Rodzą się ludzie i ludzie umierają…

s

…to jest fakt powszechnie znany, odwieczna zasada funkcjonowania wszechświata i nie zaprzątasz sobie tym głowy człowieku w rutynie dnia codziennego. Czasem usłyszysz od znajomego lub sąsiada, jakieś słowa o złowieszczym podtekście, że komuś tam umarł wujek czy kot i kiwając smętnie głową z uprzejmości składasz nieszczere wyrazy łączenia się w bólu, po czym beztrosko wracasz do własnego świata i własnych poważnych problemów – zginęła ci nowa skarpeta, pies narzygał na dywan, zgubiłeś pięć złotych i cierpisz srodze szukając w szczelinach podłogi.

I tak jest do czasu pierwszego zderzenia ze śmiercią, gdy nagle, bez ostrzeżenia umiera KTOŚ. Ktoś taki, kogo los ciasno z tobą splątał, ktoś kto wrósł w twój prywatny wszechświat jak syjamskie bliźnię, nadał twemu życiu jakiś określony tor i kierunek, odcisnął się w tobie samym jak piętno. I ten ktoś umiera, tworzy w twoim życiu, które do tej pory zdawało ci się być nieskończone, męczącą dziurę nieistnienia.

Człowiek ten pozostawia po sobie dni wpółprzytomnego letargu, kiedy to jedną ręką mieszasz zupę na obiad, a myślami analizujesz wciąż od nowa historię znajomości i każdy jeden przytyk KTOSIOWI ciąży twemu sumieniu jak półtonowy kloc. Świat jakimś cudem nie zatrzymał się w miejscu, by się nad tragedią tej śmierci pochylić, musisz jak co dzień wykonywać szereg czynności, ale mijają ci one w otępieniu, ogarniane jedynie siłą nawyku, bo umysł wciąż i wciąż kontempluje sentymentalne wspominki, produkuje urojone winy, zmusza do potajemnych łez i mało eleganckiego pociągania nosem. Codzienność straciła na znaczeniu.

I niby wiesz, że to odwieczny cykl natury, że śmierć przydarzy się każdemu bez wyjątku, że tak właśnie być musi, bo inaczej miejsca już dawno by zabrakło na tej małej planecie dla ciągle przyrastającej ludzkiej populacji – ale wbrew rozsądkowi jątrzy się w tobie bunt na taki stan rzeczy – żeby umierać. Żeby to było takie bezpowrotne… Żeby tak bez ostrzeżenia…

Żyłeś w przekonaniu, że tyle jeszcze przed wami okazji. Tyle szans, kolejnych spotkań, lat do zmarnotrawienia w beztrosce młodości. I jeszcze do ciebie nie dociera, że ta cisza będzie już wieczna, że wczoraj jeszcze ciepłe ciało, dziś jest już tylko materią nieożywioną, że w ciągu jednej tragicznej chwili przeszło tę straszną metamorfozę. Nieodwracalnie.

A ciebie ogrania tępy strach. Uświadamiasz sobie, że żniwo śmierci nie zostało jeszcze zebrane ostatecznie, że to się będzie wydarzać znów i znów. Śmierć przyjdzie po twoją matkę, twego ojca, po brata i siostrę, po żonę i męża, po córkę i syna, po wszystkich bez wyjątku przyjaciół. I po ciebie samego przyjdzie także, ale w obliczu ogromu cierpienia i gorzkich łez, które przyjdzie ci jeszcze wypłakać nad trumnami ukochanych zaczynasz odczuwać samobójczą nadzieję, że po ciebie może przyjdzie jednak najpierw, oszczędzając wspaniałomyślnie rozpaczy po stracie bliskich. Na ten strach nie ma ukojenia, nie pociesza myśl, że po wrogów przyjdzie tak samo, że wredny szef i ta zołza z parteru umrą także, pochłonięci przez nicość i cmentarną glebę. Ludzka istota wydaje ci się nagle krucha, jej ciało podatne na zranienia, człowiek sam, jako taki, maleje do rangi okrucha w kosmosie, niemalże bezbronnego wobec czyhających zagrożeń, pijanych kierowców i złośliwych komórek rakowych. Do wczoraj żyłeś w błogostanie beztroski, dziś już drżysz panicznie, z namaszczeniem mówisz „do widzenia”, zawierając w owych słowach autentyczne życzenie, by tego kogoś jeszcze zobaczyć. Żywego.

 

9 comments on “Rodzą się ludzie i ludzie umierają…
  1. Kiedyś usłyszałem, że gdy umierają rodzice, dzieci zaczynają być świadome swej śmiertelności, a gdy umiera dziecko, rodzice tracą swoją nieśmiertelność. Coś w tym jest.

    Nieprzewidywalność i nieuchronność sprawia, że śmierć dla wielu wciąż jest tematem tabu, a tymczasem jest nieodłączną częścią życia.

  2. To prawda, człowiek zdaje sobie sprawę że nie jest nieśmiertelny, dopóki nie umrze ktoś bliski.

    Z drugiej strony, w naszym wieku możemy negować śmierć – przecie młodzi, piękni i nieśmiertelni będziemy jeszcze z dobre parę lat, o ile żadne licho nas nie trafi.

  3. stanisław lem powiedział kiedyś coś w stylu iż nie chce iść do nieba i żyć tam w wiecznej szczęśliwości polegającej na nieograniczonym czasowo wpatrywaniu się w oblicze boga. nuda nad nudą i umarłby w tym niebie z nudów. dobrym uzupełnieniem wpisu blogowego jest teza o reinkarnacji zakładająca kontinuum życia w kolejnej nieznudzonej jeszcze formie. jeżeli założyć że śmierć jest końcem jednego życie a zarazem początkiem kolejnego życia, można ziemian nakłonić do masowych samobójstw w tym celu aby przyspieszyć wejście w cykl kolejnego z założenia lepszego życia. jeżeli zapewnić ziemianom że po jednym życiu pojawia się kolejne , wówczas nie będą oni dbać o swoje dotychczasowe życie , będą żyć w hinduskim brudzie i nędzy bez starania się o to aby to swoje dotychczasowe być może jedyne i niepowtarzalne życie wykorzystać w sposób możliwie najlepszy. wizja śmierci bez gwarancji kontynuacji życia ma tą dobrą stronę że powinna skłaniać ludzi do racjonalnego wykorzystania swoich 70 lat życia i nie marnowania ich na bycie smrodliwym chciwym nieżyczliwym i tępym chamem. tyle potrafi każdy, australijski zespół flash and the pan w 1980 roku nagrał genialna płytę o tytule lights in the night, w tekście jednego z utworów jest zdanie – dont die before you live. proste i genialne zarazem.

  4. Louis, z tą reinkarnacją to nie tak. Nie ma żadnej pewności, że następne życie będzie lepsze. Nie ma takiego założenia. Nastęne może być o wiele gorsze. Będziesz przerabiał, przerabiała to, czego teraz nie przerobiłaś. To właśnie wiara w 1 życie sprawi, że szybciej z tym życiem skończysz. Nie trzeba się starać można to olać. Potem nic już nie będzie, chyba, że wierzysz w piekło. Wtedy za przeproszeniem masz przesrane. Starasz się zadowolić okrutnego Boga, który szansy Ci już nie da jak popełnisz błąd.
    Poza tym nie oceniaj ludzi po wyglądzie. Skąd tapewność, że Hindus brudny, bo mu się nie chce, a skąd pewność, że naszym czyścioszkom się chce coś poza oglądaniem tv.
    Tak w ogóle tekst bardzo dobry i na temat zwykle tabu. Nikt o tym nie mówi. Nawet w szpitalu odgradzają parawanem umierającą osobę i wynoszą tak, żeby nikt nie widział, a potem śmierci się boimy, zwlaszcza z tą wiarą w piekło.

  5. Trudny temat, w dodatku każdy musi go przerobić, przepracować samodzielnie – najgorsza w śmierci jest samotność, nawet gdy kochana, bliska osoba trzyma Cię wtedy za rękę.
    Gdy byłam mała zawsze dziwiły mnie słowa babci: jak doczekam, to w niedzielę ugotuję rosół, jak doczekam to pójdę jutro do sklepu itd. Zawsze mnie dziwiło: „ależ babciu, dlaczego masz nie doczekać?” – pytałam naiwnie. A to pokora była wobec Losu. I dzięki niej chyba babcia przeżyła w umysłowej sprawności i szczęśliwości (bo razem z dziadkiem) 98 lat i umarła sobie we śnie, w sylwestra…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook