Kto słucha muzyki klasycznej?

violin-old-new-670

Kultura jest nieodłączną częścią życia, tak jak i sranie – naturalnym zjawiskiem, z którym się nie walczy, nie lekceważy, nie umniejsza jego znaczenia. Przynajmniej dla mnie. Naturalnym więc jest, że przed snem czytuję książki noblistów, albo arcydzieła mniejszego formatu. Że słucham muzyki, nie tylko radiowej, ale też filmowej i klasycznej do porannego mycia zębów czy codziennych ćwiczeń. Że zdarza mi się oglądać filmy, o których dojdą mnie słuchy, że warto (a dochodzą coraz rzadziej niestety) i nie są to tylko hiperprodukcje z Hollywood, ale i kino francuskie, i dokumentalne. Chodzę do teatru, nie tylko na znane komedie, ale także na arcydzieła wielkiego formatu. Przy okazji wypadów „do miasta” zaglądam do galerii sztuki, mam swoje ulubione miejsca, śledzę wydarzenia kulturalne w regionie. To wszystko jest dla mnie normalne, tak codzienne i rutynowe, że smutna myśl, jakoby reszta społeczeństwa nie miała takich nawyków nigdy nie skalała mego pomyślunku.

Aż do teraz.

Byłam wczoraj na koncercie Andrea Bocelli’ego. To nie jest tak, że jestem zagorzałą fanką tego pana – uwielbiam Lindsey Stirling, a że gościnnie występowali w Londynie oboje, to narzeczony mój w ramach randki niespodzianki wykosztował się na bilety. Wrażeń opisywać nie będę – starczy rzec, że zaszkliły mi się oczy w kulminacyjnych momentach.

Opiszę jednak widownię, bo ta stanowiła dla mnie pewną zagwozdkę.

Przerażająca większość publiczności była w wieku wysoko zaawansowanym. Tak zaawansowanym, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby w ramach aftera po koncercie poszli całą kupą grać w bingo. Nie śmieję się wcale i proszę mi tu nie zarzucać sarkazmu – dystyngowane damy z siwymi kokami wzbudzały mój mimowolny podziw, a szarmanccy staruszkowie w garniturach i jedwabnych krawatach rozczulali me wrażliwe na elegancję serce. Szkoda tylko, że młodzieży, nawet jeśli by miała być nieco mnie elegancka i dystyngowana, nie było tam wcale – siebie nie liczę, bo na młodzież to jestem już za stara. Nie będę koloryzować – panowie, których dosięga dopiero kryzys wieku średniego siedzieli tuż obok, błyskając drogimi zegarkami, a panie w okolicach trzydziestki w eleganckich płaszczach sunęły dumnie na szpilkach w rejonie baru, ale to wciąż była rażąca mniejszość. Nie przesadzę chyba, gdy oszacuję na oko, że gdyby wyciągnąć średnią wieku widowni, to statystycznie rzecz biorąc wszyscy bylibyśmy już na emeryturze lub u progu śmierci.

Okej, o gustach się nie dyskutuje i ja nie mam zamiaru kopać się z kulturą masową. Kultura wysoka jest elitarna, z założenia ma odpychać masowego odbiorcę, a przyciągać koneserów i nie w tym chyba nic zdrożnego. Tylko czy w takim razie całe pokolenie, poczynając od urodzonych w latach 90 jest już spisane na straty ze swoim marnym gustem muzycznym, a za czterdzieści lat skrzypaczki, soliści operowi, pianiści i cała reszta ekipy pójdzie na bezrobocie, bo muzyki, tej prawdziwej, a nie elektronicznej, nie będzie już komu słuchać? W kulminacyjnych momentach filmów nie będzie się już podkładać kawałków z Mozarta, tylko dup-step, a wiolonczelę będzie można zobaczyć tylko w muzeum, albo w jakichś starożytnych archiwach YouTuba?

Z drugiej strony rozumiem, że koncert muzyki klasycznej to nie miejsce dla dziecka i matki wojujące o to, by z dzieckiem móc chodzić wszędzie, wszędzie je karmić i zmieniać pieluchy nie rozpoczęły walki o zagarnięcie dla siebie akurat tego kawałka przestrzeni publicznej. Jest dla mnie jasne, że czterolatków bawiących się w berka pomiędzy rzędami nie było i wcale nie boleję z tego powodu. Ale gdzie nastolatkowie? Gdzie dumna młodzież licealno-uniwersytecka? Gdzie zakochane pary, młode małżeństwa i paczki przyjaciół, młodzi mężczyzn i kobiety w najlepszych latach swego życia, tak przed trzydziechą – gdzie oni byli w tym czasie? Przed telewizorem z kubełkiem lodów, albo zajeżdżając na śmierć playstation?

Powiecie mi może, że wcale nie jest tak źle, że akurat klimat nie ten, albo bilety drogie, że tak generalnie to sztuka ma się dobrze, a wśród waszych znajomych są całe chmary młodych ludzi, którzy zamiast karnetów na siłownię kupują karnety do teatrów, a wy sami wiecie kto to ten cały Bocelli, kto to jest ta Stirling…

Szczerze? – na to właśnie liczę.

,
10 comments on “Kto słucha muzyki klasycznej?
  1. ja chodzę tak na 20-30 koncertów rocznie. koncert muzyki klasycznej wionie naftaliną z widowni i nadętą sztucznością. polecam koncertyy zespołu QNTAL, gra tam michael popp., absolwent mozarteum ze stuttgartu i solistka operowa sigrid hausen. michael popp naoglądał się starych rycin i zrobił repliki instrumentów dawnych, odnalazł stare nuty i stare teksty. sigrid śpiewa w języku starogemrańskim właściwym dla niemieckiej arystokracji ze średniowiecza. ale uwaga!!!! nie smęcą tylko przerobili muzyke dawną na muzyke współczesną. jest to m,uzyka dla prawdziwych koneserów a nie dla wypudrowanych starszych pań które mają potrzebe opowiadać że były wczoraj na koncercie brandeburskim bacha a dyrygował chujento pizdrojani. to samo masz z muzyką zespołu STOA, muzycy przez duże M ( a nie jacyś podwórkowi szarpidruty i skrzeczące rapujące dziewuchy bez głosu). polecam też koncerty jana garbarka oraz koncerty leszka możdżera ( najlepiej z larsem danieslonem). rozumiesz wtedy że muzyka klasyczna ma teraz nowe oblicze i nową widownię. jakaś klasyczna opera z piszczącą tandetne włoskie teksty tłustą panią w pióropuszu ma z kulturą tyle wspólnego co białe skarpety frotte z wyszukanym gustem.
    poza tym ludzie stali się wygodni i jak coś jest na you tube za darmo to po co iść na koncert? takim nowoczesnym ludziom polecam też sex nie w realu ale na necie.

  2. Znam dyrygenta, dobrego. Rzucił żonę, 2 dzieci. Zakochał się w dziennikarce, młodszej. Po 2 latach znudziła mu się, za mało ekscytacji.. Poznał następną, itd.. Całe to towarzycho muzyki poważnej jest lekko mówiąc popie*, może nie lekko tylko poważnie.
    Nie na temat, ale coś nie tak z nimi.

  3. Bede chamska. Od Lyndsey wole niegrzecznego chlopca Nigela (Kennedy”ego oczywiscie) NIe jest prekursorka w performing – moje pokolenie zachwycalo sie lata temy Vanessa Mae…. Bocelli’ego lubie sluchac, ale nie moge patrzec. Wiem – nie jego wina, ze jest niepelnosprawny, ale niestety ma odrazajacy wyglad I pewnie zbiore za to baty, ale jak dla mnie estetyczniej wygladalby w ciemnych okularach. On sam nie ma swiadomosci jakie uczucia moze wzbudzac, ale ma cala rzesze doradcow, wiec ktos moglby wpasc na pomysl… Nie jest wirtuozem glosu – sa lepsi od niego, ale jego wielka przewaga jest wlasnie niepelnosprawnosc.

  4. Trochę Cię pocieszę, a trochę potwierdzę Twoje obserwacje. Sama należę do młodzieży licealnej i nie uważam, abym była jakoś mocno „ukulturalniona”. Mimo tego lubię od czasu do czasu wybrać się do opery, teatru, filharmonii etc. Jednak z moimi skromnymi funduszami pt. kieszonkowe/ dorywcza praca „po znajomości” rzeczywiście ceny biletów na niektóre wydarzenia odstraszają. Ale zawsze znajdzie się coś darmowego lub wyjście organizowane przez szkołę (grupowe bilety jednak są nieco tańsze) ;). Ale z drugiej strony też widzę, że średnia wieku widowni jest raczej wysoka… Mimo wszystko zawsze jest nadzieja, że ludzie przesyceni łatwą i lekkostrawną papką oferowaną przez mass media w którymś momencie zwrócą się ku nieco trudniejszej sztuce

    • Właśnie postanowiłam, że zawsze, ale to zawsze będę sypać dzieciom kasą, jak będą marudzić, że chcą do teatru. Albo nową książkę. Albo lekcje gry na skrzypcach.

      • twoja rozruztność brzmi jak „hymn tel awiw”. dzieci zechcą play station i 15 odcinek harry pottera w multikinie przy mc donalds. robi to 5 miliardów dzieci dlaczego twoje dzieci miałyby byc dziwakami lgnącymi do skrzypiec??? pozostaniesz bogata. wydatki na dzieci nie bedą duże.

  5. Piątkowy koncert w filharmonii. Gra orkiestra, jest też dyrygent. Koncert muzyki filmowej. Wszystko cudownie, jednak podczas grania „Piratów z Karaibów” ktoś niepostrzeżenie wszedł na sale koncertową, niestety dyrygent od razu go zauważył, więc przestał dyrygować w trakcie utworu i….. zaczął sobie z tym kimś dyskutować. Filharmonia Bałtycka. Nie rozumiem. Może dlatego niektórzy nie chodzą, bo wiedzią, że dyrygent nie oznacza czlowieka z klasą?

    Za bilet 180 zł.

  6. Święte słowa i niestety masz rację… Wpis sprzed kilku miesięcy, ale jakże aktualny. Czekam z niecierpliwością na Twój komentarz dotyczący powrotu trendu na disco polo. Ja mam się ochotę samobiczować.

  7. Hm. nie nazwąłbym Bocelliego kulturą wysoką. To taki pan, o całkiem przeciętnym głosie, nieźle wypromowany, dający różnym ludziom poczucie obcowania z klasyką. Nie dziwię się, że mało młodych pojawiło się na koncercie, a co do starszych – pewnie dystrybuowano bilety w klubach seniora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook