Najgłupsze pytania, jakie zadaje się wegetarianom

Od kiedy jestem wegetarianką świat ze wścibstwem i troską pochyla się nad zawartością mojego talerza. I zadaje głupie pytania.

Przedstawiam ranking najgłupszych pytań, jakie można zadać jaroszowi.

Numer 1, absolutny hit moim zdaniem: To co ty jesz?

Rozumiem, że to nie wynika samo przez się i trzeba dodatkowo wytłumaczyć – wszystko prócz MIĘSA. Taka jest chyba idea wegetarianizmu, prawda? Nie trzeba rezygnować z jedzenia w ogóle, jeść naprawdę można. Tylko nie mięso. Ale jakby to nadal było nie jasne, to może powtórzę dla pewności – jedzenie jem, nie papier, nie kamienie i nie szkło, tylko normalne jedzenie. Bezmięsne.

Ale ty tak całkiem nie jesz mięsa?

Nie no co ty! Tylko w środy i soboty, święta państwowe i jak pada deszcz.

Ale jesz też jakieś normalne rzeczy, czy tylko soję?

Winogrona bez pestek, ziemniaki z drzew i chleb bez mąki, a zapijam bezalkoholową wódką. Czy ludzie jak wchodzą do sklepu to widzą tylko dział mięsny, a cała reszta to półki z nienormalnym jedzeniem dla dziwaków mego pokroju? Słyszeliście kiedyś o warzywach? To takie jedzenie, którego nie trzeba łapać i zabijać przed podaniem.

Nie jesz mięsa, bo taka teraz moda?

A ty nosisz czyste majtki, czy nie podążasz za modą i w wyrazie pogardy dla mainstreamu chodzisz jednak w brudnych? Teraz jest moda na zdrowe odżywianie i ja się bardzo z tego cieszę, ale nawet jak moda przeminie, to ja nadal będę wegetarianką.

Stać cię na to?

Skoro nie padłam jeszcze z głodu, to najwyraźniej stać. Wydaje mi się wręcz, że wegetarianizm to oszczędność dla domowego budżetu, bo jak sobie porównać cenę mięsa z ceną tofu, szpinaku i orzechów (szczególnie w Anglii) to mięsożercy mają jednak drożej. To po pierwsze. Po drugie zaś wegetarianizm idzie u mnie w parze z założeniami zdrowego odżywiania w ogóle, co sprawia, że jem mniejsze porcje, zamiast się obżerać do stanu „nie dam rady wstać zza stołu”, hoduję nowalijki i zioła w ogródku, zamiast kupować w supermarkecie, i gotuję tylko tyle, ile mam zamiar zjeść, zamiast przez trzy dni odgrzewać zapiekankę, a w końcu połowę wyrzucić. Miło, że się interesujesz moimi finansami, ale spadaj.

A skąd wiesz, że dostarczasz sobie odpowiednią ilość białka, witamin, minerałów?

A ty skąd wiesz? Czy ty, mięsożerco liczysz ile witamin dostarczasz sobie hamburgerem z McDonalds? Ile zjadasz minerałów w piersi z kurczaka, który zanim trafił na twój stół żarł hormony i antybiotyki? Generalnie to nie wiem, czy dostarczam sobie odpowiednią ilość składników pokarmowych, nie spisuję z kalkulatorem w ręku ile białka zjadłam na śniadanie, a ile na podwieczorek. Ale, żeby zapobiec niedoborom stosuję zasadę, że nie dubluję swoich posiłków. To znaczy, że jak dzisiaj były jajka i awokado, to będą znowu najprędzej za trzy dni. Różnorodność zapewnia mi cały wachlarz składników pokarmowych, czego nie można powiedzieć o ludziach, którzy dzień w dzień wcinają parówki.

A jak zajdziesz w ciążę to co?

To jajco. Donoszę, urodzę, wychowam jak własne. Będę zdrowo karmić, przewijać w eko pieluchy, bawić się klockami, zamiast sadzać dzieciaka przed telewizorem. Bycie wege w ciąży jest postrzegane jako skrajne zwyrodnialstwo. Pić można, palić można, żreć w fast foodach też można, ale dieta bezmięsna to dowód na to, że jesteś wyrodną matką i potworem, trzeba cię kobieto zakuć w kaftan bezpieczeństwa i dożylnie podawać smalec, żebyś nie zrobiła krzywdy swojemu dziecku. Żenada, hipokryzja i kalectwo umysłowe w jednym.

Badasz się?

Serio? Jakby wegetarianizm był czynnikiem wysoce chorobotwórczym w życiu człowieka. Już trzeba lecieć do lekarza i sprawdzać, czy nie nabawiłeś się guza mózgu, wrzodów żołądka, grzybicy stóp, no przynajmniej opryszczki. Wszak wiadomo, że wieprzowina chroni przed chorobami. I tu dochodzimy do pewnej kuriozalnej sytuacji, w której za każdym razem, gdy się przeziębię, boli mnie głowa, albo jestem niewyspana słyszę, że mam słabą odporność, bo nie jem mięsa. Bo przecież, ci co jedzą bólów głowy nie miewają…

Nie boisz się, że na coś zachorujesz i umrzesz?

Boję się, ale pociesza mnie fakt, że ci co mięso jedzą też umrą.

,
24 comments on “Najgłupsze pytania, jakie zadaje się wegetarianom
  1. Od tygodnia czytam o wege kuchni i sama zrezygnowałam z mięsa, więc jutro jadąc na grilla pewnie będzie gadanie… ale niech spierdzielają na drzewo, bo tak jak napisałaś, wpierdzielają chipsy, czekoladę i popijają wódę, a ja, co mięso odstawiłam (odżywiając się wcześniej raczej zdrowo), to pewnie za miesiąc umrę, jak nie wcześniej. Nie zamierzam wracać do mięsa nigdy i jest mi z tym zajebiście! Z takimi głupimi pytaniami zetknęłam się niestety już po przejściu na zdrowe odżywianie. Ludzie to tacy hipokryci…

  2. John Lennon powiedział – „jeśli ściany rzeźni były by zrobione ze szkła, wówczas wszyscy bylibyśmy wegetarianami. ” Wegetarianizm dla mnie to nie moda dla metroseksów ale świadomość tego że za każdą parówką stoi brutalny mord na sympatycznym zwierzaku. Ludzie ze wsi najpierw hodują np kurę, wietnamczycy hodują psa a później swojego domowego zwierzaka mordują i zjadają. Niech każdy wyobrazi sobie że oto dzisiaj zabije swojego psa i poda go na grilla.

    • Zjadłbym swojego pupila, pewnie z żalem ale sorry – taka kolej rzeczy. Pająka z kuchni wyniosę – bo nie ma potrzeby by ginął, ale muchę zatłukę – gównołaz mi bakterie roznosi! :D

      • rozumiem, można zatłuc człowieka bo jest ich o 7 miliardów za dużo ale sympatycznego zwierzaka? koleją rzeczy jest to że homo-sapiens jako ssak jest tylko jednym z wielu upoważnionych do życia stworzeń a zachowuje się jak plaga. szarańczy. nie rozumiem z jakiego powodu zjadanie 80 kilogramów ludzkiego białka które zanim wystygło nazywało się Jan Kowalski jest zabronione a mordowanie saren jest dozwolone i polecane jako zdrowe mięso? trzymanie 100 000 kur w klatce o wymiarach metr na metr nazywa się wysokowydajną hodowlą a trzymanie 100 000 ludzi w baraku nazywa się obozem koncentracyjnym? sympatyczna much nie jest gównołazem ale jest markerem bakterii, na całej polskiej populacji much jest mniej bakterii niż na gaciach żula, ale to żul jest pod ochroną a nie muchy.

        • Ano ponieważ jeśli człowiek będzie spożywał coś, w czym jest zawarte ludzkie DNA to oszaleje jak krowy, którym podawano paszę z dodatkiem sproszkowanych krowich kości (stąd właśnie choroba szalonych krów się wzięła). Nie wszystkie stworzenia są przystosowane do kanibalizmu, a większość dużych zwierząt ma zakodowane (w mniejszym lub większym stopniu), żeby nie zabijać przedstawicieli własnego gatunku. Podsumowując, kanibalizm dla ludzi jest jeszcze bardziej niezdrowy niż zwykła mięsna dieta.

  3. a jadasz nabiał? nie wiem czy to mądre pytanie.. ale jestem ciekawa, czy wśród ludzi, którzy wyeliminowali z diety mięso, lecz jedzą nabiał zdarzają się nietolerancje pokarmowe laktozy lub w ogóle białek. teraz tyle chemii dostarcza się z mięsem, tyle chemii jest w zbożach, a o nabiale już nie wspominam, większość z nas nie trawi białek i nawet o tym nie wie..

    • Częściowo… Ograniczyłam krowie mleko na rzecz migdałowego, ale wciąż jadam sery i kefiry na bazie mleka krowiego – produktów tego typu z mleka pochodzenia roślinnego jeszcze nie widziałam w sprzedaży, jeśli nie liczyć tofu oczywiście.

  4. Cóż, słyszę podobne komentarze, ale mam trochę gorzej od Ciebie, bo jakby co muszę jeszcze usprawiedliwiać się za córkę i wtedy zwyczajnie wysiadam.
    Teraz najczęściej wybieram opcje nie mówienia o diecie córki przy lekarzach. Już wiem jakie sa ich reakcje, zwłaszcza, że córka jest chuda. Nic nigdzie nie mówię. Jak się pytają o dietę na jakiej jest moja córka, odpowiadam normalna.
    Nie zawsze i nie wszędzie można się do wszystkiego przyznawać, a potem usprawiedliwiać się bez końca.
    Najczęściej unikam takich sytuacji, kiedy musiałabym powiedzieć ja tego nie jem. Na szczęście mam dużo wegetariańskich przyjaciół.
    Jeden z głupszych komentarzy, jakie słyszałam na temat swojej diety, brzmiał:
    A co by było z tymi krowami, kurami, jakby je tak puścić na wolność i jakby wtedy Ziemia wyglądała. Faktycznie, masakra. Zjadłyby wszystkie drzewa i trawę i nic by już nie zostało. Pustynia i ocean może.
    Tak te komentarze mięsożerców zawsze mnie śmieszą, chociaż kiedyś bardzo mnie złościły, ale już się człowiek przyzwyczaił przez te około 20 lat. Już i ich nie słyszy i podąża swoja drogą, nie patrząc na to, co innym się podoba, a co nie,

    • E tam, głupie pytanie. Nikt by ich nie wypuścił, bo krowę trzeba doić choćby po to by nie cierpiała. Niektórzy chyba myślą, że wegetarianizm to także rezygnacja z mleka (które mięsem nie jest, więc nie wiem w czym problem), kurzych jaj (niezapłodnione, więc jedzenie ich to też nie zbrodnia), produktów, w których skład wchodzą mleko i jaja plus to czego się nie je czyli futro i wełna. Z resztą w Polsce i tak już prawie nikt w futrze nie chodzi, ale nie uwierzę, że wegetarianie rezygnują z wełnianych wyrobów. Poza tym mówienie, że hodowle zwierząt są jak obozy koncentracyjne często brzmi, jakby nie było miejsc, gdzie zwierzęta przeznaczone na hodowlę i ubój są traktowane w miarę humanitarnie. To oczernianie wielu hodowców, którzy dbają o swoje hodowle, choćby po to, żeby ich klienci nie podali ich do sądu za różne skutki uboczne spożycia mięsa złej jakości. Dziwne, że w Polsce tak mało się ludzie czepiają traktowania ryb przez wędkarzy. Chyba tylko u nas łowienie jako forma zdobycia darmowego jedzenia, a nie sport jest jeszcze w miarę na czasie.

      Radzę uważać na to co się pisze publicznie, bo wsadzanie wszystkich do jednego worka, jest prawie na równi z segregacją rasową.

  5. Ja tam najlepiej lubiłam próby wmuszania mi kiełbasy albo innego syfu. „No w Polsce mieszkasz i kiełbasy odmówisz?” „No, ale to jak to? Czym będziesz wódkę zagryzać?” Poza głupimi pytaniami najlepsze jest wciskanie „na zdrowie”. Pozdro.

  6. I dożylnie podawać smalec… Hahaha, genialne teksty, może pominę na razie treść. Język jakim to piszesz! iście tak mnie bawi! Takie teksty, ta wyszukana ironia! Jeżeli chodzi o temat to całkowicie się zgadzam, ludzie czego nie rozumieją od razu uważają za błędne, a przecież tak nie jest!

  7. My z mężem odpowiadamy że latem trawę, zimą siano. A skoro w zeszłym tygodniu mieliśmy na obiad naleśniki ze szpinakiem i pokrzywą, (taka dorodna wyrosła w ogródku, że nie mogłam jej zmarnować) mąż do trawy postanowił dorzucić pokrzywę i mlecz. Co sobie mamy żałować.

  8. Wydaje mi się, że skoro marchewka ROŚNIE i ROZWIJA się w ziemi (i jako roślina też oddycha, fotosyntetyzuje etc), to zabijamy ją wyrywając :) Więc ” To takie jedzenie, którego nie trzeba łapać i zabijać przed podaniem.” trochę mija się ze stanem faktycznym :)

  9. Apropos głupich pytań: a nie szkoda Ci życia na przesadnie zdrowy styl życia :)? (chyba że mięsa totalnie nie lubisz) Można dbać o siebie, ale bycie przewrażliwionym na punkcie zdrowia jak dla mnie to marnowanie życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook