Handel złudzeniami – czyli oszustwa firm kosmetycznych

Przeciętna kobieta w ciągu roku wydaje 1400 zł na kosmetyki do pielęgnacji i malowania SAMEJ TWARZY. Do tego należy dodać kosmetyki upiększające resztę ciała i w ciągu całego dorosłego życia statystycznej kobiety wyjdzie nam ponad 100 tysięcy złotych.

Balsam wyszczuplający – wspomaga spalanie tłuszczu. Serum na włosy – sklei rozdwojone końcówki. Krem liftingujący – wygładzi zmarszczki mimiczne. Krem pod oczy – usunie sińce. Balsam na biust – powiększy o cały rozmiar, uniesie, ujędrni…

No cóż – to tak nie działa.

Choć spece od marketingu pośrednio sugerują co innego. Skubańcy wiedzą co robią – bo, przyznajcie się bez bicia drogie panie – ile razy zdarzyło wam się kupić któryś z tych produktów?

Nie trzeba być wybitnym bystrzakiem, by wiedzieć, że to nie ma szansy być skuteczne w takim stopniu, jak sugeruje etykieta. Cellulit posmarowany choćby i wyciągiem z boliwijskich krzaków młodości nie zmieni się magicznym sposobem w masę mięśniową, bez diety, ćwiczeń i masaży. Zmarszczki pod oczami nie naciągną się w cudowny sposób, włosy nie odbudują swojej struktury, tłuszczyk nie zniknie – gdyby te specyfiki rzeczywiście działały, wszystkie chodziłybyśmy piękne, jędrne i pełne blasku. Tylko skąd na ulicach tłumy po prostu brzydkich ludzi? Nie kupują kosmetyków?

Przemysł kosmetyczny to prawdziwe kuriozum. Producenci muszą tylko pilnować, by nie dodawać do swoich specyfików związków niebezpiecznych dla organizmu (i tak to robią – przykład: SLS w praktycznie każdym szamponie). Nikt nie wymaga od nich zaświadczeń, testów i atestów, które by udowadniały, że ich produkty rzeczywiście działają. Na etykiecie można napisać, co się chce – pełna dowolność. Jedynym obostrzeniem jest podanie składu kosmetyku. Producenci robią to niechętnie – na odwrocie opakowania, drobnym maczkiem, używając zwrotów i sformułowań, które dla przeciętnego konsumenta są tak samo zrozumiałe jak zawiłości fizyki kwantowej. Robią to, bo doskonale wiedzą, że nie byłoby popytu na krem, który w zatrważająco dużej części składa się z odpadów produkcji ropy naftowej –  ale już o „mineral oil” głupi konsument nie będzie robił problemu.

Kobiety płacą i wierzą, że kolejny cudowny specyfik choć trochę przybliży je do pięknych pań z reklam owych kosmetyków. Czysta naiwność, ale bądźmy szczerzy, marketing robi swoje, a poziom świadomości społecznej jest wręcz żałosny.

Generalnie nie kupuję drogeryjnych kosmetyków. Wyjątkiem są tusze do rzęs i perfumy, choć te drugie już powoli próbuję zastępować olejkami eterycznymi. Odstawiłam wszystko inne – kremy, maseczki, balsamy i kolorówkę powszechnie znanych producentów, i od dziwo, nie zamieniłam się w potwora. Wszystko, dosłownie wszystko, czym się smaruję, albo przygotowuję sobie sama w domu, albo kupuję w sklepie ze zdrową żywnością. Jeśli już nie mam innego wyjścia to sięgam po marki, które w procesie produkcji używają naturalnych składników. Korzystam też z maseczek firmy LUSH (reklamują się jako producent kosmetyków naturalnych, ale w ich szamponach też jest ten nieszczęsny SLS, więc każdy ich produkt traktuję ze sporą rezerwą).

Od kiedy zrezygnowałam ze standardowych kosmetyków koszty utrzymania mojej kosmetyczki spadły wielokrotnie. Poprawił się wygląd mojej skóry i włosów, a wcześniej używałam produktów z wyższej półki, czyli wychodzi na to, że zamiast pomagać szkodziły. Wadą jest czasochłonność – kiedyś wystarczyło wrzucić peeling czy maskę do włosów do koszyka w supermarkecie, a potem po prostu używać. Teraz każdorazowo muszę przygotowywać mieszankę, szukać przepisów, modyfikować według potrzeb, zamawiać produkty i ciągle się dokształcać w tym zakresie. Ale nie narzekam. Mam przynajmniej absolutną pewność, że w tym, co wcieram w swoje ciało, nie znajdują się te same składniki, co w domestosie.

 

 

,
31 comments on “Handel złudzeniami – czyli oszustwa firm kosmetycznych
  1. Tak naprawdę kobieta oszukuje sama siebie. Firmy kosmetyczne ledwie to wykorzystują. Potrzebny jest nie żaden magiczny kosmetyk, ale facet, z którym będzie się czuła, jakby była najpiękniejszą kobietą na świecie.

  2. Pewnie masz sporo racji. Najwięcej zależy od predyspozycji i genów. Znam kobietę, która całe życie leci na podstawowej wersji kremu Nivea i w wieku 60 lat wygląda bardzo dobrze. Są też kobiety, które używają niestworzonych specyfików a g…. im to daje.
    Podstawą jest nawilżanie skóry – tak powiedział mi kiedyś dermatolog. Dlatego ja też wcale nie kupuję kremów z górnej półki, zwykle w 20 zł się zmykam (choć muszę przyznać, że przyciągają opisy „przeciwzmarszczkowy”, „regeneracyjny” itp.)

    • Właśnie w tym cały problem, że często drogie kremy, kosztują dużo, bo w cenie produktu płacimy za otoczkę marketingową, a niekoniecznie za dobry skład.

  3. handel złudzeniami- czyli oszustwa firm ubezpieczeniowych. automatycznie to przyszło mi do głowy. firmy ubezpieczeniowe to handlarze ułudnym poczuciem bezpieczeństwa. sam ZUS to jest piramida finansowa, która co rok pożycza od skarbu państwa 100 miliardów złotych 100 000 000 000 złotych w tym celu aby zbankrutować dopiero za rok ale jeszcze nie w tym roku. Polak zarabiający średnią krajową tj ok 3800 zł co miesiąc płąci składki ZUS ok 1600 zł zus. Pracując 40 lat na emeryturę przeciętny Polak zapłaci ZUSowi 768 000 złotych składek. Gdyby przeciętny Polak wkładał te pieniądze do szuflady albo do banku to w wieku 67 lat miałby w tej szufladzie 768 000 złotych , wpłacał jednak do ZUS i dostanie co miesiąc jałmużnę w wysokości 1000 złotych. Z odsetek miałby 3 razy tyle. Handel złudzeniami to dobry interes dla sprzedającego.

  4. Jestem jakaś inna, bo na kosmetyki nie wydaję aż tyle, a i tak jak Ty patrzę na skład. Pewna blogerka poleciła mi krem do twarzy Himalaya i jest lekki, tani i dobrze nawilża. 5,50 zł w aptece.

  5. Ha :) jak ja zdziwiłam moją fryzjerke ostatnio jak jej sprzedałam przepis na domową maskę na skórę głowy :D. Fakt część kosmetyków kupuje ale są to kosmetyki naturalne coraz bardziej popularne i coraz bardziej dostępne. Zauważyłam ostatnio masę mydlarni z naturalnymi kosmetykami ale mamy też nasz kochany internet który ułatwia nam życie. A z kosmetykami jest jak z jedzeniem trzeba czytać skład żeby wiedzieć co stosujemy i trzeba poszperać w internecie jak wiele rzeczy łatwo zrobić samemu :)

  6. No nie dokonca jest tak jak piszesz.
    Co to znaczy DROGIE kosmetyki?
    Drogie kosmetyki nie musze miec marketingu bo maja nazwe to raz, dwa maja laboratoria w ktorych od lat sa testowane i ulepszane owe produkty/kremy.
    Trzy to co dla jednego jest drogie dla drugiego tanie.
    Poszperaj na temat firm typy La Prairie, SK-II, Cle de Peau, czy La Mer. To sa dogie cosmetyki czyli od 300$ za crem/male opakowanie do 1000$. one reklamy miec nie musza.

  7. Jagna,

    czyli SLS to coś fuj ??? A czego jeszcze się wystrzegać w składzie? Napisz.
    Ja ostatnio kupiłam krem do twarzy Celia – 13 zł. I jest ok.
    Ale przyznaję, kilka razy skusiłam się na tzw. droższe produkty pod oczy, mam te cholerne zmarszczki mimiczne:)))
    A wiesz coś o firmie BANDI? Nie reklamują się, i ponoć są dobre. Używałam, ale czy nie było tam domestosa, to nie wiem;)

    • Sodium lauryl sulfate (SLS) i sodium laureth sulfate (SLES) to bardzo silne detergenty chemiczne o działaniu odtłuszczającym. Są tanie i dobrze się pienią, więc producenci chętnie ich używają do tworzenia szamponów, mydeł, żeli pod prysznic, ale też do wszelkich środków czyszczących. Oba te siarczany nie dość, że mają silne działanie drażniące i przesuszające, uszkadzają strukturę włosa, to jeszcze przedostają się przez skórę i kumulują w wątrobie, mogą powodować nowotwory i problemy z płodnością.

      Kolejnym składnikiem, którego należy się wystrzegać jest parafina. Czopuje skórę, tworząc środowisko beztlenowe – skra nie może oddychać, rozwijają się na niej bakterie, tworzą zmiany skórne: zaskórniki i pryszcze. Parafina przyspiesza pojawienie się zmarszczek. Stosuje się ją w kremach do twarzy, balsamach do ciała i w oliwce dla dzieci jako środek wypełniający objętość produktu.

      Więcej na temat szkodliwości składników kosmetycznych można przeczytać na stronie dr Henryka Różańskiego http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm

  8. Kosmetyki tylko (ws)pomagają, ale cudów nie ma. Nie zatrzymamy procesów starzenia. Nie mam sił ani czasu na domowe kosmetyki, chociaż zrezygnowałam z tych drogich, z górnej półki na rzecz rodzimych, naturalnych. Czytam skład i wyciągam wnioski. Ale bez kosmetyków żyć się nie da… Szczególnie tych do makijażu…
    Swoją drogą każdą cenę zapłaciłam za cudowny szampon do włosów, po którym włosy wreszcie przestaną wypadać i faktycznie zwiększy się ich gęstość / objętość….

  9. „Przeciętna kobieta w ciągu roku wydaje 1400 zł na kosmetyki do pielęgnacji i malowania SAMEJ TWARZY.” Skąd takie dane? Jaka „przeciętna kobieta” – przeciętna Polka, przeciętna kobieta na świecie, przeciętna kobieta między 20 a 45 rokiem życia? Trochę mało precyzyjne te informacje. Od pół roku stosuję wyłącznie mydło Bambino (ok. 2 zł) i krem Bambino (ok. 5 zł). W życiu nie miałam takiej gładkiej skóry (no, może w niemowlęctwie ;)). Polecam.

  10. Bardzo dobrze podsumowane. Im mniej tym lepiej.

    Warto też dodać,że każda cera jest inna. Jedna ma problemy druga nie, i stety niestety ta z problemami musi mieć inne kosmetyki niżeli ta bez. Wszystko warto brać z polecenia.

    Pozdrawiam :)

  11. Dokładnie tak samo pomyślałam przed ubiegłorocznymi wakacjami. Arganowy, jojoba, makadamia itp są u mnie na co dzień. Problem w tym, że niestety zapychają. I często nie ma to nic wspólnego z rodzajem skóry.

  12. Babcie były mądrzejsze i same robiły sobie bardzo tanie i zdrowe kosmetyki i nie śmierdziały chemią, a utrzymania czystości wystarczyła im miska czystej wody. Dziś kobieta wylewa na siebie setki litrów wody, tony kosmetyków, a po paru godzinach śmierdzi jakby się rok nie myła.

  13. Podoba mi się Twój post. Zawsze znajdą się zwolenniczki drogich kosmetyków, i te, które wolą naturalne metody albo w ogóle nic.. Ja należę do tych pierwszych i być może nie znam się na tym tak, jakbym chciała, ale wiem, że naturalne składniki są najlepsze. Niestety, sporo z nich jest drogie. Grunt to znaleźć balans. Gratuluję, że masz czas na tworzenie własnych specyfików, to dobrze świadczy.
    Pozdrawiam

  14. Bardzo dobre spostrzeżenie, ja używam jedynie kremu nawilżającego do twarzy i bardzo rzadko balsamu do ciała jeśli chodzi o tego typu kosmetyki, inne to tusz do rzęs i bardzo rzadko szminka chętnie nawet tak skromną ilość produktów zastąpię dobrymi przepisami :) pozdrawiam

  15. o zawyżonej cenie spowodowanej marketingowym halo możemy się przekonać właściwie na każdym kroku. sama wspomniałaś, że kupowałaś produkty z wyższej półki, a więc wiązała się z tym również cena. sami wmawiamy sobie, że droższe jest lepsze. pracowałam kilka lat w pewnej firmie. puściliśmy na rynek dwa identyczne produkty pod innymi nazwami. jeden kosztował 230zł (dodam, że był to suplement diety) i prowadziliśmy wszelkie kampanie reklamowe, a drugi był o połowę tańszy. zgadnij, który sprzedawał się lepiej?

  16. cóż, warto używać naturalnych cudów jak np olej kokosowy (£1.30 w sklepikach Azjatów) – jeśli coś na czym można smażyć poprawia też kondycję skóry głowy i wygładza rozstępy ciażowe to musi być cudem :) Natura dała nam wszystko, trzeba tylko szukać. Spróbujmy zjeść np krem do twarzy- sam jego producent powie nam że jest rakotwórczy i nie wolno go spożywać. A więc moim zdaniem używać też nie.

  17. Dlatego właśnie kupując kosmetyki należy kierować się po pierwsze składem, po drugie opiniami np. na Wizażu. Ale przede wszystkim to pierwsze. Jak ktoś się nie zna, niech poprosi kogoś kto się zna, albo poda skład na biochemii kosmetycznej, labie urody, czy choćby i na moim blogu i się dowie, czy warto w to kasę inwestować. Bo te kosmetyki – na biust, cienie itd. owszem pomagają – ale te o odpowiednim składzie, a nie te, co producent oznaczy, że np. powiększają biust. Tak jak piszesz, producent może napisać co chce. Trzeba przeczytać skład i ewentualnie potem opinie, by wiedzieć, czy faktycznie ma to szansę pomóc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook