Ślub i wesele – koszmar przygotowań

Kto ma już własny ślub za sobą ten wie, że organizacja wesela prostą sprawą nie jest. Szybciej i przyjemniej człowiek by zorganizował własny pogrzeb niż zaślubiny – jest szansa, że w przebieg stypy nikt by mu się przynajmniej nie wtrącał z żądaniami, dobrymi radami i swoim widzimisię.

Jestem już w takim wieku, że moje rówieśnice często gęsto mają już tę przyjemność za sobą, są żonami, matkami, a centralnym punktem ich dnia jest ugotowanie obiadu i namówienie potomstwa by ów wyrób zjadło. Nasłuchałam się opowieści o koszmarach przygotowań do zamążpójścia, niektóre widziałam na własne oczy i brałam w nich czynny udział.

Przygotowania i kwestie organizacyjne to zazwyczaj droga przez mękę i realny dowód na to, że z rodziną wychodzi się dobrze na zdjęciu, a poza kadrem trzeba mieć stalowe nerwy, anielską cierpliwość lub zgrzewkę relanium, by nie polała się krew.

Ja tego doprawy nie rozumiem. Niby każdy chce dobrze – i z takim zapewnieniem na ustach niemal każdy robi źle. Ciotki, matki, babki, a o dziwo męska część rodu także, mają o sobie wysokie mniemanie i święcie wierzą, że z zakresu mody ślubnej, zasad savoir vivre, aranżacji wnętrz i przesądów około ślubnych są światowej klasy ekspertami. Dlatego należy ich słuchać i czynić jak każą.

Punkty sporne?

SUKNIA ŚLUBNA

I cała reszta. Kieckę wypierz w pralni – mówi ktoś. Lepiej ręcznie – mówi ktoś inny. Oddaj do prasowania. Nie, lepiej wyprasuj sama. Za długi welon. Za krótki. Za strojny, za skromny, za biały, niemodny. Serio? Miesiące maglowania tego tematu mogą obrzydzić kieckę pannie młodej do tego stopnia, że najchętniej poszłaby w ulubionych dżinsach.

Znajoma opowiadała mi, że w dniu ślubu stanęły nad nią siostry jej babki (średnia wieku 70 lat) i udzieliły fachowej opinii na temat jej wyglądu – że jest za gruba do tej sukienki, tam się marszczy, a tam wywija, bez welonu to nie wypada, buty ma za jasne, zbyt wulgarny makijaż. Dziewczyna, na godzinę przed ceremonią dostała szału.

Osobna kwestia to spór o odkryte ramiona – jak dla mnie rodem z zaściankowej mentalności człowieka, który do kościoła idzie wyłącznie po to, by popatrzeć jak się ubrali sąsiedzi. Nie ważne czy masz sukienkę na ramiączkach, z dużym dekoltem, czy z małym, z rękawkiem, czy bez – nie unikniesz żądań babci Stasi, żebyś zakryła ramiona, bo to nie wypada. Drodzy czytelnicy – oszczędzę wam już mojej opinii, o takich, co robią coś tylko dlatego, że wypada, bez jakiejkolwiek motywacji wewnątrzsterownej. Nie rozumiem też od kiedy kobiece ramiona stały się nieprzyzwoitą częścią ciała i współczuję tym, którzy nagie ramię tak właśnie odbierają, bo w miesiącach letnich muszą oni znosić moralne katusze.

TERMIN ŚLUBU

Nonszalancja z jaką ludzie życzą sobie, byś zmieniła termin ślubu, bo im akurat pasuje przyjechać w inny weekend zakrawa nieco na bezczelność. Przecież to nie tobie ma pasować, tylko gościom, nie?

Ja rozumiem, że nie każdy ma czas i możliwość przyjechać na wesele, zwłaszcza z daleka, ale telefony z prośbami o zmianę terminu, bo będę miała okres, koncert Boysów, albo w poniedziałek muszę iść do pracy, więc nie przyjadę na dwa dni, bo mi się nie chce, odbieram jako skrajny egocentryzm i elementarny brak wyczucia.

RODOWE WAŚNIE I SOJUSZE

Nie łudź się, że rodzina uszanuje twoje święto i postanowi ci oszczędzić niesnasek i dawnych uraz tylko dlatego, że akurat bierzesz ślub. Szykuj się na telefony od rozwiedzionych ciotek, które będą żądać, byś nie zapraszała ex męża, nawet jeśli to twój chrzestny/ulubiony wujek/mieszkacie przez płot i macie świetny kontakt. Gorzej, jeśli twoi rodzice sami są po rozwodzie.

Moja bliska znajoma miała właśnie taką sytuację. Jej rodzice nie byli ze sobą od piętnastu lat. Na ślub zaprosiła oboje z osobami towarzyszącymi. Ojciec miał przyjść z wieloletnią partnerką, przyszła pani młoda znała tą kobietę i bardzo ją lubiła. Matka tej dziewczyny przez cztery bite miesiące próbowała wszystkiego, by do tego nie dopuścić – od płaczu, poprzez szantaże, na buntowaniu swojej rodziny kończąc, aż doszło do awantur z parą młodą i gróźb solidarnej odmowy uczestnictwa w ceremonii.

Przygotuj się też na problemy z usadzeniem gości. Ten nie chce siedzieć koło tamtego, tamten będzie urażony, jak go dasz pod drzwiami, babcia Stasia nie odezwie się do ciebie nigdy więcej, jak jej nie pozwolisz usiąść przy stole młodych. Nie zdziw się także, że ktoś ci odmówi uczestnictwa w imprezie, jak nie zaprosisz ósemki jego rodzeństwa, których nigdy na oczy nie widziałaś.

Osobny temat to dzieci. Spróbuj zaprosić bez nich, a posypie się na ciebie grad rodzinnej nienawiści. Co z tego, że wolałabyś na własnym weselu tańce zamiast zabaw w ciuciubabkę? Dziecko to dla rodzica z odpieluszkowym zapaleniem mózgu prawdziwa świętość i poczuje się śmiertelnie znieważony jak zasugerujesz, by tego dnia zostawił pociechy w domu.

O ile problem może wydawać się błahy, gdy w gronie bliskich masz tylko kilku brzdąców, o tyle przestaje być śmiesznie, gdy twój ród jest płodny. Inna koleżanka stanęła przed tym dylematem kilka lat temu. Wśród jej bliskich zapanował boom rodzicielski i okazało się, że jak zaprosi wszystkich gości z dziećmi będzie musiała dopłacić za 50 osób, a jedna trzecia weselnych gości nie będzie miała skończonych czternastu lat. Postanowiła oszczędzić sobie tego wydatku oraz uciechy tańca pośród maluchów grających w berka i wszystkich zaprosiła bez dzieci. Ilu epitetów wysłuchała od oburzonych matek, ilu gróźb zerwania kontaktów, ilu kazań o świętości rodziny i oskarżeń o skrajny egoizm!

Daleka ciotka innej znajomej zażyczyła sobie, by jej trzy nastoletnie córki otrzymały zaproszenia z osobami towarzyszącymi, bo inaczej nie przyjadą. Przyszła panna młoda nie znała nawet tych córek, o ich sympatiach już nie mówiąc.

CEREMONIA W KOŚCIELE

Spory na tle religijno-światopoglądowym miewają ci, którzy planują ślub cywilny. Fanatycznie religijni krewni spróbują nawrócić niedowiarków na jedyną słuszną drogę ślubu kościelnego.

To jest pomysł poroniony już na etapie logicznego umotywowania takich zapędów. Ale to nie wszystko – owi namawiacze i nawracacze na wiarę nie zdają sobie chyba sprawy z faktu, że ślub zawarty pod przymusem, szantażem czy namową jest ślubem nieważnym już w momencie zawarcia.

Matka mojej koleżanki tak długo i namolnie nalegała na ślub kościelny, że o mało co nie spowodowała rozejścia się narzeczonych. W akcie niezadowolenia na ślub własnej córki ostatecznie nie przyszła wcale pogardliwie nazywając jej związek „życiem na kartę rowerową”.

 

A jak Wy sobie radziliście z przygotowaniami do tego wielkiego dnia?

,
16 comments on “Ślub i wesele – koszmar przygotowań
  1. I pomyśleć, że są ludzie, którzy nazywają dzień ślubu najlepszym w swoim życiu… dużo relanium i stoperanów było w użyciu, albo silnej woli, żeby wszystkim zamknąć buzie :)

  2. Oj ja o swoim ślubie to bym mogła esej napisać :-D a szczególnie obszerny rozdział był by „dobrych rad”. Np. jednym z najlepszych była by zorganizować wesele na sali działkowej bo będzie taniej niż w restauracji, omal nie zabiłam śmiechem pomysłodawcy, który notabene śmiertelnie się na mnie obraził… Ech….temat rzeka… Powodzenia i stalowych nerwów dla wszystkich nowożeńców :-D

  3. Ja ze swoim narzeczonym jesteśmy chyba jakimś ewenementem. Wiele razy w swoim życiu słyszałam, że przygotowania do ślubu to istna gehenna, że są spory, kłótnie, problemy z terminami itp. itd. Nasz ślub odbędzie się za 3 miesiące, salę zarezerwowaliśmy bez problemu (10 miesięcy przed weselem a nie 2,5 roku ;) ), w kościele zamówiliśmy mszę, fotograf, kamerzysta i inne tego typu tematy to był jeden telefon do poleconych i sprawdzonych osób. Suknię zamówiłam 3 dni temu (czyli analogicznie do sali – nie rok przed ślubem) i szyje mi ją krawcowa za połowę ceny takiej samej sukni w salonie.
    Podsumowując – doprawdy nie rozumiem kompletnie tego całego zamieszania, sprzeczek, tego, że ślub należy organizować 3 lata itd. Jeśli ktoś ma jakieś „ale” to mówię krótko „to nie jest TWÓJ ślub” i koniec, a znając naturę Polaków – zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasowało.

    • Ja też jestem zaskoczona, jak ludzie mi mówią, że rezerwują sobie salę na trzy lata w przód. Może w dużych miastach rzeczywiście jest takie obłożenie? Moja kuzynka zorganizowała swój ślub w sześć miesięcy i było ok.

  4. Jak bralam slub tylko W „Urzedzie Stanu Cywilnego”. Maz, ja i dwoch swiadkow. Z racji tezgo ze bylisy bardzo daleko po za domem o przylocie rodzininy mowy nie bylo i checi jakos zbytnio tez. Po ceremonii byl tylko uroczysty obiad w restauracji.
    Od tego momentu minelo dobre ponad 20 lat. Kochamy sie, sznujemy i swiata po za soba nie widzimy.
    Czy zaluje ze nie mialam wesela z pompa? z koleznakami, ciotkami, wujkami , piciem przez tydzien i calym tym kramem. NIE., Slub wzielismy dla siebie., nie dla innych . Pieniadze ktore wydali bysmy na wesele, przeznaczone byly na podroz po swiecie przez ponad rok. Wspomnienia bezcenne a i dupy tez nie mial kto obrobic, jedynie zazdrosc co niektorych brala. Koscielnego nigdy nie bralismy bo takiej potrzeby zadno z nas nie mialo.
    Polecam

  5. Nie wiem skąd takie doświadczenia. Jak z żoną kilka lat temu postanowiliśmy się pobrać to z wielką przyjemnością organizowaliśmy całą imprezę. Pewnie, że było pełno „dobrych rad” ale nie braliśmy ich do siebie. Robiliśmy po swojemu. Salę wybraliśmy sami. Najpierw pojeździliśmy po kilku różnych, posmakowaliśmy ich jedzenie i wybraliśmy nam pasującą. Gości zaprosiliśmy tylko tych, których chcieliśmy. Nie pytaliśmy nikogo, nie słuchaliśmy jak mówiono kogo wypada a kogo nie. Były tylko te osoby, które my sami wybraliśmy. Sukienka – krótka, nawet bardzo, bo taka miała być. Ja, garnitur taki jaki wybraliśmy i nam się podobał – nota bene był biały. Wszystko odbyło się taka jak zaplanowaliśmy i byliśmy bardzo zadowoleni. Zespołu też nie było bo nie chcieliśmy, był dj i wszystkim się podobało. Nawet jakby się komuś nie podobało to nie nasz problem. To była nasza impreza i już. Więcej wiary i nie dać się namawiać na rzeczy, których nie chcecie. To ma być WASZ dzień. Pozdrawiam.

  6. Zorganizowaliśmy wszystko w dwa miesiące (czas od zaręczyn do ślubu), w tym czasie musiałam jeszcze wyrobić nowy dowód osobisty, bo w USC okazało się, że stary stracił ważność :D Braliśmy ślub w sierpniu (więc w gorącym, ślubnym okresie). Kościelnego nie chcieliśmy, co na pewno wpłynęło na czas oczekiwania (żadnych nauk przedmałżeńskich, zapowiedzi, wielkiej kasy i wpasowywania się w księżowski grafik).
    Ponieważ oboje nienawidzimy wesel i pojawialiśmy się nań z konieczności, wiedzieliśmy że na pewno żadnego nie wyprawimy. Na ślub zaprosiliśmy rodziców, rodzeństwo, najbliższych znajomych, najbliższych wujków i ciotki. Na poślubny obiad rodziców, rodzeństwo, świadków wraz z osobami towarzyszącymi, a na nocną imprezę w nadwiślańskich schodach, barkach, cudach na wisłą każdego, kto był na ślubie i miał ochotę spotkać się z nami, wypić, potańczyć. Impreza do 5 rano.
    Poza niekonwencjonalnym weselem wszystko zgodne z tradycją, była biała sukienka (choć krótka), był czarny garnitur, były zaproszenia, obrączki, tort weselny, nawet u fryzjera byłam ;) (ale malowałam się sama) :)
    Nie żałuję niczego, było tak jak chcieliśmy, byliśmy spokojni, szczęśliwi, roześmiani, nikt nam nie gderał, nie krytykował, nie wkurzał nas. To był wielki dzień i był nasz..

  7. Powiem Ci, że nie rozumiem całego tego negatywnego halo wokół ślubu. Halo, które robią sami (przyszli) nowożeńcy. To ma być ich święto, nie ich rodziny. To ma być ich dzień, nie ich znajomych. Po co więc skakać wokół wszystkich, po co próbować wszystkim dogodzić, skoro tak się po prostu nie da, to raz, a dwa – po co to robić akurat w TYM dniu? Mają całe życie, by sobie tak marnować, więc ten jeden dzień mogliby sobie darować. I nie, nie jest egoizmem myślenie o sobie. To pragmatyzm.

  8. Ha dlatego właśnie sama sobie za wszystko zapłaciłam z mężem a jak ktoś dorzucał swoje 3 grosze dostawał hasło dorzuć się 10 tysięcy a zrobię jak chcesz ( nieważne że całość wyniosła mnie niecałe 20 tysięcy) :P Inna kwestia że u nas z dziećmi została zaproszona jedna najbliższa kuzynka( jej mama też byłą na weselu a do teściowej prawie 300 km) i rodzeństwo mojego męża no plus my siłą rzeczy byliśmy z naszą córką :P. Cała reszta była zapraszana sama nawet jak nas zapraszają znajomi na wesele z Natalią to maksymalnie szarpiemy się na obiad z nią a potem odstawiamy od dziadków. a najważniejsze przy przygotowaniach to faktycznie wiadro relanium :P

  9. To fakt, że przygotowania pochłaniają trochę czasu i bywają męczące, ale bez przesady. Ja mam już większość za sobą :) Życzę powodzenia wszystkim narzeczonym! :)

  10. Dlatego my zdecydowaliśmy się na zaproszenie najbliższej rodziny i znajomych. Podejmując decyzje myślimy czy nam się podoba, a nie co powiedzą inni, bo ciężko jest mi dogodzić, a co dopiero jakbym myślała o wszystkich;p Każdy ma szanse na wydanie przyjęcia wg swoich wybrażeń. To tak jak z organizowaniem urodzin, owszem myślisz o gościach, ale koncentrujesz się na Solenizancie. Jemu ma smakować tort, podobać się dekoracji i atrakcję.

  11. My zapraszamy z dziećmi, ale już większa część rodzin zapowiedziała, że chcą się dobrze bawić, więc pociechy zostawią u teściów, tudzież pod innym czujnym okiem ;) Także zdrowe podejście. Jeśli chodzi o kwestie sporne, to narzeczonego (jak do tej pory) udaje mi się przekabacić, także on już się zajmuje przekonywaniem mojej przyszłej teściowej, a jeśli słyszę jakieś dobre rady, przytakuję – i tak zrobię po swojemu ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook