Bezrobotni absolwenci – jak wygląda życie po studiach?

g

Myślałam, że takie rzeczy tylko w Polsce, że absolwent historii sztuki obsłuży mnie w McDonaldzie, a psychologii sprawdzi mój bilet w autobusie. Ale nie. Gdzie indziej jest tak samo.

Przedstawiam wam Kasię. Kasia z wykształcenia jest fizjoterapeutką. Pracuje w fabryce produkującej różności z plastiku. Przekłada je z jednego pudła do drugiego. Jest zadowolona ze swojej pracy, bo menager pozwala mieć słuchawki na uszach, a nawet popijać w międzyczasie herbatę. A oto Niki, z Węgier. Z wykształcenia prawniczka. Pracuje w coffie-shopie. Taśmowo robi latte i cappuccino z idealną pianką. Jej chłopak, także po studiach prawniczych pracuje na ręcznej myjni samochodów – po szesnaście godzin na dobę. A to Martin. Ze Słowacji. Z wykształcenia architekt. Zarabia smażąc jajka na bekonie. Pomocnik kucharza. Pracę zaczyna o trzeciej trzydzieści, w nocy.  Fahim, Nepalczyk. Absolwent zarządzania. Kelner w restauracji-molochu, żyje głównie z napiwków. Francesca, z Włoch. Z wykształcenia dziennikarka. Pracuje na hali magazynu, pakuje żywność do tekturowych kartonów. A oto wreszcie Staszek. Polak. Wykształcony wszechstronnie, umysł humanisty. Doktorat z historii, magisterium z socjologii, licencjat z politologii. W sumie siedemnaście lat nauki! Staszek zarabia na życie stojąc na zmywaku na nocnej zmianie. Do pracy musi sobie sam przynosić gumowe rękawice, bo pracodawca nie zapewnia tychże.

To właśnie my, pokolenie wykształconych ludzi, których oszukano. Uwierzyliśmy, że wiedza coś znaczy. Dziś możemy tylko ze smutkiem spoglądać na oprawione w ramki dyplomy i migrować z kraju do kraju, gdzie i tak będziemy na samym dnie społeczeństwa wykonywać mało ambitne zawody, tyle że za pieniądze pozwalające żyć, zamiast egzystować.

To już nie jest problem tylko i wyłącznie zaścianka Europy. To jest codzienność młodych ludzi na całym świecie. Jest nas zbyt wielu, jesteśmy zbyt dobrze wykształceni, mamy zbyt duży apetyt na karierę i rozwój intelektualny. Po prostu.

Dopiero teraz wydaje mi się to śmieszne, naiwne i po prostu głupie, jak sobie przypomnę siebie sprzed paru lat. Jaka byłam z siebie dumna, że się dostałam na studia! Jakie ja miałam plany i marzenia, o całych latach satysfakcjonującej pracy za godziwe wynagrodzenie, o sukcesach, awansach, premiach uznaniowych. Marzyło mi się własne biurko w pokoju z oknem, służbowy telefon i karta multisport od szefa, marzyły się wolne weekendy, służbowe wyjazdy i zdolność kredytowa. I jakoś mi się to po prostu wydawało naturalnym następstwem faktu, że w indeksie mam same piątki, że egzamin za egzaminem zdaję po prostu koncertowo, a po zajęciach na uczelni z wywieszonym jęzorem biegnę na dodatkowy angielski, a potem na staż. Nie mieściło mi się w głowie, że tu nie trzeba  wiedzy, a boskiej interwencji, nie drugiego języka i specjalistycznego kursu, tylko pleców, znajomości i protekcji, nie autentycznego powołania do zawodu i wrodzonych ku niemu predyspozycji, a wazeliny, ładnych oczu i głębokiego dekoltu.

Całemu pokoleniu się to nie mieści w głowie nadal.

Na początku jest złość, wściekłość tak żywiołowa, że człowiekowi rozsadza wnętrzności. Z każdą kolejną aplikacją, z każdym kolejnym tygodniem wysyłania setek cv bez efektu wściekłość ta powoli zamienia się w zimną frustrację i bezbrzeżną urazę do świata. Że jest jaki jest, a nas nikt nie uprzedził, że lepiej być mechanikiem niż psychologiem, krawcową niż marketingowcem, że po zawodówie ludzie mają etat, a po studiach nic, tylko ściana, od której się odbijasz jak perpetuum mobile – bez końca.

Bo dziś magister znaczy tyle, co frajer. Frajer, który się dał naciągnąć na pięć lat czesnego, zakuwania i tonę papieru na prace zaliczeniowe i dureń nadal nie rozumie, że dał się zrobić na szaro.

Praca w zawodzie po studiach, taka uczciwie zdobyta bez pomocy tatusia, czy sąsiada to jest dziś ósmy cud świata, a może i nawet pozostałych siedem również. Bo jak się nie ma odpowiednich koneksji, to trzeba być w czepku urodzonym, mieć status studenta i grupę inwalidzką, a jednocześnie nie więcej niż 35 lat, cztery fakultety z trzech różnych dziedzin, dziesięć lat doświadczenia zawodowego, biegłość w kilku językach i chęć do pracy za najniższą krajową. I być mężczyzną, albo lesbijką, bo żaden cwaniaczek nie zechce zatrudnić normalnej młodej kobiety, bo jeszcze mu zaraz suka zaciąży.

Znajoma pracuje jako kelnerka w międzynarodowej sieci restauracji. Nawet nie zamieszczają ogłoszeń o wolnych posadach. Zatrudniają tylko po znajomości.

 

27 comments on “Bezrobotni absolwenci – jak wygląda życie po studiach?
  1. Przykre to tym bardziej, że prawdziwe, ale nie zgodzę się do końca z prostego powodu: ukończyłem dwa kierunki studiów, pracuję w wyuczonych zawodach, pracę zdobyłem nie po znajomościach, bo takowych nie mam.

    Wiele zależy bowiem nie od faktu posiadania tytułu magistra, ale od skończonego kierunku oraz zdobytej wiedzy i umiejętności. Wiele osób z moich kierunków nadal szuka pracy, ale ich dyplom to tylko papierek niepoparty niczym więcej. Jest jeszcze „czynnik szczęścia”. Innymi słowy, studia niczego nie gwarantują, ale na pewno pomagają, jeśli i my pomagamy sami sobie.

      • Zgadzam się z Marcello ,jak ma się tytuł magistra to trzeba ruszyć główką .A nie patrzeć jak manna spadnie z nieba..Co tego ze jest głowa jak w główce nie ma nic pozdrawiam.magister

        • Też się zgadzam. Studia są albo dla takich, co są spryciarzami i potrafią sobie znaleźć przy odrobinie szczęścia w wyuczonym zawodzie, albo jak ja wybierają konkretne studia tylko dlatego, że im to pasuje do zainteresowań i umiejętności (mimo, że niekoniecznie taka osoba ma talent do np: rysunku), uczą się ogólnie miernie, ale to co ich konkretnie interesuje sprawia, że cały instytut oczy wybałusza, a potem łut szczęścia czy coś i trafia się dobry człowiek (najczęściej wyjątkowo miły nauczyciel [pozdrawiam panią Gabrysię od fotografii), który sam z siebie pomoże zaskoczonemu tym faktem studentowi w dalszej możliwości realizowania się w tej konkretnej pasji.

          Niestety większość studentów to albo „muszę mieć studia zaliczone, bo szef wymaga” albo „Idę na studia, bo to taki czad”.

          Ja poszłabym chyba do zawodówki albo technikum, bo raczej studia mnie przerażały, ale mama się uparła (raz w życiu jestem wdzięczna za jej upór), więc wybrałam kierunek studiów i jeszcze go wybroniłam. Gdy skończę studia (zdając lub nie) to być może zostanę animatorką! Być może, bo na razie nie wierzę, żeby mi się udało. Jestem bardziej leniwa od studenta, który myśli, że wszystko mu się należy.

          I chyba mam doła. Niech mnie ktoś kopnie w dupę, bo muszę nabrać rozpędu.

  2. zawodówka z prlu jest warta więcej aniżeli dzisiejsze szkółki zwane uczelniami. za drugiej rp maturzysta zanł grekę i łacinę. maturzysta w prl miał na maturze matematykę. kandydat na studia w prl miał 20 konkurentów na 1 miejsce a studia prlowskie kończyło i tak 10-15% pogłowia z pierwszego roku.dzisiaj matematyki na maturze brak , ile to jest 10 x 15 maturzyści licza na ajfonie. egzaminów wstępnych na studia brak, konkurencji na pierwszy rok studiów brak albowiem szkół wyższych kiedyś było 27 a dzisiaj jest 360. wyższa szkoła stajlingu w olsztynie filia w podpierduchowie kształci obecnie doradców stylistki ( stylistka dzisiaj a dawniej fryzjerka), są wyższe szkoły bankingu fejsingu dresingu i każdego ingu. poziom szkół się zdewaluował i szkoła nie jest dzisiaj sitem dla ludzi mądrych ale jest sposobem na zarabianie pieniędzy. landrynka która w prlu była by krawcową albo bufetową dzisiaj chce być menedżerem ds obsługi emaili. pryszcz w garniturze zplecakiem i butach sportowych z bazaru przychodzi i mówi podecznikowo o tym że ja mam mu zbudować ścieżkę kariery zawodowej , potrafi obsłużyć windowsa. ja mu na to że ze swoimi kwalifikacjami to powinien pracować w dolinie krzemowej a nie u mnie a jego buzia z różowej zrobiła się bordowa. można się obwieszać dyplomami jak ruski generał orderami. rynek jest mądry i wie że dzisiejszy dyplom doktora nauk jakichś tam to tylee co magister z prl i tyle co maturzysta od piłsudskiego. niedowiarkom polecam udanmie się do chirurga – ambitnego i młodego pełnego zapału absolwenta eksternistyczno-wieczorowej medycyny dalekiego wschodu z radomia, ( filia w bździnach). taki absolwent to się nawet do krojenia kanapek nie nadaje, za trudne, umyś podłogę to po piersze obraza dla takiego absolwenta a po drugie to też trzeba umieć!!!

    Jagna pisze że bez układu ze znajomymi i z rodziną pracy brak. to prawda, jak mam chodować debila to chociaż swojego, czyli takiego, który być może mniej ukradnie, być może nie ucieknie za 3 mce do innej pracy w ramach zbierania doświadczeń. byc może znajomy lub członek rodziny nie poleci z donosem do inspekcji pracy do zus i do skarbówki, nie poleci z pozwem do sądu pracy.

    piszę to nie jako teoretyk ale jako praktyk który sfinansował szkolenie, wiedzę i nowoczesne biuro dla pryszczy i dla staruchów, do którego takie indywidua nie powinny mieć wstępu. zysków z zatrudniania brak, problemów mnóstwo, ja sam zamiast zajmowac się klientami musiałem zajmować się wewnętrznymi problemami, ten jest w ciąży, tamten się zesrał, inny się zwolnił, jeszcze inny w 5 dniu pracy potrzebuje podwyżkę, jeszcze inny narobił mase błędów za które ja płacę klientowi odszkodowanie. zatrudnianie ludzi to praca dla monopolistów i dla miliarderów. zwykła sekretarka, czy zrobić panu kawy? – tak. za 5 minut pyta czy słodzoną? – tak. za kolejne 5 minut ale czy z mlekiem? – tak – odparłem aczkolwiek w tym czasie odechciało mi się kawy od deba. za cenę tego deba to mam abonament na kawe z dostawą z brazylii, z debem i tak nikt nie chciał rozmawiać tylko prosił o połączenie ze mną. absolwenci faksingu dizajningu i każdego ingu niech nie mówią że sa wykszałceni – bo nie są. wykształcenie to jedno. umiejętność pracy to drugie- to co innego niż dyplom . lojalność i zainteresowanie pracą to jeszcze coś innego. popyt na pracę to sprawa kolejna, nawet najlepszy samochód świata lexus ma problemy z zachęceniem nabywców do zakupu najlepszego towaru. no i sprawa najważniejsza.- prawo pracy zus. zatrudniając człowieka masz 1 milion obowiązków i 1 milion kar za ich niedopełnienie. dając 1 tys na rękę drugi tys dajesz zusowi a pracownik tego nie widzi i mówi że ty mu mało płacisz i jesteś zły ale za to zus jest dobry bo daje pracownikowi poczucie bezpieczeństwa. kończąc dodam że zapłaciłem 5 000 zł grzywny za to że przy kompie pracownika brakowało dokumentacji techniczno-ruchowej maszyny. maszyna – komp jest elektryczny, prąd może porazić a ja kapitalistyczny wyzyskiwacz za nic mam przepisy bhp. argumentowałem że zatrudniam ludzi z wykształceniem wyższym, ,którzy również w domu używaja koma, argumentowałem że napięcie w klawiaturze to 1,5 volta- tyle co w nowej bateryjce paluszkowej i ryzyka śmierci pracownika brak. sprawa trafiła do sądu pracy a tam już wionąca kostka maggi i naftalina locha przypierdoliła mi grzywnę 5 000 za narażanie zdrowia i życia pracownika i 500 złotych doraźnej f=grzywny za to że do tej tłustej tępej lochy powiedziałem „proszę pani” zamiast „wysoki sądzie”. inny pracownik napisał w życiorysie zawodowym ( po nowemu w cefałce) że ma 10 dyplomów , zna 10 języków itd. okazał się być debilem-ślizgaczem, dowody swojej głupoty i swojej prywaty w pracy zatarł formatując dysk w moim komputerze. zwolnił się sam widząć przepasc pomiędzy tym co on potrafi a tym czego ja oczekuję. pozwał mnie jeszcze do sądu pracy o to że w świadectwie pracy nie wpisałem imion jego rodziców. napomnkałem wysokiemu sądowi że obywatel pracownik mnie okłamał albowiem będąc debilem zapeniał o swoich kwalifikacjach, mówiłem że skasował moje dane na moim kompie. wysoki sąd pracy uznał iż jest to moja wina albowiem moim obowiązkiem było przeszkolenie pracownika i pouczenie go o tym że dysku formatować nie wolno.
    każdego poszukiwacza pracy zapraszam do tego aby sam kogoś zatrudnił jeszcze przed tym zanim zacznie narzekać na brak pracy.
    na roszczeniowośc i cwaniactwo nie stać już nawet największe banki, które pracowników zwalniają masowo.
    kiedyś dla debili były pgry, teraz są budki kanapek z kotletem mielonym.

    • Ciężko mi się z tym wywodem nie zgodzić. Weź tylko poprawkę na to, że nie wszystcy jesteśmy jednak debilami. Tak samo jełopów można znaleźć wśród pracodawców i absolwentów prl-owskich zawodówek.
      Z drugiej strpny Louis – jak płacisz tysiąc złotych, to nie oczekuj, że ci się wybitne umysły będą pchać drzwiami i oknami.

      • tysiąc złotych podałem jako prosty przykład matematyczny. płacę zawsze średnią regionalną. dla wrocławia średnia to jest 4 500 zł + zus = 5400 zł na mc. razy 12 mncy ( za 11 mcy pracy bo urlop) = 65 000 złotych rocznie. zadaję sobie pytanie czy mam zatrudnić kawiarkę, sekretarkę księgową albo innego pracownika za jedyne 65 000 złotych rocznie ( plus ryzyko kryminału) czy tez może nareszcie zmienić sobie samochód, gdyż obecny ma już 12 lat i jest warty zaledwie 10 tys zł. wybrałem samowystarczalność, włodzimierz lenin mówił – lepiej mniej ale lepiej. terasz obsługuje klientów a nie pracowników i ich inspekcje pracy. inni mają podobne doświadczenia stąd umowy cywilnoprawne nazywane śmieciowymi. ludzie mogą mieć pretensje nie do firm ale do sqrwysynów – do swoich starszych pracowników którzy zrujnowali reputację młodym ludziom. niby z jakiego powodu mam wierzyć w to że 500-setny pracownik będzie lepszy od tego z numerem 357??? nawet analfabeta wie że co posiejesz to zbierzesz. cwaniak-pracownik dzisiaj prześlizga się w tej firmie, jutro w tamtej. kiedyś następuje STOP. stop dla niego i stop dla jemupodobnych. być może w tłumie zer zdarzy sie jakaś fajna osoba, jestem jednak zajęty zarabianiem pieniędzy a wyławianiem talentów celem finansowego uzdrawiania ich życiorysów. odpowiedzialność jest zbiorowa – niesprawiedliwa ale ja wydałem już miliony na ludzi i na zus. niech tych młodych zatrudnia związki zawodowe, partie pracy, niech ich zatrudnia zus i fiskus. reklamacje składać u osób 10-lat starszych od siebie i u ustawodawcy.

  3. Z osób studiujących ze mną (biologia) ci którzy studiowali z pasji, zamiłowania w 90%n pracują w zawodzie, pensja rzędu 3000zł netto nie jest czymś niezwykłym. Ale to ludzie, którzy podczas studiów działali w Kole naukowym, nieraz tygodniami siedzieli w terenie badając ptaki, rośliny. Kolega pracuje przy dwóch projektach, płatne w euro, kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Ma 30 lat. Dużo zależy od szczęścia, dużo od tego jak się postępowało.

    A tak drugiej strony mam tez mnóstwo znajomych którzy albo nie pracują, albo pracują za 1200zł. Co ich łączy? To, że jeżdżą na zagraniczne wakacje, maja dobre auta. I pytanie skąd? Słynne „Polak potrafi”?

  4. Czuję się wywołana do tablicy – prawie dwa miesiące po studiach i bezrobotna. Magisterium z ekonomii, a licencjat socjologia. Wysyłam CV i jak na razie byłam na 3 rozmowach i jak na razie cicho… Jedną sama odrzuciłam, bo w sumie naliczyliśmy w domu, że to robota na 3, jeśli nie 4 etaty i to jeszcze za najniższą krajową. A miało być tylko wypełnianie fakturek. Ze zdrowiem po prostu nie dałabym rady. Próbuję szukać sama, bez znajomości, może kiedyś się uda… A mogłabym je ruszyć, ale nie chcę. Wolę dojść do czegoś sama.

    Wszędzie wymagają doświadczenia, ale jak miałam je zdobyć, jak dojeżdżałam praktycznie codziennie pociągami na zajęcia 74km, to jedyną rzeczą, o jakiej marzyłam w weekend to wstać jak najbliżej południa i się wyspać. Naprawdę starałam się na studiach i wkurza/ło mnie to, że co niektórzy nic nie robili, a jeszcze lepiej na tym wychodzili.

    A z tą niepełnosprawnością też nie jest tak do końca, jakby się wydawało. Pisałam magisterkę o rynku pracy niepełnosprawnych i dodatkowo na co dzień obserwuję jak to wygląda, bo sama jestem niepełnosprawna – tyle, że lekko. Istnieje bardzo duża szara strefa stąpająca po łamaniu Konstytucji, gdzie oficjalnie podają, że szukają niepełnosprawnego, ale przyjmą kogoś z umiarkowanym (2 grupa), czy znacznym (3grupa) bo na niego dostaną większe dofinansowanie, a lekki mimo, że byłby nawet lepszym pracownikiem, jest stawiany miejscami na równi z pełnosprawnymi. Jedynie co, to lekki ma możliwość wyboru większej ilości ofert pracy i a nuż mu się uda, że trafi na uczciwego człowieka, któremu nie będzie przeszkadzał stopień upośledzenia organizmu.

  5. i właśnie dla tego mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać jak najdalej. ehhh.
    Najgorsze jest to, że pozwalamy na to żeby płacono nam psie pieniądze, bo nie mamy za co rachunków zapłacić.

    • jeżeli kończyłaś ekonomie to zapytaj rektora tej uczelni z jakiego powodu pracuje jeszcze na posadzie rektora zamiast zarbaiać miliardy na forex na giełdzie i na biznesie. z jakiego powodu rektor uczelni ekonomicznej woli posadę za x załotych zamiast biznesu za x razy 1000|? jako socjolog zauważ prostą relację. oczekujesz że ktoś ( jakaś firma) kupi to co ty masz do sprzedania ( dyplomy i czas) jednakże sama codziennie nie robisz zakupów w 99,9% firm, które chca abyś była ich klientem. dlaczego oczekujesz ich firma zachowa się inaczej aniżeli ty się zachowujesz? przykład: „zwykły ajfon to technologia o mocy obliczeniowej 1 miliard razy mocniejszej aniżeli NASA ze swoim programem Apollo. absolwent szoły faksowania jest gotowy zapłacić nawet 1,23 zł za taki ajfon. producent ajfonów zatrudniając absolwentów musi im jednak zapłacić 10 000 (najlepiej funtów + samochód służbowy + wizja kierowania giełda tokijską w perspektywie 3 lat)
      w skrócie – gównem jesteś – w zamian otrzymujesz gówno. rynek to wie a ty jeszcze tego nie wiesz. piszę to z sympatii a nie w celu obrazy albo w celu zreperowania własnej psychiki. jako absolwent 2 kierunków zarabiasz 2 razy mniej niż śmieciarz. czy możesz szczerze powiedzieć że jesteś osoba mądrzejszą od śmieciarza???

      • Nie mam studiow, zaledwie maturke zdana mam i to bardzo skromna bo nawet matematyki na niej nie ma. Mimo tego prace mam i zarabiam w miare dobrze, na tyle dobrze, ze bylo mnie stac aby kupic samodzielnie mieszkanie na niskoprocentowy kredyt bo depozyt mialam duzy. Wiele mnie kosztowalo dojscie do tego co mam teraz, harowka od 8ej rano do niewiadomoktorej. Szef docenil dopiero kiedy powiedzialam, ze odchodze bo pracuje dzien i noc i mam malo z tego. Stracha dostal i masywna podwyzka obdarowal, ze o bonusie nie wspomne. Pracuje na Wyspie nie w PL bo w PL jakos mi nie szlo szukanie pracy i mysle, ze po maturze nie osiagnelabym wiele bo kazdy chce absolwentow po ilustam kierunkach. Ja mam tylko do zaoferowania swoja inteligencje (wrodzona moja wlasna) i sto procent poswiecenia temu co robie. Opieralam sie jak dotad mocno wszelakim uczelniom oferujacym dyplomy, ale widze, ze bez papierka juz dalej nie zajde chyba wiec oprocz wymagajacej pracy umyslowej z numerkami (taaaak, z matmy mi psorka dwoje stawiala a ja tu non stop pracuje z liczbami i okazuje sie, ze pracodawca mnie tylko na takim stanowisku widzi) studiuje biznes bo papierowy dowod na to ze mozg sie ma trza miec.

  6. @Jagna dam ci zagadkę. Pracuję gdzie chcę, pracuję tyle ile chcę, śpię ile chcę, biorę wolne kiedy chcę, jadę gdzie chcę, kupuję co chcę (bentleyesienieliczo:). Mogę – stać mnie mieszkać gdziekolwiek, a mieszkam tam gdzie chcę.
    Podaj nazwę pracy mojej.
    I naj. zarabiam tyle…ile chcę. To nie kłamstwo, wszystko wyżej jest prawdą.

  7. Faktem jest jednak, że w UK chociaż za taką byle jaką pracę można normalnie się utrzymać, a nie jak u nas, albo współwynajmować z kimś, albo mieszkać u rodziców bo nawet kawalerki + życie nie opłacisz na miesiąc za te przeciętne 1200-1400.

  8. Nie ma co narzekać, każda praca uczy czegoś dobrego a jak człowiek zaczyna od najniższych szczebli na przykład jest kelnerem to i później potrafi się lepiej zachować będąc w restauracji, poczeka cierpliwie na swoje zamówienie zamiast robić sceny bo będzie wiedział jak to jest „być na kuchni”.

  9. Od jakiegoś czasu z mieszanymi uczuciami śledzę tego typu wypowiedzi… Owszem, nie da się ukryć, że nasze pokolenie ma cholernie trudny start i konkurencja jest taka, że kto stoi w miejscu, ten w rzeczywistości idzie wstecz (no i brak stałych umów, to jest największa zgryzota!). Z drugiej natomiast strony – czasem mam wątpliwość, czy się trochę na wyrost nie powiela tych stereotypów, że ludzie z wyższym wykształceniem najczęściej lądują na dole drabiny zawodowej. Ja i 5 osób z mojej paczki skończyliśmy 2 lata temu polonistykę, wszyscy pracujemy, oprócz jednej – w zawodzie, wiedzie nam się na poziomie klasy średniej i gdyby zrobić z tego statystyczne ujęcie, to hmmm…. Trudno o jakiekolwiek ogólne ujęcie, bo zawsze znajdą się argumenty za teorią i przeciw teorii :)
    Ergo: róbmy swoje! ;)

  10. „Doktorat z historii, magisterium z socjologii, licencjat z politologii. W sumie siedemnaście lat nauki!”

    Tak, siedemnaście lat nauki – w plecy! :) Cóż, jak się wybrało nieżyciowe kierunki, to się ma ciężko.

    Ja też jestem bezrobotna, po anglistyce. Pracowałam w szkole z dzieciakami, ale uciekałam z takich posad. Praca z dorosłymi znacznie bardziej mi odpowiadała, ale stanowiska zapełnione po brzegi. Cóż…

  11. Studia, jak studia. Większość ludzi nie ma na siebie po prostu pomysłu, nie wiedzą czego chcą od życia. Niektórzy idąc na studia, wykorzystują ten czas nie tylko do zdobycia tego wykształcenia, co i do próbowania wielu rzeczy.

    Znam osoby, które nie mają wykształcenia, a zarabiają jako dziennikarze, marketingowcy, czy coache. Chcesz pracować jako lekarz, prawnik, czy inżynier. Musisz mieć studia. A czy będziesz miał pracę, czy nie, to już inna bajka.

    Pracować na zmywaku możesz zawsze. Papier jak papier, jeśli z czegoś konkretnego, to fajnie go mieć. A jak odkryjesz pasje i zaczniesz na niej zarabiać, to Ci do niczego nie potrzebny.

    Lubię tu zaglądać.

  12. Trzeba się nieźle natrudzić, żeby po studiach mieć w miarę fajną pracę. Sam dyplom już nie wystarcza, bo pracodawcy patrzą też na dodatkową działalność, w której można zdobyć jakiekolwiek doświadczenie.

  13. To naturalne, że większość młodych ludzi chce robić karierę uwiedziona mirażem świata reklam i filmów. Wszystko po to, aby podnosić swój status społeczny, aby piąć się coraz wyżej. Wystarczy jednak chwila refleksji, aby dojść do wniosku, że nie każdy może być na górze. Gdy przekonanie, że jestem lepszy od innych zostaje negatywnie zweryfikowane przez rzeczywistość, człowiek naturalnie szuka przyczyn zewnętrznych, aby ratować swoje poczucie własnej wartości. Winni stają się więc politycy, urzędnicy, nauczyciele, pracodawcy itp. Tymczasem jednak studia nie powinny służyć gonitwie za wygodą i zaszczytami – studia to przede wszystkim zdobywanie wiedzy i możliwość rozwoju intelektualnego. Studenci, skłonni do traktowania siebie samych jako towar do wzięcia na rynku pracy, którego wartość trzeba nieustannie podwyższać przez zdobywanie dobrych ocen (skłonność wykazywana szczególnie przez kobiety) są potencjalnymi sfrustrowanymi pracownikami.

  14. No dlatego na studia powinny isc osoby, ktore chca poszerzac swoja wiedze w danej interesujacej ich dziedzinie… jak ktos idzie „bo tak” „bo praca lepsza bedzie” to sie nie dziwie, ze tak pozniej wychodzi.

    nie kazdy nadaje sie do studiow, nie kazdy powinien studiowac i tu nie ma co gadac. w polsce studia sa darmowe wiec moze isc kazdy, przykladem jest moja klasa licealna – banda glupkow dwojkowiczow – kazdy poszedl na uam… :)

  15. Bajenie i pieprzenie, na dodatek w stylu typowo polskim. Żeby mieć później pracę, to same studia nie wystarczą, trzeba mieć także praktyki. I to cała filozofia, czemu wykształceni ludzie nie mogą znaleźć pracy po studiach – nie dlatego że na nie poszli, ale dlatego że nie postarali się o rozwój kariery zawodowej, kiedy mieli na to idealny czas. Owszem, mamy przerost ludzi wykształconych, na dodatek byle jak, bo jest parcie na studia, ale to już inna para kaloszy.

    Sama jestem przykładem tego, że zdobycie pracy w zawodzie, na dodatek bez znajomości, to nie ósmy cud świata. Ba, ja nawet nigdzie nie wysyłałam CV – po prostu dzwoniono do mnie z ofertami. Jakim sposobem? Wbrew pozorom… bardzo prosto. Zaczęłam działalność jako freelancer, a przede wszystkim postarałam się o wypromowanie własnego wizerunku i dotarcie do pracodawcy poprzez ogłoszenia (ponadto dobrze uczestniczyć w różnych spotkaniach branżowych – tak też można znaleźć pracę dzięki stworzeniu sieci kontaktów). Ostatecznie na pieniądze nie narzekam, bo zarabiam całkiem nieźle, a jedyny minus to brak czasu. Ale coś za coś – jeśli realizuje się swoją pasję (w moim przypadku pisanie), pracuje w zawodzie, prowadzi dom i zdobywa nowe kwalifikacje (dobrze mieć otwartą furtkę), to nic dziwnego. Jednak warto.

  16. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja wypowiem się jako osoba rekrutująca nowych pracowników do firmy. Wiele osób kończąc studia myśli, że od razu znajdą pracę w zawodzie. Niestety tak nie jest. Żeby pracować w zawodzie nie wystarczy sam dyplom znanej uczelni. Bardzo ważna jest wiedza i doświadczenie. Gdzie zdobyć doświadczenie studiując? Firmy chętnie przyjmują stażystów, praktykantów do pracy. Jednak większość z nich zamiast uczyć, edukować i przygotowywać do konkretnej pracy, po prostu wyręcza się nimi. Starajcie się zdobywać doświadczenie, ale pamiętajcie o tym, aby przed rozpoczęciem stażu należy ustalić konkretny zakres prac, a następnie weryfikować ich realizację. Jeśli opiekun wyręcza się stażystom, to stażysta ma obowiązek zwrócić na to uwagę i prosić o poszerzenie zakresu wykonywanych prac.

  17. późno trochę komentuję i nic to nie zmieni ale – kurczę, to nie tak. to jeszcze zależy co się skończy i na jakiej uczelni. socjologia, dziennikarstwo, prawo – no tak, fajne, filozoficzne kierunki takie. humanizm. dyskusje na wykładach, pasjonująca zapewne literatura obowiązkowa – ale czy ktoś z tych marzycieli zastanawiał się CO dokładnie będzie robił po studiach? czy ten dziennikarz, ekonom widział siebie w jakimś konkretnym zawodzie, konkretnej dającej zarobek pracy?

    obecnie jestem rok i trochę po studiach. każda osoba z mojego roku, która ukończyła studia, pracuje w zawodzie. w Polsce i poza nią. nie mieliśmy „lat praktyk, doświadczeń” bo zajęcia były od rana do późnego wieczora i na pracę było czas co najwyżej w weekendy i wakacje.
    różnice są dwie – mój kierunek ukończyło razem ze mną 15 osób, mimo że zaczynało ponad 300.
    i druga – skończyliśmy techniczny, specjalizowany kierunek na który było i nadal jest zapotrzebowanie.
    mimo że nie było łatwo, praktycznie nikt nie chodził na „szalone, studenckie imprezy”, a podczas sesji spało się po trzy godziny dziennie.
    no ale można studiować i „studiować”.

  18. z tym się nic nie zrobi, już podczas studiów trzeba pracować, do tego wybrać uczelnie o profilu praktycznym jak np wyższa szkoła bezpieczeństwa

  19. Nie zgodzę z tym wpisem. Studiuję na Politechnice Warszawskiej. Jeszcze nie mam magistra a już pracodawcy sami do mnie piszą proponując mi pracę. I jedną z nich przyjęłam (bez znajomości). Moja pierwsza pensja bez doświadczenia w pracy wynosi sporo ponad średnią krajową. Ponadto studiuję dziennie i mimo stałej umowy o pracę szef rozumie że studiuję dziennie i ułatwia mi wszystko pogodzić.
    Moim zdaniem jeśli studiuje się kierunki które są dostępnie również na pseudouczelniach za pieniądze to jest 90% szansy że wylądujesz w Mcu lub w produkcji itp.
    Jeden magister nie jest równy drugiemu. Niektórymi dyplomami można się jedynie podetrzeć. Sama mam koleżankę która dumnie na wsi mówi że studiuje prawo a wszyscy z zachwytu pieją. Zachwyt opada gdy ktoś rzuca kolejne pytanie „a na jakiej uczelni”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook