Boże drogi, bój się jogi

yoga

… bo możesz mieć niekontrolowany orgazm i nagłe poczucie szczęścia zesłane przez szatana, który cię przez jogę podstępnie wciągnie do piekiełka.

Z nabożnym zainteresowaniem śledziłam internetowe debaty dotyczące jogi w Poznaniu, ze szczerym rozbawieniem czytałam ultrakatolickie opinie na temat jej szkodliwości i ukrytych ciemnych mocy. Opinie tych, co jogę znają wyłącznie z kościelnego świadectwa na you tubie (gdzie blondynka o nieskażonym głębszą myślą licu opowiada, że porozumiewała się ze swoim nauczycielem jogi niemal telepatycznie, a jej dziecko oglądało telewizję w szatańskich pozach) są po prostu zabawne – na tej samej zasadzie, jak zabawne jest to, że Koreańczycy wierzą, że wygrali mistrzostwa.

A więc, tym ciemnym masom ignorantów niosę oświecenie w formie sprostowania.

To nie prawda, że jogini medytują w narysowanych krwią dziewicy wprost na cmentarnych nagrobkach pentagramach tuż po zjedzeniu czarnego kota na surowo. To nie prawda, że w ich trzewiach żyją dzikie węże, nocami mogą opuszczać swe ziemskie powłoki i spacerować po ulicach miast w formie ciał astralnych czyniąc katolom psikusy (a szkoda – to ostatnie wydaje mi się opcją kuszącą).

Skąd to wiem? Praktykuję jogę od dwóch lat i jakoś nie posiadłam dotąd żadnych super mocy, nie otworzyły mi się w piwnicy wrota do piekieł, nie dostaję drgawek przechodząc obok kościoła. Rozczarowujące, nieprawdaż?

Jednak faktem jest, że joga zmienia człowieka. Prócz wizualnej metamorfozy – prostych pleców, giętkich stawów i smukłej sylwetki – przemianie ulega też wnętrze. Człowiek się staje spokojniejszy, wyluzowany, skupiony na tu i teraz, wrażliwszy na otaczający go świat, nakierowany na własne wnętrze.

Wiem, to straszne. Zaraza mentalna. Stąd się mogą rodzić inne patologie – minimalizm, wegetarianizm, slow food, slow life, a nawet slow fashion. I może się okazać, że ludzie zamiast niedzielne popołudnia spędzać w galeriach handlowych pojadą za miasto na piknik, a wtedy nikt na nich nie zarobi! Może się okazać, że zamiast pochłaniać wołowinę w szpanerskich restauracjach wolą spacerować po lesie, zamiast pić wódkę w podłej knajpie będą czytać filozoficzne książki w parku, albo podziwiać zachód słońca. I wtedy też nikt nie zarobi!

I jak się to zacznie rozprzestrzeniać na masową skalę, to upadnie supermarket, a za nim cała gospodarka, Europa i świat.

Więc jednak lepiej z tym uważać.

 

,
9 comments on “Boże drogi, bój się jogi
  1. joga, kot, zdrowe żywienie, astrologia, to często przejaw syndromu niedopchnięcia i poczucia starości. smukła sylwetka pozostaje smukła a pulpecik zostaje pulpecikiem niezależnie od jogi. mimo tego popieram każda aktywność kobiet poza uczeszczaniem do lekarza do kościoła i plotkarstwem.

    • Waćpan raczy plątać się w zeznaniach. Szczupły pozostanie szczupłym leżąc na kanapie i żrąc hipsterskie czipsy byle by tylko nie być posądzanym o niedorż*cie? Co Pan musi jeść by takie durnoty lęgły się w głowie? Współczuję.

  2. Chętnie bym pouprawiała, ale za leniwa jestem. No i z ta pozytywna zmianą wewnętrzną nie do końca się zgodzę: znam wredną zołzę, która od lat regularnie ćwiczy jogę. To chyba jednak kwestia „wyjściowego” charakteru i postaw życiowych, które nie tylko joga kształtuje. Ale oczywiście nie podważam korzyści z jej uprawiania, oraz nie zaliczam do sekciarskich zagrożeń…

  3. Ja też lubię jogę.Ostatnio jednak zaniedbałam ćwiczenia i proszę efekt już jest. Coraz częściej wściekam się na tych m.in co jogę uważają za celowe działanie diabła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook