet najkochanszemu nie mozna dac wejsc na glowe. Tylko moze nie strachem. Jakas szczera rozmowa o swoim potrzebach i oczekiwaniach?

  23. W zdrowym związku ktoś ma się bać???
    Trąci paranoją a nie zdrowiem.
    I nie ja jeden tak myślę, jak spojrzeć na zamieszczone tu wpisy.

  24. Każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie. Taka pani Zdzisia też. To ona sobie takie życie wybiera. A co ją motywuje do tego, co determinuje jej zachowanie to już zupełnie inna, moim zdaniem, najciekawsza część tej historii.

    Ładnie napisane, tylko jakieś to wszystko czarno-białe.

    Pozdrawiam, będę zaglądać.
    Nika

  25. Z moich obserwacji wynika, że kobiety takie albo są zaburzone emocjonalnie, albo skrajnie głupie, a zwykle jego i drugie. Moja mama i starsza o 6 lat siostra też są tego typu kobietami i taki dały mi wzorzec i pamiętam, że gdy 1 raz się zakochałam, to się pół roku ciągnęło, też byłam taka jak tutaj opisujesz. Miałam wówczas 17 lat i cieszę się, że już zmądrzałam. Szkoda tylko, że moja mama i siostra nie.

  26. Dziękuję za to co piszesz… Jestem na etapie rozstania z moim partnerem – nie pierwszego, drugiego… Nawet jeśli podejmowałam decyzję o odejściu to i tak w pewnym momencie rozklejałam się i łamałam, aż stałam się emocjonalną szmatą właśnie, nie mającą szacunku do samej siebie, pozwalającą traktować się jak gorszy gatunek. Wiele wybaczyłam, na wiele spraw przymykałam oko i mam to na co sobie zapracowałam przez 4 lata – chorą relację. Trzeba być silnym i dążyć do szczęścia bo mamy do tego prawo i o to chyba w życiu chodzi. Motywujesz mnie do działania. Oby tym razem się udało:)

  27. jedna mądra napisała – że jak facet od zony dostanie to czego mu potrzeba nie będzie zdradzać – to mam na to odpowiedź – hahahaha, zabiję ją śmiechem :-) znam co najmniej kilku facetów, a jednego z własnej autopsji, którzy/ry dostawali/ł w seksie, uczuciach, wolności – to co chcieli i o cym niby marzyli – a mają nature buraków i skurwieli i uwielbiają kobiece – ci…. (tak usłyszałam) i zdradzali i będą zdradzać. Taka natura i tyle w tym akurat temacie

  28. no a tak w ogóle jagna – kobieto – blog zajefajny, język super – sama takiego używam – uwielbiam inteligentny sarkazm z podtekstem do zrozumienia. czepia się tu większość tego strachu – bo nie ma czego więcej się doczepić – a prawda jest taka, ze jak przeczyta się całość to wiemy o co cho… Poza tym lęk i strach jest częścią naszej natury, i towarzyszy nam w całym życiu tyle że w mniejszym bądź w większym stopniu – no i każdy nazywa go inaczej – ot tyle ;-) pozdrawiam i będę tu zagladać częściej

  29. Kochana Twój blog z nieba mi spadł. Właśnie jestem w trakcie rozpadu małżeństa. Walka trwa od początku kwietnia kiedy to moj ukochany mąż stwierdził że wszystko co było naszym wspolnym bardzo mu ciąży i żąda zwiazku typu kazdy od teraz jest zdany tylko na samego siebie. Czyli on po pracy siada z laptopem po tym jak juz zje co mu pod nos postawie, bedzie utrzymywał wszelkie towarzyskie relacje wiszac wiecznie na telefonie, oczywiscie nie mam prawa wynikać w to z kim sie kontaktuje, gdzie wychodzi, o ktorej wróci, krótko mówiąc mam sie cieszyc ze wogole do domu wraca, w międzyczasie mam go z uśmiechem wspierać ale tez nie za bardzo zeby nie poczul się naciskany. Nie mam prawa do gorszych dni bo mnie ukara ponizajac i straszac ze odejdzie. Na dzieci juz jest za stary z reszta juz sie spełnił w tej kwestii w poprzednim malzenstwie, oświadczył tez ze zawsze beda dla niego ważniejsze ode mnie wiec nie mam nic do gadania. Doloze jeszcze ze od 5lat jeszcze nie poznalam dzieci bo jego 20letni dzieciaczek nie jest na to gotowy. Jeszcze szarpie sie z myslami, bo ciagle slysze ze przesadzam a on chce tylko normalnego zycia, ale prosze sama powiedz czy to jest normalne? Bo moze to ze mna jest cos nie w porzadku?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook