Jakość żywności w Polsce

Podczas dwutygodniowego urlopu ze szczerym zdziwieniem wsłuchiwałam się we własne refleksje na temat kraju ojczystego. Okazuje się bowiem, że w Polsce najbardziej brakuje mi… angielskiego jedzenia! I nie chodzi mi tu bynajmniej o kuchnię regionalną, a o rzecz dużo bardziej prozaiczną. O asortyment sklepów spożywczych.

Jeszcze trzy lata temu, jako świeżo upieczona emigrantka dzwoniłam do znajomych w ojczyźnie z płaczem, że wylądowałam w kraju, w którym absolutnie nie ma co jeść. Angielskie wypieki wołały o pomstę do niebia, wędliny czuć było padliną, a na alejki w supermarkecie, gdzie od podłogi po sufit piętrzyły się gotowe dania, które wystarczy wrzucić do mikrofali patrzyłam z autentyczną zgrozą. Teraz zgroza bierze mnie w Polsce.

Przez ten czas zdążyłam nabrać niemałej biegłości w komponowaniu sobie smacznego jadłospisu z oferty tutejszych produktów. Przywykłam, że w Tesco zawsze dostanę organiczne pomidory, awokado i sałatę w doniczce, jagody goji, ryżowy makaron i kozi ser. Przywykłam do całodobowych hipermarketów, sklepów oferujących ekologiczną żywność, do rozsądnych cen i sympatycznej, kompetentnej obsługi.

Dlatego trudno mi było przeżyć te dwa tygodnie pomiędzy Śląskiem a Krakowem. Trudno pod względem spożywczym. Kelnerka w restauracji zapytana o dania z karty, które są bezglutenowe popatrzyła na mnie zbaraniałym oczyma i zapytała: “znaczy się bez jajek?”; w kawiarniach nie mają sojowego mleka; zaś oferta świeżych warzyw i owoców w osiedlowych sklepach ogranicza się zazwyczaj do cebuli i ziemniaków, względnie pomarańczy. Dostępnosć żywności ekologicznej to już w ogóle jest jakiś kosmos – jedyna na co się natknęłam to stoisko z bakaliami w Rossmanie.

Uwierzcie mi – dla kogoś na dwóch, dość restrykcyjnych dietach (bezmięsnej i bezglutenowej) pobyt w Polsce to ocieranie się o głód i nerwoskręt portfela. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego za paczkę czterech awokado płacę w UK równowartość dziesięciu złotych, podczas gdy w Polsce za jedną sztukę zapłacić muszę osiem, w dodatku najczęściej jest to sztuka przygniła, karłowata i nieapetyczna, a i tak trafiła się cudem w piątym odwiedzonym sklepie. Ta cenowa dysproporcja obejmuje niemal wszystkie produkty spożywcze, które nie są kiełbasą, kapustą lub ziemniakiem, bądź kompilacją tychże. Jak to jest możliwe, że na zachodzie można zjeść zdrowiej i taniej jednocześnie?

Zakładam, że rozchodzi się o podstawy ekonomii. Popyt rodzi podaż. Preferencje konsumentów kształtują rynek. Angielskie sieci sklepów mogą sobie pozwolić na sprowadzanie zdrowej żywności, bo wiedzą, że to się sprzeda. A skoro sprzedają ilości niemalże hurtowe, zamiast pojedyńczych sztuk mogą też zaoferować niskie marże, a interes wciąż będzie przynosił zysk.

Smutna refleksja nasuwa się sama – Polacy jedzą śmieci. Nawet nie dlatego, że mają tak spaczone kulinarne gusta – w sklepach brakuje świeżej, nieprzetworzonej żywności, pozbawionej ulepszaczy i konserwantów, a jeśli już coś sie pojawia, to ceną osiąga poziom niedostępny dla przeciętnego klienta. Sama nie jestem bez grzechu. Jeszcze kilka lat wstecz brałam udział w tej konsumenckiej pułapce, własnoręcznie kupowałam słodzone jogurty, płatki śniadaniowe, sklepowy chleb i wyroby seropodobne święcie wierząc, że kupuję prawdziwy ser. Nikt mnie nie uświadomił, że popełniam poważne nadużycie wobec własnego zdrowia, nikt nie informował o szkodliwości tychże.

Choć zdaję sobie sprawę, jak beznadziejna jest pod tym względem sytuacja w Polsce, to zachęcam Was drodzy rodacy mimo wszystko: dbajcie o dietę. Zdrowy styl życia to filozofia obejmująca o wiele więcej niż fotki z siłowni wrzucone na fb. To przede wszystkim troska o zawartość talerza.

,,
214 comments on “Jakość żywności w Polsce
  1. …no i dieta bezglutenowa nawet w Anglii to taki znak czasu i moda po prostu. Pare osób z gazet coś o niej wspomniała i się szał rozpoczął. Pojawiły się sklepy, produkty na półkach… po postu robienie kasy, wystarczy przeczytać artykuł z linku poniżej by dojść do wniosku, że niewiele bezglutenowych produktów w UK można było dostać, do tej pory nie jest zamieszczanie informacji w UK regulowane prawem – można ale nie trzeba. Produkty bezglutenowe w Uk to bicie kasy na modzie i tyle: http://www.telegraph.co.uk/foodanddrink/healthyeating/10430422/The-great-gluten-free-scam.html

    • Witam,
      ja rowniez jestem wegetarianka na diecie bezglutenowej. Powiem tak, poczatki sa ciezkie, mozolne czytanie składów, zakupy zajmuja o wiele wiecej czasu, brakuje mi napisu jak na ang produktach „suitable for vegetarian”, zakupy sa bardziej kosztowne, wszystko prawda. Ale mozna sie przyzwyczaic, po jakim czasie juz sie wie co i jak, i da sie :) Dieta bezglutenowa to nie tylko moda, skłania rowniez do rozważnych i przemyslanych zakupow, a to juz cos. Poza tym daje rzeczywiscie sporo korzysci zdrowotnych, wiec warto.

      • tak tak suitable, śmieszy mnie to zaufanie ludzi do napisów na opakowaniach, tak jakby napisane równało się w 100 procentach zgodne z rzeczywistością :) pamiętam taki film dokumentalny, chyba francuski, o firmie, która robiła super eco masło, a potem okazało się, że sprowadzała jakąś pulpę tłuszczową z włoch, ze zmielonych resztek zwierzęcych :) ciekawe czy mieli napis suitable :D

    • Po opisie produktów jakie zastałaś na półkach domyślam się że odwiedzałaś wyłącznie supermarkety. Pojedź na bazar, najlepiej duży, a zobaczysz zdrową, jak na kraje europejskie, żywność. Akurat dostępność do tradycyjnego, niemodyfikowanego jedzenia uważam za atut naszego kraju. Co do przewagi sałaty w doniczce, przetestowałam i przewagi nie dostrzegłam. Pozostaje dodatkowy śmieć w postaci doniczki. Polskie jabłka biją na głowę angoelskie. Polskie wędliny miały do niedawna najbardziej restrykcyjne, niskie dopuszczalne wartości konserwantów. Skorzonera, topinambur, czarna rzepa, nasiona goji czy jarmuż są dostępne, może nie w supermarkecie. Jedynie kawa i herbata jest gorsza, ale za to możemy podziękować zachodnim koncernom.

      • wybacz ale ja jako totalny jabłkożerca stwierdzam, że właśnie w UK jadałam najlepsze jabłka, np „Rubens” i „Royal Gala”, musiałam kupować po 2-3 opakowania na dzień bo były wprost uzależniające… w PL szukam gdzie się da i czasem znajdę coś, co da się zjeść. we Francji polecam melony Charentais.

    • To w Uk już się nie mówi o food miles? Nie ma mody na local organic food? Gdyby wszyscy chcieli jeść na co dzień awokado i popijać szwajcarską wodą mineralną to musielibyśmy nosić maski gazowe jak Chińczycy.

        • chodzi o to, że tak naprawdę zdrowo jest jeść to co rośnie „organicznie” lokalnie na terenie na którym się akurat przebywa, np będąc w Polsce zdrowiej jest jeść LOKALNE jabłka, paprykę, cebulę, kapustę kiszoną, lokalne pyszne pomidory niż cytrusy i produkty importowane ogołocone z wartości odżywczych, witamin przez transport, czas, konserwanty (plus cała filozofia jedności zgodności miejsca, powietrza, ziemi – to dłuższy temat)
          polecam spacery po targowiskach bardziej niż supermarkety, a jeśli idzie o ziarna, ryże, kasze, algi, soki 100% i wegańskie wynalazki z całego świata obecnie powstają na potęgę sklepy ze zdrową żywnością nieprzetworzoną, są to małe sklepiki w rodzaju „Znachor”, jest ich coraz więcej, tylko trzeba wiedzieć gdzie są, co śmieszne – powstają także przy kościołach, jako biznes kościelny, zazwyczaj są też w większych galeriach, w Lublinie gdzie mieszkam jest ich ok 15, wczoraj spotkałem kolejny, u mnie w robocie jest moda na wyrób humusa i eksperymentowanie z jego smakiem, coraz więcej osób samodzielnie wypieka także chleb, generalnie – dobre tendencje :)

    • Nie do końca zgadzam się z tą super żywnością w Anglii. Miałam przyjemność robienia zakupów w różnych marketach i niestety np. żadna natka pietruszki czy koperek tak nie pachniały jak nasze, polskie. A te organiczne warzywa czy owoce to chyba mocno przereklamowane. Patrząc na ulice angielskie to szczupłe dziewczyny to tylko Polki. Czyli coś nie tak z tą super żywnością. A tak w ogóle to kapusta, cebula, ziemniak czy burak to najzdrowsze warzywa. Nie mamy czego się wstydzić i nikt nie musi nad nami łez wylewać.

    • Panie Marku,
      To miło gdy ktoś ma realne spojrzenie, na życie i na tak ważny aspekt tego życia jakim jest jedzenie. Sama jestem „babcią” emigrantką – od 23 lat, kiedy nie do końca z własnej woli opuściłam Polskę, mieszkałam dłużej niż rok w 9 krajach na czterech kontynentach a i na pozostałych bywałam.
      Z rozbawieniem z pewną dozą przerażenia patrzę na ten biznes dietowo-suplementowy. Te wszystkie mody na nowe cud diety, cud suplementy i cud owoce i roślinki, które mają zagwarantować super zdrowie, super figurę i dziesiątki innych super rzeczy.
      Wystarczy podstawowa wiedza na temat fizjologii człowieka, biochemii, genetyki a przede wszystkim poznania swojego organizmu by uznać te wszystkie objawiane cuda za jarmarczno kuglarskie sztuczki.
      Nie mogę pojąć, że dorośli ludzie, z pewnym doświadczeniem życiowym nie potrafią zaobserwować jedzenie czego im poprawia humor, daje energię i pozwala utrzymać normalną wagę.
      Jestem wszystko żerna, bo tak jest skonstruowany gatunek zwierzęcia z rzędu naczelnych zwanych Homo sapiens.
      Jedyną rzeczą jaką stosuję przy odżywianiu to brak w moim jadłospisie potraw smażonych i to nie z powodu tego, że ktoś napisał, że to niezdrowe, ale dlatego, że zapach rozgrzanego tłuszczu odbiera mi apetyt.
      Jem to co lubię i wszędzie znajdowałam coś co lubię w ilościach które sprawiają, że nie czuję głodu ani przejedzenia. Efekt od ponad 30 lat, poza okresem ciąży moja waga oscyluje pomiędzy 53-56 kg przy wzroście 175 cm.
      Przy okazji szerokim łukiem omijam wszystko co ma przedrostek „fit”.

    • A nie przyszło Tobie do głowy, że niektórzy są na gluten po prostu uczuleni?? Podstawowym badaniem wykrywającym alergię na gluten jest badanie poziomu przeciwciał antygliadynowych i antyendomysjalnych. Moja koleżanka w wieku 27 lat zmarła na raka jelita cieńkiego, który rozwinął się ponieważ od dziecka nie tolerowała glutenu i nie przestrzegała diety.

    • Troche mnie rozbawily ale i zdziwily twoje spostrzezenia.
      Tez nie mieszkam w Polsce i przyjezdzajac (wprawdzie do Warszawy) mam co jesc! Nie wiem czy twoja restrykcyjna dieta to rzeczywiscie wymog czy twoja wlasna decyzja niemajaca nic wspolnego z nietolarancja roznych pokarmow. Jesli kupujesz w sklepach eko/bio w UK i interesujesz sie tym to powinnas wiedziec ze zima asortyment jest ograniczony nie ze wzgledu na kraj tylko raczej na okres wegetacyjny roslin. Pomidory, nawet te bio, zima pochodza glownie z Hiszpanii, troche z Sycylii i byc moze zawieraja mniej pestycydow ale z pewnoscia nie urosly na polu, w normalnych warunkach. Wlasnie patrze na plansze jakie warzywa dostepne sa w lutym np. i nie ma tam slowa o pomidorach…Inna rzecza jest pazernosc posrednikow, aczkolwiek bedac w Polsce nigdy nie zdarza mi sie wejsc do supermarketu. W Warszawie np. jest bio bazar w fabryce Norblina, naprawde mozna kupic prawie wszystko, oczywiscie jest drozej ale tak jest wszedzie a jesli cena w UK jest prawie taka sama to znaczy ze bio jest tylko z nazwy, czesto to tez naciaganie klientow.
      W Bielsku Bialej np. jest sklep ktory oferuje naprawde duzy wybor, po warzywa i owoce radzilabym sie wybrac na targ, ale pomidorow w zimie raczej bym tam nie oczekiwala. Dziwne to zwlaszcza w kontekscie liczby ludzi otylych w UK i w Polsce. Nie wiem jak wygladaja statystyki ale na ulicy od lat juz widze ich raczej wiecej w UK niz w PL, choc oczywiscie ostatnimi laty zmienilo sie to bardzo. Powodem jest pewnie objadanie sie byle smieciami i slodyczami troche z lenistwa. Dodam ze np. kasze ekologiczna jaglana i gryczana kupuje tylko w Polsce z polskich upraw, na poludniu Francji mamy w sklepach „bio” glownie ukrainska badz chinska, majac na uwadze korupcje w tych krajach zdecydowanie wybiore kasze polska. jest mnostwo produktow ktore przywoze z Polski ale nie kupuje ich w supermarketach, ani w Polsce, ani we Francji. Mysle ze twoj problem tkwi raczej w niewiedzy i powierzchownym zainteresowaniu tematem, byc moze tez nieczesto bywasz w Polsce w zwiazku z tym nie masz orientacji.

    • Ale nie można używać zwrotu „rozchodzi się”,moja polonistka mówiła że rozchodzą się stare gacie.Używamy zwrotu „chodzi o” coś.

  2. Mieszkam od jakiegoś czasu w Stanach, wcześniej mieszkałam w Krakowie. Spokojnie stać nas było na kupowanie jedzenia bezglutenowego dobrej jakości i z dostepem do niego nie było probemów. Fakt, że po przeprowadzce do Kalifornii dostaliśmy oczopląsów :) ale….
    Jakość i skład produktów tutaj i w Polsce ma wiele do żeczenia, niestety. Co z tego, że tutaj mam nieograniczony dostęp do żywności bg na każdym kroku, skoro i tak tego nie kupuję? Wolę wszystko przygotowac od podstaw w domu? Ilość sztucznych barwników, konserwantów, gum, zagęstników, przyprawia o zawrót głowy. w UK jest tak samo, bo porównuję składy z koleżanką.
    Warzywa i owoce – te możemy kupić w osiedlowych sklepikach całkiem dobre, smaczne i nie pryskane, nie powlekane glutenem, żeby się nie psuły. Są kooperatywy, które ściagają smaczne, świeże owoce, warzywa i lokalne produkty – takie jak owoce morza i mięso. Chcieć to móc.
    Mimo że w Stanach mam nieograniczony dostęp do warzyw, owoców i innych produktów, na które w Polsce mogłam sobie pozwolić tylko sezonowo, to tęsknię za ZDROWYM polskim jedzeniem. ZDROWYM i smacznym.
    Od 2 lat nie jedliśmy wędlin, czasami po kiełbasę jedziemy do rosyjskiego sklepu, tam mają od polskiego rzeźnika, tutejszej się nie, chyba że długodojrzewające szynki, ale one wszędzie smakują tak samo :)
    Po ser żółty jeździmy tamże, gdzie po kiełbasę, dzieci jedynie znalazły swój smak i im kupujemy w lokalnym sklepie, ewentualnie do zapiekanek i pizzy.
    Jesteś mało wybredną konsumentką, skoro tak szybko zmieniłaś gusta, i nagle tak przeszkadzaja ci polskie produkty?
    Nie wiem gdzie robiłaś te zakupy, ale ciężko mi uwierzyć w to co piszesz. Aczkolwiek, każdy może pojechać w głęboką prowincję i powiedzieć, że nie kupił tego, co chciał.
    Pozdrawiam

    • Ha. Czy my sie czasem nie spotkalismy w rosyjskim sklepie jakis czas temu? Opisujesz dokladnie nasze odczucia-dorzuce jeszcze cukier w kielbasie lokalnie wyrabianej. Z drugiej strony udalo nam sie znalezc dobry ser zolty w supermarkecie (Safe…)-gouda importowany. No ale kalifornijski wybor owocow I warzyw to faktycznie rozpusta. Wlasnie podjelismy decyzje o powrocie do Polski I troche sie boje. W Polsce jedzenie niestety zaczyna byc nowoczesne I zachodnie a na zdrowe malo ludzi moze sobie pozwolic-zwlaszcza w malych miastach.

    • Calkiem niedawno przeprowadzilam sie z Krakowa do Kaliforni wiec jestem na etapie wydeptywania swoich sciezek, takze spozywczo-kulinarnych. Osobiscie zgodze sie z Toba co do jednego – ceny w Polsce sa wysokie(relatywnie do zarobkow), ogolnie, nie tylko jedzenia. Nie zgodzam sie natomiast jesli chodzi o dostepnosc, szczegolnie w tak duzych miastach jak Krakow, jak i w calkiem przecietnych. Wystarczy miec Biedronke, Lidla i targ w okolicy zeby kupowac dobre produkty w przystepnych cenach. Co do jakosci swiezej zywnosci – jest srednia, widze to szczegolnie teraz, zyjac w Kaliforni. W Polsce trudno o dobra jakosciowo zywnosc, ekologiczna bez opryskow, poza sezonem wiosenno-letnim – trudno ze wzgledu na klimat, a zywnosc importowana musi byc dobrze zaimpregnowana zeby zniosla podroz i ekpozycje na polkach. Nie oszukujmy sie. Nie ma natomiast co narzekac na zywnosc przetworzona – sledze to od dawna i wiem ze w PL jestem w stanie kupic pol-przetworzona zywnosc o duzo lepszej jakosci niz tu. Zarowno w PL i USA jest jedzenie ktorego metrowym kiejm nie tkne… wydaje mi sie ze wiecej takiego jedzenia jest tu, ale juz od dawna nie zwracam uwagi na tego typu pozywenie…

      Zadomawiajac sie w nowym miejscu, kraju, klimacie tak innym od tego ktory znam (Europejskiego) czuje sie jakbym uczyla sie gotowac od nowa, uczyla sie robic zakupy od nowa. Ostatnio kupujac mieso na obiad smialam sie do meza ze teraz na 100% wiem jak on sie czul kiedy wysylalam go na zakupy i mowilam kup „ladne miesko wolowe” „dobra rybe”, bo teraz sama stoje z takim wlasnie zadaniem przed pulka z garmazeria i czuej sie zagubiona jak dziecko… ucze sie tutejszych sklepow metoda prob, prob i jeszcze raz prob…

      Uwazam, ze kwestia tego jak jemy i co jemy to przedewszystkim kwestia naszej swiadomosci i naszych swiadomych wyborow a nie dostepnosci, nie podazy. Popyt, czyli zapotrzebowanie – nasze „chce”, jest czynnikiem stymulujacym, a nie na odwrot.

      Jestem takze pewna co do jednego – Twoje wielkie roczarowanie i rozgoryczneie faktem ograniczonej dostepnosci zywnosci, do ktorej jestes przyzwyczajona, nie jest spowodowane brakiem dostepnosci, tylko brakiem Twojej wiedzy i umiejetnosci odnalezienia sie na polskich polkach sklepowych.

      • Nie wiem gdzie mieszkasz w Kalifornii ale najlepsze ryby sa w portowych sklepach, warzywa i owoce – u meksykanskich sprzedawcow-farmerow niedaleko gospodarstw (chyba ze chcesz organiczne to nie wiem), mieso-Trader Joe’s (jednoczesnie najtansze-nawet organiczne, ja juz nigdzie indziej nie kupuje). Niestety wedliny sa problemem-rosyjska Kalinka w San Jose ma pyszne, ale z Monterey gdzie mieszkam to daleko, wiec skazani jestesmy na marketowa szynke i indyka.

    • heheh nie ma to jak Polak w Ameryce heheh zre kielbase non stop,ludzie tu jest taka wyzerka z calego swiata a ty siedzisz w USA i kupujesz non stop kielbase i karmisz ja twoje dzieci?? Ja zapomnialem o kielvbasie,wole mexykanska czy chinska kuchnie,moja zona jest Tajka i mam super jedzonko zdrowe i z duzo witamin!

    • Aniu, ppodziwiam bo w USA to naprawde sztuka dobrze sie odzywiac. Nawet Whole Foods Store oferuje rozne produkty ktore raczej sa organic tylko z nazwy. Tez mnie troche to dziwi, ciagle uwazam ze w Polsce jest bardzo dobrej jakosci jedzenie tylko trzeba sie nauczyc kupowac ale tak bylo zawsze, nawet przed era supermarketow. Pozdrawiam serdecznie!

  3. W wiejskim sklepie, w którym czasem kupuję, prawie zawsze widzę ten sam koszyk: najtańsza żywność, słodkie napoje marki „oranżada” i wódka, która stanowi 40-50% wartości paragonu. Dobre jajko nie jest dostępne, bo za drogie, lepsze warzywa czy owoce również nie, bo drogo. Ale jakoś nie jest drogo wypić butelkę wódki za 20-30 zł.
    Każdy kupuje to co dla niego ważne.

    • Co do tego pełna zgoda. Ludzie zwłaszcza na wsi jedzą tragicznie, byle najtaniej. Autarchia lat 80-tych odeszła w przeszłość, mało kto ma już „swoje” mleko, ser, jajko, mięso – ale mentalność, że w sklepie uzupełnia się tylko dietę i wydanie kilku złotych to już wielkie marnotrawstwo, pozostała. Zwłaszcza u starszych ludzi. Stąd w koszykach najgorsza chapanina, chleb z woreczka, wedlinopodobne mieszanki łoju, skór i odpadów, królujące podroby z wmielonym psem z budą i konserwy! Mieszkam w niewielkiej wsi pod Krakowem i obraz wiejskich sklepików (są u nas 3) jest niewesoły. Niejadalny asortyment z najniższej półki, w dodatku pół raza droższy niż w miejskim supermarkecie 10 km dalej. I także ci z grubym portfelem jedzą tak samo. Po prostu tak się utarło – na jedzenie wydaj jak najmniej!

  4. Sklepy ze zdrową żywnością są w Polsce, ale ceny w nich są strasznie wysokie, chociaż nasze zarobki bardzo niskie. Czy ktoś z Was może powiedzieć, że ceny za zdrową żywność są przynajmniej umiarkowane ?

    Jestem wegetarianką i dbam o zdrowie, ale na wiele tych produktów mnie mnie nie stać. Wszystko u nas na głowie stoi…

  5. Ludzie cudze chwalicie a swego nie znacie. Jedzcie to co u nas zdrowe i co u nas rosnie. Nie szukajcie awokado skoro mamy swoje dobre produkty. Kapusta kiszona, buraki ogórki itp.to wszystko jest napakowane witaminami nie trzeba wymyślać awokado i tym podobne.tylko nie supermarket a lokalny warzywniak

    • przyznam polskie jedzenie schodzi na psy, dziesiec lat temu chwalilem sie przed anglikami jakie to dobre jedzenie w Polsce a teraz polskie sklepy omijam z daleka. Ostatnimi czasy ma byc tanio a nie zdrowo

    • Spróbuj kupić teraz prawdziwą kapustę kiszoną czy ogórki to się mocno zdziwisz. Wszędzie są kwaszone (czyli sztucznie kiszone), a nawet jeśli na opakowaniu / wiaderku / beczce jest napisane „kiszone” to w składzie znajdziesz enzymy i konserwanty. W takich produktach nie ma już tych dobrych bakterii probiotycznych i witamin. A przecież proces kiszenia nie potrzebuje niczego oprócz odpowiednich warunków i czasu. Na tym właśnie oszczędzają producenci. Właśnie to jest najgorsze – produkty które kiedyś były zdrowe, teraz są sztuczne i z jakością nie mają nic wspólnego – kiszonki, pryskane / chinskie sztucznie pędzone warzywa, seropodobne sery, mięsopodobne wędliny, jaja od zestresowanych kur (to akurat temat na odręczną dyskusję) czy chleby z modyfikowanych ziaren, napchane syropem glukozowym, drożdzami, spulchaniaczami itp. Nawet piwo już nie smakuje tak jak kiedyś…

  6. Nie wiem gdzie Pani była w Polsce. W Krakowie bez problemu można kupić i produkty bezglutenowe i świeże, smaczne owoce itp. Wiem, bo jeżdżę tam co jakiś czas.
    Mieszkam na stałe w Warszawie. Dieta bezglutenowa jest modna od jakiegoś czasu, w wielu lokalach da się zjeść smacznie i „bezglutenowo”, bez problemu można kupić produkty bezglutenowe. Ryżowy makaron jest wszędzie. Tak samo mleko sojowe (ostatnio kupiłam w sklepie osiedlowym 3 rodzaje: normalne, „odtłuszczone” i jakieś smakowe). Do wyboru, do koloru. Świeżych warzyw i owoców jest sporo, wszędzie. Certyfikowane produkty eko można dostać na biobazarze i w wielu sklepach ekologicznych. Następnym razem proszę przyjechać do Warszawy, nie będzie Pani głodować ;)

    • Akurat rośliny o podobnych właściwościach do awokado u nas nie znajdziesz. Osobiście uważam, że w Polsce jest mało „zdrowych” rzeczy. Mnie np. kapusta szkodzi tak samo jak kalafior…(a zresztą te warzywa i tak nie są polskie). Ja zgadzam się z właścicielką bloga – w Polsce ludzie odżywiają się tragicznie i jakość jedzenia pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście w moim mieście są sklepy ze zdrową żywnością, ale w porównaniu do wstrętnych dyskontów jest ich niewiele. Każdy ma inny gust i każdy inaczej się odżywia, ale nie wypisuj, że trzeba wydziwiać bo ktoś lubi awokado…kiedyś ludzie w Polsce jedli jeszcze gorzej bo nic nie było dostępne i uważasz, że to wpływało dobrze na nasze zdrowie? Polacy nie uprawiają sportu, źle się odżywiają, nie chodzą do lekarza kiedy trzeba. W wielu województwach Polski nie ma ryb morskich…czy to znaczy, że chęć jedzenia ich to wydziwianie? Śmiesznie rozumujesz.

    • Swobodny dostęp do takich produktów oferują tylko duże miasta. Poza tym, ceny są kosmiczne. Mieszkam w maleńkiej miejscowości w której największym sklepem jest Biedronka. Często zdarza się, że idę na zakupy, żeby zaopatrzyć się w owoce i wracam rozczarowana, bo w sklepie zastaję tylko niedojrzałe banany (lub nawet ich brak), niezachęcająco wyglądające pomarańcze, mój faworyt – wiecznie pokryte pleśnią borówki, kiwi i śliwki, którymi można by wybić szybę w oknie, pomidory, które w smaku nie przypominają zupełnie nic, ziemniaki, cebulę i ogórki szklarniowe. Nie oczekuję oczywiście ekologicznych produktów w tego typu markecie. Chodzi mi o sam fakt dostępności produktów wysokiej jakości.
      Oczywiście mamy również małe sklepiki i ‚zieleniaki’ – królestwo kapusty, marchewki, ziemniaków, kalafiora, jabłek i zmaltretowanych gruszek. Na tym niestety wybór się kończy. Wiem doskonale jak te owoce i warzywa są hodowane, a raczej pojone nawozami sztucznymi. Także taka ekologiczna, zdrowa żywność mnie nie interesuje. Poza tym jedzenie na przemian jedynie jabłek i gruszek w dzisiejszych czasach nie jest zbyt satysfakcjonujące.

      • Problem nie leży w pojeniu roślin nawozami sztucznymi. Roślina je sobie przerobi, tak jak „umie” przerobić niejadalny dla człowieka nawóz bydlęcy.
        Prawdziwy problem stanowią pestycydy i herbicydy. Na przykład polski czosnek, do niedawna uważany za zdrowy, jest coraz bardziej naszpikowany chemią. Plantatorzy masowo stosują Roundup, choć od dawna wiadomo, że się kumuluje, a rozkłada się dopiero po kilkuset latach.

  7. A ja mieszkam na wsi i tu dopiero jest ciężko dostać coś organicznego, w sklepie dostaję tylko najtańsze produkty co za tym idzie kiepskiej jakości a nie każdy może sam sobie wyprodukować zdrową żywność. Popieram twój zachwyt marketami w UK bo u nas nie znajdziesz 2 alejek z warzywami czy mięsem do wyboru.

    • Ja też mieszkam na wsi i nie mam problemu z dostępem do organicznych warzyw – uprawiam je w ogrodzie. Na wsi to naprawdę nie jest problem, nawet mając etat w mieście.

      • Z tego, co się orientuję, żywność ekologiczna rośnie właśnie na wsi, również na wsi można mieć jajka od najszczęśliwszych kur goniących dżdżownice po trawniku, mięso ze świnki żywionej naturalnie, mleko od krowy pasącej się na łące, owoce z drzew i krzewów nie pryskanych chemią itd, itd.

  8. Przeprasza ale Pan pisze o sklepach z lat 80 bo aktalnie w każdym mieście na ryneczkach swierzych warzywach jest do woli to samo w dobrych marketach.

  9. hmmm… w sumie nie moge sie wypowiadac, bo nie jestem z miejsca w Polsce z ktorego pochodzisz ( jestem z Bialegostoku) i mieszkam we Wloszech.

    Powiedzialabym,ze kultura jedzenia, jak i jakosc produktow we Wloszech jest zdecydowanie wyzsza niz w Anglii, a mimo wszystko, po wielu latach spedzonych w Italii i nabyciu tamtejszych nawykow zywieniowych… nie mam problemow z nabyciem produktow, do ktorych jestem przyzwyczajona podczas wizyt u rodziny.

    Ceny faktycznie sa wyzsze, jesli chodzi o niektore produkty, ale znajduje wszystko – lacznie z bezglutenowymi makaronami wloskiej firmy.

    Chyba troche przesadzony jest ten post i nie docenienie tego co jest w Polsce, bo to nie jest juz zascianek swiata, nie przesadzajmy…

  10. Gdzie Ty mieszkałaś przez te dwa tygodnie? Na Pustyni Błędowskiej?
    Akurat mieszkam między Krakowem a Katowicami (Chrzanów) i nie mam najmniejszego problemu z owocami. Jak nie pasuje osiedlowy sklep (mam warzywniak), zawsze można podjechać do marketu (Tesco, Kaufland, Piotr i Paweł) a w sobotę ruszyć cztery litery na targ. Też zdrowo… Mamy też w mieście sklepy z dobrymi serami (z kozimi też), mięsem, wędlinami – wcale nie takie drogie. Fakt, produkty z etykietą „organiczny” czy „ekologiczny” są wściekle drogie i raczej nawet nie będę pytać w restauracjach o potrawy bezglutenowe.

  11. Przeginasz. Mieszkam w Polsce i nie tylko. Zaopatrzenie w Tesco w malym miasteczku w Polsce nie ustepuje temu co znajduje w innych krajach. Oczywiscie nie wszedzie dostaniesz swieze owoce morza ale sa inne produkty, ktorych nie uswiadczysz w UK. I w malym polskim mioasteczku znajdziesz produkty, z ktorych skomponujesz bezglutenowe dania. Niestety nie ma ulatwien. Ale one oznaczaja zywnoswc przetworzona!

  12. Rany, ja nie wiem, gdzie ty byłaś w tej Polsce, że miałaś takie problemy. Mieszkam we Wrocławiu i po drodze na zajęcia mijam ze trzy sklepy z ekologiczną żywnością. Nie wiem, co w nich mają, bo nie odwiedzam, ale na pewno możliwości nie ograniczają się do stoiska w Rossmanie. Wszystkie trzy warzywniaki z mojej ulicy mają w swojej ofercie awokado (nie skarlałe i nie za osiem złotych), do tego dużo dobrych warzyw, nie tylko cebulę i ziemniaki :) Nie jestem na żadnej diecie ani nie rozmyślam nieustannie o tym, czy coś jest zdrowe czy nie, ale naprawdę odmalowany przez ciebie obraz mija się z rzeczywistością, przynajmniej tą, w której ja żyję.

  13. to chyba słabo szukałaś. W najprostszej biedronce czy lidlu takie avokado za 3,99zł, oprócz tego ogromny wybór warzyw i owoców. Może hipermarketów nie ma w każdym mieście, ale biedra i lidle są wszędzie..

  14. A mniej Jagna zastanawia fakt jak Ty zylas i co jadalas w tej Polsce za nim wyjechalas do UK.
    Mam sie rozumiec ze jako bezglutenowiec za nim wyjechalas zywilas sie czym?
    Wedlug Ciebie teraz nic nie ma, a 3 lata temu bylo?
    Logiki tu niet Moja Droga.

  15. W żabce tego nie znajdziesz, ale juz w tesco pod domem we Wrocławiu wszystkie wymienione produkty moge kupić. Pare metrów dalej jest Lidi i sklepy z żywnością ekologiczna. Warzywniak na rogu serwuje wyborne warzywa i owoce, lepsze nawet niz na bazarze z ekologiczna żywnością. Reasumując wystarczy poszukać a nie narzekać w koło jak jest złe!

  16. A ja właśnie wczoraj kupilam piękne awokado w Lidlu po 2,79zł, także no litości. Tez mieszkałam w UK i nie widze az takich ogromnych dysproporcji, jedynie to ze w Uk zywnośc organiczna nie jest tak droga jak w Polsce. Ja kokosow nie zarabiam a odżywiam sie dobrze,jem ogromne ilości warzyw i owoców,tyle tylko że sezonowych co uważam akurat jest dużo bardziej zdrowe właśnie.
    Moim zdaniem sytuacja w Polsce nie jest ‚beznadziejna’ tak jak pisze autorka bloga to zależy tylko od chęci i świadomości konsumenta!

  17. To jeszcze dodam ze w kuchni czeka na mnie duże dojrzale mango, ktore kupiłam w Almie za 5 zł. Akurat na pzszne lassi :D

  18. To prawda, że zdrowe odżywianie w Polsce wymaga mega wysiłku. Do tego jest drogie. Ale ja sobie to tłumaczę tak: to, co wydam na dobre jedzenie zwraca mi się podwójnie, bo nie wydam tego później na lekarza. W tej chwili nie jestem nawet ubezpieczona, nie korzystam z usług służby zdrowia od dawna.
    Ze mną sprawa zawsze była prosta: od urodzenia nie jadłam mięsa ani mleka. Nie z powodu przekonań, bo moja rodzina załamywała ręce jak plułam wystaną w kolejce zdobyczną szyneczką, ale dlatego, że nie lubiłam i nie lubię do dziś. Zjadłam w życiu bardzo mało mięsa i jeszcze mniej mleka, chociaż lubię sery i czasami jadałam jogurty naturalne – do czasu kiedy zaczęto do wszystkiego dodawać mleko w proszku. Zresztą, jestem zdania, że cokolwiek jest zrobione z pasteryzowanego mleka, nie nadaje się do jedzenia, bo to zupa z martwych bakterii i toksyn pozostałych po ich rozkładzie.
    Mam już prawie 40 lat i dopiero niedawno moi rodzice przyznali mi rację i przeprosili za tępienie w dzieciństwie moich żywieniowych fanaberii. W dużej mierze je przejęli. Wymaga to nie lada akrobacji. Np. jajka od szczęśliwych kurek są praktycznie nie do zdobycia, trzeba było poszukać kontaktów poza miastem i mamy zdrowe normalne jajka od kur śmigających po podwórku. Mięsa je się mało, więc nie mamy dostawcy, jak dwa razy do roku mama piecze schab na święta, to kupuje kawał mięsa w sklepie. Warzywa natomiast zamawiamy u rolnika, który ma certyfikowane gospodarstwo ekologiczne i dowozi do domu raz w tygodniu wszystko co trzeba. Zazwyczaj w transporcie przyjeżdża jakiś pasażer na gapę, którego trzeba później wypuścić, więc raczej na pewno nie ma tam pestycydów i innych atrakcji. Jak czegoś zabraknie, ratujemy się lokalnym warzywniakiem. Na pobliskiej giełdzie rolnej mamy kilku zaufanych sprzedawców od których kupujemy jedzenie z prawdziwego zdarzenia, są stoiska z prawdziwym chlebem na zakwasie i takie z wszelkiego rodzaju ziarnami i przyprawami na wagę: kasze, ryże, suszone owoce itp. Trzeba trochę polawirować, wypracowanie takiego systemu trwało sporo czasu, wymaga to też współpracy między naszymi rodzinami – każdy ma swoją działkę do ogarnięcia;) – mama załatwia jajka, tata ma „kontakty” na giełdzie, ja z mężem mamy kontakty z rolnikami i pszczelarzem i jakoś to leci.
    Prawdą jest, że jedzenie jest coraz bardziej koszmarne i w niewinnych do tej pory produktach wyłapuje się niechciane dodatki. Lata praktyki i wrodzona niechęć do niezdrowych rzeczy dają taki efekt, ze wchodząc do spożywczego nie zauważam niektórych sektorów, całe półki są dla mnie niewidoczne, mijam je beznamiętnie i w żaden sposób mnie one nie kuszą. Słodycze, gotowce, kolorowe jogurciki, serki homo, lada z mięsem, pieczywo – to wszystko jakby dla mnie nie istnieje, w ogóle się tam nie zapuszczam. Zdobywanie normalnego jedzenia wymaga coraz większego wysiłku, ale to się i tak opłaca. Mam cerę dwudziestolatki, nigdy nie miałam trądziku, jestem szczupła i mam stuprocentowe przekonanie, że to dzięki moim preferencjom żywieniowym, bo mój brat niestety na swojej mleczno mięsnej diecie i z nieopanowaną miłością do słodyczy ma straszne problemy ze zdrowiem włącznie z trądzikiem po trzydziestce. A mi całkiem niedawno pani na dworcu chciała sprzedać bilet studencki ;)

    • Dziękuję za ten rzeczowy komentarz. Zgadzam się z Tobą, że zdobywanie prawdziwego jedzenia staje się coraz trudniejsze. Nieraz mam gęsią skórkę, gdy w kolejce do kasy widzę przed sobą rodzinę z dziećmi, a na taśmie obok nich przejeżdżają słodzone napoje, paróweczki i chrupki. Za nic w świecie nie dałabym moim dzieciom żywić się taką trutką. Mam nadzieję, że świadomość społeczna w tym temacie będzie wzrastać i coraz więcej będzie miejsc, gdzie kupimy prawdziwe, nieprzetworzone i ekologiczne produkty w normalnych cenach i będzie na to popyt.

      • piszesz Jagna: „[...] zdobywanie prawdziwego jedzenia staje się coraz trudniejsze [...]”
        Sorki – „prawdziwe jedzenie” Nie Jest ani bezglutenowe ani bezmięsne :/

        • Zdobycie jedzenia jest najlatwiejsze w calej historii ludzkosci. Nie musimy ganiac po sniegu za mamutami, albo zbierac caly dzien mrowek. Idziemy do marketu i po prostu niezaleznie od pory roku kupujemy swieze truskawki, krewetki albo jagniecine.
          Problemy ludzie maja tylko z dokonywaniem wyborow. jak w wierszyku: „Osiolkowie w zlobie dano…” Ale to kwestia indywidualnych wyborow. Jak ktos ma ochote zywic sie chipsami i cola, to jego sprawa. Moze i niezdowe ale smaczne. Jak ktos inny zyje bez miesa, glutenu innych takich to tez jego broszka. Ja nie widze wiekszego sensu w ciaglym odmawianiu sobie wszystkiego na co mam ochote. Nawet jesli w ten sposob przezyje z 5 lat wiecej… Zolwie zyja po 200 lat wtranzalajac salate. Tylko co to za zycie?

          • Bardzo się mylisz. Zdobywanie produktów jedzeniopodobnych jest proste jak nigdy, idziesz, kupujesz, śmieci są nawet w miarę tanie, więc każdego teraz stać na dwa litry odrdzewiacza do obiadu. Tylko, że to nie jest żywność. Nie ma wartości odżywczych, za to gwarantuję ci, że zostaniesz w końcu skutecznie otruty. Natomiast zdobywanie prawdziwej żywności jest nie lada wyczynem, nie mieszaj tych dwóch pojęć. Jeśli dla Ciebie dieta bezglutenowa to fanaberia, radzę trochę poczekać – nie lubię być złym prorokiem, ale coraz więcej dzieci rodziców żywionych sztucznym jadłem zapada na przeróżne alergie, w tym pokarmowe. Obyś nie musiał przeczesywać okolicy w poszukiwaniu prawdziwej salaty dla swojego dziecka, bo ta sklepowa z pestycydami powoduje u niego niekończące się biegunki zagrażające życiu. Wielu ludzi ma właśnie takie problemy i to się nie bierze z powietrza, to wpływ trutek dodawanych do naszego jedzenia na każdym etapie produkcji.

        • Dobijają mnie takie poglądy. Znam kilka osób twierdzących, że tylko kawałek świni w panierce i góra kartofli zasługuje na miano obiadu (zwłaszcza dla „prawdziwego mężczyzny”). Wygłaszają takie tezy panowie z koszmarnymi brzuszyskami, ruszający się tylko w nagłych wypadkach, kiedy zabraknie im piwa, albo pilot od telewizora znajdzie się poza zasięgiem. Jest to według mnie jakiś rodzaj bezsensownego ograniczenia: „nie spróbuję w życiu niczego nowego, bo u mnie w domu się tego nie jadało”. Będzie taki jadł gówno po wsze czasy, bo się zacietrzewił i na złość jakimś wyimaginowanym mitycznym wegetarianom, których nigdy nie spotkał (ale gdzieś o nich słyszał) będzie wcinał golonkę i schabowe, nie dopuszczając do siebie myśli o innym jedzeniu, bo to dyshonor i jeszcze mu się skurczy pewna część ciała od samej myśli o sałacie.
          Kolega męża ma właśnie takie poglądy, młody człowiek, ma nadciśnienie, nadwagę i jest na najlepszej drodze do wylewu. Twierdzi, że życie na sałacie to nie życie, mam nadzieję, że ktoś będzie umiał wytłumaczyć jego córeczce dlaczego tata wolał trwać przy kiełbasianej diecie zamiast zostać przy życiu i cieszyć się córką.
          Podam Ci jeszcze definicję prawdziwego jedzenia: jedzenie ma Cię odżywiać i to co jesz jest jedzeniem pod warunkiem, że spełnia tą funkcję. Wszystko, co Cię truje, zawiera wszelkiego rodzaju ulepszacze, spulchniacze, zagęstniki, barwniki i wzmacniacze smaku nie jest żywnością, równie dobrze możesz sobie zapchać kiszki wełną.

  19. ciekawe to co piszesz! bo ja robię zakupy w małym mieście w supermarketach i nawet w biedronce nie mówiąc o kauflandzie jest sporo świeżych i różnorodnych owoców i warzyw oraz coraz większy wybór wszelkiej zdrowej żywności. Najlepiej zachłysnąć się resztą świata i już nie widzieć swojego!!!

  20. Dodam jeszcze, że nie robię zakupów w zagranicznych supermarketach, postanowiłam nie wydawać swoich pieniędzy u obcych wyzyskiwaczy płacących grosze pracującym u nich Polakom i odprowadzających cały dochód do siebie.

  21. Miałem napisać coś miłego, naprawdę się starałem, myślałem ale cóż nie uda się… Podsumowując twój wpis wygląda na to że wymagasz od byle sklepu w Zapizdowie Dolnym (tylko przykład) aby miał zdrowa żywność, bezglutenową, bio, srio itd. Realia są takie że popyt na produkty egzotyczne lub specjalistyczne jest ograniczony przez ich cenę.Jeżeli np kg tego mitycznego mango kosztuje np 14 zł/kg to przeciętny mieszkaniec małej miejscowości pracuje na 1 szt przez godzine. Jaki popyt, taka podaż , taka cena.Angol-zakładając że prawdą jest że za 10 zł masz 4 mango (wow!).czyli 2 funty pracuje na nie przez 15 min. (odpowiednik jabłek w Polsce).Ps: Daj se siana z tym glutenem- kiedys zły był smalec, potem jajka potem utwardzone tłuszcze a teraz gluten. Moda jak każda, przeminie. A tobie życzę szczęścia i trochę mniej krytyki i zejścia na ziemię.

  22. Dodam jeszcze ze sama nie mieszkam w Polsce ale co roku nie moge sie doczekac moich wakacji zeby pojesc Polskich lokalnych pysznosci

  23. Skoro jestes dopiero swierzoupieczona emigrantka to jak przezylas w Polsce z takimi ‚alergiami’ wiekszosc swojego zycia?! Ja mieszkam w Nowej Zelandii i u nas tez jest wspanialy wybor produktow. Napewno o wiele bardziej roznorodny niz w Polsce, ale Two komentarz to mnie zastanawia…

  24. Hm. coś w tym jest. Czasem stoję pół godziny w sklepie spożywczym Społem przy półce z serkami i ostatecznie stwierdzam, że kupię serek jutro. W Carrefourze mają taki bez barwników, gumy ksantanowej, mączki chleba świętojańskiego itd. Popularne Turki, Wiejskie i inne w większości sa czystą chemią. Warzywa i owoce w większości mi szkodzą, mam drażliwe jelita, moge jeśc gotwane marchewki i ziemniaki, ewentualnie w sezonie pomidory. Z owoców tylko banany, w sezonie czarne borówki brzoskwinie. Wygląda na to, że nic nie jem. Prawie się zgadza. na okrągło gotuję soczewicę.Owsiankę na wodzie. Rybę na parze. O dziwo żyję jeszcze. Ale wolę takie jednoskładnikowe dania, niż pożywienie z pudełek i słoików – te drugie, z wyjątkiem pojedynczych produktów mają w składzie glutaminian sodu, który powoduje u mnie dotkliwą, natychmiastową biegunkę. Czasem robi mi się niedobrze od czytania etykiet, np. pasztetu o dumnej nazwie staropolski itp. Mam nadzieję, że po przeprowadzce do mniejszej miejscowości dalej będę mogła żywic się tak samo.

  25. Hm, szczerze to na zachodzie sprzedaja wieksze g… niz w Polsce. Bardzo brakuje mi polskiego jedzenia w Holandii. Owszem jest ekologiczna zywnosc, cenowo nie rozni sie wiele od tej hurtowej. Ale stwierdzenie ze Polacy jedza smieci jest bardzo na wyrost. Po pierwsze ich na nia czesto gesto nie stac, po drugie ilu zachodnich obywateli spoYwa faktycznie taka ekologiczna zywnosc. Jakos nie obserwuje w domach moich znajomych czy wozkach klientow zawrotnej ilosci „biologisch”produktow. Jestes mniejszoscia ktora tego potrzebuje i wymaga. I fakt gdyby nie to ze stalo sie to modne pewnie niky by o tym nigdy nie pomyslal. Aczkolwiek popieram zdrowe odYwianie! Zawsze jadlem mase owocow i warzyw ale od kiedy jestem na specjalnej promiesniowej diecie naprawde czuje sie lepiej i lepiej wygladam. Bo dobre jedzenie to 70%sukcesu!

  26. Autorka sama sobie odpowiedziała. Tu ceny są kilkakrotnie wyższe niż zachodnie. Dlatego Polacy nie kupują i dlatego nie opłaca sie sprzedawać. Zapewniam, że jakby ceny obniżono do normalnych, jak np w Anglii to i Polacy zaczęliby kupować. Widać to chociażby bo przecenach, gdy kończy się termin ważności bo wtedy są największe.

  27. Święta prawda! Jak ja teraz patrzę na to co kiedyś jadłam to mam ciarki na plecach. Trzeba się czasem natrudzić aby skompletować zdrowe tygodniowe zakupy. Ale warto. Czasem niestety wychodzi to drożej, ale wolę kupić sobie rzadziej kilka plasterków pysznej, wiejskiej, prawdziwej szynki niż kilogram syfu sprzedawanego w marketach. Miłego dnia :)

  28. A ja wczoraj kupiłam awokado w cenie 2,80 zł. Więc nieco drożej niż pani za ten angielski czteropak. Artykuł strasznie demonizuje nawyki żywieniowe Polaków, a to jest tylko i wyłącznie kwestia wyboru i nie zgadzam się z autorką że zdrowe odżywianie jest w Polsce takie trudne. Jak się chce, to się da.

  29. Skomentuję to tak. Czym więcej ograniczeń pokarmowych człowiek sobie narzuca, tym trudniejszy dostęp do produktów. Jeśli ktoś sobie mieszka w Anglii gdzie klientowi podsuwają pod nos o czym tylko sobie zamarzy, to taka osoba przestaje sobie zdawać sprawę, że ma dietę opartą na produktach z całego świata. Te produkty pokonują olbrzymią drogę (najczęściej statkami) zanim trafią na stół a w dodatku w sklepach muszą być jeszcze cały czas świeże. Wielka Brytania ma pod tym względem większą przewagę niż Polska, ponieważ ma lepiej rozwinięty przemysł morski. Transport lądem, lub powietrzem o wiele więcej kosztuje i z ekologią ma niewiele wspólnego. Zastanówmy się, czy u nas ekologiczna żywność z Gwinei Równikowej byłaby tak samo ekologiczna jak w Anglii?

  30. Mieszkam od 10 lat w Hiszpanii. Niedawno odwiedzila mnie znajoma z UK i zachlysnela sie tutejszymi owocami. Powiedziala, ze w UK nie maja one zupelnie smaku. Kultura jedzenia w Hiszpanii na pewno jest wyzsza niz w UK (roznorodnosc owocow morza nie ma sobie rownych moze poza Japonia), a dla przecietnego Hiszpana jedzenie w UK bardzo zle sie kojarzy, dlatego zaskoczyla mnie Twoja publikacja. Do Polski jezdze tylko latem i wtedy odzywiam sie sezonowymi owocami i warzywami, staram sie unikac importowanych. Robie wtedy zakupy w warzywniakach, bazarkach i sklepach ze zdrowa zywnoscia. Z zasady unikam duzych supermarketow takich jak Tesco czy Carrefour.

  31. od ok 2 lat jestem Veganem i może nie bezglutenowcem ale staram się kupować pieczywo bez-przeniczne (które jadam w bardzo malych ilościach).
    Żyję i prauję na przemian na Śląsku i Bawarii i muszę stwierdzić że w niemczech oferta zdrowej żywności jest łatwiej dostępna i szersza w asortymencie. Jednakże na śląsku jak się chce można zdrowo przeżyć. Pieniądze wydane na zdrowszą żywność są zainwestowane z procentem w brak konieczności odwiedzania lekarzy i bogacenia firm farmaceutycznych. Organizm z regułyt wie czego mu potrzeba i kupuję żywność na smak który w danym tygodniu przychodzi. Jedzenie odżywia i ożywia w dosłownym tego słowa znaczeniu, musi smakować – rodzima kuchnia może być atrakcyjna potrzeba przypraw i trochę inwencji.

  32. Ja uważam, że masz racje. Prowadzę wegetariański blog mieszkając w małej miejscowości. To wymaga nie lada gimnastyki. Dostępność produktów to koszmar. W marketach przeważnie warzywa czy owoce w takiej jakości, że należałoby codziennie wzywać SANEPID. Na targowisku królują pomidory, ziemniaki, marchewka. Nie lubię narzekania ale to naprawdę trudne w tym kraju. Poza tym ceny niektórych ciekawych produktów które się pojawiają jako DELUX powalają. Wspomniałaś o bezglutenowej kuchni. Jeśli nie jest to wynik choroby to wracaj szybko do klasycznej diety. Poczytaj sobie różne dostępne opracowania naukowe na ten temat. Możesz sobie zaszkodzić takim działaniem. Pozdrawiam

  33. Nie zgadzam się!
    Mieszkam w Gdańsku, Mogłabym wyliczać w nieskonczoność miejsca, w ktorych dostanę świeżą i nieprzetworzoną żywność, dobrej jakości mięso, kawiarnie z mlekiem migdałowym, bezlaktozowym czy sojowym. Na mojej diecie (wciaż staram się jest w stylu paleo) wcale nie chodzę głodna, ba! nawet często jadam na mieście. :) awokado, nasiona chia, jagody goji, nuddle 0, ksylitol, mąka migdałowa czy kokosowa – wszystko w promieniu mniej niz 500m. A do tego pyszne zupy – kremy od Pan Pomidor & Co – zajadam się nimi :D nie lubię określenia „zdrowe” bo co to za określenie? Że leczy raka? Czy po prostu nie tuczy? To tak jak z wagą a masą ciała :) następnym razem jak bedziesz w PL polecam te zupki – dostepne w Żabkach i Fresh Marketach :)

  34. Faktycznie, coś w tym jest :) ja żadnej diety nie mam, ale kiedy byłam miesiąc temu na urlopie w Polsce, brakowało mi winogron/ śliwek/ brzoskwiń, które w Uk zawsze znajdę. Jedynymi owocami jakie były dostępne to standardowe jablka, banany, mandarynki i kiwi. Fakt zakupy robię w supermarketach i najlepiej w tych które mam najbliżej czyli biedronka, Carrefour, tesco expres, Kaufland. Nie nawykłam do kupowania żywności na bazarach (ktoś w komentarzach o tym pisał) bo nawet nie wiem gdzie takie w mojej okolicy w Pl są. Jest targ dwa razy w tygodniu, ale tam tez raczej podstawowe polskie warzywa i owoce. i Pomimo tego ze tez narzekałam na angielska żywność już przywykłam do niej tutaj – wiem co, gdzie i jak kupić aby było dla mnie pyszne :) Może po prostu sie przyzwyczaiłyśmy? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook