Pułapki tłumaczeń językowych – angielska język trudna język

Pułapką wielu, dość słabo wykształconych językowo ludzi jest toporne tłumaczenie z jednego języka na drugi, słowo w słowo i przecinek w przecinek, licząc na to, że sens w obu przypadkach pozostaje ten sam. Czasem faktycznie tak jest. A czasem nie.

Owe perełki językowe są przezabawne, gdy się ich używa celowo i z rozmysłem, wśród ludzi, którzy rozumieją ich dowcip. Gorzej, gdy rodowitemu Angolowi mówimy „dog’s bone” licząc, że usłyszy „psiakość” i takoż zrozumie.

Mam dla was parę przykładów takich tłumaczeń, które nadają się tylko na żart.

Thank you from the mountain – z góry dziękuję

After bills – porachunki

Room with you – pokój z tobą

Don’t boat yourself – nie łudź się

Don’t make a village – nie rób wiochy

Expensive friend – drogi przyjacielu

Serious music – muzyka poważna

I tower you – wierzę ci

Don’t make stages – nie rób scen

Get oaken – zdębieć

Without pictures – bez obrazy

 i mój ulubiony:

made you horse – zrobili cię w konia

Jak widać – słownictwo to nie wszystko. By mówić składnie i z sensem trzeba też mieć pewną intuicję językową, która wyrabia się w czasie żmudnych godzin prawdziwego obcowania z językiem  – czytania i rozmowy. I choć znam angielski naprawdę dobrze, to i tak czasem trafiają mi się zagwozdki trudne do rozwikłania, najczęściej związane z wulgaryzmami i mową potoczną. I wtedy rodzą się perełki, które dla moich polskich znajomych są wyśmienitym żartem – jak próba przełożenia zdania „chodź sobie tu pierdolniemy”, z której wyszło mi „let’s fuck here”.

A więc, drodzy rodacy – don’t make a village i uczcie się idiomów, bo wasi rozmówcy mogą get oaken.

 

21 comments on “Pułapki tłumaczeń językowych – angielska język trudna język
  1. „Thank you from the mountain” to klasyk, ale „after bills” powaliło mnie na podłogę. :D Pamiętam swój najbardziej żenujący błąd tłumaczeniowy, ba, nawet książkę pamiętam, a było to w 1/2 klasie gimnazjum… „fairy tail” dzięki słownikowi stało się dla mnie „czerodziejskim ogonem”, bo jako jedyne oprócz „ogona czarownicy”, „tyłu wróżki”, pasowało do mojego tłumaczenia tekstu. Ale miałam wtopę na lekcji…pewnie przeszłam do historii ;)

  2. „don’t make circus” weszło wśród moich znajomych w użycie i sami teraz tak mówia, choć na poczatku strasznie ich bawiło. Ale najchętniej chwala się przywłaszczonym polskim przysłowiem które ktoś im zaserwował: „no my circus, no my monkeys” którego bez wyjaśnienia żaden Anglik jak dotad nie zczaił, to sa ważni ;) i za cholerę nie rozumieja dlaczego Polacy wyzywaja się od „village guy”, bo jak sami twierdza, oni się nie wstydza a nawet sa dumni z bycia ze wsi. no i kiedyś kumpela stwierdziła „i have it in my ass” i cała firma do teraz to pamięta ;P ja za to mam notoryczne upominanie, że zamiast „I can’t be asked” mam mówić „I can’t be bothered” , bo to pierwsze to ponoć coś w stylu „mam wy*ebane”, czego oczywiście nie wiedziałam przyswajajac a teraz ciężko zapamiętać. Masa tego jest ;) Pozdrawiam

  3. no tak. polscy emigranci to w dużej części plebs, który nie tylko ma problemy z językiem angielskim ale i z językiem polskim. w życiu stosuję zasadę wzajemności i poszukuję tambylca, który zna polskie idiomy albo cokolwiek więcej niż puszczenie angielskiego pawia na polski bruk w krakowie. angielskie bydło nawet się nie sili na użycie chociażby polskiego słowa dziękuję albo proszę. angielskie bydło swoją arogancją oczekuje tego aby ludzie do których oni pojadą władali ich mową. fakt historyczny, za czasów Schchakespeara ( chyba dobrze?) język angielski wykorzystywał kilkaset tysięcy słów. Obecnie wystarcza mu kilka tysięcy słów. Ta sytuacja ma swoje źródło w wojnach prowadzonych pomiędzy Anglią a Francją. Pachnący perfumami i francuskim smakiem francuscy okupanci Anglii spowodowali to, że arystokracja angielska posługiwała się językiem francuskim „cywilizowanym”. Język angielski był używany nadal nie przez wykształcona angielską arystokrację ale przez angielski plebs. Plebs jak to plebs, do porozumiewania wystarczą mu idiomy – czyli slang, kraść żreć jebać ruchać srać i chuj kłaść na inne nacje. Polscy emigranci z dumą chcą dorosnąć do tej wysoko ustawionej przez angielski plebs poprzeczki. Mogę na angoli i ich język oddać stolec nie oczekując iż z 4 kategorii polonusa przesuną mnie np do 3 kategorii na równi z murzynem, pakistanem , rosjaninem, frycem, Zdecydowanie wolę kąsać angielskich chamów niż merdać ogonem w nadzieii że rzucą mi większą kość.

  4. Właśnie, przypomniałaś mi, bym pobrała program do nauki j. angielskiego, żeby nie strzelać takich byków. Jak czegoś nie wiem, mam w telefonie mam słownik. Trzeba sobie radzić! :)

  5. Żeby tłumaczyć język trzeba wpierw poznać kulturę ludzi, która go stworzyła. Czasem tłumaczenie słów nie jest możliwe, trzeba formułować myśli od nowa w obcym języku. Niektóre zwroty są nieprzetłumaczalne na angielski, np. „Mam do ciebie żal”. Dla londyńczyka slang australijski będzie niezrozumiały. Kiedy żołnierze USA stacjonowali w Darwin podczas II WŚ sporządzono dla nich listę kolokwializmów, żeby nie rzucali się do bójki kiedy ktoś nazwie ich „poor bastard”. Kilka przykładów z Down Under:
    flat out as a lizard – zajęty, wyczerpany
    sheila – kobieta
    grinning like a shot fox – bardzo zadowolony
    jackaroo – farmer
    tits on a bull – o nieużytecznej, niepomocnej osobie

  6. No tak te błędy w słownictwie mogą być śmieszne. Ale nie tylko my je robimy. Przecież nie jest to nasz język ojczysty i mamy prawo do błędów. Tak samo jak obcokrajowcy, którzy starają się mówić po Polsku – czasem też robią błędy, które brzmią zabawnie. Nie od dziś wiadomo, że jedno wyrażenie może mieć kilka znaczeń w zależności od tego w jakim kontekście go użyjemy.

  7. „Pułapką wielu, dość słabo wykształconych językowo ludzi jest toporne tłumaczenie z jednego języka na drugi.Tyle w temacie.

    Idiomow i slangu sie w zadnym jezyku nie tlumaczy. Koniec i kropka.

    • Niby tak, ale idiomy często się pokrywają, tzn. mają swoje odpowiedniki w innych językach. Przykład? Angielskie change a fly into an elephant znaczy to samo, co zrobić z igły widły.

      • Nie niby tak, tylko tak. Kazdy lingwista Ci to powie. A tlumacznie ze indiomy, i slang sie pokrywanaj to jest tylko tlumacznie na sile, Idiomy i slang ktory masz w Anglii masz inny w Australii, Nowej Zelandii, RPA, czy USA i na odwrot. Ty mozesz klepc swoj tekst „change a fly into an elephant” w Anglii, pojedziesz gdzie indziej i beda patrzec na Ciebie jak na glupa, nie wiedzac o co Ci chodzi, bo beda tlumaczyc doslownie. Nie wierzysz? to sprawdz.
        Sama wladam perfect kilkoma jezykami ( polskiego nie wliczam), wiec wiem o czym pisze.

    • Nie tłumaczy się ich dosłownie – słowo-klucz – co nie znaczy, że nie da się znaleźć odpowiedników. A jeśli autor tekstu używa slangu w oryginale, przekłada się na nasz slang lub tworzy nowy (vide tłumaczenia „Mechanicznej pomarańczy” – da się). Nie bez przyczyny branżowe powiedzonko głosi, że tłumaczenie może być albo dobre, albo wierne. Ot i wszystko.

  8. To chyba raczej przyklady tlumaczenia nieudolnego… Zwlaszcza ‚wierze ci’ . Ale co do samego faktu tlumaczenia slowo w slowo masz absolutna racje, generalnie nie dziala… Choc musze przyznac, ze ‚po ptokach’ i ‚nie moje malpy, nie moj cyrk’ bardzo mojemu mezowi przypadly do gustu. W obu wersjach jezykowych ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook