O Polsce raz jeszcze

 

xnueQ1L

To było tylko dziesięć dni w Polsce, a ból egzystencjalny taki, jakbym spędziła tam ostatnie pół roku na jakimś zapyziałym blokowisku z burej dykty otoczona wyłącznie kibicami, drobnymi pijaczkami i patologią rodzinną. A to przecież było normalne miasto, normalni ludzie, normalny zdawałoby się kraj europejski.

 

Ciężko jest nawet stwierdzić, gdzie to miało swój początek, gdy ciśnienie zaczęło mi rosnąć i pęcznieć oburzenie. Czy to może wtedy, jak w samolocie pijany ojciec zabawiał swe trzyletnie dziecię podszczypując w tyłek, a malec wył jak prosię pośród sypiących się z ust zadowolonego rodzica przekleństw w ojczystym języku? Czy może wtedy, gdy nastolatka z biodrówkach ledwie zakrywających jej krocze obrzuciła kierowcę autobusu finezyjną wiązanką, tak że z wrażenia opadła mi szczena i przez dwa dni zachodziłam w głowę gdzie się można takiej łaciny nauczyć?

A może ten stan walki i cwaniactwa czułam już wtedy, gdy na trasie do domu mogłam obserwować sznur tirów, jak na jednopasmowej drodze wyprzedzają się nieustannie – raz jeden, raz drugi na czele kolumny, ale tylko na moment, bo pozostali już go gonią, już świecą im migacze, a ich kilkunastotonowe cielska niemal spychają na pobocze jadących z przeciwka.

- Jaki jest tego sens? – zastanawiam się głośno. – Nie mogli by jechać grzecznie w sznureczku?

- Ano nie mogą – odpowiada mi kierowca. – Tępe chuje!

 

Nie chcę histeryzować, ale ja doprawdy Polski już nie ogarniam, a Polaków nie rozumiem, pomimo, że na pierwszy rzut oka mówimy przecież tym samym językiem.

 

Chcę zlecić pewnej pani usługę. Usługa z rodzaju tych, że sporo kosztują, przygotowań co nie miara, trzeba podpisać umowy itede. Jestem z tą panią w kontakcie już od pewnego czasu, dogadałyśmy się już w sprawie szczegółów. Aż wypłynął szczegół, że na stałe mieszkam w Anglii. I już cena dla mnie jest wyższa dwukrotnie. Przecież mnie stać, na pewno jestem dzianą naiwniaczką i można sobie na mnie zarobić coś extra.

 

Umawiam się do lekarza. Prywatnie, bo przecież ubezpieczenia nie mam i nie mogę korzystać z wątpliwych dobrodziejstw publicznej służby zdrowia. Lekarz nie sprzątaczka – ceni się szczodrze, ale nie marudzę, tylko wykładam pieniądze, które dla przeciętnego Polaka stanowią pół pensji. Przychodzę na zabieg i zostaję poproszona przez recepcjonistkę o krwiście czerwonych ustach, a i wymalowanych szminką przednich zębach o swoje personalia. Żuje gumę z zapałem, nie spojrzy mi nawet w oczy, tylko pomiędzy nazwiskiem i datą urodzenia przygląda się z zachwytem swoim tipsom. Każe mi usiąść więc siadam. I siedzę. Piętnaście minut, dwadzieścia, po trzydziestu już nie wytrzymuję i pytam, jak duże jest opóźnienie, bo nie mam czasu tak czekać.

- Jak powiem, że można wejść to pani wejdzie, nie? – rzuca znad gazety. No tak – zapomniałam, że tutaj „klient nasz pan” to czysta egzotyka.

 

U dentysty to samo. Niby jestem umówiona na konkretną godzinę, a przychodzi mi zabawić w poczekalni czterdzieści pięć minut. Dzwonię poinformować ciocię Halinkę, że spóźnię się do niej na podwieczorek, na co współoczekująca pacjentka warczy, że tu przecież nie można rozmawiać przez telefon. Badań mi robią tyle, że skłonna byłabym pomyśleć, że mam ebolę w zębach. Ale nie, to chyba jednak chodzi o to, że mnie stać. Więc zrobi mi się osiem prześwietleń po piętnaście złotych każde. Wszak w karcie stoi jak byk, adres angielski.

 

Galeria handlowa, szwendam się macając towary w poszukiwaniu jakiejś sensownej biżuterii. A spojrzenia kasjerek, sprzedawców i ochroniarzy kłują mnie boleśnie w szyję – tak są wrogie i świdrujące. Żadnego „dzień dobry” – jak nie odezwę się sama to omiecie mnie tylko nieprzychylnym spojrzeniem bazyliszka skrzyżowanego z ropuchą.

 

Pan w kantorze zwraca się do mnie per dziecko i tu już puszczają mi nerwy, bo dziecko to ja mogę zaraz mieć, wszak sama już dawno nim nie jestem. I zwracam panu uwagę, że to bardzo niegrzecznie tak się odzywać do kobiet. Odburkuje mi pod wąsem, zabieram więc swoje funty i idę wymienić gdzie indziej. W Empiku zasiedziałam się nieco pochłaniając wzrokiem te wszystkie cudowności książkowe. Ochroniarz zastał mnie między półkami obładowaną stosem tomów, jak podczytuję to ten, to ów, nie mogą się zdecydować czy cenne miejsce w walizce jest warte tej czy innej porcji makulatury.

- Proszę odłożyć na półkę i do widzenia. Zamykamy. – oznajmia pan przemile.

- A kupić można? – pytam przekornie, widać nie zakłada nawet takiej możliwości, że ja chcę coś nabyć. Na pewno się gówniara przyszła naczytać za darmo.

- Kasa tam – odpowiada nie wskazując nawet palcem gdzie.

 

I za nic w świecie nie potrafię zrozumieć, czy ja czymś przypadkiem nie podpadłam tym ludziom. Może kolorem czapki, może fasonem trampka, a może z gęby jestem po prostu taka nieprzyjemna, że kto tylko spojrzy, to już jeży skórę.

- Tobie zagranica uderzyła do głowy. Tu było tak od zawsze i już zawsze tak będzie. Przewrażliwiłaś się – beztrosko stwierdza koleżanka nad kubkiem latte. No tak – to teraz mam za swoje. Smutno mi się jakoś robi na to własne przewrażliwienie i na taki stan polskości, któremu zawyrokowano już niemożliwość odmiany. A może jednak się da?

 

Postanawiam więc wykonać eksperyment społeczny. Może uprzejmość zaraża tak jak ziewanie? Spontanicznie uśmiecham się więc do kobiety na ulicy, ale ta spuszcza wzrok. Próbuję dalej, uśmiecham się do przechodniów jak leci, ale to nic nie daje – albo się odwracają, ale patrzą wrogo, jeden tylko pijaczek krzyczy coś za mną, z czego rozumiem tylko słowo „lalunia”, gdy oddalam się pospiesznie.

 

Próbuję więc na obsłudze. W restauracji jestem przemiła dla kelnerki, pytam jak mija jej dzień, na koniec zostawiam spory napiwek i tu chyba coś drgnęło, bo zamiast patrzeć zmęczonym wzrokiem gdzieś za okno żegna się życząc miłego dnia i to brzmi nawet szczerze.

 

Postękującemu taksówkarzowi przerywam wywód z podstaw ekonomii, w którym mi udowadnia, że w kraju jest źle, Tusk to oszust i kłamca, a on biedak nie ma szans przeżyć za swoje zarobki.

- Przecież pan jakoś żyje – zauważam.

- Ale co to za życie jest! – stwierdza z odrazą.

- Życie jest piękne niezależnie od stanu portfela – droczę się z uśmiechem. Patrzy na mnie uważnie w lusterku, upewnia się chyba, czy nie robię sobie jaj.

- Pani taka młoda, jeszcze panią życie nauczy – stwierdza złowróżbnie. Dziękuję mu za miły kurs, nie chcę reszty i życzę więcej radości z życia. Uśmiecha się z pobłażaniem, jakby wiedział lepiej, macha mi przez szybę gdy odjeżdża.

 

Własnej matce próbuję tłumaczyć, że w Anglii jest dobrze, ludzie fajni, pogodni, zwiedzam i chodzę do teatrów, generalnie jestem z wyjazdu zadowolona. Patrzy z troską i kiwa głową.

- Wracaj do kraju dzieciaku – mówi tonem, jakby co najmniej leżała już na łożu śmierci i wypowiadała ostatnią wolę. Aż dreszcz przechodzi po plecach.

- Ale po co? – dziwię się.

- Tu jest źle. Ale tam jeszcze gorzej.

 

I wtem zaczyna mi świtać w głowie, że to dla polskości znamienne. Ona w tym jednym zdaniu tak zgrabnie ujęła w dewizę ten nurt społeczny, w którym jesteśmy jako kraj zanurzeni po uszy. Tu, gdzie żyję i mieszkam, gdzie pracuję, gdzie się uczę, w tym autobusie, którym jeżdżę do pracy jest źle. Ale tkwię tu pomimo zła i niewygody, pomimo biedy i marazmu, trwam i żyję jedynie tą myślą, że gdzie indziej jest gorzej, bieda jeszcze większa, brudniejsze podwórka i ludzie jeszcze gorsi.

 

Dlatego lepiej trzymać się tego co znane, nawet za cenę przytłaczającej beznadziei.

 

Dla tych ludzi ja, ze swoimi oczekiwaniami względem reszty społeczeństwa będę nadwrażliwą frustratką, a w dodatku nie-patriotką, zdrajczynią ojczyzny nawet, bo zamiast wpisać się w narodowy nurt strachu i nienawiści mam jeszcze czelność za tę beznadzieję się na Polakach wyżywać nazywając rzeczy po imieniu.

 

Zachodzę w głowę dlaczego tak jest. Chodzi o pieniądze? W takim razie dlaczego pogoda ducha nie wlała się hurtem do kraju razem z przewrotem ustrojowym i kapitalizmem? Chodzi o naszą historię? Przecież tej historii już nikt nie pamięta, w liceum ledwie coś o niej wspomną, a i to więcej o starożytnych Grekach niźli trudnym wieku XX. Geny? Czy można ten permanentnie  podły nastrój odziedziczyć w spadku po rodzicach dotkniętych komuną? W każdym razie stan ów nie do końca jest jednak wyleczalny. Polacy za granicą nabierają nieco ogłady. Z naciskiem na „nieco”.

 

PS.

Zaskoczyła mnie reakcja znajomego, już z Anglii, z którym podzieliłam się powyższymi uwagami.

- Ja tam się Polakom nie dziwię. Wy macie za sąsiadów z jednej strony Niemców, a z drugiej Rosjan. To wiele wyjaśnia.

 

Czyżby?

,
43 comments on “O Polsce raz jeszcze
  1. post smutny acz prawdziwy, ale jednak poprawil mi humor. jutro jade i jestem poddenerwowana, pojawiaja sie mysli, ze a moze nie, a po co. Ale to tylko mysli, bo tak jak wspominasz – ja nie zostane tu ze strachu…

    • To wszystko, o czym Pani pisze, jest nam znane na co dzień. Stale doświadczamy : korków w miastach bez obwodnic, kolejek do lekarzy, finansowych naciągaczy, krętaczy, itp. Co dla nas też bywa szokiem, ale ponieważ otrzymujemy to nie w jednorazowej napakowanej pigułce, a rozmyte na tygodnie lub miesiące, więc da się to znieść z jakimś każdorazowo jednym nerwem. Czasem na bezdechu, jak ja, astmatyczka, w poczekalni pulmonologa, gdzie rejestratorka woniała całą perfumerią. Za to dziwi mnie Pani opis zakupów w galerii. Sama po raz enty doświadczałam, gdy śliczne lalunie nachalnie wciskały mi towary i niezrażone odmową, stale donosiły kolejne. Zaś w Empiku? Tam zawsze stykałam się z arogancją. Odwrotnie niż w moim ulubionym Matrasie, gdzie sprzedawczynie są po prostu świetne. Nigdy nie zrozumiem, skąd ta różnica.
      Dlaczego stąd nie uciekamy? Bo mamy tu rodziny, prace, najróżniejsze zależności, posiadamy domy i kąty, wreszcie mamy nieuleczalne sentymenty do tego i innego skrawka kraju. Lubimy mieć za oknem kawałek swojego drzewa, albo skrawek „własnego” jeziora czy góry. Takie dziwactwo. Czasem nazywa się je patriotyzmem. Niekiedy tylko przyzwyczajeniem.

  2. hm… post prawdziwy ale wymaga uzupełnienia. byłem bardzo zamożny a teraz tylko za możny. w ramach zwykłej zamożności i mojej rozrzutności czasami brakuje mi gotówki. w skrócie przez 3 dni w miesiącu jestem dziadem i gotówki mi brak i muszę płacić kartą kredytową – złotą – jedną z wielu. obsługa takiego karciarza bez grosza jest megamiła, panie ekspedientki doznają orgazmu na widok ciula bez grosza ze złotymi kartami. sprawa druga to orgazm jaki doznają polacy na dzwięk obcej mowy. tankowałem ze znajomym niemcem samochód aż tu nagle jakieś megalaski z usmiechem zapraszają do wnikliwej organoleptycznej znajomości, zadziałał język niemiecki bo niemiec wyglądał gorzej od trabanta. polacy kulą ogon pod siebie i cenią osoby rozmawiające w języku niemieckim angielskim francuskim tfuu włoskim i bleee hiszpańskim. polacy mają w genach przekonanie że 330 złotych to jest coś gorszego niż 100 dolarów, polacy mają przekonanie że obcokrajowiec to jest milioner, a krótka znim rozmowa jest nobilitacją dla polaka.
    zrobiłaś jagno błąd, wystarczy do polaków mówić po angielsku i zapłacić oim 10 funtów zamiast 60 złotych a będziesz królową wioski którą odwiedzasz.
    napisz mi jeszcze proszę coś o ciapatych dzielnicach w londynowicach pełnych nożowoników. rozumiem że są to ludzie życzliwi bezstresowi nieroszczeniowi uśmiechnięci i zadowoleni z życia??

    • Są! I ciapaci, i czarni! O ile nie na trawce, to w ogóle też, uśmiechnięci są i spytają jak się masz, ewentualnie spróbują żałosnego podrywu ale wciąż nie stoją nigdzie blisko polskiej ponurości. A że potem między sobą/kimś innym rzucają nożami (skoro twierdzisz że nożownicy) to ich sprawa, każdy ma inne hobby. Nic się nie równa z polską depresją narodową, tego żaden inny naród nie ogarnia. I ja też nie, ale myślę że to poczucie braku perspektyw.

      • polska depresja narodowa to tylko przejaw obrony koniecznej. musisz być biednym i pokrzywdzonym aby być lubianym, inaczej będziesz obiektem zawiści. bardzo lubię meksykanów, oni wbiją ci nóż w plecy z uśmiechem i ze śpiewem na ustach. co więcej niemcy finowie estończycy sa bardzo znani z dowcipu i z poczucia humoru. a czesi to już creme de la creme – syczą jadem na polaków bardziej niż polskie staruchy na młodzież. zauważ też jak uśmiechnęte miny mają japończycy i inni azjaci. do filmów o samurajach potrzebują importować aktorów z zaciętą samurajską miną, to samo ich bajki z postaciami przy których europejskie horrory są komedią. polacy na emigracji stają sie bardziej niemieccy niż niemcy i bardziej angielscy niż anglicy – czyli arystokracja kultury do spotkania w krakowie.
        jagna prawdę pisze ale niecałą. polska młodzież jest uśmiechnięta i beztroska. interesuje ją tylko kolejny odcinek harry pottera. za 10 lat jagna będzie pisać o denerwującym bezmyślnym głupkowatym uśmiechu polaków.

        • W dzieciństwie i młodości na garnuszku rodziców każdy jest beztroski, bo nie ma żadnych realnych obowiązków i nie musi się utrzymać… To już dzieciom nie można? Głupie porównanie gimnazjalistów z ludźmi, którzy walczą o przetrwanie lub zwyczajnie udziela
          im się klimat otoczenia. Być może część potterków wyrośnie na wesołych ludzi, ale większość wchłonie gówno polskiej rzeczywistości i będą przykładnymi obywatelami ponurowa.

        • Jezdze sobie tak po swiecie juz kilkadziesiat lat I za kazdym razem zdarza mi sie do Polski przyjechac na dluzsze lub krotsze okresy. Ostatnio latem ubieglego roku przy mega-przeprowadzce z Anglii do Dubaju. cale 6 tygodni w Polsce I… Albo ja w innej Polsce bylam, albo mam juz inne podejscie do Polakow. Bywaja ludzie I ludzie. W UK do szlu mnie do[rowadzaly pol-skretyniale ekspedientki w sklepach specjalistycznych, ktore na pytanie o specyfikacje towaru braly pudelko I probowaly wydukac co na pudelku bylo napisane… Czytac rowniez potrafie, a jak nie znalazlam informacji, to sie pytam panienki (albo kawalera) z obslugi. Rekordy bili ci zatrudnieni w PC World… I co z tego, ze z milym usmiechem I „You R right?” pytaniem do kazdego klienta podchodzili? Blogoslawilam firme mojego meza, z ktora mielismy opieke w BUPA, bo po kilku razach w panstwowym NHS myslalam, ze sie przekrece, a 1.5-roczne dziecko z ostra angina potraktowano paracetamolem, natomiast mnie wykladem o byciu nadwrazliwa matka I histeryczka. To wieczorem, a na drugi dzien rano w tej samej placowce bylam potraktowana niemal jak patologia, bo „za dlugo” czekalam z pojsciem do lekarza… Dobrze, ze poprzednia pani doktor wpisala swoje rewelacje I moglam przynajmniem powiedziec co mysle o profesjonalnosci lekarzy. I wszystko to sie dzialo z usmiechem na twarzy I ta sztuczna zyczliwoscia od ktorej bola zeby… Studia komparatystyczne przeprowadzone w UK I we Francji pokazuja, ze Anglicy, to narod, ktory w 90% nie poskarzy sie na zla obsluge w sklepie, ale z tych 90% niezadowolonych az 90% nigdy do takiego sklepu nie wroci. Niezadowolony wyjdzie z usmiechem na ustach… Francuzi dra japy na miejscu (okolo 90% niezadowolonych od razu zwraca uwage obsludze) I z tych 90% niezadowolonych tylko 10% nie wroci do miejsca, ktore ich nie usatysfakcjonowalo…
          A tak na marginesie sie zapytam – czy Polacy na codzien maja realne powody zeby sie usmiechac? Bo Anglicy tk, maja – zyja sobie w banieczce zwyciezcow swiatowych, kultywuja mit o wielkim brytyjskim imperium I udaja, ze wciaz sa mocarstwem, traktujac wszystkich z gory. Stac ich na usmiech, lub usmieszek, bo maja zatrudnienie, godziwe wyplaty, wakacje, poziom zycia… A Polacy? Ze swoja martyrologiczna historia? Z kolejnymi ekipami u wladzy, ktore chyba prowadza wewnetrzny konkurs „kto wiecej ukradnie”, z ukladami I ukladzikami, jako spusciznie po komunie? Z czego maja sie cieszyc?
          Jedziemy do Polski na Boze Narodzenie. Jak dla Ciebie powrot na kilka dni z UK, to byl szok, to ja po poltora roku w Dubaju, pewnie po przekroczeniu granicy padne na zawal…

  3. wiele z tego co piszesz jest prawda…Ba śmiem twierdzić, że prawie wszystko. Też mieszkam w Anglii od niedawna i faktycznie jestem zafascynowana tym, że nikt nie zwraca uwagi na to jak się ubieram, w każdym sklepie pytają czy potrzebuje torby.. ostatnio nawet w tesco przemiły pan zapytal czy miałam cieżki dzień, z niedowierzaniem wdałam się w krótką rozmowę i od razu poczułam się lepiej, z ciekawości spojrzałam na plakietkę z imieniem owego pana i pan okazał się Dariuszem, wiec wątpię żebyśmy my Polacy mieli to we krwi. Nie chce nikogo bronić ale sama przepracowałam w sklepie w Polsce pare dobrych lat i woooooogóle nie dziwię się kasjerką którym nawet nie chce się uśmiechnąć do klientów, pracujesz za 900zł, bez umowy i uwierzcie mi każdego dnia znajdzie się jakiś dupek który zrobi wszystko żeby popsuć ci humor tylko dlatego, że ma zły dzień bądź to jego hobby. A wracając do Anglii to może i wszyscy się uśmiechają może i są mili…ale niestety już zbyt wiele razy zobaczyłam jak dwulicowy naród to jest i tak naprawdę to już nie wiem czy wolę wredną Panią Krysię czy fałszywego anglika który w uśmiechem na twarzy wbije ci nóż w plecy, ehh temat rzeka…
    A tak poza tematem odkryłam cię trzy dni temu Jagno droga i szczerze gratuluje pięknej polszczyzny, wspaniałych tematów i błyskotliwych uwag, miej się dobrze ;)

    • łatwo być szczęśliwym wyjeżdżając z podpierduchowa dolnego do londynu będąc ładną i młodą doopą. sponsorzy się uśmiechają. uśmiecha się też nowicjusz w lonynowicach albowiem to co zarobi w 4 z najbogatszych krajów świata wystarcza mu na mieszkanie, żywność i na wycieczkę do tfuu portugali. (tańszej od zakopanego i od mikoeszewa na bełtykiem).
      hierarchia potrzeb człowieka wg prof maslowa zaczyna sie od zaspokojenia potrzeb biologicznych a kończy na zaspokojeniu potrzeb kulturalnych. oznacza to że głdny afrykanin nie będzie się cieszył koncertem eltona dżona i jego żona nawet jeżeli dostanie bilet za darmo. polski mieszkaniec londynowic to łatwo znajdzie tam pracę, wystarczy mieć aparycję ciut lepszą od angola i od nosorożca i nie być jeszcze przyzwyczajonym do londyńskich socjalistycznych benefitów rozdawanych dzieciorobom narkomanom żydom cyganom arabom i innym odpadkom za to że są wykluczeni. taki benefit za menelstwo w postaci mieszkania za free , darmowego żarcia i gotówki za sex bez zabezpieczeń to więcej niż zapierdol w PL. i jak tam w londynowicach nie być szczęśliwym??? królowa maria antonina- żona ludwika fancuskiego w czasie klęski głodu radziła tambylcom aby jedli ciastka w czasie gdy brakuje chleba.
      łatwo być bezgrzesznym na pustyni na której nie ma pokus i łatwo być szczęśliwym dokonując skoku finansowego pozwalającego na realizację marzeń dotychczas rzekomo nieosiągalnych. w telewizji polak ogląda dżona romansującego na biurku w szklanym biurowcu w njujorku. jak telewizyjnemu dżonowi zabraknie gotówki to chwyta za telefon idzowi do swojego marchanda/maklera i wydaje dyspozycję, tee sprzedam tam akcje albo obraz i taki telewizyjny dżon znów ma 5 milionów na prezerwatywy dla sekretarki. polak na to patrzy i mówi, o kuuuuurwa, na zachodzie to jest życie, co ja tu robię w tym chorym kraju????
      jagno- sama w poslece nie byłas szczęśliwa ale oczekujesz że tubylcy bedą szczęśliwi z tego powodu że ty się do nich uśmiechasz. sama do szczęścia potrzebowałaś drugiej finansowej stolicy świata.
      napisz jagno coś o tym że bycie szczęśliwym to jest UMIEJĘTNOŚĆ niezależna od stanu posiadania, mały wietnamczyk żyjący na łodzi przez cały dzień bawi się skórką od banana i jest szczęśliwy, 20 żon saudyjskiego araba kąpie się w ubraniu w wodzie i jest szczęśliwe ze swojego życia wbrew opiniom europejskich feministek.

  4. Dobrze, że opisujesz to wszystko. Widać że mieszkając za granicą masz wyostrzony zmysł obserwacji… i dzięki temu zauważasz rzeczy na które tutaj nikt nie zwraca uwagi… Zupełnie inna jakość którą jesteś otoczona żyjąc w UK pozwala Ci zobaczyć i poczuć co my tutaj przez codzienne otępienie nawet nie zauważamy…

    • I to jest właśnie przerażające – że człowiek jest zanurzony w takiej ilości gówna, że praktycznie pprzestaje je w ogóle zauważać i czuć, że śmierdzi.

  5. Niestety, chociaż ciężko mi uwierzyć, że gdzie indziej jest pod tym względem lepiej. A nawet jeśli jest, to z drugiej strony UK ma problem z islamistami, nigdzie nie jest tak różowo. Ale i tak wolę UK, mam nadzieję że w przyszłości tam zamieszkam.

    • Daleka jestem od stawierdzenia, że Anglia to raj na ziemi, cud, miód i wieczna wiosna. Ale w porównaniu do Polski to doprawdy nie za bardzo jest na co narzekać.

  6. Nie trzeba mieszkać za granicą, żeby to widzieć. Ja niestety widzę codziennie. I bardzo mnie cieszy choćby jeden uśmiech rzucony ot tak, choćby jeden objaw życzliwości. Ludzie są sfrustrowani? Gówno prawda, ludzie są chamowaci a to chamstwo rozpleniło się jak robactwo na wiosnę! Ludzie zamykają się w swoich własnych miniświatkach i pozostałych mają w d!! Wkurza mnie to tak samo jak Ciebie. Ale w odróżnieniu od Ciebie ja TU mieszkam. Nie mam wyboru, to znaczy mam, miałam, dokonałam go. I dlatego czasem, wbrew tym wszystkim za i przeciw, uśmiecham się do niemiłej pani ze sklepu czy gburowatego kierowcy. Kropla drąży skałę, czy jakoś tak…:-)

  7. Wszystko co opisałaś to totalna prawda. Druga rzecz to to, że tu coś jest takiego. 80% czasu spędzam po za granicami polanki z tym, że co dzień w innym kraju. Zauważyłem że, nawet jak śpię to obudzę się w trakcie przekraczania granicy i od razu dopada mnie depresja, przestawiam się w inny tryb (jeszcze zanim spadające przedmioty z półek upewnią mnie o tym że jestem w dziurawej Dumnej Polsce. A to co powiedział Tobie znajomy to też 100% prawdziwej prawdy.

  8. „Mieszka, uczy się i pracuje w siedemnastym mieście wojewódzkim Polski – Londynie. Mimo, że zdecydowanie za dużo tu pada, a żarcie jest paskudne, to zagranico jest jej zajebiście i nie zamierza wracać do kraju. ”

    tak ale jest na tyle biedna i cebulowata ze do dentysty i internisty przyjezdza do polski po czym mamie mowi ze to tylko przy okazji

    • To nie bieda, tylko rozsądek. Skoro mogę za tę samą usługę zapłacić dziesięciokrotnie mniej, to czemu miałabym nie skorzystać, skoro i tak mam w planach wyjazd do Polski?

  9. Jagno jakims cudem natrafilam na twoj blog i musze powiedziec ze kazdy dosownie kazdy poruszony temat trafnie opisalas , ten o emocjonalnej szmacie , jest fenomenalny , zal mi kobiet , ktore proponujac spacer swojemu krolewiczowi slysza , ….oglupialas?jestem ciekawa jak opisalabys faceta ktory , nie interesuje sie wlasnym dzieckiem , niewazne jaki byl on czy ona , nie wyszlo , ale jest dziecko , z ktorym mama zostaje sama , ojciec dziecka , kompletnie sie nim nie interesuje , zero doslownie zero staran o syna , po mimo ze matka nie zabrania wrécz przeciwnie , smsy ze bedzie od -do w kraju i zaprasza , rozmowa odpada , bo nie odbiera tel . on ma juz nowa rodzine , ok niech ma ,ale nie zrozumie nigdy jak mozna miec kolejne dziecko a nie pamiétac o pierwszym.

  10. Według mnie trochę przesadzasz. Ja zazwyczaj nie spotykam się z takim chamstwem jak tu opisałaś. Ludzie w sklepach, obsługa w empikach, u lekarzy, dentystów itd. są raczej mili. Uśmiechają się, są przyjaźnie nastawieni. Może po prostu Ty filtrujesz swoją rzeczywistość przez swoje przekonanie, że w Polsce wszyscy nienawidzą wszystkich? Takie myślenie jest chore. W Polsce jest mnóstwo zajebistych ludzi i w żadnym kraju nie ma idealnego społeczeństwa. Ja nie byłam jeszcze nigdy w Anglii, ale już wolę polską obojętność niż fałszywą uprzejmość Anglików. Zastanów się, dlaczego obcy ludzie mają się do Ciebie nagminnie uśmiechać i Cię zagadywać? To jest strasznie sztuczne. Wolę żeby uśmiechali się do mnie ludzie, którzy naprawdę chcą się do mnie uśmiechać z jakiegoś powodu, niż żeby robili to wszyscy „bo tak wypada”.
    Poza tym, Polska jest w takim stanie w jakim jest, ponieważ jesteśmy krajem postkomunistycznym. W Anglii nie było komunizmu, Anglia nie została zniszczona podczas I i II wojny światowej. Mało tego, swego czasu Anglia była w posiadaniu 1/4 globu i nakradli się ile mogli. Dziwisz się, że teraz tam żyje się tak dobrze? Czy Polska kiedykolwiek miała kolonie? Czy atakowaliśmy inne narody, żeby je ograbić albo podbić? Nie. My jesteśmy po prostu innym narodem. Nigdy nie mieliśmy zapędów imperialistycznych i dlatego nie jesteśmy tak bogaci jak Anglia czy inne kraje zachodnie. W dodatku, ciągle byliśmy atakowani. Nic dziwnego, że nie jest tu zajebiście. Dlatego uważam, że nie powinnaś tak strasznie krytykować Polski, ponieważ na jej obecny stan złożyło się wiele czynników. Jeżeli rzeczywiście jesteś tak inteligenta, na jaką pozujesz, to nie powinnaś w ogóle wypowiadać się w tym tonie. Chyba, że jesteś zwykłą ignorantką, która myśli, że coś wie, a tak naprawdę nie wie nic albo bardzo niewiele.

    Żebyś przypadkiem nie wyciągnęła pochopnych wniosków – mam 24 lata i też planuję wyjechać do Anglii w przyszłości, jeśli tutaj nie uda mi się ułożyć sobie sensownie życia, ale to nie oznacza, że od razu będę jechać na moją ojczyznę.

    • Ta lekcja historii nie obejmuje chyba Rzeczpospolitej Obojga Narodów, pogromu w Jedwabnem ani przejęcia Zaolzia w 1938. Wybiórcze spojrzenie i dość tendencyjne.

      • Lekcja historii chyba Ci się przyda. Rzeczpospolita Obojga Narodów była unią personalna z Litwą, za obopólną zgodą, a nie podbiciem Litwy przez Polskę. Co do punktu drugiego, nie mam pojęcia co wg Ciebie pogrom ludności żydowskiej ma wspólnego z kolonializmem i ekspansją terytorialną? Poza tym, to było jednostkowe wydarzenie z czasów II wojny światowej i zdajesz się nie pamiętać o tym ilu Żydów Polacy uratowali, narażając własne życie i własne rodziny. A jeżeli chodzi o przejęcie Zaolzia przez Polskę – naprawdę porównujesz przyłączenie niewielkiego terenu, który i tak kiedyś był nasz, do kolonizacji, której dopuścili się Anglicy? Oni mieli kolonie na wszystkich kontynentach, wyrżnęli rdzenną ludność australijską i Indian z Ameryki Północnej (razem z ludźmi innych narodowości, ale jednak tam byli). Moja wypowiedź nie była tendencyjna, wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcesz pokazać Polskę w jak najgorszym świetle. Pytanie tylko dlaczego?

        • To moja odpowiedź na: cyt. „Czy atakowaliśmy inne narody, żeby je ograbić albo podbić?” No więc mordowaliśmy, ograbialiśmy, a że w mniejszej skali, to tylko dlatego, że mieliśmy mniejsze możliwości. Więc nie ma co popadać w zachyty nad nieskalaną reputacją…
          Co zaś do Rzeczpospolitej Obojga Narodów – Litwini mają na ten temat nieco inne zdanie.

          • Rozmawiałaś z Litwinami z XVII-ego wieku, że znasz ich zdanie? A co myślą na ten temat współcześni litewscy nacjonaliści, to jest już inna kwestia.

            Sądzę, że nie chodzi o to, że mieliśmy mniejsze możliwości, tylko o to, że w naszej naturze leży w większości przypadków „walka o wolność naszą i waszą”, a nie podbijanie innych narodów celem zysku. Owszem, zdarzały się takie momenty w naszej historii, że przygraniczne grody np. czerwieńskie, czy miśnieńskie przechodziły z rąk do rąk, a przy okazji strona zwycięska brała jakieś łupy. Było to jednak głębokie średniowiecze. Poza tym, te fakty również były podyktowane zwiększeniem obronności państwa, a nie czystą ekspansją terytorialną.

  11. Btw, jako ciekawostkę wklejam Ci wypowiedź Anglika, którą kiedyś znalazłam w internecie, mieszkającego w Polsce od 10 lat, na temat rzeczy, które mu się tutaj podobają i tych, które mu się nie podobają. Czasami fajnie jest zobaczyć nasz kraj oczami drugiej strony ;)

    „This post will get drowned, but it’ll provide some counter-perspective for you. I’m an Englishman who’s lived in Poland for 10 years, and your country still weirds the hell out of me sometimes.

    Food. You have amazing recipes like pierogi, leczo, bigos, big chunks of golonka, and the world’s most incredible array of sausages. It’s like you can turn a pig into a magical meat wonderland of flavour. And the bread? Loaves stuffed with plums or cranberries, soft or crunchy rolls, dark, grain, rye… it’s a baker’s paradise. Considering these two incredible foodstuffs, can I get a bacon sandwich anywhere in the entire country? Nope

    Christmas food. You celebrate Christmas the night before, by banning all the tasty stuff mentioned above (no meat, no alcohol) and instead punishing yourself with the worst food available. Carp. Herring. Bland pasta covered in poppy seeds. Is this some masochistic torture for all the sinning you’ve done that year?

    Religion. Apparently, everybody’s Catholic. If your car breaks down on the street no-one will stop and help you. Old ladies will spit and curse at you for kissing in public, and everyone cheats each other as much as possible, including never paying any taxes. People really are awful to each other on a daily basis. But they still go to Church on Sunday and own a picture of…

    John Paul II. Yeah, I know, 28 years a Pope. 28 years where he did nothing to help the spread of AIDS in Africa or end the sexual abuse of children in the Church. Dead for 9 years. But still many Poles think he’s a saint and own a poster/calender/icon of him. What’s the new Pope’s name? Don’t care, the only Pope is JP2.

    Driving. Bulgaria has worse roads than Poland, and fewer people are killed in car accidents. The Lithuanians have worse cars, and kill fewer people. The Italians have more treacherous geography, the English and Swedish have worse weather, and the Germans drive faster, and still Poland kills more people with cars than these countries. Why? Polish people suck at driving. Really, you’re awful. Maybe because you’re always rushing around the country on…

    Holidays. 26 days per year once you reach 10 years of employment (or 3years + 5years of studying). Plus 12 national holidays, so 38 days off a year, or nearly two working months. How does anything get done? How, even in the capital city, do shop-owners shut down for the whole of August and still run a successful business? Which leads to…

    Service. You’ll never feel less welcome than when you walk into a shop and ask the seller for something. 99% of the time the answer will be „no”. The other 1% the item will be handed to you in awkward silence, with an evil glare for interrupting their peace and quiet. In supermarkets, you’ll go the entire transaction without hearing a single word from the cashier except…

    „Do you have any change?” I’m used to this from homeless people. Not from the store clerk, desperate to get the 5- and 10grosze coins from my pocket. The sale was 49.56zl, I gave you a 50zl note, but you still desperately plead for the 56grosze in change so that you can give me 1zl back. In a tiny village shop, ok, I get it, but in massive outlets with 20 cashiers? This is retarded. Especially in…

    Home improvement stores. Castorama, Praktiker, Obi, Leroy Merlin – huge palaces to consumption where you can buy curtains, wood flooring, lamps and bathroom furniture. Finally, you can decorate your apartment the way you always dreamed, filled with furniture from Ikea or BlackRedWhite. These names are confusing, but it’s ok: they all sell exactly the same products for the same prices. You had Communism for 45 years where everyone wore identical clothes and lived in identical apartments with identical furniture. Now, after 25 years of capitalism it’s exactly the same, except it’s the people’s choice. And Ikea in Poland is more expensive than the UK.

    Bureaucracy. I’m from the UK; I don’t have an ID card. I don’t have one in Poland either, but I do have a unique ID number (PESEL) and a registered address (meldunek) and a tax number (NIP) and a business number (REGON). I couldn’t get an ID card becuase you need meldunek for that, but you can’t get meldunek without an ID card. I worked my way around it to buy a car and a flat, butI can’t be registered (meldunek) in my own flat for more than 5 years because I don’t have an ID card, even though I’m listed on the land ownership record (KW) as the owner. It takes five different offices to deal with this shit.

    Decograms. If I buy ham or cheese I don’t buy it in kilos, or grams, but decograms. What the fuck is a decogram? „20 decos of ham, please.” Or 200 grams, for normal people. You don’t use decolitres for beer or vodka, but you’ll use decograms for ham, as if you’ve invented a metric pig.

    So if it’s so awful, why do I stay here?

    The weather. People think of Poland as some grey gloomy landscape, like Siberia but with more pork products. But it isn’t. It has 4 very distinct seasons that are all just long enough, and even from my window in Warsaw I can see gorgeous August sunsets shining on the browning leaves of the old chestnut trees over the road. I regularly stop and stare at the beauty of the weather here.

    The geography. Mountains to the south, sea to the north, a massive lake district and some of the most ancient oak and pine forests in Europe. This place is a natural wonderland, achingly beautiful in its wilderness.

    The architecture. Poland’s awful and awesome history means towns are actually distinct from each other, and Lublin is different to Krakow or to Wroclaw or to Gdansk. This is unlike Britain, where every town up and down the country has a stone cathedral surrounded by fake Tudor townhouses and a generic high street filled with the same bloody shops. Yawn.

    The people. Once people accept you, Poles display a level of genuine warmth that I never experienced in the UK. They’ll hurl abuse at you on the roads and elbow you in the street without saying sorry, but if you’re invited to their house you’re an honored guest and nothing is too good for you. Instead of a bland evening supper of polite conversation and dinner party games (like England) you’ll be invited to a three-day weekend at their place in the country with rivers of alcohol and more sausage than a Gay Pride festival. Which is how Poles „relax”. A ha ha ha.

    The humour. A very dry humour prevails in Poland, mixed with a taste for the absurd. Classic books and movies are either very subtle or utterly outrageous in their weirdness, and once you get that into your head, real life in Poland starts to make sense (in the sense that you know it will never make sense).

    The work/life balance. The long holidays and generic product availability is frustrating at first, but then you learn it’s how Poles think; Work to Live, not Live to Work like in the UK. Britishers put in 40-60 hours a week to fill their overpriced house with stupid shit they don’t need, so that after 45 soul-destroying years they can die of a heart attack with shitloads of debt. Poles would rather save save save, pay cash up front for a couple of good products, and make those things last the rest of their life. People at the age of 25 are trying to buy the houses they’ll die in, people avoid mortgages and credit cards as if they were ebola, and trade promotion and career prospects for family time with the wife and kids. As a result, they have much less stress and more stronger relationships with their family, even if it means they can’t afford a 50″ TV and three foreign holidays a year. I think that’s a much healthier balance (although it’s starting to change).

    Food. Microwave and oven-ready meals are almost unheard of. People cook fresh, and cook often (or their mothers do it for them). In summer the street stalls are bursting with fresh fruit and vegetables, and beside a few kebab and Asian bars, fast food is almost unknown. People don’t really go to restaurants at all, and even Warsaw (a city of 3million people) has a very limited range of places to eat out – not only because of price, but because the stuff made at home really does taste so much better. It’s also healthier, which leads to…

    Women. Girls here are beautiful, not because of genetics but because of style. They don’t turn into lardbuckets at 25 like their British counterparts, they don’t sport horrendous fake tans, buckets of makeup or trampstamp tattoos, or follow the latest retarded fashion trends. Sure, there’s always a tasteless minority, but more often than not the women focus on looking elegant or chic rather than Kardashian clones. It’s beautiful without relying solely on sex appeal.

    You can compliment people. I can tell the women in the office that their hair looks good today or that I like their new shoes without being considered sleazy or a potential rapist. Men can say nice things to women (things they honestly mean – those are nice new shoes) without the risk of HR getting involved for sexual harrassment.

    More seriously, politics. People here are informed, and the newsagents actually have a choice in weekly magazines on art, science and politics (wprost, polityka etc). Even the existence of metalist idiots like Kaczynski and Korwin-Mikke helps people have actual debates on what’s important for the country, rather than the pathetic dribble of PR quotes that the British hear from Cameron and Clegg.

    Largest apple producer in Europe, and you’ve only just (last three years) learned how to make cider. But it’s good cider – clean and fresh.

    Culture. People here have read books, recognise classical music pieces, enjoy attending the theatre and are open to discuss these things. Water cooler talk is about current events, be it big sports matches or global wars. It’s not endless asinine bleating about whatever was on telly last night.

    Enjoy your time in England; I wouldn’t swap places with you.”

    źródło: http://www.reddit.com/r/unitedkingdom/comments/2ej1zf/random_stuff_that_baffles_me_as_an_immigrant/

  12. @Jagna, przecież tłumaczę Ci, że prawie nie było żadnych podbojów, a te które były odbywały się w średniowieczu, kiedy wszyscy tłukli się ze wszystkimi, a i tak przeważająca większość z nich miała na celu obronę nas samych, a nie zniewolenie innych narodów. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem?

    Natomiast angielska kolonizacja odbyła się już później, kiedy ludzie byli bardziej „światli”. Zobacz sobie ile mieli kolonii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolonie_brytyjskie. Ja sama nie wiedziałam, że było ich aż tyle.

    A tak w ogóle, to zmieniłaś temat całej dyskusji. Chciałam Ci wytłumaczyć dlaczego Anglia jest taka bogata, a Polska nie. Gdybyśmy, tak jak Anglicy, żeglowali po świecie i podbijali kolejne ziemie, a potem eksploatowali ich mieszkańców i surowce, to może też bylibyśmy teraz bogatym krajem. Oczywiście, nadal mógłby to wszystko zniszczyć komunizm… Tak więc, niestety nie da się rozpatrywać obecnej sytuacji Polski, pomijając jej historię. Nie da się nadrobić dekad strat w ciągu 20 lat. Ty wyjechałaś i ciesz się, ale nie krytykuj tak niesprawiedliwie Polski i ludzi, którzy tu mieszkają.

  13. Droga Jagno,

    po lekturze Twojego ostatniego wpisu pozwolę sobie na kilka uwag.
    Po pierwsze po tak traumatycznych doświadczeniach jakich doznałaś w Polsce będąc istotą rozumną o wnikliwym spojrzeniu i ostrym piórze nigdy więcej do tego piekła na ziemi nie powinnaś wracać. Stanowczo zaprzestać publikacji w języku polskim bo przecież Ci co mieszkają w Polsce znają realia lepiej od Ciebie a tym co wybrali życie na obczyźnie ta wiedza jest zbędna. Z drugiej jednak strony brak wizyt znacząco zuboży nasz „ciemnogród”. Promyk nadziej na lepsze jutro niesiony na Twoim promiennym uśmiechu przestanie nas uszczęśliwiać. Dodatkowo nie bez znaczenia będzie niewątpliwe ubytek w obrotach klinik, przychodni oraz innych przybytków przedsiębiorczości. Do tego niezaprzeczalne korzyści w zakresie promocji Polski jako miejsca ewentualnych odwiedzin. Gdybyś nadała jeszcze jakiś chwytliwy slogan typu….. nawet w Azji nie będą na Ciebie tak krzywo patrzeć jak w Polsce.

    Poza wszystkim z bliska obserwuje się bardziej wnikliwie. Zapewniam Cię a zapewnienie to poparte jest obserwacją przez właściwie dobrane okulary, że zmiany są i to zwykle na lepsze. Dziur w drogach jakby mniej, komunikacja bardziej punktualna, Panie w urzędach zwykle kompetentne a i życzliwych petentowi coraz więcej. Oczywiście potrzeba bardzo wielu zmian ale inne kraje budowały swoje bogactwo latami i Polsce zajmie to jeszcze całe lata. Nie jest ani tak źle jak Ty to opisujesz ani tak dobrze jak ja chciałbym to widzieć.

    Po drugie trudno oprzeć się wrażeniu, że Twoje spostrzeżenia są nieco naiwne. Nastolatki są zwykle zbuntowane a wyrażają to różnie jedne poprzez awangardową fryzurę czy arogancję inne zwykłe chamstwo i to na całym świecie.
    Co do kierowców polecam wizytę w Chinach czy Indiach. Na tym tle nawet opisywani kierowcy tirów są wzorowymi użytkownikami dróg. Recepcjonistki to zwykle bardzo młode osoby stworzone do wielkich czynów a nie pracy na recepcji, która to praca jest zwykle przelotną „fuchą” w drodze do intratnej pozycji jaką obejmą (lub nie) po ukończeniu studiów. Pod każdą szerokością geograficzną taksówkarze marudzą. Moim skromnym zdaniem przodują w tym Afrykanie.
    Pani oferująca Ci swoje usługi najzwyczajniej właściwie oceniła Twoje dochody przecież prowadzi firmę po to aby maksymalizować zysk. Wniosek, że skoro pracujesz w Anglii i zarabiasz lepiej jest raczej oczywisty. Jeżeli cena oferowanej usługi jest znacząco wyższa zawsze można wybrać innego jej dostawcę.
    W wielu kwestiach masz rację ale gdybyś przestała opisywać wszystko w czarnych barwach twój blog byłby bardziej interesujący. Podsumowując mogę tylko ubolewać, że tak wielu młodych pełnych pasji, pracowitych i kreatywnych młodych ludzi emigruje. Polska niestety nie skorzysta z Waszych osiągnięć.

    PS. ponieważ brak mi czasu na miernotę zwykle niczego nie komentuję ale Ty piszesz dobrze gdybyś zechciała do tego pisać trochę lepiej było by najlepiej ;)

    • O ile dobrze pamietam to byl maly wodz o wdziecznym imieniu „Wielki Niepokoj” w jednym z moich ulubionych komiksow „Skad sie bierze woda sodowa i nie tylko” :)

  14. Czytam Twojego bloga już od dłuższego czasu i na większość tematów mam podobne poglądy ;) Jako, że sama planuję wyjazd do Anglii za kilka miesięcy, czy mogłabyś napisać podobny tekst, ale o wadach Anglii ? Jestem ciekawa, jak je widzisz, bo wiem, że będzie to ocena szczera do bólu ;)

  15. A’propos
    naciągania na wyższe ceny.
    Nie tak dawno temu byłem na końcu świata tj w Ustrzykach Górnych skąd chciałem dojechać do Cisnej. Trasę tę obsługuje banda mini-busiarzy, którzy zabierają max 12 osób, a jak trafią się plecakowi to wypadnie trochę mniej. Podczas mego pobytu opłata za przejazd wynosiła 2 PLN / osobę. Ze względu, że kursy częste nie są zbiera się spora gromadka chętnych na taki kurs zwłaszcza w sezonie turystycznym. Aż tu nagle jak z pod ziemi zjawiło się dwóch obcokrajowców co ni w ząb polskiego nie kumali, a obsługa pojazdów żadnego obcego. I co się nagle okazało? Jak za komuny, II strefa płatnicza cena wzrasta x10. I nie jest to za wynajem całego busa dla 2-óch osób a normalny bilecik. takie polskie skurwysyństwo, bo inaczej tego nazwać nie potrafię.

  16. Jestem zwolennikiem logiki i matematycznej statystyki. Mieszkam w Wancouver, Kanada. Przez wiele let z rzędu to było miast uznawane z najlepsze na świecie. Jeżeli jednak spojrzymy na statystyki to się okazuje, ze i Wielka Brytania i Kanada a przedewszystkim kraina wolnych (USA)maja dużo więcejprzestępstw, nadużycia narkotyków, rozwodów, alkoholizmu niż Polska. Wystarczy pójść na stronę Światowej Organizacji Zdrowia i przeczytać statystyki jak zdrowe jest jedzenie w Anglii, ile pozwalają dodawać hormonów i antybiotyków i jaka jest zachiorowalnosc na raka , choroby serca etc. Otóż w Polsce okazuje się, ze jest dużo lepiej.
    Idźcie sobie do lekarza w Kanadzie bo się czujecie w dołku a ja wam gwarantuje, ze po miesiącu będziecie uzależnieni od tabletek a lekarz będzie jeździł nowym samochodem zakupionym przez firmę farmakologiczna.

  17. Myślę, że Pani przeżywa kryzys tożsamości typowy dla emigrantów z powodów ekonomicznych. Oczywiście nie kwestionuje prawdziwości Pani relacji, ani, tym bardziej, subiektywnych odczuć, jednak mój odbiór polskich realiów jest inny, a mieszkam tu na codzień. Ludzie z, którymi się stykam na codzień są zazwyczaj uczciwi i życzliwi. Rzeczywiście brak u nas tej wyuczonej anglosaskiej kurtuazji, czego efektem jest to, że odpowiedź na pytanie ‚ jak się masz’ wcale nie jest oczywista :) Ale wrogość jaką Pani opisuje to dla mnie ewenementy.
    Myślę, że podświadomie, albo świadomie, szuka Pani argumentów, żeby uzasadnić swoją decyzję o ‚rozwodzie z Polską’. Rozumiem Pani rozterkę i szczerze wspolczuję i mam nadzieję, ze nie podjęła Pani ostatecznej decyzji. Im człowiek starszy tym zmiana tożsamości jest trudniejsza. Proszę się jednak nie załamywać. Ten kraj nie jest jeszcze stracony. A najważniejsze, to zrozumieć, ze jego przyszłość zależy od nas samych.

    • Cudownie Pawciu odpowiedziałeś! Mieszkam w Londynie i tęsknię za najwspanialszymi ludźmi na świecie, których zostawiłam w pięknej Polsce. Tu jest również ciężko! Szczególnie znaleźć pracę odpowiednią do swoich kwalifikacji! Nie dajcie sobie wmówić, że jesteśmy my Polacy gorsi od kogokolwiek. Możemy się szczycić swoją historią, inteligencją, wiedzą, dobrymi manierami, przedsiębiorczością, pracowitością itd. Większość z nas jest taka! Anglicy naprawdę nie dorównują nam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook