Brighton – miasto z fantazją

 

W każdym kraju jest takie miasto. Stolica kultury, przyjemności, imprezowiczów, stylowych knajpek i homoseksualizmu. Takie miejsce, gdzie człowiek od progu czuje się wyluzowany, spokojny i po prostu szczęśliwszy, a gęba sama uśmiecha się od ucha do ucha. Polacy mają Kraków, Angole mają Brighton.

Architektura nie powala. Prócz Royal Pawilonu naprawdę ciężko tu o jakieś fantastyczne zabytki. Ale pomiędzy typowo angielskimi szeregówkami w pastelowych kolorach czai się radosny urok tego miasta. Fani street artu pokochają miejscowe murale i prace mniej lub bardziej utalentowanych grafficiarzy, znawcy zauważą tu i ówdzie prace tajemniczego Banksy’ego.

Centrum tętni życiem wzdłuż malowniczego wybrzeża. Latem ciężko tu o kawałek wolnego miejsca, całe południe Anglii, z Londyńczykami włącznie wali jak szalone do Brighton po chwilę wytchnienia i namiastkę nadmorskich wakacji. Kamieniste plaże nie sprzyjają wypoczynkowi, ale tu to nie problem, Angol swoją okrąglutką pupcią wymości sobie wygodny dołek; bardziej wymagający turysta zabuli za leżak i też będzie szczęśliwy. Wiosną i jesienią miejscowi mogą korzystać z uroków nabrzeża w spokoju. Nieraz można tu spotkać kobiety w garsonkach i mężczyzn w eleganckich garniturach, którzy na chwilę wyrwali się z biur, by lunch spożyć na plaży, ciesząc się morską bryzą i pięknymi widokami. Studenci w przerwach między zajęciami raczą się piwem, właściciele czworonogów spacerują ze swoimi pupilami, dzieciaki szaleją z dzikim wrzaskiem, wieczorami roześmiane grupki znajomych grillują przy muzyce.

Uliczki w centrum są ciasne jak w Wenecji. Barowe stoliki zajmują każdy wolny zakątek. Mewy pokrzykują wesoło, powietrze pachnie solą. Jest wietrznie i głośno, morskie fale z hukiem przewalają się po kamieniach generując jednostajny, miły dla ucha szum słyszalny z daleka. Dziesiątki przytulnych knajpek, setki małych, dziwacznych sklepików o ciekawym, rzadko spotykanym asortymencie – od winylowych płyt, wysłużonych gier planszowych, ręcznie wytwarzanego przyodziewku, po gadżety z recyklingu. Luksusowe marki sąsiadują z orientalnymi pijalniami herbaty, delikatesami z całego świata, małymi galeriami sztuki i wystawami homoseksualnych sex-shopów, które bez żenady prezentują swój asortyment w przeszklonych gablotach. Kapitalną atrakcją jest oceanarium, gdzie z bliska można podpatrywać życie egzotycznych stworzeń z rekinami włącznie.

Brighton tętni życiem jak serducho choleryka. Zagłębie offowej kultury, mekka artystów i miłośników awangardy w ubiorze. Łatwiej tu trafić na festiwal, koncert czy jakąś miejską imprezę, niż na ciszę i spokój od zgiełku wielkich metropolii. Miejscowi nie pogardzą żadnym tematem przewodnim do urządzenia imprezy. Zeszłoroczna gej-parada na cały dzień zamieniła miasto w ogromnych rozmiarów festiwal, z wyjątkowo malowniczą publicznością. A jednak, mimo że uczestniczą w nich tłumy, to atmosfera jest przyjazna, nie uświadczysz walk z policją ani zamieszek o światopoglądowym podłożu.

Molo, czyli Brighton Pier to rozbudowane kasyno dla ubogich. Setki najróżniejszych automatów do gry na miedziaki i grubszą walutę. Do wygrania garść drobniaków i gadżety z popularnych kreskówek. Radzę nie zaczynać, bo każda kolejna wrzucona moneta przybliża człowieka do eksplozji głęboko uśpionej namiętności do hazardu. I tak też jest w moim przypadku – nie umiem sobie odmówić pozbycia się lekką ręką paru funciaków na tę mało ambitną zabawę. Na najdalej wysuniętym w morze skrawku molo znajduje się wesołe miasteczko. Kolorowe karuzele, kolejki, dom strachów i inne typowo jarmarczne atrakcje. Oświetlone molo wbijające się w morze wygląda oszałamiająco szczególnie po zmroku, toteż polecam nocne wędrówki wybrzeżem.

Rzut beretem od miasta znajduje się pasmo przepięknych klifów morskich, a najsłynniejsze z nich – Seven Sisters są ozdobą pobliskiej miejscowości o nazwie Eastbourne. Wędrówka szlakiem klifów to obowiązkowy punkt programu dla wszystkich turystów. Kredowe skały wysokie na ponad 160 metrów robią piorunujące wrażenie. Klify od wieków stanowią ulubione miejsce samobójców, a i po dziś dzień nie brakuje amatorów romantycznego pożegnania się ze światem, którzy kończą żywot rzucając się z klifu w morską czeluść.

To jedno z najpiękniejszych miejsc południowej Anglii. Perełka wśród bliźniaczo podobnych do siebie miasteczek nudnych jak flaki z olejem. Jeśli więc jesteś zmęczony wielkomiejskością i nadęciem Londynu, daj się urzec tutejszym atrakcjom i luzackiej atmosferze tego miejsca.

,
7 comments on “Brighton – miasto z fantazją
  1. Byłam w Brighton w zeszłym roku. Bardzo mi się podobało niby takie małe miasteczko, a na prawdę jest co robić.
    Wróciłam właśnie z Dublina i zachwytu nie zrobił, ale Brighton jest ok:)

    • No właśnie jest jakiś urok w tym miejscu. Lubię Londyn, ale często mam go zwyczajnie dosyć – brudu, tłoku, pośpiechu, hałasu i tego owczego pędu nie wiadomo za czym. A Brighton jest zupełnie inne, prężny ośrodek kultury i sztuki, człowiek zawsze znajdzie sobie coś ciekawego do zrobienia, ale unika tego wielkomiejskiego spięcia.

  2. Miejsca tworzą ludzie. Byłem wiele razy i zawsze czuło się na ulicy jakiś taki… akademicki klimat. Luz, wyjebongo, trawka – tak, to na 20 metrów czuć od luzaków. Mnóstwo uśmiechniętych facjat, wzdłuż brzegu skejci, na rolkach, deskach, bemixach, w każdym wieku, obok ziomki crip walk ćwiczą, nieco dalej cała grupa tańczy z pochodniami w skupieniu! Ahh, jakby „normalne” życie nie istniało, jakby zegarek był dla ozdoby tylko. Ide, popijam taniego cider’a, oglądam hipi-styloszów i mam nadzieję że znajdę więcej graffiti… L=

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook