Nie obchodzę Walentynek

castle-442545_1280

Ludzi, którzy pogardzają Walentykami z marszu wrzuca się do wora rozgoryczonych brakiem partnera singli, którzy nie lubią tego święta, bo nie mają z kim go obejść. Zaskoczę was – ja mam z kim, a i tak nie obchodzę.

 

Mamy swoje własne małe święta do obchodzenia, dlatego walentynki zdają mi się tu rzeczą najzwyczajniej zbędną – ot, nic nie znacząca dla naszego życia, narzucona przez komercyjnych nakręcaczy biznesu data, w której mamy celebrować naszą miłość. I może nie widziałabym tego aż tak czarno, gdyby nie z góry narzucona forma, w jakiej to święto ma niby być obchodzone.

 

Bo tu się wszystko rozchodzi nie tyle o same zakupy, co o zakupy tandetne, tak daleko posunięte w swej kiczowatości, że aż od nich mdli. Poduszeczki – serduszka, serduszka – lizaki, czekoladki, wisiorki. Bukiety czerwonych róż, kartki z nadrukowanymi już miłosnymi wyznaniami, a nawet pendrive czy zapalniczka z walentynkowym przesłaniem. To wszystko sprawia, że “kocham cię” wylewające się hurtowo z każdej niemalże witryny sklepowej staje się nie tylko wyznaniem banalnym, co pustym po prostu.

 

A ja nie lubię pustych gestów.

 

A tym bardziej nie lubię tandety, w którą te puste gesty są opakowane.

 

Rozumiem, że poczta miłosna w gimnazjum z okazji Walentynek może się uczennicom wydawać ekscytująca, że wzdychają do pluszaków, które tego dnia otrzymały od swoich chłopców, albo skaczą z radości, wracając do domu z pojedyńczą czerwoną różyczką. W końcu młodość ma swoje prawa, w tym prawo do skrajnej niedojrzałości. Czego zaś kompletnie nie rozumiem to kobiet pełnoletnich, i zdawałoby się, w pełni wykształconych emocjonalnie. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy taka robi wielką sprawę, że nie dostała nic na walentykni. To nic, że facet jest czuły, można na nim polegać, tydzień temu zabrał ją do teatru, a wczoraj zmienił w jej aucie opony. Nie obeszli walentynek. Związek staje nad przepaścią, ona rozważa rozstanie, nastaje dwumiesięczny kryzys, z fochami, żalami i brakiem seksu włącznie. Niepoważne? Owszem. Ale to niestety historia prawdziwa.

 

Wolę celebrować miłość codziennie. Tak po troszeczkę. I dużo więcej dla mnie znaczy śniadanie podane do łóżka, albo bukiet polnych kwiatów, za którym facet latał po łące pół dnia, a i trudził się niepomiernie, by dar ten skonstruować, niż kartka walentynkowa i pudełko czekoladek z supermarketu. Wolę romantyczną kolację bez okazji, ale niech to będzie kolacja wynikająca ze szczerej chęci spędzania razem czasu, niż najbardziej ekskluzywna nawet knajpa, ale z poczuciem, że facet mnie tam wziął, bo musiał. Bo wciąż pamięta terror sprzed roku i woli sobie oszczędzić kolejnej awantury.

,,
7 comments on “Nie obchodzę Walentynek
  1. Walentynki nie muszą być świętem pustych gestów. Równie dobrze można by powiedzieć, że jakiekolwiek święto to nic tylko komercja i puste gesty. Oczywiste jest, że miłość należy okazywać sobie każdego dnia, a nie raz do roku, ale święto samo w sobie jest pozytywne. Dla mnie ten wszechobecny różowo-czerwono-brokatowo-serduszkowo–czekoladowo-misiopluszowy kicz ma w sobie coś uroczego właśnie tego dnia. :)

  2. masz Jagna męski mózg. gratulacje. lepiej jest się 14 lutego pokłócić a pozostałe 364 dni w roku mieć ekstra aniżeli odwrotnie.
    walentynki to jankeskie święto zrozumiałe dla afroamerykanów i ich polskich wyznawców w dresach i kapturach.
    podobnie jest ze świętami kościelnymi i z kościelnymi celebrytkami w wieku lat 70, które syczą na mnie swoim rozdwojonym językiem ” ja bym qoooooorwa pokazała ale właśnie ze spowiedzi wychodzę!!!!!!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook