Małżeństwo dla niedostosowanych społecznie


laska

Zostanę żoną. Za trzy miesiące. To mnie cieszy i przeraża jednocześnie. Cieszy – bo w końcu szykuje się niezła impreza, a i podróż poślubna na Bali to całkiem ciekawa opcja zmarnotrawienia czerwcowych dni. Przeraża – bo jeśli mam być całkowicie szczera, to żoną będę raczej marną.

Nie gotuję, chyba że bardzo muszę, a i to uprzejemniam sobie obieranie ziemniaków spoglądaniem na ulubiony serial na Netflixie – inaczej bym nie zdzierżyła. Kwiaty doniczkowe notorycznie mi zdychają, bałagan robi się sam bez mego udziału, pieniądze magicznie przeciekają przez szczeliny konta bankowego i kompletnie nie widzę się w roli perfekcyjnej pani domu, w nieskazitelnie czystym fartuchu, która zawsze ma w zanadrzu parujący placek jabłkowy i szmatkę do kurzu.

Byłabym też bardzo nieszczęśliwą matką. Jedną z tych, co ze smutkiem oglądają się wstecz wzdychając do czasów sprzed dziecka. Nie wierzę, że podcieranie zasranych tyłków, nocne wrzaski, obrzygane ciuchy i godziny przesiedziane w piaskownicy zostaną mi wynagrodzone jednym uśmiechem, czy najsłodszym nawet “kocham cię mamo”. I doprawdy mam w życiu ciekawsze zajęcia, niż doglądanie, by mi dzieciak nie wsadził palców do kontaktu, albo znoszenie histerii w supermarkecie o lizaka i lalkę barbie.

Z resztą, co by sobie taki dzieciak pomyślał o matce, która wciąż obawia się potworów spod łóżka? Nie obudzi na czas do szkoły, bo sama czytała książkę do rana i spokojnie sobie chrapie, mimo, że dochodzi południe? Albo odmawia mu słodyczy, twierdząc, że niezdrowe, po czym w piątkowy wieczór cichcem zasiada do filmu z paczką chipsów i kieliszkiem wina? Wychowałabym stworzenie niestabilne emocjonalnie, nadwrażliwe na artefakty kultury, kapryśne i kompletnie nieprzystosowane do wyścigu szczurów w korpo-molochach. Młodszą wersję siebie po prostu.

Dlatego dzieci mieć nie powinnam absolutnie, ot co. Ani się nie nadaję, ani nie czuję powołania.

Wszyscy mnie straszą, że coś się zmieni po ślubie, ale mam nadzieję, że chodzi wyłącznie o nazwisko, a moje życie pozostanie takim, jakie było do tej pory. Przyjemne. Komfortowe. Moje. Że wciąż będzie w nim miejsce na mnie, moje dziwactwa i słabostki. Że bycie czyjąś żoną wcale mnie nie umniejszy, a właśnie wzbogaci. O męża.

Który z resztą też mężem będzie raczej marnym, bo przybicie gwoździa potrafi mu zająć pół roku, na mecze z kolegami nie chodzi bo nie lubi, ma jeden tylko krawat a i to gdzieś zagubiony, zaś od piwa woli żelki.

Tak więc sami widzicie, że do standardowego obrazka pasujemy jak pięść do nosa.

Takie z nas będzie dziwaczne małżeństwo – hybryda podstawowej komórki społecznej z taborem cyganów bez planu na życie. Ten styl zdawał egzamin przez trzy lata, nie pomarliśmy z głodu, nie pozabijaliśmy się w złości, mało rozsądnie czerpaliśmy z życia, zamiast ciułać na kredyt hipoteczny. Wątpię, by górnolotne deklaracje miały w tej materii wiele zmienić, ale wiecie – strach jest.

Strach, że presja społeczna stanie się większa, bo świat przewidział dla młodych małżeństw pewne zadania, których nie zechce tak łatwo odpuścić, a które to mnie samej zdają się po prostu słabe – rozmanażajcie się, kupcie telewizor, zacznijcie jeść mięso i przestańcie wreszcie się tak dobrze bawić, a zacznijcie żyć jak wszyscy: w znoju, nudzie, kształtując swoje pragnienia zgodnie z reklamami w telewizji i wystawami sklepowych witryn.

Tak więc zostanę żoną. Cieszę się i boję, ale też jestem ciekawa. Bo w przeciwieństwie do hollywoodzkich produkcji, które ślub traktują jak zwieńczenie ciekawej historii, po czym zapuszczają napisy końcowe, sugerując, jakoby dalej się nie działo już nic ciekawego, sądzę, że ceremonia zaślubin to dopiero początek. Najciekawsze wcale nie za nami, przeszłość jest z resztą nudna, bo już doskonale znana. Zstępując ze ślubnego kobierca wkroczymy w nowe życie, które ani nie musi być rażąco inne od poprzedniego, ani niekoniecznie wskoczy na tor utarty przez tysiące innych małżeństw i będziemy już tylko zaliczać kolejne bazy aż do śmierci (lub rozwodu).

Musi istnieć jakaś droga pomiędzy. Nasza. Taki szlak dla niecałkiem dostosowanych społecznie. Gdzie jest miejsce na patrzenie w gwiazdy, leniwe poranki i trzymanie się za ręce, a małżeństwo nie przemienia związku dwojga ludzi w małe przedsiębiorstwo, gdzie liczy się sprawna logistyka, zarządzanie obowiązkami i efektywność w dążeniu do celów: większy samochód, większy dom, kolejne dziecko… a czas dla siebie uda się znaleźć przy okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu, gdy staniemy naprzeciwko siebie osłupiali, że życie nam minęło tak szybko i tak nijako.  

Jakieś rady?

,
61 comments on “Małżeństwo dla niedostosowanych społecznie
  1. Jeśli bierzesz ślub cywilny to nie ma się czym przejmować to tylko umowa jak inne umowy cywilno- prawne, które nic nie zmieniają w egzystencji człowieka. Dziś jest jutro jej może nie być i tyle.
    A jeśli ślub kościelny w (katolickim) to z tego co piszesz to chyba mógłby być taki ślub nieważny z takim nastawieniem jakie masz i jak rozumiesz małżeństwo. Tyle moich rad:)

        • Nie wierzę, że istnieje Bóg chrześcijan, tak jak go przedstawiają i opisują. Nie wierzę, że Biblia to księga natchniona, zawierająca jego słowo. Nie wierzę w nieomylność papieża, przemiany opłatka w ciało Chrystusa, ani świętość świętych. Dlaczego? Wystarczy zagłębić się w historię kościoła, doktrynę chrześcijańską i pochodzić trochę do własnej parafii w niedzielę, by stwierdzić, co następuje: kościół na przestrzeni wieków uczynił ludziom więcej złego niż dobrego; filozofia chrześcijańska, mimo że szczytna i piękna najwyraźniej nie obowiązuje ani kapłanów, ani wiernych, skoro ani jedni, ani drudzy za nic mają jej dogmaty; kościół skupiony na politycznych wojenkach i liczeniu forsy oraz wiernych to miejsce przepełnione hipokryzją, pychą i nietolerancją.

          • To o czym piszesz to nie jest Kościół katolicki nie rozumiesz czym jest Kościół. Patrzysz na Kościół jako skupisko ludzi z hipokryzja. Masz racje są ludzie fałszywi, pyszni obłudnicy ale też są po prostu dobrzy ludzie. Kościół jest święty w którym są grzeszni ludzie. Kościół to nie budynki tylko ludzie my ochrzczeni. Głową Kościoła jest Chrystus a my jesteśmy członkami. Wielu ludzi odeszło od Kościoła dlatego że zostali skrzywdzeni przez ludzi w Kościele. Szansą na powrót jest łaska zrozumienia czym jest Kościół. Widzisz zło jest w Kościele od początku a mimo tego zła Kościół wciąż istnieje bo nie opiera się na tych ludziach nawed na świetych tylko na Chrystusie. Bóg dał wolność człowiekowi dlatego jest to co Ci się nie podoba w Kościele. oraz jest to co może Ci się podoba albo to co na przestrzeni wieków cenisz. Wydaje mi się po Twoich wpisach że szukasz Boga. Pewna kobieta napisała „że kto szuka Prawdy szuka Boga choćby o tym nie wiedział” Życzę Tobie abyś poprzez szukanie Prawdy odnalazła Boga. Odkryła Prawdę o Jego Miłosci.

        • Wielokrotnie to pisano, ale napiszę jeszcze raz:
          Niewiara w istnienie Boga, to nie jest synonim wiary w nieistnienie.
          Róźnica jest subtelna, ale dość istotna.

          • W praktyce zazwyczaj zupełnie nieistotna. Większość ludzi mówiących „nie wierzę w X” wyraża w ten sposób wiarę, że X nie istnieje. A możliwa (teoretycznie) różnica została rozreklamowana przez niektórych ateistów, którzy chcą mieć ciastko i je zjeść – to znaczy atakować wierzących z pozycji całkowitej pewności („Bóg to urojenie” itp.), ale w obliczu kontrataku żądać dla siebie przywilejów wynikających z neutralności.

          • Faolan:
            to prawie tak jak bym powiedział, że w praktyce nieistotna jest różnica między np. katolikami, jechowymi, zydami i muzułmanami, przecież wszyscy jesteście monoteistyczni.
            A dla tej różnicy wielu jest gotowych mordować.
            A większość dla tych nieistotnych róznic chce dodatkowych przywilejów i pieniędzy od państwa.

            Adam547: No i właśnie widzisz, tu masz przykładową różnicę między niewiarą w istnienie, a wiarą w nieistnienie. Ja nie twierdzę, że Boga nie ma. Ja twierdzę, że to czy on istnieje, czy nie nie ma żadnego znaczenia. Bóg nie jest niezbędny ani dla zaistnienia świata, ani dla moralności.

            A jeśli chodzi o samego Jahwe, to w skrócie rzecz ujmując zgadzam się z Jagną.
            Jeśli jakiś Bóg istnieje to na pewno nie jest to Jahwe. Dla mnie jest on wewnętrze sprzeczny.
            Mógłbym długo opowiadać tez o tym kiedy, jak i dlaczego stworzono Stary Testament, że to plagiat wielu – dużo starszych – mitów, że Jahwe był wcześniej jednym z wielu w panteonie żydowskim, jak to się stało, że Nowy Testament jest w takiej postaci jaką widzimy i że wielokrotnie był cenzurowany i przeinaczany na przestrzeni wieków, nawet o tym, że skoro twierdzisz, że istnienie kościoła dowodzi jego świętości, to jeszcze świętszy jest buddyzm, nie mówiać o hinduiźmie. A także, że im dłuzej istnieje mafia sycylijska (a historia jej sięga IX wieku) tym świętsza się staje ;)
            Ale kończę już dyskusję, bo ona jest kompletnie off topic i nie wnosi nic do tematu.
            Pozdrawiam

          • WISZNU Wydaje mi sie że nie rozumiesz pojęcia wiary. patrzysz na wiarę w kategoriach naukowych czysto rozumowych. szukasz wiedzy a nie wiary. tam gdzie jest wiedza nie ma miejsca na wiarę. Człowiek poznaje Boga poprzez rozum i wiarę a nie sam rozum. A to co napisałeś że istnienie Boga czy jego nie istnienie jest kompletnie bez znaczenia dla człowieka jest po prostu sorry za wyrażenie głupotą. Albo zupełnie nie rozumiesz pojęcia BOGA. Kim jest Bóg.

          • Adam543:
            widzę, że w koncu zrozumialeś o co mi chodzi.
            Ja po prostu nie wierzę i wiary religijnej nie potrzebuję.

            Rozumiem koncepcje Boga (a jest ich wiele, dużo więcej niz tylko jeden Jahwe). I jeśli twierdzisz, że moje podejście jest głupotą, to znaczy, ze zamykasz swój umysł przed innymi mozliwościami. Zamykasz sie np. przed panteizmem, panenteizmem czy deizmem, żeby ograniczyc się tylko do najpopularniejszych koncepcji. Nie wspominając o buddyźmie – religii bez Boga.
            Nie powiem, żeby to było mądre – upieranie się przy jednej z wersji teizmu, przypadkiem akurat tej, w której zostałeś wychowany.
            I wybacz, że odpowiem parafrazując Ciebie – już samo istnienie religii buddyjskiej, najbardziej pokojowej ze znanych mi religii (uprzedzając: której wyznawcą nie jestem) dowodzi właśnie tego co mówiłem – ani do wyjaśnienia istnienia świata, ani dla ludzkiej moralności koncepcja Boga potrzebna nie jest.

            Po prostu wiara wykraczająca poza to co zostało dowiedzione jest moim zdaniem po prostu bezwartościowa, taka wydmuszka.

            Ja rozumiem, że dla niektórych (może większości?) wiara może dawać sens życia, że może czasem być powodem by robić niesamowite rzeczy. Moim zdaniem to jest po prostu psychologiczna wersja efektu placebo.

            Ale to juz naprawdę ostatni moj tekst nie na temat.:)

        • Boga nie ma – jest to fakt nie podlegający dyskusji i pojęciu wiary.
          Boga nie ma, tak samo jak woda to H2O.

          To, że ktoś wierzy w smoki, nie oznacza, że one istnieją i są prawdziwe, tak samo z bogiem, możesz sobie w niego wierzyć ile chcesz, ale to nie sprawi, że on nagle zacznie istnieć.

          I na koniec… zabieraj swoje brednie do kościoła, tam jest miejsce na takie brednie.

    • Poprawka: slub cywilny ma skutki prawne, slub koscielny jest rowny zeru. Co do trwalosci koscielnego czaru maru – w 2014 wplynelo 3000 wnioskow o uniewaznienie. Powodem moze byc nawet nalog – czyli palenie papierosow.

        • Oczywiscie musi byc szereg innych warunkow spelnionych, zeby do tego doszlo. Bo przeciez trzeba zachowac pozory w przypadku rozwodu koscielnego… Tak naprawde rozwod koscielny jest stosunkowo latwy – wystarczy niedojrzalosc wspolmalzonka. A pojecie to jest przeciez bardzo ogolne – czyli mozna tam wsadzic to, co sie chce. Np. siostra mojego bylego zoslala w ten sposob rozwiedziona z mezem. Najpierw on chcial nieskonsumowanie malzenstwa uzyc – konsupmpcja byla, wielokrotna – odmowila uczestnictwa w tej farsie. Czarni zaczeli nachodzic i nekac ja i jej rodzine – w tym jej obloznie chora matke, zeby sprawdzic, czy rypanko bylo, czy nie – gdy wyslala im list, zeby sie raczyli od ciezo chorej matki od…, to uzyli tego listu jako argumentu jej niedojrzalosci. Oczywiscie, jako, ze nie jestes kura domowa (ja tez nie :-D) to tez byloby to uznane za niedojrzalosc do malzenstwa – bo przeciez decyzje podemuja meskie sady, ktorych czlonkowie czesto wywodza sie z baaaaardzo prostych srodowisk – wiec w ich malych glowkach tkwi jeszcze przekonanie, ze zona ma byc sluzaca. Ja tez bralam tylko cywilny, choc przeciwko bezie w kosciele nie bylo zadnych przeciwskazan. P.S. Do ewentualnych poprawiaczy – wiem, ze nazywacie to uniewaznieniem, ale de facto jest to rozwod, ktory trzeba po prostu odpowiednio oplacic.

        • Z tymi papierosami to chyba przegięcie ;) Nie jestem specjalistką w 100%, ale z tego co zrozumiałam można się starać o unieważnienie jeśli współmałżonek nałóg ukrywał i nie przyznał się przed ślubem (nie jestem przekonana, że palenie również się liczy). Ale wpadniecie w nałóg po ślubie to już inna sprawa („w zdrowiu i chorobie”). Tyle wyniosłam z religii w szkole ;)

    • idiota jestes!!
      slub cywilny jest mało wazny??!!
      jedyny najwazniejszy slub- to slub cywilny.
      a slub koscielny to głupia fanaberia przed jakims pieprzonym pedofilem i gadanie do czegos czego nie ma, bo czy ktoś kiedys widział jakiego pana „Boga”?? ślub kościelny, to absolutnie nie ważny ślub, można by go brać tysiąc razy i i tak nie miał by znaczenia.

      • Sama jesteś idiotką.Nie wsadzaj do jednego worka wszystkich księży bo są dobrzy i źli.I dlaczego obrażasz katolików to chyba nie twoja sprawa kto w co wierzy.Chcialabym zobaczyć twoja odwage jak obrażasz muzulmanów tępa krowo.

    • Dam ci rade: jezeli nie chcesz miec dzieci, upewnij sie, ze zdanie twojego przyszlego meza jest takie samo na ten temat i sie nie zmienii. Moje malzenstwo i inny powazny zwiazek zakonczyly sie rozwodem i rozstaniem gdyz stanowczo odmowilam bycia matka. I mimo, ze uprzedzalam o tym, obaj panowie sie ze mna zgodzili by po kilku latach zmienic zdanie! w tej chwili jestem swiadkiem 2 rozwodow moich kolezanek, ktore znalazly sie w podobnej sytuacji. I to jedna po 15 latach malzenstwa.
      Upewnij sie ,ze to ustalone bo szkoda czasu.
      Znam tez przypadki odwrotne (3) gdzie to panie zmienily zdanie i bez zgody partnerow, ba przy ich zdecydowanym sprzeciwie „przypadkowo” zaszly w ciaze. w kazdym przypadku zakonczylo sie to samotnym matkowaniemz pretensjami do calego swiata.
      A reszta? coz, ja nie prowadze domu i nawet swiat nie robie, pracuje ok 80 godzin w tygodniu (pracoholikiem jestem, a praca wymagajaca), jestem samotnikiem a moj partner i tak mnie uwielbia :) pozwolil mi nawet ostatnio 2 koty do domu przyniesc, ktorymi to on sie zajmuje bo mnie przeciez nigdy nie ma:)
      Istotne tylko, zeby zwiazac sie z mezczyzna,ktory potrzebuje partnera a nie duzym chlopcem, chcacym mamy i sluzacej

      • Temat dzieci mam z przyszłym mężem ogarnięty. Przynajmniej na razie. Doszliśmy do wniosku, że teraz na pewno nie chcemy, a jak nam się za parę lat odwidzi, to wrócimy do tej rozmowy. Bo tak naprawdę, to nie mam pojęcia, czy u progu trzydziestki nie zapragnę powiększyć rodziny. Byłabym bardzo zaskoczona, gdyby tak było, ale kto wie :P

      • „Istotne tylko, zeby zwiazac sie z mezczyzna,ktory potrzebuje partnera a nie duzym chlopcem, chcacym mamy i sluzacej”-dokładnie.

  2. Uwielbiam Twoje wpisy.
    Jakbyś czytała w moich myślach!
    I ta nutka humoru, która perfekcyjnie wpasowała się w mój gust!

    pozdrawiam serdecznie :)

  3. ja mam radę. zrezygnuj z tego ślubu. po co komuś ślub? małżeństwo jest to nic innego jak umowa spółki cywilnej czyli dobrowolne nałożenie na siebie kajdan. kobieta zamężna oddycha z ulgą, nooo, teraz jak złapałam męża to mogę zacząć tyć. mężczyzna – łowca pomyśłi, w domu mam kurę domową , czas zrobić wypad na dziwki. co za przyjemność konsumować ciągle tą samą ofiarę i to bez walki??? ona będzie myśleć ja zostałabym żoną znanego bogatego piłkarza gdybym się nie wpakowała w małżeństwo z tym gamoniem, on pomyśłi, gdybym nie wdepnął w związek z tą głupią tłustą gęsią to trzy dupy wahlowały by mnie na hamaku za te pieniądze które tracę za kolejne zachcianki i fochy tłustej gęsi. był już wpis o tym że mężczyźni unikają małżeństwa. dobrze by zrobić wpis o tym dlaczego kobiety brną do małżeństwa??????( które szybko porzucają)

      • noooo Jagna, nie licz na mnie, nie wkręcaj i nie kuś mnie. przemawia przeze mnie doświadczenie własne i doświadczenie mnóstwa innych osób, znajomych i nieznajomych. no ale takie zamażpójście i jego standardowy przebieg mają tą dobrą stronę, że tematów na bloga już nigdy nie zabraknie a i partia feministek niedługo wzbogaci się o nowego sympatyka.

  4. Ha..czyli za 3 miechy mamy teksty o Twoim mężu? Poproszę o hashtagi, np. #małżeńska_poranna_kłótnia, #wredna_żona, #brudne_skarpetki, #jędza, itp. Blog zaczyna nabierać intensywnych kolorów.

    Tak serio, to życzę Wam Wszystkiego Najlepszego! 100lat i gromadki wrzeszczących dzieci :))

  5. Rady? Każdy ma inny sposób na życie, ale patrząc z perspektywy na swoje małżeństwo widzę, że najlepiej się sprawdza metoda rozmowy, bez podnoszenia głosu czy fochów. Konsensus i dogadanie tematu.

  6. to ja mam dla Was piosenkę:
    http://herrmannelig.com.pl/index.php/piosenka-na-gorszy-pocztek
    aha, i jedną dla Ciebie:
    https://www.youtube.com/watch?v=ymDi2enKR8A

    a poważnie – jak macie wszystko rozpracowane, jak wiecie kim jesteście, jak przeszliscie etap udawania kogos lepszego, to nie zapominajcie o dwóch sprawach
    1) równie ważna jak miłość (a może i ważniejsza?) jest przyjaźń. Jak będziecie sie ze sobą też przyjaźnić, to Was reszta społeczństwa nie ukruszy.

    2) Małżeństwo wbrew pozorom, wbrew temu co sie powszechnie sądzi wcale nie jest na zawsze. I mi ta mysl pomaga w tym by sobie tego punktu nie odhaczyć, nie siąść na laurach, nie potraktować żony jak myśliwy zwierzyny upolowanej. Małżeństwo ma sens tak długo jak się obie strony staraja byc warci swojej drugiej połowy.

    aha, a jesli idzie o dzieci – jesli wiesz, ze dziecko jest nie dla Ciebie (i wiesz, że je skrzywdzisz takimi rodzicami ;)), i masz temat ogarnięty z facetem, to się tego trzymaj (ewentualnie co jakiś czas sprawdzaj, czy sie to nie zmieniło, bo jednak z wiekiem takie sprawy mogą stac się wazne). Bo – co by nie mówić o współudziale faceta w wychowaniu potomstwa, to statystycznie jednak jakies 80-90% procesu leży na barkach kobiety – zwłaszcza w początkowych latach. Naprawdę wyjątkowe przypadki sa takie, gdzie facet jest w stanie się z niemowlakiem ogarnąć dorównując w tym kobiecie.
    I pamietaj, społeczeństwo się Twoim dzieckiem zajmować nie bedzie. Jedynie będzie oceniać, ze jesteś beznadziejną matką.

    Aha, wbrew temu co u góry piszą – małżeństwo ma też zalety – ulatwia wiele spraw urzędowych i umozliwia zaoszczędzenie na wspólnym rozliczeniu podatków ;P

    Życzę szerokości na nowej drodze życia ;)

  7. Jagna, będzie fajnie. Mam tylko nadzieję, że nie jesteś szaleńczo zakochana, to przeszkadza. Wystarczy tak ciut ciut. :-) Mówi Ci to małżonka z 27 letnim stażem. Z perspektywy czasu stwierdzam, że: nie wiem, kiedy to minęło, nadal chodzę z mężem trzymając się za ręce. Nadal dobrze się bawimy i lubimy robić wiele razem: podróżować, spotykać się z przyjaciółmi, chodzić na koncerty, pielęgnować ogród. Mamy wspólne marzenia i poczucie, ze jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Pewnie sami na to sobie zapracowaliśmy… Pozdrawiam serdecznie i gratuluję decyzji.

  8. Rady nie mam żadnej, ale tylko spostrzeżenia:) dziwią mnie ludzie którzy twierdzą że po ślubie się wszystko zmieni! nic się nie zmieni, on będzie taki sam i ty też znacie się 3 lata nie oczekuj że on się zmieni w jeden dzień bo wzięliście ślub:) to jakaś paranoja, jeśli wy nie ma cie większych oczekiwań to spokojnie będzie po staremu, jestem z chłopakiem już 11 la chcemy ślubu też cywilnego ale nie mam żadnych złudzeń że po ślubie będzie wielka przemiana w kochającego ojca naszych przyszłych dzieci, nie lubiejącego wypić albo pograć na konsoli do białego rana:):):)

    • Oczekiwania mam takie same, jakie miałam do tej pory: jajecznica podana do łóżka w sobotni poranek :P
      Nie sądzę, że facet się nagle zmieni po ślubie ot tak po prostu, ale z drugiej strony, byłoby przykro, gdybyśmy się oboje w ogóle nie zmieniali – tak w kontekście całego życia, a nie ślubu – bo to by znaczyło, że się kompletnie nie rozwijamy.

  9. Świetnie napisane:) Kobieto kto by sie przejmował presją społeczną. Ja w czerwcu co prawda ślubowalam i co sie zmieniło?? NIC! Nie chcesz dzieci to nie miej i bądź szczęśliwa, albo tak jak ja dalej nie przejmuj sie stertą garów naczyń. Po ślubie inne jest to, jak sie patrzy na chłopa. Przez pierwszy tydzien z tą obraczką wyglądał dla mnie bardziej męsko, a potem hmmm jak dawniej:) także życzę Ci dogranego i swobodnego małżeństwa. Nie panikuj, że teraz coś MUSISZ, przeceiż po ślubie jesteś tą samą osobą z TYMI samymi wartościami co przed:)

  10. Monia hehe, ja też w czerwcu :D i też się nic nie zmieniło :P chociaż… może jest trochę poważniej – bardziej się o siebie troszczymy i dbamy o związek. Przed ślubem byliśmy ze sobą 11 lat, ślubu nie planowaliśmy, ale chyba oboje do tego dorośliśmy (nie było pompy, wiejskich kapel, tylko my, najbliższa rodzina i przyjaciele – najpiękniejszy dzień naszego życia). Wydaje mi się, że do bycia rodzicami też kiedyś dorośniemy, a jak nie, to trudno… dobrze nam razem :)

    Do autorki – skoro chcecie być razem, jesteście szczęśliwi, macie te same priorytety… nic tylko się cieszyć. No i zazdroszczę tego Bali :D mam nadzieję, że wrzucisz chociaż jedną fotkę turkusowych fal ;) szczęścia i pięknej pogody w dniu ślubu życzę :D

  11. Fajny wpis.
    Faszystami spod znaku katolickiego krzyża się nie przejmuj, oni ciągle komuś próbują narzucać co wolno a czego nie, czy czym sami robią dokładnie na odwrót.
    Nie przejmuj się też idiotami bredzącymi o rezygnacji z zawarcia jedynego prawdziwego związku małżeńskiego czyli tzw. ślubu cywilnego. Tylko nie wiem czemu nazywają to cywilnym, skoro o wojskowych jakoś nie słychać ;)

    Każdy ma wątpliwości tuż przed ślubem :) także nie ma co pękać ;)

    A co do dzieci, to nie ma obowiązku rodzenia, na szczęście jeszcze mamy tę wolność.

    P.S. Komentarze katofaszystów i innych oszołomów kasowałbym z automatu, nigdy nie wiadomo czy nie zaczną śmierdzieć.

  12. Każdy w inny sposób postrzega świat. Ja akurat mam synka i właśnie czekam na córcię. Jesteśmy z mężem bardzo szczęśliwi. Ale tylko dlatego, że nam to pasuje :). Nie każda kobieta do szczęścia potrzebuje wizyty na porodówce. Ja rad nie mam żadnych, bo po tym co piszesz stwierdzam, że jesteś mądrą kobietą i swój sposób na życie masz. Pozostaje mi tylko życzyć Ci cudownego życia (cudownego, czyli takiego jakiego Wy chcecie)! :) Twój styl pisania jest…fantastyczny!

  13. Sam ślub nie zmienił w naszym życiu nic. No, dobrze, dowód zmieniłam w konsekwencji i to było tyle.
    A chwilę później zaczęliśmy też razem rozliczać PIT ;)

    Natomiast sam związek, owszem, zmienia się z czasem, tyle że ślub nie ma tu wiele do rzeczy. A i telewizora nadal nie kupiliśmy, mimo, że w tym roku 10 rocznica ślubu stuknie ;) Dzieci owszem, się pojawiły, ale my akurat chcieliśmy – i do tego uważam wcale ślub konieczny nie jest ;)

  14. E tam, wcale nie jesteście niedostosowani społecznie. Kim jest to społeczeństwo? Ciężko teraz trafić na ludzi bez masek.
    Normalni jesteście, a Ty szczera i prawdziwa. Kto ma być szczęśliwy, jeśli nie ludzie wolni od stereotypów i z otwartymi głowami???
    Ja wierzę w Boga, w kościół z jego żołnierzami i żołnierkami ;-) od dawna nie wierzę. Gorliwi i wojowniczy wyznawcy też mnie mało obchodzą. Zawłaszczyli sobie krzyż i są gotowi nim walczyć, dosłownie, lać i okładać.
    Każdy ma prawo wierzyć w co chce lub nie wierzyć, jego prawo. Teraz w internecie nie brakuje dyżurnych „misjonarzy”, nie ma się co dziwić, może nie wszyscy, ale w większości mają wieczorami czas i mogą tłuc w klawiaturę. Ci którzy nie mają czasu, to aż strach pomyśleć, co, gdzie i z kim………
    Powodzenia, udanych wakacji na Bali, dużo mądrych ludzi wokoło. Zostańcie wolni w decyzjach, poglądach i szczęśliwi!!!

    Baśka – szczęśliwa buntowniczka z wyboru.

  15. A ile masz lat? Do dziecka trzeba dojrzeć, droga dziewczynko;) Np mężczyzna dojrzewa emocjonalnie ok 27 roku życia, bo jest opóźniony w rozwoju o jakieś 3-4 lata;(( Ja sobie nie wyobrażałem zajmowania się dziećmi – uciekałem przed nimi chociaż mnie lubiły (i lubią nadal…). Jednak przy swoich 6 nie miałem żadnych obiekcji. I nie zmieniaj się gwałtownie, bo poniesiesz porażkę. Przecież pan Mąż powinien wspomóc swoją drugą połówkę (z wzajemnością) w nauce wspólnej wędrówki przez życie. Już nic nie będzie jak dawniej (i to Was zbliży), więc musicie po prostu zacząć współpracować ze sobą. Bądźcie gotowi na kryzys po 3 latach – niech Was nie zaskoczy. Potem po 5 latach od ślubu a gdy będziesz miała ok 33 – poczujesz jak Ci życie ucieka. On Ci musi wtedy pomóc bo go czeka to samo ok 35… lub wcześniej (jak u mnie – 33, ale to z powodu burzliwych wydarzeń w małżeństwie). Nie daj się, bo potem będzie okres „ryczącej czterdziestki” – a on poczuje pierwszy powiew starości(!) – musicie się znowu wesprzeć. Pamiętaj, że gdy dostrzeżesz że dzieci nagle stały się duże, to będzie Ci … dziwnie. A gdy zaczną naprawdę dorastać to może przyjść kryzys nawet poważny – nie daj się i nie wierz w to, że mąż przestał Cię kochać – on będzie miał problem, ale nie wypytuj tylko pomóż drogą okrężną. Najgorsze jest to, że małżonkowie mogą przeżywać kryzys jednocześnie i właśnie wtedy muszą sobie pomóc nawzajem. Ale to się uda, jeśli będziecie się darzyć uczuciem i nie ulegniecie złym myślom i podszeptom, żeby szukać rozwiązań poza małżeństwem.
    Nie jestem psychologiem, mam 4 córki i 2 synów a moją ex opuściłem, gdy wyszły z domu… Była jak bluszcz. – chciałem uciec od niej jak najdalej. Dopiero niedawno w internecie znalazłem opis psychopaty… pasował do niej jak ulał… Życzę Ci szczęścia:))

  16. Ale się dyskusja o Bogu wywiązała ;p A ja o dzieciach napiszę :) też tak twierdziłam :))) a teraz słodko sobie drzemie obok mnie malutki Człowieczek :) I powiem Ci: uśmiech jednak potrafi wynagrodzić wszystko :) obce dzieci nie rozczulały mnie nigdy, a bezpieczna odległość od takowych była w zasięgu wzroku, ale nie ręki :D i jak ja nienawidziłam spotkań z rodziną czy przyjaciółmi którzy mają dzieci :D o matko ;p zapraszanie na wesele to była katorga :D a teraz już nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłoby Go nie być :) pozdrawiam i życzę szczęśliwego małżeństwa!!!

    • No to ja mam podobnie. Bez jakiegoś wielkie dzieciowstrętu – wezmę na ręce, pokołyszę jak trzeba, umiem zmienić pieluchę, ba – w czasach licealnych dorabiałam sobie jako awaryjna niania. Ale mieć takiego w domu 24 na dobę to byłby koszmar, płacz (mój) i zgrzytanie zębów.

      Dziękuję i pozdrawiam również.

  17. z wpisu o tym że Jagna zawiera umowe cywilnoprawną ze swoim samcem zrobiła się dyskusja filozoficzna. religie są wsparciem dla osób słabych umysłowo i duchowo. człowiek słąby duchem i umysłem potrzebuje nadzorcy. to człowiek stworzył boga a nie bóg człowieka. w aktualnie znanym wszechświecie z 2,3 miliarda galaktyk a w każdej 3 miliardy słońc istnieją miliony cywilizacji z miliardami „ludzi”. taki bóg przedstawiany jako staruszek z siwą brodą zainteresowany tym czy Jagna modli się przed czy też po posiłku jest wymysłem urzędu ( czyli religii). Taki bóg ma coś więcej do roboty aniżeli nadzór nad poprawnością małżeńskiego wyboru Jagny. Osoba, która potrzebuje urzędnika boga do tego aby ten urząd zaakceptował wybór małżonka, osoba, która dziękuje bogu za to że sama zrobiła sobie jajecznicę jest wielkim utrapieniem dla tego boga. pierwsze przykazanie brzmi – nie zawracaj mi dupy pierdołami ( nie będziesz wzywał imienia pana nadaremno)

  18. Dlugo ponad 20 lat zyje w szczesliwym zwiazku z jednym facetem tylko o slubie cywilnym. Choc wychowalam sie praktykujacej rodzinie katolickiej koscielny nam do szczescia potrzebny nie byl. Byl sprzeciw rodziny, znajmoych, klechow i calego otoczenia, ale: tak dlugo jak ktos nie placi moich rachunkow i nie daje mi na chleb wara od tego o jakim slubie jak zyje i z kim.
    A ze zyje dosc daleko tym bardziej wara.
    Dzieci i bycie kuchta nie jest wyznacznikiem dobrego i udanego malezenstwa. Nie ma wyznacznika, ani poradnika na udany zwiazek bo kazdy zwiazek jest inny. Po wielu wspolnych i szczesliwych latach powiem od siebie ze wazne sa wspolne pasje, zainteresowania, wazna jest przyjazn, szacunek i zrozumienie partnera. W sytuacjach podbramkowych odpuszczenie jest wazniejsze niz wyscig szczurow czyja jest racja, a kto zawinil W dzien sie klocicie, a w nocy godzicie,(powiedzenie mojej babci). Sex/chemia jest bardzo wazna.

    Ludzie sie az tak nie zmieniaja, czy to przed, czy po slubie.Zmieniaja sie nasze oczekiwania. 2-5-10- czy 20 lat po o zwiazek wciaz trzeba dbac i go pielegnowac, tak samo jak i siebie. Nic tak nie zabija jak rutyna i nuda.
    Dzieci? bez dzieci tez mozna byc szczesliwym. Jesli je miec to tylko z wyboru.
    Duzo szczescia, wytrwalosci i wspaniach dni wam zycze w milosci i zrozumieniu.

    • no Marcela, piszesz że ważne są wspólne pasje czyli rutyna, coś już znanego. drugi człowiek swoimi innymi zainteresowaniami mógłby poszerzyć i wzbogacić twój życiorys. np kucharz+kucharka = nuda. ale już kucharz+ podróżnik = nowa wartość dodana, życie staje się bogatsze.

      • Wspólne, a raczej pokrewne/zbliżone pasje są ważne. Tak ważne, że nawet mi przez myśl nie przeszło, że moze być inaczej.
        A widzę to po sobie i rodzinie. Długo szukałem kobiety, która lubi fantastykę i gry komputerowe.
        I dzięki temu mozemy duzo przyjemniej spędzać wspólny wolny czas. Nie ma wojny o to, ze „znowu grasz”, albo „pierdołami się zajmujesz”. Częściej jest problem kto ma teraz zając kompa ;D

        Natomiast taki mój przykładowy kuzyn to ma przesrane, bo jak chce iśc na film w towarzystwie to musi szukac chętnych i ustalać wolne dni.

        Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie (a nawet jest wskazane) żeby oprócz tego miec inne hobby, które umozliwia spędzenie trochę czasu w samotności. to też jest potrzebne dla higieny psychicznej, taki odpoczynek od czyjejś nieustannej obecności, mozliwość spokojnego zastanowienia sie nad różnymi sprawami.

        Ale jak już ze soba jesteście te parę lat, to raczej sprawy oczywiste macie ogarnięte.

  19. gratulacje! tak z czystej ciekawości – gdzie i jak poznałaś przyszłego męża? ile miałaś lat? i skąd wiedziałas, ze to TEN?:)

  20. Ale to ten sam facet, o którym tu pisałaś 27.09.2013 w tym artykule o myciu garów? :O Jak tak, to chyba musiał się kolosalnie zmienić od tamtego czasu, bo przecież żadna rozsądna osoba nie wyszła by za mąż za kogoś, kto „zwala robotę na babę”.

    • Oj, żebyś wiedziała. Zmienił się i dostosował do oczekiwań. Dlatego wiem, że spór o podział domowych onowiązków jest do wygrania. Trzeba po prostu jasno określić zasady i konsekwencje, a potem trzymać się tego choćby nie wiem co.

      • Poważnie, udało się? No to super, i trzymam kciuki za Waszą przyszłość! :)
        A tak poza tym dzięki temu mam kolejny pozytywny przykład dla niektórych sceptyków niedowierzających że da się wprowadzić takie zmiany na lepsze, i ogólnie mieć szczęśliwy związek. :)

        • Ale ostrzegam – to jest droga dwukierunkowa. Skoro facet ma spełniać Twoje oczekiwania, Ty także musisz dostosowywać się do jego potrzeb :P W innym przypadku to przestaje być „wzrastaniem do dojrzałej relacji” a zaczyna być wciskaniem kogoś pod pantofel.

          • To oczywiste, że bycie w porządku wobec partnera obowiązuje obie strony. Ale z tego co tu pisze chyba widać, że od Twojej strony też nie ma problemu(i raczej nigdy nie było) z uczestniczeniem w obowiązkach domowych, dlatego założyłam, że skoro narzeczony się zmienił, to wszystko jest w porządku z obu stron. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook