Dlaczego kobieta powinna pracować?

paper-wast_vintage-phot-of-a-woman__stereophonic-world_flat-world_spacecucciolo-950x634

Dobrze jest, gdy kobieta nie rezygnuje z kariery zawodowej, nawet gdy udało jej się bogato wyjść za mąż. Wysoki stan małżeńskiego konta może rodzić pokusę, by stres i nerwy związane z pracą zawodową zamienić na cotygodniowe wizyty u kosmetyczki ubierając swoje nieróbstwo w płaszczyk poświęcenia się dla dobra dzieci. Wiele kobiet tak robi – rezygnuje z kariery przy okazji pierwszej ciąży i nigdy już później do pracy nie wraca grzejąc się ciepełku mężowskich zarobków. Na pierwszy rzut oka – tylko pozazdrościć. Na drugi – strach żyć.

I nie chodzi mi tu już nawet o długie tygodnie, które trzeba czymś zagospodarować – wierzę, że przy odrobinie kreatywności da się wypełnić swe dni po brzegi. Nie chodzi też o to, by siedzenie w domu samo w sobie było czymś godnym potępienia i zepchnięcia na margines społeczny z łatką darmozjada czy pasożyta. Nie. Chodzi mi wyłącznie o czysto pragmatyczne spojrzenie na taki stan rzeczy – to jest zwyczajnie szkodliwe dla związku, a może i być niebezpieczne dla stabilności życiowej. Bo w razie wstrząsów miłosnych, separacji, czy konieczności wyrzucenia mężowskich waliz za okno chwilę po tym jak się go nakryło z kochanką we własnym łóżku stajesz kobieto na skraju bezdomności.

Historia z życia wzięta – przyjaciółka rodziny, którą na potrzeby tego materiały nazwiemy roboczo Zdzisią. Zdzisia była mężatką przez niemal ćwierćwiecze. Jeszcze w latach 90 mąż załapał się na intratny kontrakt w kraju Skandynawskim i z walizą wypchaną ciepłymi skarpetami ruszył kręcić biznesy zostawiając żonę oraz dwójkę dzieci. Do kraju wracał regularnie co trzy miesiące przywożąc prezenty i coraz więcej gotówki. Zdzisia zajmowała się domem i dziećmi, pracę zawodową rzuciła w diabły bo przy mężowskich zarobkach te marne grosze, które jej płacili wyglądały jak kiepski żart.

I tak to trwało przez lata. Średnio cztery zjazdy rodzinne w roku, egzotyczne wakacje, coraz większe mieszkanie i coraz lepszy samochód, a między nimi sielanka, bo i o co się można pokłócić, jak się widzisz z ukochanym przez tydzień lub dwa? Były plany, że się może przeniosą do tej Skandynawii, Zdzisia się nawet zaczęła uczyć języka, ale odkładała przeprowadzką na „aż dzieci skończą podstawówkę”, „to teraz gimnazjum”, aż do „po maturze syna”.

W zeszłym roku, gdy dzieciaki już odebrały dyplomy magisterskie i spokojnie można by przestać powoływać się na względy edukacyjne Zdzisia wreszcie uznała, że pora zjednoczyć rodzinę i zamieszkać z mężem za granicą. Nieco poniewczasie, bo mąż miał tam już inne kobiece ramiona do pocieszania w samotne wieczory.

Zdzisię szlag jasny trafił. Ale po paru dniach ochłonęła, przekalkulowała swe położenie i GOTOWA BYŁA ZDRADĘ WYBACZYĆ! Mąż jednak wspaniałomyślności nie docenił, powrotu na łono rodziny nie chciał, złożył pozew sądowy i się ze Zdziśką rozwiódł w tempie dość ekspresowym, jak na możliwości polskiego sądownictwa.

Nie dość, że posypało się jej życie rodzinne i nagle, wbrew własnej woli została singielką z odzysku, to straciła jedyny dopływ gotówki. Okazało się, że powrót do pracy po dwudziestu z górką latach bycia panią domu jest tak trudny w realizacji, że już łatwiej chyba by było wspiąć się na Everesta i przezimować na szczycie.

Każda z was teraz pewnie myśli „mnie to nie spotka”. No cóż, życzę wam szczerze, by nie spotkało…

Praca zawodowa, nawet za dużo mniejsze pieniądze niż zarabia partner to jednak coś więcej niż poduszka powietrzna na wypadek tak dramatycznych wstrząsów. To też zdrowszy układ partnerski na co dzień.

Po pierwsze – nie jesteś od faceta zależna życiowo. Możesz występować z pozycji równego, możesz tupać nogą i walczyć o własne zdanie nie spuszczając potulnie głowy niczym ofiara przemocy domowej w obawie przed konsekwencjami gniewu faceta. Po drugie zaś – nie musisz się tłumaczyć z zakupu zbrodniczo wręcz drogiej torebki, bo zawsze możesz w ostateczności użyć argumentu, że ty też do cholery zarabiasz pieniądze. Wreszcie po trzecie – unikniesz pokusy wybaczania rzeczy niewybaczalnych jedynie z obawy przed życiem w samotności i skrajnej biedzie.

Odrębną zaś sprawą jest higiena życiowa. Tak, użyłam tego sformułowania celowo, choć może ono brzmieć nieco dziwaczne. Higienicznym życiowo jest pracować. To nadaje codzienności pewien rytm, przynosi satysfakcję, rozwija i poszerza kompetencje. Na bezrobociu człowiek gnuśnieje, niedobór obowiązków nie sprzyja produktywności, a i sens życia sprowadzony do gotowania obiadu i prania brudnych majtek może się nagle wydać nijaki i godny samobójstwa.

Swoją drogą mam taką znajomą, która siedząc w domu szósty rok z kolei ledwie sobie radzi z „nawałem obowiązków”. Dziecko odprowadzić i przyprowadzić z przedszkola, a potem pójść na jazdę w ramach kursu na prawko i już, ona absolutnie nie ma na nic czasu. Mąż gotuje obiady, bo ona nie umie, sprzątać nie ma siły, więc w domu syf, a kiedy nie zadzwonię to „jest taka zalatana, że doprawdy nie wie, czy uda jej się wyskoczyć na kawę”. Dziwne? Ależ skądże – sześć lat siedzenia na tyłku nawet wzorowego pracoholika oduczyłoby wyrabiania się z robotą, nawet tak prozaiczną jak prasowane koszul.

Nie zrozumcie mnie źle – ja nie chcę przez to powiedzieć, że etat to jedyna słuszna ścieżka życiowa, a wszystko inne jest o kant dupy rozbić. Możesz prowadzić jednoosobową firmę, uprawiać pracę zdalną, robić hurtem swetry na drutach, czy wręcz prowadzić bloga modowego i trzepać na tym kokosy – tak długo jak jest z tego jakaś forsa, lub choćby perspektywy na nią, to przecież pracujesz.

Siedzenie na macierzyńskim to nieco inna kwestia. Nie bronię młodym matkom i rozumiem, że po porodzie ostatnim, czego się może kobiecie chcieć jest zapieprzanie do roboty ze zszytym kroczem i pampersem w majtkach, po nieprzespanej nocy, w koszuli pachnącej dziecięcymi rzygami. Należy wam się wolne jak psu buda i nie będę z tym dyskutować. Po prostu po macierzyńskim trzeba do pracy wrócić, a nie z rozpędu przesiedzieć w domowych pieleszach kolejnych kilka lat.

Przeżycia Zdzisi z ostatniego roku godne są ekranizacji w formie czarnej komedii. Po tygodniach rozpaczania i bezsilnej złości wzięła się w garść. Schudła, zmieniła fryzurę, zaczęła się malować i teraz młodsi mężczyźni oglądają się za nią na ulicy. Pracuje w budżetówce, gdzie płacą jej grosze, ale przynajmniej nie siedzi sama w domu chlipiąc w poduszkę. Wywalczyła alimenty od eks-męża, który płaci jak mu się zechce, najczęściej dopiero postraszony komornikiem. Nie są to już kokosy, do których nawykła, ale wciąż więcej niż przeciętniaki zarabiają na śmieciówkach. I choć teraz zamiast szynki parmeńskiej na kolacje je pasztetową to optymistycznie patrzy w przyszłość i wierzy w sprawiedliwość na tym świecie. Kobieta, dla której eks-mąż zniszczył swoją rodzinę odeszła z innym, pozostawiając po sobie debet na koncie.

,
66 comments on “Dlaczego kobieta powinna pracować?
  1. człowiek miezkający w domu małżonka/małżonki jest przybłędą a nie partnerem. człowiek pozwalający się żywić przez partnera /partnerkę jest pasożytem a nie człowiekiem. partnerstwo to relacja dwóch osób o podobnym statusie.
    wypięcie układu wydalniczego za lata życia w luksusie to kurestwo i wyzysk dawcy na niekorzyść porfetlową biorcy.
    zdzisia sprzedająca dupe bogatemu meżowi przez X lat czerpała duże korzyści na minimalny wysiłek . teraz za większy wysiłek za małe wynagrodzenie. średnia życiowa i tak wyjdzie jej dobra. dupa się jej pomarszczyła ze starości ale za to mózg nabrał kontaktu z realem. jej średnia życiowa fałd mózgowia i dupy i tak nie będzie zła.
    nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. ( i odwrotnie)

    • „człowiek mieszkający w domu małżonka/małżonki jest przybłędą a nie partnerem” – jest współmałżonkiem, a co do reszty…trudno się nie zgodzić.

    • Chyba to jakiś żart – mój mąż mieszka w moim mieszkaniu i przez myśl by mi nie przyszło, że to pasożyt :) Płaci rachunki na równi ze mną, zarabia dwa razy więcej niż ja i też mnie pasożytem nie nazywa :) Masz jakieś traumatyczne przeżycia? he he

  2. Uuuuu..czuję burzę Jagna. Kobiety są wyrachowane, liczydło mają w oczach. Nie tak prędko wypędzisz Je z home do roboty. Syzyfowa praca!

  3. Te, które tak żyją, uważają, że ich to nie spotka. Głupota.
    Inny scenariusz, który znam ze swojej bliskiej rodziny, to śmierć męża. Żona zostaje z niczym, z dnia na dzień. Kiedy ja wracałam do pracy po macierzyńskim, mnóstwo koleżanek/kuzynek oraz teściowa (!) uważało, że to za wcześnie, że po co. Brak wyobraźni i beztroskie myślenie.

    • Dobry mąż zadba o to by na wypadek jego śmierci żona i dzieci były zabezpieczone…wychowywanie dzieci to praca na cały etat…a prowadzenie domu to również praca.

  4. Wow, siedzę w domu od dwóch lat – wychowuję dzieci. Z pierwszą córką pracowałam dopóki ona nie skończyła roku (razem chodziłyśmy do pracy, mała szła na spacer z moją ciocią na 4 godziny, ale 4 była ze mną). Potem druga ciążą i już nie dałam rady. Ale je chcę do pracy. Dom to katorga. Kiedyś nie rozumiałam gdy dziewczyny mówiły o tym, że w pracy odpoczywają. Dziś chcę do nich dołączyć. Chcę „odpoczywać” w pracy. Żyć innymi sprawmi, sprawdzać sie w tym co robię. Nie wyobraam sobie, że można dłużej niż jest to konieczne „siedzieć” w domu.

    • No, po śmierci męża dostajesz rentę, co prawda niedużo, ale zawsze. Po zdradzie I rozwodzie z jego winy możesz wywalczyć alimenty. Ale ogólnie zgadzam się z Jagną – najlepiej być niezależną od pana męża :)

      • Po śmierci męża poza renta dostajesz jeszcze odszkodowanie i spadek a po rozwodzie i separacji połowę zgromadzonego majątku, bo kiedy on pracował w firmie ty pracowalas w domu. Dobre małżeństwo dzieli się swoim majątkiem.

    • Dokładnie. Ja jestem z dziećmi już prawie dwa lata, poszłam próbnie do pracy jak młodsze miało pół roku, żeby zobaczyć czy dziadkowie dadzą radę zajmować się wnukami i jak dzieci to zniosą. W pracy, choć była to ciężka praca na produkcji, czułam się jak na wakacjach, zero krzyków, pisków, usypiania, karmienia i przewijania, na prawdę miła odskocznia, a po powrocie do domu z pracy człowiek z przyjemnością wita dzieci i ma nowe siły by się nimi zając. Niestety okazało się że pól rocznego dziecka nie można jeszcze zostawić, ale jak odstawię całkowicie od piersi to na pewno nie będę zwlekała z podjęciem pracy.
      Wydaje mi się, że kobieta musi mieć trochę ambicji, nie wyobrażam sobie żebym całe życie miała być aż tak zależna od męża i oczywiście zdarzeń losowych, bo jeśli nawet układ z nim byłby super to może zdarzyć się wypadek, śmierć itp. i wtedy nagle role się odwrócą i to żona będzie musiała utrzymać rodzinę. Co wtedy?

  5. Och, gdyby to było takie proste :) będąc w okolicach 30-tki jestem idealną potencjalną mamą dla pracodawców. Często słyszałam pytania o ilość dzieci i stan cywilny na rozmowach kwalifikacyjnych. Tłumaczenia zawsze były różne, jak pytałam, do czego potrzebne takie informacje. Życie zawodowe utrudnia mi moje „męskie” wykształcenie, panowie nie szczędzą złośliwości w moim kierunku, kiedy jestem na rozmowie. Największy szok, jak pokazuję im, że zażyć się mnie nie da i posiadam wymaganą wiedzę. Wtedy koniec rozmowy i „odezwiemy się”. Czasem zastanawiam się, czy nie udawać głupiutkiej, może wtedy będę miała większe szanse na stałą pracę… Szukam zatrudnienia, i co jakiś czas udaje mi się coś dorwać, ale to nigdy nic stałego. Może kiedyś to się odmieni.

      • No tak, „wbrew prawu”. Jeśli tak odpowiesz, nikt Cię nie zatrudni. Grajmy ich kartami – jakie pytanie, taka odpowiedź – po prostu zadeklarujmy singielstwo i niechęć do dzieci, nawet jeśli mamy męża i czwórkę pociech.

      • tak wbrew prawu i co z tego, jestem na etapie szukania pracy byłam na kilkunastu rozmowach o pracę, podczas kilku z nich miałam takie pytanie i wcale się nie boją ich zadawać….

        • Ja mialam podobna sytuacje dwa razy bo dwa razy zmienialam prace i …………..za kazdym razem te prace dostalam :)
          Musisz odpowiedziec szczerze. Ja tak zrobilam. Odpowiedzialam, ze mam dzieci, ze wychowuje je z pomoca rodzicow- bylam po rozwodzie- i dodalam, ze podejmujac decyzje o powrocie do pracy przwidzialam sytuacje takie tak ta, ze dzieci: choruja, maja biegunki, wyrzynaja im sie zeby i…………sto tysiecy innych.
          Powiedzialam, ze to nieuniknione i na takie okolicznosci mam zapewniona opieke nad nimi. Jesli wydarzy sie sytuacja bez wyjsca- poprosze o kilka dni urlopu. Poza tym, bylam zawsze bardzo profesjonalna w kwestiach zasadniczych – kwalifikacje, wiedza itd. Przekonalam moich przyszlych pracodawcow, ze oplaci im sie zatrudnic mnie mimo „widma” niespodziewanych absencji. Nigdy nie mialam problemu, mimo, ze chlopcy czasami chorowali i bralam wolne. Jedna rzecz- pracodawca musi widziec, ze jestes profesjonalistka- niewazne czy masz profesjonalnie obslugiwac kase, jezdzic na szmacie czy kontrolowac exporty za miliony dolarow.
          Jesli robisz dobrze to na co zgadzasz sie w kontrakcie- zadziala. Zycze powodzenia.

  6. Przykro to pisać, ale kobiety są coraz bardziej wyrachowane. Wygodne życie, piękny dom i nowy samochód tylko po to by koleżanki jej zazdrościły. Bo nie ma co ukrywać taka jest prawda. Większość tych kobiet nie rozumie, że pieniądze szczęścia nie dają. Wspólne cele, marzenia i działania są sukcesem na dobre małżeństwo a co za tym idzie praca i poświęcenie – no od czasu do czasu drobne przyjemności. I tak na marginesie – w dzisiejszych tekstach wciąż się pisze „kariera zawodowa” a nie praca. Większość ludzi pracuje na chleb a nie robi karierę :)

  7. Ja tam pracuje, jakoś nie wyobrażam sobie siedzenia w domu i czekania aż dzieciak ze szkoły wróci….
    Mam czas na wszystko, na to żeby z koleżanką na kawę wyskoczyć w sobotę np, bo mam wolne, mam czas by domek posprzątać i ogarnąć tez w sobotę, w niedziele się wyleguje, chodzę na spacerki czy z moim mężem do kina. Fakt na co dzień mamy mało czasu dla siebie. I jak mam wolne w tygodniu to siedzę z tyłkiem w domu i nie wiem za co się zabrać….. i tak mi dzień mija ze i tak nic nie robię hahahaha. Coś w tym jest, siedzenie w domu rozleniwia. Tak mam zajęty czas, cały dzień, większość w pracy, potem zajęcia pozaszkolne z synem, w międzyczasie obiad, jakieś małe sprzątanie,pranie prasowanie i wieczór jest, a jak siedzie w domu z okazji wolnego w tygodniu to nic nie robię właściwie. dziwne to jakoś ale tak się zabrać za nic nie mogę : D Wychodzi na to że jak pracuje to więcej upchnę zajęć w dniu niż jak wolne mam. Pozdrawiam pracujące kobiety:D

    • Może po prostu potrzebujesz odpoczynku? Często dni wolne poświęcam wyłącznie sprawianiu sobie przyjemności – maseczka, dobra książka, dłuższa sejsa jogi czy odcinek serialu. I świat się od tego nie zawala, a ja mam więcej energii do pracy :)

    • Ciekawe kto się twoim dzieckiem zajmuje kiedy ty masz tak czas na wszystko? Kiedy się z nim bawić? Kiedy rozmawiasz? kiedy masz czas na wspólne z nim spędzanie czasu? I ciekawe czy twoje dziecko jest szczęśliwe z mamą która wogóle się nim nie interesuje?

  8. Ja „siedzę” w domu już od 5 lat i chce mi się wrócić do pracy do ludzi, mam tą możliwość po skończeniu wychowawczego i z niej skorzystam o ile coś się nie zmieni. W domu też nigdy nie mam czasu, jestem zalatana, bo wszystko muszę robić sama, o czym możesz przeczytać na blogu. Jeżeli ma się ochotę pracować to można znaleźć taką pracę nawet w domu, a jeśli ktoś nie ma ochoty to wszystkim się wykręci. Ja lubię mieć parę swoich groszy choćby dzieciom lub mężowi kupić jakiś upominek, tak tylko ode mnie :)

  9. Takich Zdziś jest bardzo wiele,i nie sądzę aby Twój artykuł przemówił do rozumu kolejnym przyszłym Zdzisiom,bo w/g nich ich to nie spotka.

  10. styl wypowiedzi lekko odrzuca

    Jagna – ty masz dzieci? jak urodzisz, spróbujesz wychować zauważysz, że jednak jest dużo do zrobienia

    sama nie mam dzieci, ale akapit o tym, jak oceniasz kobiety na macierzyńskim i po porodzie odrzuca totalnym brakiem klasy

    nie szokuje – ale po prostu trąca brakiem kultury i jakąś chamskością

    • Ty również nie masz dzieci, a się wypowiadasz…
      Nie gloryfikujmy porodów, wychowania dzieci, ilości spraw, jaka jest wokół nich i roli matek. Po pierwsze – jak ktoś ma problem z ogarnianiem się, niech nie rodzi DZIECI, tylko JEDNO DZIECKO. A po drugie – jeśli matka jest partnerką ojca (a nie utrzymanką), to oboje współpracują dzieląc się sprawami rodzinnymi, również tymi związanymi z dziećmi. Nie widzę powodu, dla którego mężczyzna miałby być z czegokolwiek „zwolniony” – to sugeruje, że jest w danym zakresie mniej wartościowy.

    • Może to po prostu kwestia perspektywy? Bo dla mnie wypłata, która nie pozwala na samodzielne opłacenie wszystkich rachunków, trzydzieści dni porządnych obiadów, drobne przyjemności i jeszcze zaoszczędzenie jakiejś kwoty na czarną godzinę to nie jest wypłata tylko właśnie żart. Sama pracowałam za takie pieniądze i wiem, jak się wegetuje za 1500 zł.

  11. ..w normalnych krajach osobom, ktore nie maja odpowiedniej kwoty na przezycie placa alimenty, nawet do konca zycia, ewentualnie jezeli osoba taka ma dochody nizsze to alimenty wyrownujace, takze przypuszczam, ze pani Zdzisia powinna wziac prawnika i sprawdzic czy nie naleza jej sie alimenty – to samo z prawami rentowymi w wyniku rozwodu dzieli sie prawa rentowe osoby pracujacej na dwa. I nie ma sie co podniecac – kobieta nie jest wolem roboczym – nie moze pracowac na dziesieciu etatach i wieczorem dla pana i wladcy dodatkowo rozkladac nogi, ale jezeli kobiety sie same nie szanuja – to nic dziwnego, ze i faceci ich nie szanuja – dlatego tez polscy panowie maja problemy ze znalezieniem partnerek (o ile ich jakas polka nie przygarnie), panie z Polski natomiast problemu nie maja

    • Czy kraje, w ktorych doroslego darmozjada-nieroba pracujacy (nawet maz, ktory chce sie jej pozbyc) musza utrzymywac sa normalne??? Czy pracodawca zwalniajacy pracownika musi utrzymywac zwolnionego do konca jego zycia??? Niby czemu dorosla pelnosprawna osoba ma dostawac alimenty??? W takim razie ja tez chce i rzucam robote.

  12. Jestem prawie pewna, że albo jesteś mężatką która pracuje i już ma tego dosyć albo wcale nie masz męża a tym bardziej dzieci. Z Twojego tekstu bije sarkazmem cytat: „ubierając swoje nieróbstwo w płaszczyk poświęcenia się dla dobra dzieci” jeśli zasuwanie przy dwójce dzieci nazywasz nieróbstwem to bardzo Ci dziękuje ale tak się składa, że wiele moich znajomych wraca do pracy żeby sobie właśnie od tego”nieróbstwa” odpocząć bo łatwiej przecież dzieciaka do żłobka i gotowe a w pracy koleżaneczki, kawusia i czas leci, dziecko odbieram kładę spać no i jaką jestem wzorową mamusią.
    Po drugie akurat w śród mojej rodziny, znajomych bliższych i dalszych tak się składa, że każdy rozwód który miał miejsce był w rodzinie w której kobieta właśnie pracowała( może za dużo).
    Przykład który podajesz, no cóż kobieta sama się o to prosiła, mąż za granicą od kilku lat, nie można tego porównywać do sytuacji gdy mąż jest codziennie obok.
    i na końcu zastanawiam się skąd w osobach piszących takie teksty jest to przekonanie, że kobieta nie pracująca musi się prosić o każdy grosz i z niego tłumaczyć, w małżeństwach, które znam łącznie z moim tak nie ma ( jest wręcz odwrotnie, ja trzymam kasę). Niektóre kobiety pracujące tak zazdroszczą tym które pracować nie muszą, oj jakie to niesprawiedliwe, najlepiej niech ją ten mąż zdradzi i zostawi o wtedy chociaż będzie sprawiedliwie… ehhh

  13. Heh.. Wróciłam do pracy, gdy moja Córka miała 4 miesiące. Okazało się to zbyt trudne logistycznie, poza tym babcia to się zgadzała, to rozmyślała jeśli chodzi o opiekę nad Nią.
    Ostatecznie zrezygnowałam z pracy i postanowiłam poczekać, aż pójdzie do przedszkola i wtedy wrócić do kieratu. Niespodzianka! Nie dostała się do przedszkola, bo ja nie pracuję.. (!) W efekcie założyłam jednoosobową firmę, która nabrała rozpędu do tego stopnia, że mąż odszedł z poprzedniej firmy i pracuje dla mnie.. :) DZIEWCZYNY UWIERZCIE, ŻE MOŻNA, STWÓRZCIE SWOJĄ NISZĘ I BĄDŹCIE NIEZALEŻNE! Wszystko można, tylko trzeba pracowitości i rzetelności.
    Powodzenia!

  14. Myslalam, ze mnie nie przydarza sie takie rozterki – wyjechac za mezczyzna, czy zostac tam gdzie sie jest?
    Bo jesli o zawodowe sprawy idzie to rozterek takowych nie miewam- nie mialam nigdy.
    I tutaj wlasnie- problem.
    Cale zycie pracowlam zawodowo. Niezle mi to wychodzi. A ze samotne macierzynstwo stalo sie moim udzialem, wiec w zasadzie nie mialam wiekszego wyboru(ale nie ukrywam, ze nie moglabym pozostac w domu jako tegoz domu „pani” i poswiecic zycia na bycie li tylko gospodynia i zona- bo o partnerstwie mowic trudno- jak slusznie sama zauwazylas).
    Problem pojawil sie niedawno- pol roku temu. Poznalam mezczyzne, wydaje sie, ze wlasnie – TEGO wlasciwego. No i………..ja mieszkam w UK(pracuje tu zawodowo tak jak w Polsce, i choc praca kokosow nie daje, za to satysfakcje i owszem. Stabilizacja jest i swiety spokoj jest i………….no, i samotnosc tez jest.
    On mieszka w ……………Skandynawii.
    Mam pusto w glowie. Nie potrafie poskladac wszystkiego do przyslowiowej kupy(jakkolwiek to brzmi to skojarzenie prawidlowe bo sytuacja jakby to powiedziec jest g…na).
    Jesli do niego dolacze- leze bo jedyne co mi pozostanie to fizyczna praca(ktorej sie nie boje ale problem w tym, ze poznal mnie jako osobe o innym sttatusie zawodowym i troche sie boje, ze ta licha „robota” moze troszke odbrazowic moj wizerunek, a znajomosc w sumie swierza). Wladam bieglym angielskim, ale……….to nie wystarczy, musialam nauczyc sie w expressowym tempie szwedzkiego, a to jednak zajmie przynajmniej dwa lata(wersja optymistyczna).
    Pozostac na utrzymaniu mojego przyszlego ? to nie zadziala, jestem zbyt niezalezna finansowo i zawodowo. Problem ogromny, chyba zakochalam sie po wielu latach (a juz myslalam ze robie sie cyniczna i nieczula). I szukam jakiejs madrej rady. Mimo, ze to ja cale zycie bylam specjalista od dawania swietnych porad – jestem w kropce. Ktos ma pomysl?

      • To bardziej skomplikowane, tu gdzie mieszkam zyje sie………..po angielsku :D
        Tam- zyje sie tak jak tego potrzebujesz. Tam jest morze, narty, plywanie, sauna, kultura fizyczna- tutaj praca, praca, deszcz :D deszcz :D ceilidh dace (ulubiony) i…………..to wszystko
        Poza tym on ma tam swoja prace i obowiazki(dziecko z poprzedniego malzenstwa, ktore czesto u niego bywa – wlasciwie pomieszkuje od czasu do czasu).

        • Rozumiem, że Ty możesz rzucić swoja pracę i swoję zobowiązania, a on nie?
          Ja wiem, że to nie są łatwe decyzje – sama stanęłam przed taką dwa lata temu – zostać w Krakowie, gdzie mam niezłą pracę, masę znajomych, szanse na dalsze kształcenie się, czy rzucić wszystko i przeprowadzić się do UK, do chłopaka, gdzie podszlifuję angielski, zobaczę trochę świata, będę pewnie lepiej zarabiać? Znaliśmy się osiem lat, od pół roku w związku na odległość. Przeprowadziłam się i do dziś dni nie wiem, czy to była dobra decyzja. Są dni, gdy jest mi tu ciężko i wtedy fantazjuję o tym, co by było, gdyby to jednak on się przeniósł do Krakowa (taka opcja też była brana pod uwagę). Musisz wybrać sama, ale nie stawiaj się od razu w takiej pozycji, że tylko TY masz się poświęcać w tym związku.

    • Szwedzkiego mozesz sie nauczyc spokojnie w 2miesiace.Jak znasz angielski to w szwecji sie dogadasz z kazdym oprocz arabusow.Jak facet szwed to daruj sobie-zyje miedzy nimi od 30 prawie lat i jedyne co dobrego mozna o szwedach powiedzieć,tobto ze sa za glupi aby cokolwiek zrobic samodzielnie.Do tego zdradzanie partnera jest na porzadku dziennym.Zamieszkasz z nim to zobaczysz-jak cie tylko raz glowa zaboli, to pojdzie na noc do twojej przyjaciolki i bedzie uwazal ze wszystko jest ok.Rozwod trwa tu okolo tygodnia, dzieciaki socjal zabiera pod byle pretekstem.Jak mieszkasz w UK to do szwecji jedynie na wakacje. Od siebie dodam, ze tak falszywych i zaklamanych ludzi jak szwedzi nie spotkalem Nigdzie! Nawet w Izraelu!
      Ale powodzenia

      • Podbijam.100% prawdy o tym kraju polmózgów,falszywcow i zniewiescialych chopaczkow.Od siebie dodam czarnych i kozojebcow na ulicach.Kto nie mieszkał tu dluzej niech sie nie wypowiada.

  15. Świetny artykuł!!! Myślę, że wiele osób odnajdzie w nim siebie. Ja od 6 lat pracuję w jednej firmie, 3 lata temu urodziłam Synka, Młody miał 9 miesięcy jak wróciłam do pracy. Uwielbiam moją pracę, nie wyobrażam sobie nie pracować, w wolne dni od pracy jest mi jakoś dziwnie. Mój partner też pracuje. Jest nam dobrze.

  16. Jak mnie irytują takie wszechwiedzące komentarze i nietolerancje babsztyle ( tak babsztyle, bo inaczej nie powiem). Każda sytuacja jest inna, bo każdy związek jest inny. Nie wiesz co się między nimi działo i jak na prawdę było, a szafujesz wyroki. Były czasy kiedy ja zarabiałam lepiej i mąż wprowadził sie do mnie, potem on kupił większe mieszkanie, wprowadziliśmy się do niego, wyjechał za granicę i dostał super pracę. A ja? A ja zaszłam długo wyczekiwaną ciążę, którą musiałam przeleżeć. I nie oddam teraz dziecka pod opiekę komuś obcemu przez co najmniej 3 lata. Za dużo mnie ta ciąża kosztowała. I jestem teraz na jego utrzymaniu, bo przy wyjeździe za granicę nie mam żadnych wypracowanych w Polsce świadczeń. Pozdrawiam was serdecznie-w waszym mniemaniu nierób, obibok i lewus.

  17. Kiedy w koncu o tym napisalam zobaczylam jak to beznadziejnie wyglada (?!) Gorzej niz myslalam :D
    Chyba dam sobie spokoj i spobuje sie „przyczaic”, moze sie odkocham? To byloby chyba najwygodniejsze.

  18. wiesz co? ja po prostu czuje „przez skore” ze to jest „facet”, nie chlopczyk, nie harcerz w krotkich gaciach. Facet. Ja lubie tamto zycie, tam czuje, ze zyje. Tutaj, hmmm, ja juz jestem tutejsza. Po 10 latach jestem stad. lubie angielskie poczucie humoru i marna kuchnie (:D). Lubie indyka na swieta itd. Tylko, ze …………ja go jem SAMA, a shopping i tanczenie szkockich rytmow dwa razy w miesiacu to za malo. Zycie mi ucieka przez palce. Wole plywac z nim lodka, nawet jesli ryby mi smierdza;).
    Ok. Dosyc o tym. Dzieki za pogadanie. Leze w lozku z grypa i stad ta „napasc” na Twoj blog.
    Ps. swoja droga – niezly styl- masz „lekka ” reke :D („pioro” zabrzmialoby chyba troszke na wyrost)

    • ceidith dancer. jak zobaczysz zniewieściałych szwedów w leginsach to od razu się odkochasz. zakochanie to urojenia umysłu mające prowadzić do spłodzenia dzieci. po urodzeniu dzieciaka kobiecie mija ochota na sex a facetowi mija ochota na zadawanie się z kobietą. olej szweda i znajdź sobie coś na miejscu, sam już spotkałem w swoim życiu tak z 10 sztuk idealnej niepowtarzalnej kobiety , która była idealna tak do spotkania tej 11 tej idealnej. nie namawiam do lekceważenia facetów ale do traktowania relacji damsko-męskich z dystansem, inaczej ucierpi twoja psychika, tówj życiorys, twoje dziecko i twój portfel.

  19. W odpowiedzi dla pani, która ma męski zawód i nie może znaleźć pracy chcę powiedzieć, że w Polsce takiej pracy na dłużej nie znajdzie. Wiem co mówię, bo sama skończyłam politechnikę i pracowałam w wyuczonym zawodzie. Miałam wiele sukcesów ale ordery dostawali inni. Ja byłam dziwolągiem i dziś wiem, że żaden facet nie zgodzi się z faktem, że wie się dużo więcej w męskim zawodzie.

  20. Wszystko zależy od małżeństwa czy związku. Tutaj mamy opisaną specyficzną sytuację. Tylko mąż pracuję ale co ważne za granicą. Dziwi mnie fakt, że Zdzisia jako doświadczona kobieta, nie zorientowała się, że kogoś znalazł. On tam nie miał nikogo, Zdzisia natomiast była zajęta dziećmi oraz domem. No tak to powiedziecie- Zaufanie! Pewnie ale jak to trwa rok czy dwa ewentualnie trzy to może jeszcze ale parę lat kiedy to dzieci dawno podstawówkę skończyły… Ba… Są po studiach! Moim zdaniem Zdzisia jest sama sobie winna, trzeba było szybciej za mężem jechać a nie trząść portkami. Dzieci w podstawówce szybko się dostosowują potem jest już trudniej. A opisana tutaj sytuacja nie przedstawia czy kobieta powinna pracować tylko jak łatwo z głupoty obu małżonków rozpada się małżeństwo.

  21. Amen. Jakbyś czytała w moich myślach. Nie wyobrażam sobie nie pracować mimo ze mój maź bardzo dobrze zarabia i do skąpych nie należy. Nie wyobrażam sobie utraty niezależności finansowej i ewentualnego obudzenia sie „z ręka w nocniku” jeśli mój małżonek postanowiły mnie kiedyś wymienić na nowszy model. W życiu nigdy nic nie wiadomo.
    Do tego większość moich koleżanek które pieją dzien i noc i tym jak sie poświęcają dzieciom zostając w domu spędza większość dnia na telefonie/Facebooku/ ciagnąć latorośle po sklepach. I to na tyle w temacie ;)

  22. Zabawne sa argumenty pan siedzacych w domu:
    - bo to ciezka praca – normalni ludzie pracuja zawodowo i wypelniaja swoje obowiazki rodzinne/domowe, ktore tym paniom caaaaly dzien zajmuja;
    - bodobry maz zadba o zone na wypadek smierci/rozwodu – polisa na ile wystarczy? wychowanie dzieci, utrzymanie kobiety i jej spokojna starosc? zapewniam, ze nie; a juz naiwne przeswiadczenie, ze w razie rozwodu maz bedzie dbal o dzieci jest naiwne;
    - bo pracujace mamy zaniedbuja dzieci – zapewniam, ze wiele dzieci pracujacych mam ma z nimi lepszy konyakt, jest lepiej wychowanych, niz dzieci mam siedzacych w domu;
    - bo nas na to stac, a inne musza pracowac – a skad wiesz, na co kogo stac? jasnowidzka, cxy co? woele pracujacych mam ma mezow zarabiajacyvh tak, ze do konca zycia nie musialyby pracowc; wiele niepracujacujach

    • cd. ciagnie zapomogi, gdzie sie tylko da, a w przypadku smierci meza, chcialaby padozytowac na spoleczenstwie do konca zycia – bo ona sie poswiecila, bo jej sie nalezy, itp…

      • Coz, nie zgadzam sie:
        1/ nie „pracuje” w domu, bo mam pomoc domowa I nie musze latac ze szmata.
        2/ bo mam na tyle, ze nie musze sie martwic o przyszlosc niezaleznie od status dochodow meza/polisy (powiedzmy ogolnie, ze „bogata z domu jestem”)
        3/ Argument „dzieci” w zadna strone do mnie nie przemawia, bo ja swoje wychowuje tak jak uwazam za stosowne, a mam w odwloku jak harujace mamusie sobie daja rade…
        4/ w sumie j.w. nikomu do portfela nie zagladam – „bo mnie stac” jest jednak argumentem jednostronnym, bo Ty zakladasz, ze drugiej strony nie stac, nie rozumiejac, ze jest to skrot czysto egoistyczny…
        NO I jest jeszcze jeden argument – nie chce mi sie szarpac w pracy – w domu nie musze, bo Pani Gienia za mnie sprzata I gotuje, wiec moge sobie lezec I pachniec I od czasu do czasu poczytac „U Jagny”… Wolno mi? Pewnie, ze wolno, wiec w czym problem? Bo feministkom sie nie podoba? No to niech sie im nie podoba. Akurat przyszlo mi zyc w srodowisku, gdzie paniusie leza I pachna – podoba mi sie to I tak sobie bede slodkie far niente uprawiac :-)

        • 1. – 4. Nie zauwazylas chyba, ze komentuje argumenty pan siedzacych w domu i mam gdzies, co Ty tam w Twoim maluczkim zyciu porabiasz.
          4. Nie zakladam, ze drugiej strony nie stac, napisalam, ze „wiele”.
          Jak Ci sie chce przebablowac zycie, bo bogata z domu jestes, to Twoj wybor. Nie dziw sie jednak, ze inni (nie tylko feministki, ale rowniez mezczyzni, ktorzy chca miec u bogu inteligentna kobiete, ktora sama cos osiagnela) maja na ten temat swoje zdanie. Znam takie bogate z domu -takie srodowisko :-D – (w zyciu sie praca nie skalaly): jednej (glupia) bogactwo stopnialo i musiala sie do roboty brac, jako ciec, bo nic innego nie potrafila, druga (inteligentna) pod 50tke sie obudzila, ze nic w zyciu nie osiagnela i do mnie z placzem przybiegla, jak moglaby kariere zrobic, trzecia (glupia, ale sliczna) slucha, jak maz opowiada, rowniez nam, ze on swoje potrzeby ma i musi je rowniez poza domem spelniac. A blog U Jagny to mozna sobie czytac pracujac i po kilkanascie godzin na dobie :-)
          P.S. Il dolce far niente zaklada stan nieaktywnowsci pomiedzy dwoma aktywnosciami…

          • Masz jak najbardziej racje – niektore kobiety kobiety powinny pracowac – kto obsluzylby mnie w sklepie? Kto przynioslby zamowione danie do stolika w restauracji? Kto zrobi zastrzyk mojemu dziecku I kto mu zada zadanie domowe? Po to jest klasa pracujaca, zeby sie ta praca zajmowala. Jest tez sfera spoleczenstwa, ktora nie musi pracowac zawodowo, ale nie siedzi w domu z zalozonymi rekoma. Musi bywac I przyjmowac, zajmowac sie organizacja dzialan organizacji charytatywnych, przyjec I wyjsc na golfa… Pracowac kilkanascie godzin na dobe? Powodzenia :-)

    • Ta ironia nie za bardzo Ci wychodzi. Nawet nie zalapalas oczywistych rzeczy. No co to rowniez lenistwo umyslowe. Jakies tam studia, troche spotkan w stylu bla, bla, bla, troche swiata lizniete i juz sie w glowie przewraca. Postaram sie wiecej odpowiedziec, w weekend. P. S. golf sportem dla elit?

  23. Ojżesz kurwa – łatwo nie jest. Dwa fakultety machnięte, praca w trakcie studiów plus zagraniczne praktyki. Od razu po magisterce kontrakt dwuletni – też zagramaniczny, szał szok oraz niedowierzanie własnemu szczęściu. Potem mieeełość, małżeństwo, pierwsza ciąża – pracowałam byłam pókim mogła. Mąż otworzył firmę – machnęłam sobie kursik i studia a propos księgowości – myślę sobie: „będę wspólniczką na łożu i biurku, kto mi zabroni?” Pięknie było, gdy się kręciło. Potem eśwa se machnęli następnego potomka. I kolejnego. Kryzys w ekonomi zaczął zmuszać do dywersyfikacji portfela (ja w domu z dzieciarami i foremką, on – zagranico).

    Jedno dziecię lat prawie 8, drugie niemal 5, trzecie ponad 3. Co ja mam z nimi zrobić? Przecie nie wyskrobię (taki żarcik). Szkoła i przedszkole do 13:00, mieszkamy w Koziej Dupie (abo tak romantycznie, na wsi, z dala od wielkomiejskiego syfu). Opiekunka nawet w Koziej Dupie kosztuje – szczególnie do trójki typków z gatunku potwór łamane przez szkodnik.

    Kozią Dupę sami wybraliśmy (pełna odpowiedzialność za życiowe wybory), bo już za młodu się najeździliśmy po Ojropie i nie tylko, pomieszkali w gwarnych miastach i multi kulti kosmopolisach.
    Taką se sielankę chcieliśmy zrobić; domek z ogródkiem, dziatki w lnianych giezłach, mama z błogostanem na anielskiej twarzy, a tatuś z letko spoconą klatą – jurnie rąbiący drwa na opał.

    Gdzie ja tu, kurwa, na tym wypiździejewie robotę znajdę? W bidronce? A z dziećmi co zrobię na 9-10 godzin? Samodzielne my som, od starszyzny nic nie chcemy, bo to zawsze wypadają transakcje wiązane – my wam opiekę, wy nam możliwość wpierdalania się w wasze życie. Otóż nie.

    I tak mąż na emigracji w jukeju, ja tu firemkę maluśką mu prowadzę aby haracz do państwa zapłacić (czasem nawet na zakupy w bidronce zarobię. Szaleństwo). Liczydło mi z oczu musiało wypaść, bo firma na niego, ja niezatrudniona (bo zus), żadnych lewych kont oszczędnościowych nie mam (z miełooości). I teraz – chałupę zaraz wystawiamy na sprzedaż i spierdalamy z tej krainy.

    Wtedy sobie wezmę i pójdę do pracy. Się doczekać nie mogę. Może być cokolwiek. Nie związanego z żadnym z moich zawodów wykształconych i doświadczonych. Mogę, kuźwa, kible szorować – byleby tylko w końcu, wreszcie, po tylu latach znowu być aktywną zawodowo POZA DOMEM. (Bo ta firma w domu, to….szkoda każden jeden pojedynczy wyraz marnować).

  24. Uwielbiam tego bloga!
    Dwie historie z mojego otoczenia. Pierwsza: notorycznie zdradzana, kompletnie nieporadna zyciowo osobka, rodzi dziecko facetowi, z ktorym to jest ladnych 15 lat. Facet zdradzac przestaje, zdaje sie, ze dorosl i chce sprostac nowej roli. Bierze na siebie coraz to nowe obowiazki, by jego Pani zyla na odpowiednim poziomie, ktory ulegl zmianie po narodzinach dziecka, bo wiadmo, ze pochlania ono sporo gotowki. Facet w koncu, w porozumieniu z Pania wyjezdza zagranice by rodzince zylo sie lepiej. Tam po jakmis czasie zakochuje sie bez pamieci w innej kobiecie, jednak ma na tyle jaj, ze przez kolejne dwa lata utrzymuje dziecko (to oczywiste) i jego matke (juz mniej oczywiste) w Polsce. Oczywiscie poinformowal swoja byla Pania o nowym zwiazku i o tym, ze nie bedzie przez cale zycie pracowal na nia. Gdy po dwoch latach Pani nie wykazywala checi pojscia do pracy i zarobienia na swoje sukienki, chlop sie wkurzyl i bardzo ograniczyl doplyw gotowki uwgledniajac przy nastepnym przelewie tylko potrzeby dziecka. Pani natychmiast znalazla prace, ale tylko na kilka miesiecy, bo okazalo sie, ze w tym czasie zdazyla sobie urobic innego pana, za ktorego szybciutko wyszla za maz i juz nie musiala pracowac :) Od bylego ciagnie alimenty na dziecko, ciagle zadajac podwyzki i do pracy sie nie wybiera, bo ‚nie jest stworzona do pracy na dwoch etatach’ :)
    Historia druga: Niespelnione artystycznie dziewcze rodzi dziecko facetowi, ktory tychze dzieci ma juz 5 z innymi kobietami. Stwarza pozory, ze bardzo kocha swego pana, ktory zarabia na swoja Gwiazde. Ona do pracy nie pojdzie, bo to uwlacza jej godonsci. Wystepuje wiec do kotleta dwa razy w roku w knajpach dla Polonii na obczyznie. Przekonuje swojego Pana do slubu, ktory odbywa sie na jego koszt oczywiscie, bo ona przeciez nie ma zadnych pieniazkow biedulka. Jednakze juz kilka miesiecy po slubie Gwiazda zdaje sie byc znudzona rola zony i szuka polskojezycznego adwokata (bo przez kilka lat na obczyznie nie zdazyla niestety przyswoic jezyka obcego), ktory powie jej jak oskubac meza, dobrze zyc z alimentow i pomocy panstwa.
    Sama nie jestem sobie w stanie wyobrazic co mozna robic calymi dniami w domu nie majac pracy zawodowej a dodam, ze jestem matka dwojki dzieci, wiec obowiazkow domowych raczej mi nie brakuje. Nie narzekam na pomoc ze strony partnera i moze dlatego nie odczuwam natloku zajec, o ktorym pisza inne matki. Praca zawodowa jest, jak to pieknie napisalas Jagno, potrzebna do zachowania higieny zyciowej. Nie jestem rowniez z tych kobiet, ktore w imie wlasnej wygody sa w stanie w pelni zrezygnowac z wlasnych pieniedzy. Duma nie pozwalalaby mi zyc na ‚koszt’ partnera dajac mu w zamian wyprane skarpetki i sernik na deser. Ale kazdy z nas jest inny i kazdy (w tym przypadku kazda) ma inny sposob na zycie.
    Pozdrawiam

  25. heh kasica, ludzie pragno tego czego nie majo. jedne ludzie tyrajo w uk aby mieć take chate na wsi po 20 latach tyry w uk, a inni z takiej chaty pchajo sie do kilbla zasmrodzonego przez ciapasa w uk. jak już przesiąkniesz lizolem to zarazisz się marzeniami wspólklinerów. zamarzysz mieć domek na wsi.
    szkoły już źle wybrałaś a teraz wybierzesz źle prace.

  26. Hmmmm. Usmialam sie. Serio. Wpis powinien jednak byc raczej w kategorii: jak wplywa emigracja na rozpad rodziny, a nie na temat pracujacych kobiet. Sam przyklad Zdzisi jest nietrafiony, bo zakladam, ze pozostajac czynna zawodowo I tak nie uratowalaby swojego malzenstwa, ale… No wlasnie co? Status zyciowy po rozwodzie by jej sie nie posypal, czy wspolmalzonek pracujacy w Skandynawii lozylby mniej na rodzine dzieki czemu Zdzisia bylaby lepiej przygotowano na szok finansowy, ktory ja spotkal po rozwodzie? Czy w koncu – mialaby szanse na spotkanie innego absztyfikanta, ktory zalatalby dziure po odleglym fizycznie malzonku, pobraliby sie w ukochanej ojczyznie I zyliby dlugo I szczesliwie?
    Sa osoby czynne zawodowo, ktore czuja sie spelnione I nie wyobrazaja sobie innego zycia, a sa tez „Panie domu”. ktore praca zawodowa sie nie paraja, ale potrafia sobie zorganizowac zycie I co ciekawsze jakos ich zycie rodzinne ani malzenskie nie cierpi, co wiecej malzonkowie takich pan wcale nie narzekaja na „darmozjadow” w domu. Jedna uwaga – ci malzonkowie o ktorych napomknelam nie sa setki kilometrow od domu…
    Kiedys (stara jestem, wiec moge sobie pozwolic na stwierdzenie, ze lata temu) na studiach, na zajeciach z kultury uczylam sie, ze jestesmy wytworem cywilizacji (wschodnio-)europejskiej konca XX wieku. Warunkuje to nasza percepcje zjawisk swiata nas otaczajacego nie tylko pod wzgledem kulturowym, ale tez religijnym I mentalnym. Gdybys przeniosla sie do Stanow Zjednoczonych, powiedzmy o 50 lat wstecz – nie moglabys tam funkcjonowac, poniewaz pomimo znanej man od 25 lat wolnosci bylo to spoleczenstwo patriarchalne, gdzie wiekszosc kobiet piastowala stanowisko „housewife”. Co ciekawsze, USA do dzisiaj maja najwyzszy odsetek tej kategorii kobiet w grupie tzw. higher middle class – co jest nie tylko powszechnie akceptowane, ale wrecz oczekiwane… Ale zeby to zrozumec, nalezaloby sie w takim spoleczenstwie znalezc I zrozumiec mechanizmy nim rzadzace. Przyklady Pani Zdzisi czy kolezanki nie radzacej sobie z rozkladem dnia, to tylko drobna patologia, ktora jest bardziej smieszna niz tragiczna I wcale mnie nie przekonala do potrzeby szukania pracy. Kwestia zabespieczenia przyszlosci? Tutaj, to mozna napisac caly esej I nie ruszyc tematu.
    Podsumowujac – Twoj post jest napisany z punktu widzenia wyksztalconej Polki, ktora trafila za granice. Z jednego rynsztoku, w drugi – z postkomuny pelnej homo sovieticus ze spaczonym kregoslupem moralnym, do nizszej klasy sredniej w postimperialistycznej Wielkiej Brytanii. UK oparte jest na spoleczenstwie klasowym – masz aspiracje I wyksztalcenie, ale nie przynalezysz w najmniejszym stopniu do innej klasy. Popatrz troszeczke wyzej – wyceluj troszeczke wyzej – tam, u gory jest inne spoleczenstwo, zyjace obok Ciebie, ktore rzadzi sie innymi prawami. Juz kiedys Ci napisalam, ze jestes bardzo inteligentna, ale niestety zamknieta w konwenanse I mentalnosc swiata, ktory Cie otacza. Jak otworzysz sie troszeczke I dopuscisz do siebie mysl, ze mozesz wycelowac wyzej, to tam trafisz I moze za kilka lat bedac czescia tego „innnego swiata” zrozumiesz o czym ja napisalam, co wiecej moze zmienisz zdanie na temat „Dlaczego kobieta powinna pracowac?”, czego z calego serca Ci zycze.
    PS. Debilne programy z cyklu „Desperates housewives….” z roznych zakatkow USA nie oddaja prawdziwego obrazu „Pani domu” z wyzszych sfer.

  27. Jagna nie masz zielonego pojecia o rodzinie i tym ze NIE PRACOWANIE w niektorych przypadkach to jest luksus, na ktory malo ktora kobieta moze sobie pozwolic. A te ktore moga wlasnie oplywaja z ten luksus( cokolwiek przez to rozumiesz).
    Dwa w normalnym i cywilizowanym swiecie Polski w to nie wliczam owa Zdzisia dostala by alimenty na dziecko i na siebie. Malo tego dostala by rowniez polowe planu emerytalnego meza, ubezpiecznia na zycie i calego majatku.
    Kraje cywilizowane chronia kobiete Kobieta ktora nie pracuje zawodowo ma jeszcze wieksze prawa, tak wiec nie do konca jest tak jak piszesz.
    Trzy. jak ma sie dzieci to dzieci dla matki powinny byc jej „kariera” przynajmniej przez kilka pierwszych lat. „The best school is mother lap”.Jesli tak nie jest to ty bedziesz spelniac sie zawodowo, a dzieci bedzie chowac niania, babcia i panie przedszkolanki. Z mezem w domu bedziecie sie mijac, a weekendy bedziecie nadrabiac zaleglosci w pralni, kuchni i sprzataniu jedzac gotowe obiadki i ciasto od swieta bo zwykle nie bedziesz miala sily aby pogodzic kariere z obowiazkami domowymi. A gdzie uczestniczenie w zyciu dzieci, sport, wystepy koncerty????????
    Zycie zweryfikuje twoje myslenie jak urodzic pierwsze dziecko, a jak drugie i trzecie to sama bedziesz sie smiac z tego co napisalas.
    Powodzenia i pamietaj ze sztuka jest tak sie ustawic w zyciu aby miec byc szczesliwym nie pracowac. Moj znajomy kiedys powiedzial ze kobieta powinna wyjsc tak za maz aby pracowala dla przyjemnosci. A jak nie chce pracowac to nie powinna. Rodzenie dzieci, wychowywanie ich i prowadzenie domu jest praca ktora nie da sie przeliczyc na pieniadze. Jest to praca najciezsza z najciezszych. Facet powinnien byc tym ktory zarabia, utrzymuje i spelnia zachcianki. Zeby nie bylo jest to pan po 70-e znany chirurg z Malopolski. Jego zona wychowala 4 synow tez MD i dnia nie przepracowala zawodowo ale gdyby nie ona ich synowie nie byli by tym kim sa…………..

  28. jagna, nie do konca sie z tobą zgodzę.
    otóż młodo wyszłam za mąż ( 20 lat) z milości, nie ze względu na płód (dzieci nie posiadam). Nie pracuję. Studiuję na kierunku gdzie spedzam 5 dni w tygodniu po 12-14h a zdarza się że w weekendy również zmierzam ku otwartym wrotom mej uczelni. Mój mąż zarabia, a ja traktuje swoje studiowanie jako pracę – tylko nie zarobkową. Jednakże z różnych dotacji które dostaje, jestem w stanie zapłacić rachunku, połowe za mieszkanie. Da się? oczywiście, że się da. I nie boje się, że w sytuacji awaryjnej zostane bez grosza, bom mądra dziewczyna jest, zamiast na torebki korsa odkładam na „czarną godzinę” Podział obowiązków jest, miłość jest ta intymna, namiętna jak i zaangażowanie.

    Tylko że na ogół lud jest głupi a dziewczyny walą się jak domy w Afganistanie, a ten co ją zaleje jest wybrany na małżonka i dziecko jest owocem nienależnego zobowiązania, nie miłości. i tak sie rodzi patologia,

    pozdrawiam, xoxo

  29. W zupełności zgadzam się z Tobą.

    Co prawda, męża/dzieci nie mam, i na razie mieć nie zamierzam, ale będąc w przyszłości w związku małżeńskim nie chcę spocząć na laurach i być kurą domową.

    Praca jest dla mnie odskocznią, a pracoholikiem nie jestem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że siedzę w domu i mam syndrom nicnierobienia. Oczywiście, jest wtedy czas na przyjemności typu: zakupy, kosmetyczka i tego typu bzdety. Ale na zakupy pójdę raz w tygodniu a nie codziennie!

    Nie wiem, czy w tej sytuacji podziwiać kobiety „pracujące w domu”, czy im współczuć. Każda ma takie życie, jakie chce i się na to zgadza.

  30. Czytałam kiedyś „Martę”, taką powieść Orzeszkowej, autorki nie bez powodu uchodzącej za jedną z pierwszych feministek. Ona opisywała nieco inny przypadek. Dopóki żył mąż, cała rodzina żyła w dostatku, kiedy umarł, żona okazała się za mało wykształcona, by uczyć, a zupełnie niewykształcona by się utrzymać z pracy fizycznej. Brak mężczyzny u boku zaważył na jej i dziecka losie. Tak być nie może w dzisiejszym, podobno ucywilizowanym świecie. Jeśli kobieta skazuje się sama na wykluczenie poza zawodowy margines, może się to bardzo źle dla niej skończyć.

  31. Praca jest nam potrzebna nie tylko aby czuć się niezależną lub aby nie zostać w du… jak wspomniana Zdzisia. Później płacz i lament. I jak wspomniała INSTRUMENTARIUSZKA , praca jest też odskocznią. Dzieci swoje kochamy mocno ale jeszcze mocniej jak troszkę za nimi w tej pracy potęsknimi:)

  32. Myślę, że wnioski wyciągnięte z historii Zdzisi są trochę stronnicze i naciągane…
    Taki związek nie miałby prawa przetrwać, niezależnie czy Zdzisia by pracowała czy nie – ludzie, którzy widują się raz na 3 miesiące (nawet w dobie internetu, skype itp.) prowadzą dwa osobne życia, a nie jedno wspólne. Nie tworzą prawdziwego związku czy rodziny. W zasadzie nawet nie mają się szansy wzajemnie dobrze poznać – pewnie gdyby nawet nie pojawiła się „ta druga”, a ona po 20 latach w końcu by do niego pojechała, to okazałoby się, że są dla siebie obcymi ludźmi, może wręcz drażniła by ich wzajemna obecność, do której nie przywykli.
    Natomiast jej aktywność zawodowa, czy raczej jej brak, to zupełnie inny temat. Ok, może finansowo byłoby jej łatwiej po rozstaniu, ale wszyscy wiemy, że rozstania są trudne i bolesne same w sobie, nagle zmieniło się całe jej życie, poczuła się oszukana i zdradzona, zniknęły wspólne plany itp… kwestia finansowa raczej nie była tu na pierwszym miejscu.

    Ogólnie w dzisiejszych czasach raczej niewiele par może sobie pozwolić na luksus tego, by pracowała tylko jedna ze stron. Jeżeli jednak na to się decydują, to nikomu nic do tego. Osobiście znam wiele szczęśliwych małżeństw, które podjęły taką decyzję (bo np. źle wspominają dzieciństwo „z kluczem na szyi” albo sami mieli mamę zawsze w domu i tego samego chcą dla własnych dzieci albo z różnych innych powodów) i świetnie im to funkcjonuje.Takie podejście nazywamy przecież tradycyjnym modelem rodziny, więc nie mówmy nagle, że to czyste zło i że to nie działa!
    Myślę po prostu, że jeśli dwoje ludzi tworzy zdrowy, dojrzały związek, gdzie partnerzy darzą się miłością i szacunkiem, to nikt nigdy nie usłyszy, że jest darmozjadem czy pasożytem i nie zostanie tak potraktowany. Niezależnie czy pracuje czy nie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook