Szybka moda, gówniana jakość – o marności wyrobów sieciówkowych.

laundry-405878_1280

Od lat podkradam ubrania z babcinej szafy. Miałam to szczęście, że babcia nie potrafiła wyrzucać swoich rzeczy i przez lata nagromadziła całą hurtownię odzieży w licznych szafach, skrytkach i workach pod łóżkiem. W czasach młodości miała niemal identyczne wymiary jak ja, do tego była mistrzynią przeróbek krawieckich. Do dziś nie potrafię wyjść z podziwu nad jakością tych babcinych ubrań – solidne, mięsiste tkaniny, szwy proste jak od linijki, delikatne zmechacenia w strategicznych punktach, a to wszystko jakieś pięćdziesiąt lat po tym, jak zostały wyprodukowane, po kilkunastu latach użytkowania przez babcię, kolejnych kliku przez moją mamę i ciotki. A ja idę w tym płaszczu na uczelnię i zachwycone koleżanki pytają, gdzie kupiłam.

Dziś już się nie produkuje takich ubrań. Bo dziś ubrania nie są do noszenia, tylko do konsumpcji. Jak?

Idziesz do sieciówki w centrum handlowym. Na wyprzedaży spośród przybrudzonych szmat wybierasz podkoszulek z poliestru przeceniony z 50 na 9,99 zł, druga sztuka gratis. Podjarana wizją przemiany swojej szafy bierzesz hurtem dwadzieścia – tyle, ile dasz radę unieść. Na osiedlu dresy spod klatki gwiżdżą, gdy przechodzisz obok paradnym krokiem w nowej koszulce.

Świat staje się piękniejszy. W końcu masz się w co ubrać i poranne dylematy połączone z rwaniem włosów z głowy odchodzą w zapomnienie… aż do następnego prania.

Bo gdy wyciągasz nowe nabytki z pralki okazuje się, że dwadzieścia koszulek o prostym kroju stało się dwudziestoma szmatami do kurzu, podłogi i ocierania łez. Abrakadabra!

I nie ma siły, by się przed tymi czarami ustrzec. Nie ważne, czy kupujesz na bazarku od Ukrainki, czy w szpanerskim sklepie-molochu. Nie ważne czy zapłacisz pięćdziesiąt czy dwieście pięćdziesiąt złotych; czy wybierzesz organiczną bawełnę, czy sploty plastiku. Ciuch zaprojektowany jest tak, by służył maksymalnie pół roku, by po tym czasie praktycznie rozpaść się w rękach i zmusić cię, drogi konsumencie, do ponownej wizyty w sklepie (pomijając już, że po pół roku to już dawno jest niemodny).

Szybka moda, niska cena, trendy z wybiegów już po tygodniu dostępne w wersji dla mas, po kilkadziesiąt złociszy za sztukę – społeczeństwo konsumenckie szaleje z zachwytu. Tylko takim mentalnym starociom i eko-oszołomom jak ja żyć się odechciewa na tym świecie.

 

,
23 comments on “Szybka moda, gówniana jakość – o marności wyrobów sieciówkowych.
  1. To też nie jest do końca tak, że ciuch za pół roku będzie niemodny. Klasyka jest zawsze w modzie. Czarne dżinsy, biały top, dżinsowa koszula itd. Gorzej właśnie z tą jakością… Aczkolwiek mam w szafie kilka ciuchów, które mam już dwa sezony i są jak nowe :-) Być może dlatego, że mało je noszę albo szanuję :)

    • Wzmianka o „niemodności” jest dość sarkastyczna. Po co firma ma produkować ciuch trwały, skoro za pół roku będzie ci wmawiać, że jest niemodny i już musisz kupić coś innego.

      • Zależy dla kogo jest niemodny. Moje zesłoroczne buty z epickiego Carrefoura za 5 zł wytrzymują po dzuś dzień, dla mnie są modne, a noszę je tak, że wciąż wiele osób pyta, gdzie je kupiłam. Niektóre sieciówkowe rzeczy są wypadkiem przy pracy i wtedy są naprawdę dobrze zszyte (przynajmniej to :) )

  2. O, i dlatego w dupie mam modę, a cenię wygodę (rym niezamierzony).
    Nie chcę wsadzać sobie pióra w dupę, dlatego że projektant wsadził je modelce na wybiegu i za chwilę takie same pióra będą dodawać gratis do bielizny.
    Nie chcę nosić kwiatowych wzorów, dlatego że modne, bo słabo w nich wyglądam, a jeszcze słabiej się czuję. I chociaż nie mam z tym większego problemu, chce mi się śmiać, kiedy w ciągu dziesięciu minut spotykam pięć dziewczyn w takiej samej kiecce, a to ryzyko klientek sieciówek. Fakt przyspieszonej „zużywalności” tych ciuchów dodatkowo zniechęca, dlatego kocham lumpeksy i chyba dobrze trafiam, bo ubrania tam zakupione nie zostają w pralce w postaci farfocli na filtrze ;)

    • Rzeczywiście – jeśli coś przetrwało jednego właściciela i nadal dobrze wygląda, szanse na to, że się nie rozleci po pierwszym praniu wzrastają. Ale lumpeksy mają też wadę – kompletny brak rozmiarówki.

  3. Mam ubrania po kilka lat za parę złotych. Kupując, widzę czy materiał będzie się mechacił, czy też nie. Szanowanie to druga rzecz. I nie ma znaczenia, czy to sieciówka, czy rynek. Zgadzam się, że cena nie ma znaczenia odnośnie jakości. Masz rację, że są takie rzeczy, co rozlatują się migiem, jednak można wybrać perełki. Za 10 złotych. :)

      • jeśli miała na myśli sklepy, nie tylko lumpeksy, to ma rację. Kupiłam botki za 3f w primarku i dwie kiecki na tureckim targowisku obie jakoś po 7, 8f , i trzymają się już trzy lata w naprawdę dobrym stanie. Kwestia wygrzebania dobrego materiału w zalewie dziadostwa. To dopiero jest czasochłonne : idę na zakupy, trzy godziny zajmuje mi znalezienie czegoś co mi się spodoba, a wtedy przy trzech czwartych rzeczy nie wezmę bo jakość jest jak piszesz : na dwa prania i do podłogi. Ale ostatecznie warte zachodu ;D

  4. Wytłumacz mi @Jagna, bo jako facet nie łapię tego kompletnie – co takiego jest w ciuchach, że każda laska ślini się do nich? Rozumiem, że zdejmowanie ich z Was to dla nas sport, ale bieganie za nimi….

  5. Z jednej strony przyznaję Autorce tekstu rację – jakość odzieży czy to z bazaru czy z sieciówek spada nieubłagalnie, jednakże jeśli pozna się kilka zasad kupowania odzieży zawsze można znaleźć coś odpowiedniego, co posłuży nam na lata, i wcale nie musi być drogie. Wadą jest jednak to, że trzeba poświęcić mnóstwo czasu na znalezienie takowych „perełek”. Osobiście wybrnęłam z tego problemu – zaczęłam szyć…. dla swoich dzieci, siebie, nawet mężowi uszyłam ostatnio dzianinową bluzę :)
    pozdrawiam
    Monika

    http://lamere.blog.pl/

  6. Kurczę, ja nie mam takiej babci i kupuję ciuchy w sieciówkach i powiem Ci, że w niektórych chodzę przez kilka lat, a to czy modne czy niemodne, ważne bym ja się w nich wygodnie czuła. Pozdrawiam. :)

  7. Troche przesada. 60% swoich ubran kupuje w sieciowkach i jakos mi sie zaden ciuch nie rozpadl po praniu….zwykle ubrania sluza mi kilka lat, po czym sie zwyczajnie nudza i je komus oddaje. Pewnie gdybym nosila ten sam podkoszulek co kilka dni i prala 2 razy w tygodniu, to po pol roku by sie rozpadl…A tez podejrzewam ze babcia nie kupila sobie podkoszulka za 20zl, nie prala go co tydzien w pralce automatycznej w szeregu roznych detergentow, nie wirowala na predkosci 1000…

  8. Wszystkie komentarze są prawdziwe i wszystkim przyznaje rację. Dobra jakość materiału oraz solidnego wykonania to cechy towaru którego mało na polskim rynku. Ale to właśnie polscy producenci robią naprawdę dobre produkty. Jest ich coraz więcej, trzeba się tylko dobrze rozejrzeć .
    Promujmy polskich producentów i kupujmy polskie ubrania.

  9. Niestety równica w jakości jest gołym okiem widoczna. Pamiętam jak lat wiele temu kupowałam spodnie czy koszulkę (nawet na bazarze) wytrzymywała spokojnie trzy lata i więcej, teraz jak coś nie rozleci się po 2 to już jest sukces

  10. Kwestia trwałości produktów nie dotyczy tylko ubrań. Są jeszcze telefony na rok-dwa, bo potem coś nie działa, pralki/czajnik/odkurzacze psujące się tuż po okresie gwarancji. Tylko po to, aby klient znowu sięgnął do portfela

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook