Małżeństwo to nie więzienie

Bierzesz ślub??? – ooo, to koniec zabawy…

Znacie to skądś? Mnie zdarzyło usłyszeć taką mądrość. Niejednokrotnie nawet. Że niby po ślubie jedną dostępną rozrywką będzie mi latanie na szmacie po wszelkich poziomych powierzchniach nie okraszonych dywanem. I nieograniczona inwencja twórcza w wymyślaniu coraz to nowych potraw na wspólne wieczerze przed telewizorem. I rutynowy seks przed snem we wtorki i czwartki po 15 minut licząc na oba zbliżenia.

Jakby ślub był czymś więcej niż uroczystym ślubowaniem sobie miłości i okazją do wynajęcia fotografa, upicia całej rodziny i wydania oszałamiającej sumy na kieckę raz w życiu. Jakby ślub w jakimś metafizycznym wymiarze nakładał na kobietę i mężczyznę niewidzialny łańcuch, taki co przykuje ich nie tylko do siebie nawzajem, ale i do czterech kątów mieszkania stawiając barykadę w drzwiach wejściowych, przepuszczalną tylko na wycieczki do pracy i eskapady do supermarketu. Poza tymi dwoma już nic małżonków dobrego nie czeka.

Skończą się imprezy ze znajomymi, skończą się koncerty i festiwale, dyskoteki, puby, domówki, nie będzie nam wstępu do kina, teatru, na kręgle, ani do klubów w Tajlandii, gdzie urocze nastolatki podają drinki topless. KONIEC ZABAWY.

Nie wiem, czy może mój tok myślenia jest jakiś zaburzony, czy ja mam internetowo-feministyczną papkę we łbie, ale mi się zdawało, że po ślubie ludzie toczą normalne życie. Życie, w którym jest czas wydzielony na rozrywki i nie koniecznie muszą to być zawsze wyjścia we dwoje, jakbyśmy prócz obrączek nosili niewidzialne kajdanki.

Ale kobiety i mężczyźni na całym świecie zmówili się, by współmałżonka trzymać pod czujnym okiem całą dobę, 365 dni w roku. Bo spuszczony ze smyczy na pewno pójdzie robić okropne rzeczy. Uprawiać przygodny seks bez gumki, wąchać klej i napadać na banki z pończochą naciągniętą na łeb.

Mam takie koleżanki, które bez faceta nie ruszą się z domu na krok. Mam takich kolegów, którzy gęsto się tłumaczą z każdej sekundy spędzonej osobno, do których kobiety dzwonią co chwila pytając gdzie są i co robią, jak siedzimy w pubie. Żal mi tych ludzi, bo na własne życzenie pakują się w związki z patologicznie usposobionymi do miłości osobnikami o zerowym poczuciu własnej wartości.

Dla mnie facet, którego musiałabym non stop pilnować byłby facetem-porażką. I taki, który próbowałby pilnować mnie samą byłby facetem do odstrzału i szybkiego pozbycia się zwłok. Mnie się po prostu wydaje naturalne, że jak się z kimś wiążę, jak decyduję się na ślub, to ufam temu człowiekowi bezgranicznie, nie muszę ciągle patrzeć na ręce, nie potrzebuję wszystkiego wiedzieć, pilnować i kontrolować. Niech sobie pójdzie chłopak spokojnie schlać mordę z kolegami, nawet go odbiorę samochodem, jak nie będę miała nic lepszego do roboty. Niech sobie jeździ na mecze, wydaje forsę na bzdury, niech korzysta z życia, póki młody, bo na starość zbraknie mu sił na szaleństwa.

Nie chcę być dla męża więzieniem. I nie dziwię się, że mężowie od takich więziennych żon uciekają. Sama bym się rozwiodła w trybie natychmiastowym, gdyby mi ktoś próbował zakładać kontrolę rodzicielską na wyjścia ze znajomymi i ilość wypitych drinków, na ciuchy, w których mi wolno pójść na miasto, no generalnie na rozrywki różnego rodzaju. Małżeństwo nie jest dla ułomnych emocjonalnie gówniarzy, którzy tkwiąc po uszy w kompleksach i zranieniach z dzieciństwa, odbijają sobie własne problemy na współmałżonku.

Mój facet nie zabrania mi wychodzić z domu, nie dzwoni co kwadrans pytać, gdzie jestem. Zabiera do restauracji, na imprezy i do teatru, nie kręci nosem, jak zakładam kieckę z dekoltem – wręcz przeciwnie, cieszy się jak głupi, że będzie miał na czym oko zawiesić. Nie musze błagać o pozwolenie, by wypić coś mocniejszego, wyjechać gdzieś na parę dni samej, pójść na piwo z facetem, z którym kiedyś mnie coś łączyło. I to jest dla nas zdrowe, naturalne i bezpieczne, bo nigdy nie odważyłabym się nadużyć zaufania, którym mnie obdarza. Kocham go jeszcze bardziej, właśnie za tą wolność, której nie próbuje mnie pozbawić.

A więc drogie koleżanki i koledzy – dla mnie małżeństwo to nie koniec zabawy, więc przestańcie mi współczująco zaglądać w oczy prawiąc te swoje pojebane mądrości. To dopiero początek niesamowitej przygody we dwoje. Życia, w którym wiesz, że na kacu ktoś ci poda aspirynę, zamiast pierdolić, że masz za swoje. Pożałowania godne jest to, że nie potraficie tego pojąć i macie w domu odwrotnie.

33 comments on “Małżeństwo to nie więzienie
  1. Nie rozumiem, jak można zamykać się w klatce i tak ograniczyć?! Wiadomo, że jak człowiek długo nie widzi partnera, to wariuje i tęskni. I co, siedzi wówczas w domu, bo nie daj boże, partner sobie zaraz coś pomyśli, że pewnie zdrada. Na wszelki wypadek zostać i zapuścić korzenie.
    Małżeństwo nie jest niezniszczalne, życie pisze różne scenariusze. Siedzisz ciągle z małżonkiem, on cię zdradza, a Ty zostajesz sama jak palec, świetna sprawa!
    Jak można tak nie ufać partnerowi?! Współczuję ludziom, którzy nie mogą wyjść z domu, bo mąż/żona nie pozwala. Współczuję tym, którym towarzyszy rutyna. Jeśli mieszka się z kimś przed ślubem, ślub niczego nie zmienia, poza wydatkiem, zmianą nazwiska i dowodem.
    Wg mnie życie po ślubie jest takie samo jak wcześniej, a może nawet bardziej zajebiste? Przypieczętowanie miłości – tym jest ślub. A co po nim? Piękne życie. No, ale tutaj trzeba ruszyć głową, a nie tylko dupą, żeby wybrać sobie normalnego partnera.
    Pozdrawiam!

  2. Bo się większosci zmienia mentalność po ślubie. Chłopu z wygody, babie z głupoty. No, chyba, że mówimy o kobiecie i mężczyźnie – wtedy każdy wie, że jest czas schlać mordę i „obrać ziemniaki”.

      • Ponoć można :)
        Mam kilka znajomych co mają jedynie za cel posprzątać-ugotować-poprać. Pan-mąż na smyczy i tyle.
        co to daje?
        U Nas kiepsko z wyjściami z braku kasy i czasu ale powoli się poprawiamy :)

        Masz zdrowe podejście do tego co i jak powinno wyglądać :)
        najlepiej zajać się budowaniem swojego królestwa i olać innych

  3. Widac ze mlodziutka jestes bardzo i infantylna tez. Tylko czas zweryfikuje to twoje zycie, malzenskie tez.
    Wiesz dlaczego statystyki rozwodowe bija na alarm? Bo, bo on i ona mieli podobne myslenie jak Ty. Tylko konca za bardzo nie przewidzieli.

    I BYNAJMNIEJ DALEKA JESTEM OD MYSLENIA ZE MALZENSTWO TO WIEZIENIE.

    Zeby nie bylo ze pierdole glupoty zyje z jednym facetem zwanym mezem gruuuuubo ponad 20 lat. Szczesliwie zyje. Nie chyba ale na z pewnoscia dlatego ze myslenie moje i jego bylo z lekka inne niz twoje i tobie podobym. Bo Ci to juz po trzy zwiazki zaliczyli i dalej sie bawia.

    • No bo trzeba sie pilnowac bardzo bo trzeba bo malzenstwo to nie przelewki zarty jakies bo trzeba, no.
      Widać że jesteś światłą i bystrą kobietą, czuć tę Twą życiową mądrość, nabytą przez lata oglądania telenowel w przerwach między zmywaniem naczyń a podłogi.

  4. Nie ma recepty na udane malzenstwo. To co dziala u jednych nie bedzie dzialac u drugich. Ale jesli jedna i druga strona uwaza ze zabawa po slubie z bylym i byla jest jak najbardziej TAK i w ogole to jeszcze bardziej kocham swoje faceta wlasnie za te wolnosc, bo przeciez sobie ufamy.
    Tylko abys ktorego dnia nie obudzila sie z reka w nocniku zdajac sobie sprawe ze tak naprawde to wiecej cie laczy z ludzmi od zabawy i pubem niz z wlasnym mezem, z ktorym bedziesz widywac sie w przelocie.
    Badz wolna i sie baw, po co Ci staly zwiazek.
    Najwyrazniej do niego jeszcze nie doroslas, ale sie nie martw niektorzy nigdy nei dorastaja, dlatego cale zycie sie bawia.
    Wybacz, ale twoje myslenie jest albo biale albo czarne.

  5. Ja i bez ślubu dałam się … lekko uwikłać w telefony co 15 minut. I złotą klatkę. I kończy się tak, że niecały rok po ślubie, a 8 wspólnego życia, doszłam do wniosku, basta. Rozstajemy się. Czuję, że to jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

    • złota klatka, źle, nora w bloku z teściami też źle, telefony co 15 minut źle, brak telefonów też źle bo się nie interesuje, brak ślubu źle bo ryzyko starej panny, jest ślub tez źle bo koniec z wolnością. Facet jest poważny to źle bo mruk, facet jest dowcipny to źle bo lekkoduch i głupek a nie podpora rodziny, facet ma łysine z testosteronu to źle bo nieestetyczny, facet ma fryzurę jak Elvis to znowu nadmiar estrogenu i cech niemęskich, facet kupi prezent to źle bo rozrzutny i w gust nie trafił, nie kupuje prezentu to też źle bo sknera i nieczuły. Facet chce intercyzy małżeńskiej to wrzask że egoista i nie kocha, kobieta nie chce poręczyć kredytu na mieszkanie to rozsądna i czuwająca nad bezpieczeństwem domowego budżetu. Polecam 7X P, popierdolić popić piwem, popalić papierosa, pilot TV, poleżeć i ponarzekać że zupa była za słona. Niczego więcej rozsądny facet zrobić nie podoła. No może 8-sme P – pogonić kobietę do przystojnego Araba aby ta zasmakowała życia z telenoweli w Emiratach Arabskich. Małżeństwo tak jak każdy towar ma swoją przydatność do spożycia czyli trwałość. Jak obie strony się starają to towar niepleśnieje np przez 10 lat a jak się nie starają to towar leci do reklamacji do teściów w 3-cim miesiącu użytkowania. Dozgonną miłość można wyznać przy założeniu że się zejdzie w ciągu najbliższego roku.

  6. Bo jak będzie wyglądać małżeństwo zależy tylko od żony i męża (teściowych czasem też ;-) ), więc co sobie sami będą fundować, sami będą w tym gnić.

  7. „…bo nigdy nie odważyłabym się nadużyć zaufania, którym mnie obdarza.”
    To piękne, ale czy twój partner też tak myśli?
    A może uważa – ona na pewno mnie zdradza bo się nie interesuje tym co robię, właściwie żyjemy oddzielnie, więc ja też będę ją zdradzał.
    Moja matka ufała mojemu ojcu, a on mnie molestował – co zostaje z zaufania – i co z tego, że „…jak decyduję się na ślub, to ufam temu człowiekowi bezgranicznie, nie muszę ciągle patrzeć na ręce, nie potrzebuję wszystkiego wiedzieć, pilnować i kontrolować.”
    Kochaj i miej szeroko otwarte oczy.

  8. Myślę, że to nie jest kwestia ślubu, ale charakteru i osobowości.
    Jeśli ktoś ma taką osobowość, że lubi kontrolować swojego partnera i dzwoni do niego co 10 minut to będzie to robił także po ślubie.
    Jeżeli ktoś lubi wypić i chodzić po burdelach to będzie to robił niezależnie od tego czy jest w związku partnerskim czy w małżeństwie.
    W dzisiejszych czasach ślub to tylko formalność i coraz mniej par na niego się decyduje.
    Pozdrawiam:)

  9. Tytuł postu kojarzy mi się bardziej z brakiem czasu z tytułu obowiązków, które dochodzą po ślubie.
    Po pierwsze zaufanie do partnera, po drugie pewność siebie, że mimo pokus nie przekroczymy granic.
    Mąż nie zabraniał mi wychodzić ze znajomymi, nie zakładał mi „niewidzialnej smyczy”, nie kontrolował telefonami. Moje wyjście tłumaczył, że powinnam odpocząć od codzienności, zrelaksować się. Nie stawialiśmy sobie ograniczeń – żadnych. Mogłam się realizować zawodowo. Czyli wg was rewelacja – nie ma na co narzekać!! A właśnie, że nie rewelacja. Wychodziłam z domu raz na ruski rok (mówię tu np. o kawie ze znajomymi). Najnormalniej w świecie nie było na to czasu albo sił. I mimo wszystko, posypało się. Mimo tego zaufania, pseudo wolności dot. wyjścia. Mimo tego wszystkiego przyszedł dzień, w którym trzeba było powiedzieć sobie stop.
    Ta wizja małżeństwa, o którym wspominasz odbiega od rzeczywistości. Mam nadzieję, że się pomylę w Twoim przypadku ale obawiam się, że ta megaśna swoboda związku zostanie zweryfikowana wcześniej czy później. Życie układa się i tak inaczej niż byśmy chcieli. Nie przewidzimy tego. Przyjdzie dzień, gdy te różowe okulary najnormalniej w świecie spadną Ci z nosa, a dziś korzystaj ile wlezie :-)
    Pozdrawiam
    moje-dni-100

    • Rozumiem, że to nie swoboda zabiła wasz związek, tylko coś innego. To prawda, że na małżeństwo składa się wiele różnych aspektów – wystarczy, że jeden z nich szwankuje i związek może się posypać.

  10. Nie słuchaj Jagna tych wszystkich utyskiwań porzuconych i nieszczęśliwych żon. Małżeństwo oparte na wolności i zaufaniu jest możliwe i daje na prawdę prawdziwe szczęście. Wiem to z autopsji i nie dam sobie wmówić, że „to se na da”.
    Na imprezy i do kina chodzę głównie ze znajomymi – bo mój mąż nie lubi (co najwyżej odbiera nas z knajpki i rozwozi do domów, jak jesteśmy znietrzeźwieni). Na piwo z „byłym” też bez problemu sobie wychodzę. Nie ma moje – twoje, tylko – nasze. Kupujemy sobie to na co mamy ochotę, bez pytania o pozwolenie. Jak mój mąż ma ochotę zalać pałę z kumplami – życzę mu miłej zabawy i nie dzwonię z pytaniem, kiedy wróci. Każde z nas ma swoją pracę, swoje pasje, które realizuje osobno i te, które realizujemy wspólnie. Oczywiście, są też chwile, gdy jest trochę mniej fajnie, bo mamy inny pogląd na jakieś zagadnienie, ale ufamy sobie bezgranicznie, kochamy się tak samo jak w dniu ślubu (może nie tak samo, bo bardziej dojrzale, ale nie mniej), nadal świetnie się czujemy w swoim towarzystwie. I mam wrażenie, że nam się już nie odmieni, bo za kilka miesięcy będziemy obchodzić 20-tą rocznicę ślubu :)

  11. Punkt widzenia z reguły zależy od punktu siedzenia. Był czas kiedy uznawałam swojego męża za ósmy cud świata. I tysiąc osób mówiło mi, że przejadę się na tym. I przyzwyczaiłam go, że skrzywi się a ja ogon pod siebie. Ale w pewnym momencie coś pękło. Nastąpił przełom. W mojej głowie.

  12. Przeczytałam dziś kilka Twoich postów dotyczących relacji międzyludzkich (oprócz tego tekstu m.in. ten o zdradzie) i przyznam szczerze, że to, co piszesz, od razu wydało mi oczywiste (w tym pozytywnym sensie) – rozsądne i logiczne, a przy tym po tej ‚dobrej’ stronie moralności, gdzie szanuje się osobę, z którą jest się w związku i wymaga się od niej tego samego. A potem zaczęłam przeglądać komentarze i tylko co chwila przecierałam oczy ze zdumienia. Że zdradę to można usprawiedliwić, że to takie normalne, że ludzie nie szanują swoich partnerów albo tkwią w związkach, w których są wciąż nieszczęśliwi, bo ważniejsze są pieniądze. O zarzucaniu Ci rzeczy, których nie napisałaś, albo tekstach typu ‚życia nie znasz i pewnie za XX lat sama będziesz taka czy owaka’, nie wspominając. Cóż, ja może też strasznie wielu lat na karku nie mam, choć już bliżej 30. niż 20., ale podzielam Twoje spojrzenie i strasznie cieszy mnie fakt, że jeszcze trochę takich osób na świecie jest. Mam nadzieję, że mężczyzn też, a nie tylko kobiet. ;)
    Pozdrawiam, z pewnością będę regularnie zaglądać.

  13. wiesz, aspiryna to chyba nie jest dobry pomysł na kaca. na głowę pomoże, ale wątroba… aspiryna jest bardzo hepatotoksyczna, więc może po alkoholu warto sobie darować. już lepiej ibuprom.

  14. Jejku,jak Ty to oieknie napisalas, jestem pod wrazeniem. U mnie bylo to samo, konczy Ci sie wolnosc, nic juz Cie sensownego nie czeka w zyciu tylko cieple kapcie koc i tv. I nie moge pojac, ze ktos na prawde tak mysli… dla mnie malzenstwo to wolnosc we dwoje, dziekuje Ci za ten wpis

  15. Pięknie napisane, rzeklbym idealne podejście do tematu związku. Ale czy ideały istnieją? Jak rozpoznać kogoś, kogo można obdarzyć 100% zaufaniem, szczególnie gdy było się juz oszukanym albo zdradzilo się samemu?

  16. W moim otoczeniu jest większość małżeństw z przeróżnym stażem małżeńskim, jest i też sporo osób po rozwodzie. Czemu ludzie uważają, że małżeństwo to więzienie ? Mają mylne wyobrażenie, wzór z domów nie wiem. Nie jestem za tym aby chodzić ze sobą jak cień. Jednak jeśli ktoś myśli, że małżeństwo nic nie zmienia i można żyć jak się chce to śmieszne. Kiedy dwoje ludzi pobierają się mimo, że mają prawo wyjść gdzieś oddzielnie to nie znaczy, ze ludzie zaczynają przede wszystkim spędzać go oddzielnie. Zauważyłam ciekawą mentalność u ludzi cały tydzień mąż, żona pracują, praktycznie mijają się przychodzi weekend sobota żona wychodzi z koleżankami, a mąż w niedzielę z kolegami nawet weekendu nie spędzili razem każdy oddzielnie. Później zdziwienie, że powtarzające się sytuacje prowadzą do rozluźnienia związku. Powiem szczerze, ale kiedy my z mężem w tygodniu widzieliśmy się rzadko to naprawdę nie mieliśmy wychodzić oddzielnie bo pragnęliśmy nacieszyć się sobą. Co do zaufania mam trochę inne podejście z czego to wynika moi rodzice po 22 latach się rozstali a co ciekawe jaka była przyczyna tego moja mama tak bardzo ufała tacie, że nie przeszkadzało jej że pija kawkę z jej sąsiadką, przyjaciółką nie muszę dodawać że ojciec jest aktualnie z tą przyjaciółką. Dlatego w naszym przypadku piwko z byłymi odpada zresztą za dużo się na oglądałam jak to mąż zamiast pogadać z żoną o ich problemach to wyżalał się koleżance przy alkoholu nie muszę chyba dodawać, że alkohol, smutek i płeć przeciwna może nie źle namieszać w związku. Dlatego oprócz zaufania warto widzieć zagrożenia, nie być dla siebie żandarmem a przyjacielem i mimo wszystko pamiętać, że pobierając się mamy świadomość, że to współmałżonek/ka ma pierwszeństwo do spędzania z nami czasu.

  17. Mam 26 lat jestem żoną od 7 lat mamy troje dzieci córka 6 lat i dwuch synów 4 i 3 latka.Mąż pierwsze lata małżeńswa były wspaniały po moim bardzo ciężkim dzieciństwie ze względu na chorobę mamy”rak macicy”i śmierci taty alkocholika musiałam razem z bratem iść do rodziny zastępczej.Niestety tam również „Wujek ” bo tak go nazywałam pił a „Ciocia” biła mnie wszystkim co miała pod ręką!Kiedy miałam 15 lat stał się cud moja mama zwalczyła nowotwora:)Po wielu i bardzo ciężkich operacjach starała się o opiekę nademną.Wygrała rozprawę a ja po tylu straconych latach mogłam w końcu być z mamusią:)Po ślubie cieszyłam się że mam wspaniałą kochającą się rodzinę!Niestety mąż czasami jest jak do rany przyłóż a czasami ….Jesteś głupia ,pojeba…. Cię idz się leczyć.Zaczęłam staz niedaleko domu w sklepie kiedy mam klientów nie odbieram telefonu a kiedy odzwaniam słysze”A ty co zajęta z facetami byłaś?I tak gówno tam robisz i zarobisz a jeszcze się dobrze zabawisz”Dzici bardzo kochaja tatę a kiedy jest żle i mówię że chcę rozwodu on odpowiada”Droga wolna ja pracuję na kopalni i mam za co wychować dzieci A ty gdzie pójdziesz pod most sama”.Jestem wykończona mam dość wszystkiego kocham dzieci ponad życie ale czasami mam dość takiego życia z mężem!Proszę pomóż….

    • Droga Beti – gdy czytałam Twój wpis miałam ciarki na plecach. Szczerze współczuję Ci tudnej sytuacji życiowej. W pierwszym odruchu sama nie miałam pojęcia co mądrego mogłabym Ci poradzić. Po dłuższym namyśle i rozważaniach, co ja osobiście zrobiłabym w tej sytuacji mogę podpowiedzieć Ci chociaż tyle – ratuj się z takiego małżeństwa.
      Nie pozwalaj się tak do siebie odzywać. Nie wchodź w dyskusję, ani w słowne pyskówki, tylko stanowczo mów: „nie odzywaj się do mnie w ten sposób”, „nie będziemy tak rozmawiać” i inne sformułowania w tym guście. Gdy zaczyna być agresywny w rozmowie telefonicznej po prostu się rozłączaj i nie odbieraj telefonu. Zacznij stawiać mężowi granice, pokaż, że nie akceptujesz takich odzywek. To po pierwsze. Po drugie zaś – wyciągaj konsekwencje. Jego zachowanie jest skandaliczne? To nie leć za moment z obiadem, nie prasuj koszul, nie pierz mu gaci. Po trzecie – skoro nie chcesz trwać w takim małżeństwie to zacznij sobie szykować dobry grunt pod rozwód. Zmień pracę na lepiej płatną, spróbuj odłożyć na tę okoliczność trochę pieniędzy, poszukaj wsparcia w rodzinie, przyjaciołach, którzy w tym nadchodzącym tudnym okresie życia będą chcieli Ci pomóc. Na Twoim miejscu poszukałabym też pomocy psychologicznej – dobry psycholog pomoże Ci uporządkować Twoje życie i naprowadzi Cię na dobre tory.
      Przed Tobą jeszcze szmat życia – musisz wziąć się w garść jeśli nie chcesz go spędzić u boku mężczyzny, który źle Cię traktuje. Życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook