Brejkam rule – czyli angielszczyzna i polszczyzna nie są za pan brat.

Nuworysze emigranci, szczególnie pochodzenia polskiego mają taką beznadziejnie wieśniacką tendencję do zapominania języka w gębie – tego ojczystego.

Wyjedzie taki na dwa tygodnie na wyspy i już w podnieceniu miksuje niczym DJ na potupajce w Raszynie: weź luknij przez windowa czy ziomki łejtingują na stricie. Albo: grabnij mi dwa birsy na szopsie. Albo: dziś morning poszłam na szoping do prajmaniego bo wieczorem mam dejta z frendem landlorda i muszę mieć osom ałtfita bo idziemy na densy na hajstricie, a potem na kebsy u ciapaka.

No majnd fak normalnie.

Owo zjawisko przybrało skalę tak ogromną, że ma już nawet swoją fachową nazwę: PONGLISH – czyli oficjalny język Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie (cyt. za Nonsensopedią).

Sama nie jestem bez grzechu pod względem czystości językowej, bo czasem i mi zdarza się wtrącić coś po angielsku, szczególnie gdy angielskie wyrażenie jest krótsze i celniejsze niż polskie. Na pytanie w którą stronę idzie kolejka łatwiej jest mi powiedzieć „clockwise” niż „zgodnie z ruchem wskazówek zegara”. Ale żeby tak na bezczela spolszczać angielskie czasowniki, lawirować pomiędzy językami i w jednym zdaniu przeskakiwać z jednego na drugi parokrotnie to nie mam chyba na tyle polotu ani fantazji niestety.

Doprawdy ciężko mi zrozumieć podstawowe założenia ponglisha, który rozwija się na tyle spontanicznie, chaotycznie i bez sensu, że częściej utrudnia niż ułatwia porozumienie się dwójki Polaków – a przecież w mówieniu do siebie na ogół chodzi o to, by ktoś drugi nas zrozumiał. Skoro więc nie chodzi o komunikację, to o co?

Ponoć osoby dwujęzyczne mają mózgi bardziej giętkie od tych, co mówią tylko językiem ojczystym. I tę giętkość w ponglishu można z trudem zaobserwować, gdy się już z wysiłkiem ogranie nie tylko sens wypowiedzi, ale i majstersztyk nowomowy, neologizmu i spolszczania zwrotów pozornie tak rasowo brytyjskich, że spolszczyć po prostu się nie da. Tyle, że od wsłuchiwania się w ten chaos i słowną żonglerkę po prostu bolą uszy, boli mózg i boli zasób słownictwa, boli całe jestestwo i dusza.

Dlatego szanownych emigrantów uprasza się jednak by ponglishowania zaprzestali w trosce o piękno ojczystej mowy i o to, jak jesteśmy postrzegani. Bo sorry, ale rozmawianie w zlepku polisha i englisha, w imię postawy brejkam rule nikomu fejmu nie dodaje, a może wręcz ująć.

,
17 comments on “Brejkam rule – czyli angielszczyzna i polszczyzna nie są za pan brat.
  1. To już chyba lepszy Polak co nie mówi po angielsku w ogóle, niż taki co oba języki kaleczy :) Osobiście nie słyszałam, czasem ktoś wtrąci angielskie słowo bo mu łatwiej, np. matka mi mówi, żebym jej przypomniała, że ma zapłacić council tax (jakby powiedziała podatek od gruntu, to ja bym myślała o co jej chodzi), ale na szczęście wyżej opisanej męczarni mi oszczędzono ;)

  2. muzyka rapp. w usa 50% społeczńęstwa to szybko namnażający się potomkowie afrykańskich niewolników. jakoś w latach 70-tych rząd usa postanowił iż nauczy ich języka angielskiego za darmo. językiem afroamerykanów w usa jest język nazywany ebonics, czyli mieszanka etnicznego języka bambusa z afryki z angielskim. zatrudniono logopedów a ci logopedzi sylabizując tłumaczyli bambusom a-la-ma – ko- ta. bambusy . bambusy zamiast nauczyć się poprawnej angielszczyzny od logopedów zrobili z tego muzyke rap. trafili w tym w serca 1 miliarda ludzi którzy doznają się orgazmu psychicznego słysząc gangstarap z usa afroamerykanina w wełnianej czapce w lipcu, który sylabizując ujął serca miliardów młodych ludzi utworem boommadafaka. polaki to nic nowego.

    • To jest kurwa smutne Louis, że ludzie akceptują takie kalectwo. Wręcz „jarają się” nowymi przyjebanymi yolo-tekstami… -_- Ja rozumiem że język ewoluuje ale bezgustowne seplenienie „WuTeFami” to ewolucja wstecz.

  3. Raz miałam taką sytuację, że mój wujek, który mieszka kilka lat w Niemczech zapytał mnie …” a jak to się mówiło po polsku!?”

    Nosz kurwa. Nóż się w kieszeni otwiera.

    • Zapraszam do UK. Pomieszkaj z Anglikami bez dostępu do polszczyzny. Szybko, zapewniam cię, szybko zapomnisz rodzimego języka w gębie.

  4. Ludzie. Są. Głupi. Jako filologa strasznie drażnią mnie potworki tego typu, no ale cóż, takie osoby to potencjalni klienci na lekcje, więc mam okazję naprostować ludzi, którzy do mnie trafiają.

      • Trafiają i nawet niektórzy nie są odporni na wiedzę! Niektórych jednak trudno przekonać do nauki, jeśli:
        - mieszkają w Anglii 7 lat i do tej pory nie potrafią poprawnie się przedstawić,
        - chcą się nauczyć jedynie poprzez uczęszczanie na jedną godzinę w tygodniu, nie robiąc nic samemu, oraz
        - „nie potrzebują gramatyki, bo chcą <> mówić”.

        To ostatnie to moje ulubione powiedzionko, po którym szybko wbijam marzycieli w podłogę. I tak, powyższy opis to opis jednego z moich uczniów.

          • Nie wiem i nie wnikam, ale trochę się im nie dziwię. Ludzie niezwiązani zawodowo z językiem często padają ofiarami reklam „cudownych” kursów, które zapewniają, że już po pół roku nauki za, bagatela, 10 tysięcy złotych kursanci osiągną poziom co najmniej C1.

          • To jest możliwe :P
            Trzeba tylko znać podstawy języka na tyle, by móc jako tako zrozumieć, co się do ciebie mówi. A potem wyjechać, nie mieszkać z Polakami, iść do pracy, urzędu i lekarza samemu ze słownikiem w kieszeni. Po pół roku będziesz nawijał jak C1.

  5. Myślę, że to niemożliwe, a przynajmniej nie spotkałem się z takim przypadkiem, by po półrocznym kontakcie z językiem władać nim niemal biegle. Oczywiście chodzi mi o poprawność i naturalność wypowiedzi, a nie zaledwie przełamanie bariery językowej i paplanie dużo, ale niekoniecznie poprawnie. ;)

  6. Mieszkam prawie 30 lat w Kanadzie ale u mnie w domu mowi sie tylko po polsku. Musze sie jednak przyznac ze mimo iz czesto posluguje sie w pismie i w mowie jezykiem polskim to czasem ( dzieki Bogu nie czesto) brakuje mi slowa i wtrace slowo angielskie.Potem siegam po slownik polski bo diabli mnie biora ze zapomnialam. No ale w koncu mam 65 lat I mam prawo cos zapomniec…no nie?….Pozdrawiam serdecznie w ten Ontaryjski upalny dzien

  7. Zgadzam się z Tobą w 100%. Jestem wstanie zrozumieć obcokrajowce, który dopiero co stawia pierwsze kroki w nauce języka polskiego i jak nie wie, jak coś nazwać pomaga sobie słówkami z języka angielskiego. Mamy piękny język, nie warto go kaleczyć :)

  8. A wiecie co? Polacy mieszkajacy za granica mowiacy pol na pol to jedna rzecz…ale Polacy mieszkajacy w POLSCE mowiacy po Angielsku to cos naprawde interesujacego….czy jezyka zapomnieliscie nagle?Co nie ogladam news czy gadam z kims przez telefon to co jakis czas Angielski slysze….ale jak np taka pani Joanna Krupa ktora wyjechala z Polski jak miala 5 lat kaleczy po Polsku to OMG….KONIEC SWIATA!Jezyka Polskiego niech sie nauczy!…Hypokryci na calego…zal mi was

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook