Poradnik emigranta vol. 2 – wady życia w Anglii.

walizka

Tak, tak – zagranica też ma wady. Ja wiem, że to się może wydawać szokujące, ale po pierwszych tygodniach dziwowania się i piejących zachwytów emigrant zaczyna nieco trzeźwiejszym okiem patrzeć na swoją nową rzeczywistość. A to co widzi, nie zawsze mu się podoba. Tak było również i w moim przypadku.

Kiedy prawie trzy lata temu pakowałam walizki miałam już jako takie pojęcie o kraju, w którym miałam zamieszkać. Ostatni rok studiów minął mi w życiowym rozkraczeniu – jedną nogą byłam jeszcze w Polsce, drugą zaś na wyspach, gdzie mieszkał mój chłopak, dziś narzeczony, a za parę tygodni mąż. Spędzałam w Anglii mniej więcej dziesięć dni każdego miesiąca, miałam szansę szlifować język i poznawać kulturę. Wyjazd nie był więc dla mnie szokiem, a i tak nie obyło się bez turbulencji, rozczarowań i rozterek, czy aby na pewno dobrze się stało.

Dziś wiem jedno – nie żałuję. Widzę swoją “nową ojczyznę” trzeźwym okiem i zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest ona wolna od niedociągnieć i dziwactw, ale zalety przewyższają wady kilkukrotnie. Dziś przyjrzymy się bliżej minusom.

Subiektywna wyliczanka wad i niedogodności związanych z mieszkaniem w Zjednoczonym Królestwie:

Budownictwo mieszkalne

Wszystkie domy w Anglii buduje się na jedno kopyto – tj. topornie zabudowując przestrzeń, tworząc cisne klatki schodowe, schowki, korytarze, przedsionki i inne zbędne klitki, które kradną powierzchnię życiową. To sprawia, że w stumetrowym domu można się czuć równie klaustrofobicznie co w kawalerce. Standard to dwa krany w zlewie, z jednego leje się płynny lód, z drugiego wrzątek. Poza tym każdy kawałek podłogi wykończony jest wykładziną. Nie dywanem nawet, który można sobie wynieść na podwórko, wytrzepać, wywietrzyć, a podłogę pod spodem wypucować na błysk, tylko przyklejoną na amen wykładziną. Widziałam nawet domy, w których wykładzina zdobiła kuchnię i łazienkę, co już jest mega obrzydliwe i w wymiarze wizualnym, i w higienicznym. Otwierające się na zewnątrz okna, których nie sposób porządnie umyć bez użycia drabiny czy podnośnika również nie ułatwiają życia. Jednakowoż największy ból czterech liter mam w związku z brakiem dostępu do prądu w łazience. Nie widziałam jeszcze, by ktoś w tym newralgicznym miejscu posiadał kontakt. Ja nie posiadam.

Wilgoć

Nie wiem, czy to również kwestia systemu budownictwa, czy może bardziej wina klimatu, ale wilgotność pomieszczeń w Anglii jest tak duża, że nie widziałam jeszcze domu, który by nie cierpiał na wiecznie zaparowane, pokryte kropelkami wody okna, wyłażącego tu i ówdzie grzyba, lub problem ciuchów, które za nic w świecie nie chcą wyschnąć. To ostatnie to akurat najmniejszy kłopot, są elektryczne suszarki, które załatwią problem wilgotnego prania w pół godziny. Gorzej z tym grzybem. Wypróbowałam już masę sposobów, środków chemicznych, systemów wietrzenia i ogrzewania, a i tak ciemne plamki przy oknach pojawiają się z zadziwiającą wręcz regularnością.

Ruch lewostronny

Nie zliczę ile razy ledwo uszłam z życiem, bo wiedziona przyzwyczajeniem spojrzałam nie w tę stronę co trzeba przechodząc przez jezdnię. Ileż razy wjechałam gdzieś pod prąd, albo udałam się na przystanek po niewłaściwej stronie ulicy. Ruch prawostronny jako jedyny właściwy porządek świata uprzykrzał mi życie dość długo. Teraz pomyłki zdarzają mi się w Polsce.

Mile, funty, uncje, cale, system rozmiarówek odzieżowych i obuwniczych

Kiedyś poprosiłam panią w warzywniaku o pół kilo czereśni. Pani zrobiła niewyraźną minę i spytała czy chodzi mi o 4 funty. Przytaknęłam, choć wcale nie byłam pewna ile to ten funt. W rezultacie powędrowałam do domu z niemal dwoma kilogramami owych delicji. Dobre były, więc nie narzekam. Ten skomplikowany system miarowo-wagowy trzeba sobie po prostu przyswoić albo zainstalować w telefonie konwerter.

Pogoda

Szaro, buro, wietrznie i pada. Bez względu na porę roku. Osobiście nie znoszę jesieni, a jak na ironię wylądowałam w miejscu, gdzie jesień trwa okrągły rok. Te pojedyńcze dni słońca zdają się tu być prawdziwym darem niebios. Bez kaloszy, kutrki przeciwdeszczowej i parasola się nie obejdzie. Bez okresowej depresji pogodowej również.

Brytyjska kuchnia

…do wybitnych nie należy. Tłusta, ciężkostrawna smażenina bezj fiznezji. Anglicy są chyba podobnego zdania, bo porządnych restauracji oferujących typowo brytyjskie dania jest jak na lekarstwo. Włoskich, hiduskich, meksykańskich, japońskich, żydowskich całe zatrzęsienie, a brytyjskich niet. I nie mówię tu o standardowym fish and chips w barach szybkiej obsługi, a o tradycyjnej kuchni z puddingiem jako klejontem koronnym.

Niefrasobliwe podejście do wyglądu

Generelnie rzecz ujmując: Brytyjczycy nie słyną z elegancji. Każdego dnia oglądam tabuny kobiet bez makijażu, w rozciągniętych dresach, fatalnie dobranych strojach i niechlujnych fryzurach, które ewidentnie nie zaprzątają pomyślunku sprawami urody. Grubi ludzie nie wstydzą się, że są grubi, nikogo nie obrzydza cellulit, ani wylewające się bokiem fałdki, w powietrzu zaś wisi przekonanie że otyłość to taka przypadłość, która jest zupełnie niezależna od człowieka. Jak krzywe nogi na przykład, albo małe cycki. Młodzieńcy noszą spodnie pod pośladkami dumnie prezentując bieliznę światu. Zdarza mi się późnym wieczorem spotykać w supermarkecie ludzi w piżamach lub szlafrokach. Nie wiem doprawdy, kto nazwał Londyn światową stolicą mody, ale miał chyba a myśli jakąś modę alteratywną, o której ja nic nie wiem.

Poziom szkolnictwa

Gdy po raz pierwszy trafiłam na Anglika, któremu problem sprawiała tabliczka mnożenia do dziesięciu pomyślałam sobie, że to po prostu niezbyt uzdolniony matematycznie przypadek. Gdy zdarzyło się to po raz trzydziesty doszłam do wniosku, że problem musi być systemowy. I chyba rzeczywiście jest. Angielscy współpracownicy, którzy nie są w stanie podpowiedzieć mi jak poprawnie napisać jakieś słowo lub wykazujący całkowity brak rozeznania w geografii Europy uświadmili mi, że jeśli w przyszłości bozia pokarze mnie dziećmi będę miała morlany obowiązek chronić je przed angielską szkołą.

Paracetamol

- czyli jedyne, wszechstronne lekarstwo na każdą dolegliwość. Nie licz, że lekarz da ci coś innego, o ile nie jesteś ofiarą poważnego wypadku. To swoiste kuriozum na pewno wspomaga funkcjonowanie służby zdrowia ograniczając kolejki do lekarzy, bo pacjent wiedziony doświadczeniem pójdzie do apteki i zaopatrzy się w owo cudowne panaceum sam. Lekceważenie mniej poważnych dolegliwości jest prawdziwą plagą w angielskich placówkach. Przychodnie proszą, by nie przychodzić do nich z błahostkami, jak grypa, angina, ból tu i ówdzie, ani z dolegliwościami żołądkowymi, chyba że objawy trawją nieustannie przez kilka dni. Z drugiej zaś strony, gdy dzieje się coś poważnego zaczną cię leczyć natychmiast. Bez kulkumiesięcznej zwłoki na kolejkę do lekarza, czy badanie. Czyli coś kosztem czegoś.

Nie ma co jednak popadać w przesadę. Pomimo tych niedogodności Anglia wciąż jest miejscem przyjaznym mieszkańcom. Siedem milionów ludzi, którzy porzucili swoje rodzinne wioski, by osiąść na wyspach stanowią jakiś dowód.

PS. Część II – o wspaniałościach Wielkiej Brytanii już wkrótce na blogu. A Wy, dorzucilibyście do tej listy coś jeszcze?

30 comments on “Poradnik emigranta vol. 2 – wady życia w Anglii.
  1. Kurdeeeee. Jagna, może Ty doradzisz? Chcę wyjechać, chcę i koniec. Kończę licencjat i myślę co dalej. Umiem angielski, ale nie pogardzę dodatkową nauką a może i jakimś uniwerkiem. FUnduszy trochę mam na start. Pytanie tylko gdzie wyemigrować? Czytam w necie i czytam, że Anglia to już be i emigrują już nawet Anglicy, zastawiam się nad Norwegią, ale znowu nie wiem czy UK mnie bardziej nie przekonuje (kiedyś byłam wycieczko i mnie nieźle zainspirował Londynek), a norweski mnie przeraża, weź coś doradź.?

    • Anglia!
      Za parę dni opublikuję wpis o zaletach życia w UK, więc będziesz mogła poczytać sobie coś więcej o dobrych stronach. Tu wcale nie jest tak źle. Norwegia odstrasza wieczną zimą, półroczną nocą i trudnym językiem, ale zarobki rzeczywiście są tam nieco lepsze niż w UK – wiem coś o tym, mój tata tam był przez parę lat.

      • Czekam, czekam. Trochę też miałam okazję dowiedzieć się jak było w Angli kiedyś a jak teraz, ze jest druga fala emigracyjna, ale juz bardziej na celowniku są kraje skandynawskie. Wieczne zimy, półroczne noce to chyba bardziej za kołem podbiegunowym :) Ja bym celowala w Oslo, Bergen i te strony. Ale mam duży dylemat. Zarobki wyższe, ale też koszt życia odpowiednio wysoki, podobnież. Mi trochę chodzi o to, żebym wreszcie mogla być doceniona za ciezka prace odpowiednim wynagrodzeniem, ktore roztrwonie na jedzenie, zdrowie, książki, ciuchy, bibeloty, czasem podróże i jeszcze mi ciut zostanie… Chyba standard. Jak myślisz czy moze lepiej nie uderzać na Londyn, tylko przykładowo Manchester? Czy na początek, przy jakiejsc minimalnej, jeśliby się tak zdarzyło przeżyje ‚od 1wszego do 1wszego’ jak to w Pl się mówi z częstotliwością… DUŻĄ. Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź i zostawiam maila w razie wu maadziaa2a@interia.pl Dzięki!

  2. Dwa krany to rzeczywiście zmora ! Do zestawu dodałabym angielskie kontakty i przymus zaopatrywania się w przejściówki.. No i może ogólną fałszywość Anglików, zwaną przez nich czule ‚politeness’. Ileż to już razy byłam świadkiem sytuacji, które przedstawiciela każdej innej nacji doprowadziłyby do białej gorączki, a Anglik z ustami zaciśniętymi w uśmiechu odpowie ci ‚Oh, it’s fine, thank you’, mimo, że widać, że go/ją skręca ze złości ;) Nie zniechęca mnie to jednak, bo to są drobnostki – taka kultura ! Zdecydowanie więcej jest plusów. Dzięki za posta :) !

  3. Hmm ja dodalabym jeszcze sluzbe zdrowia. Czekanie na list 6 tygodni, nastepnie kolejny list na wizyte u specjalisty, koszmar :)

  4. Nic bym nie dodała a sporo jednak odjela! Budownictwo na jedno kopyto? A przegladalas magazyn np Real Homes? Albo byłaś na jakis targach? Polscy architekci moga tylko brać przykład i sie uczyć! A ze na ulicach domki szeregowe? Hhm idąc za tym tropem
    Rozumowania ja widzę w Polsce tylko bloki, takie same szare klocki! W ostatnich latach ocieplane i kazdy malowany na inny kolor, wyglada to okropnie! Podwojne krany to stara epoka, kiedy ludzie myli sie w miskach! Ma to swoja historie, zimna woda jeszcze całkiem niedawno była na Wyspach zupełnie za darmo. Dzis juz nikt dywanów w łazienkach nie kładzie (kiedy nie było centralnego a tylko ogrzewanie kominkowe) ludziom było cieplej:)

    • To wszystko prawda. Weź jednak pod uwagę powszechność tych zjawisk. Domów starego typu jest mnóstwo, dlatego te elementy wciąż jeszcze można spotkać w każdym angielskim mieście.

  5. Z tymi szkołami nie jest tak źle, pracuję w jednej z nich i nie odbiega aż tak materiałem od tych polskich, tylko inaczej się go przyswaja (można pogrzebać u mnie na blogu w kategorii edukacja jak ktoś chce). Problem polega na tym, że tu dziecko ma prawo wyboru, jak się opiernicza to na tym cierpi w przyszłości, albo i nie cierpi bo większość jest małobystra. Chodzi o to że nie ma powtarzania klas a więc stresu i przymusu uczenia się, żeby zdać. I to daje nieukom wolność obijania się z myślą, że jakoś to będzie. W Polsce od dziecka wie się, że na lenia „nie będzie”. Tu nie i tego właśnie koszty ponosi teraz społeczeństwo angielskie odsuwane na bok przez bystrzejszych przybyszów z innych państw. Ból w dupie Anglika, taki wredny los, że na stare lata trzeba się douczać.

  6. PS Światło na sznurek. Spłuczka na sznurek. Tyle razy pourywałam, że zgubiłam rachubę. I ten cholerny listonosz wrzucający listy z odgłosem kopniaka w drzwi, przez klapkę. Zawał za każdym razem taki sam.

  7. jagna, po tym wpisie doznałem uwiądu choooja a to z tej przyczyny że pomimo tych dolegliwości sama jesteś u angoli. pecunia non olet rozumiem ale qrwa jakość życia to nie tylko pieniądze za którymi spierdolił z polski twój samiec a ty mu wtórujesz. czy qrwa dla polek istnieje jeszcze coś innego niż pieniądz??? a gdyby tówj chłopak spierdolił na saharę to też byś pojechała? czy choooj kasa i lans w na bogato np w londynie czy warszawie jest naprawdę sexi\/ pytam serio bez ironii. czy człowiek z krakowa jest gorszy od tego z londynu? czy penis ciapatego albo emigranta jest lepszy od polskiego penisa?? pytam serio bez urazy, zamierzam kupić miotacz ognia i nie wiem do końca kogo nim przelecieć. jestem zdumiony tym że mądra polska dziewczyna z krakowa emigruje do tępych angoli albo do warszawskich nadludzi z przekonaniem że zmiana ta jest pozytywna. odpisz proszę rzeczowo bez urazy na czym polega fenomen londynu czy warszawy, czy to tylko reperacja niedowartoścowanej psychiki czy też może jest powód dla którego ja sam mam spierdlalać do wawy albo innego londona . co takiego ma w sobie wawa albo london – np blokowisko na mokotowie że polskim dziewczynom mięknie tam krocze i wolą mieszkać w burdelu pod bridge tower niż w rodzinnej polskiej miejsscowości???

    • Louis – odpowiem Ci baaaaardzo rzeczowo, ale najpierw muszę Cię ostrzec. Tą wypowiedzią niebezpiecznie zbliżyłeś się go granicy, za którą komenatrze są wywalane do kosza. O ile jeszcze potrafię znieść krytykę skierowaną do moich wypowiedzi, o tyle obrażanie osób mi bliskich nie będzie tu tolerowane.

      Wracając zaś do tematu – to nie jest wina Londynu, czy Angoli, że my, młodzi, wykształceni i ambitni ludzie doń wyjeżdżamy. To jest WASZA wina. Was – Polaków. Was – wyborców. Wina Polski, jej przeżartego chciwością systemu zarządzania, partackich i tymczasowych rozwiązań, jej małości, gnuśności i głupocie.
      Polska, jej małe miasteczka i blokowiska w dużych miastach niewiele mają nam do zaoferowania. Śmieciówki, głodowe pensje, ogólny marazm i chamstwo rodaków, wieczne narzekactwo, że jest źle i powszechną niemoc do zrobienia czegokolwiek, żeby było lepiej. Tu się ludzie nie zbiorą do kupy, żeby coś naprawić. Tu każdy sam sobie będzie zgarniał do michy bez jakiejkolwiek troski nie tylko o innych, ale totalnie w dupie mając także przyszłość własną i całego narodu.
      Ja nie chcę tak żyć. Miliony ludzi, którzy wyjechali też nie chcą tak żyć. I nie ma znaczenia w jakich osiądziemy krajach – bogatszych, czy po prostu bardziej przyjaznych, ciepłych, zimnych, sąsiednich, czy całkiem odległych. Bo to nie ten kraj jest celem samym w sobie, a wyrwanie się z postkomunistycznych realiów. Zauważyłeś, że nie ma masowych migracji do Rumunii? Rosji? Byłej Jugosławii? Do tych właśnie miejsc na świecie, które cierpią na ten sam, co Polska chaos, chory sposób zarządzania i brak szacunku dla obywatela, jako człowieka, któremu za pracę nie należy się nie tylko godna zapłata, nie należy się godna ochrona jego praw, chorobowe i ani urlop. Gdzie trzeba się upadlać, kombinować, kopać pod kimś dołki, by móc wieść w miarę normalne życie, bez obawy, czy starczy do pierwszego.
      Problemu Polski nie da się zdiagnozować w pojedyńczym blogowym wpisie. To, co ja osobiście myślę o tym kraju świetnie ujął Ziemkiewicz w swojej książce „Polactwo”. Naprawdę polecam Ci całym sercem tę lekturę.

  8. Takiego wpisu jak chorego czlowieka z Krakowa jeszcze nigdy nie widzialam. tak sie sklada ze pochodze z Warszawy wiec rozumiem ze powinnam wyemigrowac do Krakowa zamiast na poludnie Francji. Niestety, czasem zycie sie tak uklada, w moim przypadku emigracji nie podyktowala ekonomia, ciagle tesknie i mam nadzieje na powrot wkrotce. Nie wyobrazalam sobie jednak ze czesc spoleczenstwa rozchorowala sie psychicznie. pozdrawiam!

  9. hm… piszesz że powodem emigracji jest m innymi to że polacy nie zbiorą się do kupy aby zrobić coś pożytecznego i wyjazd jest przejawem mądrości. otóż właśnie ci mądrzy, którzy wyjechali zebrali się do dużej kilkumilionowej kupy aby coś zrobić. aby uciec. mama merkel , wujek blair już się nimi zaopiekują. w czym szare polskie blokowisko jest gorsze od blokowiska angielskiego czy niemieckiego? ucieczka od problemów jest przejawem tchórzostwa i taką samą czynnością jak ucieczka w nałogi, w narkotyki, w alkohol w londyn. nie krytykuję i nie obrażam emigrantów ale wspomniałaś o polactwie ziemkiewicza. jest rok 1993, emigrant z niemiec przyjeżdża 20 letnim fordem do swojej niedużej miejscowości , rzuca niemieckie pfenigi do fontanny i chce kartą płatniczą zapłącić za tosta ( po polsku grzanka) i z oburzeniem głośno narzeka, co za kraj, tu nawet kartą dojczebanku płacić się nie da . dzicz wrzeszczy emigrant reperując tym swoją tajemnie zakompleksioną psychikę. oczywiście emigranci do londynu to inna rasa, przylatują do dentysty na swojej wiosce bo w londonie za drogo , po polsku już nie umieją a po angielsku jeszcze nie mówią. jeżeli lenie i osoby oczekujące opieki z polski wyjadą to polska z 21 pozycji ( na 256 krajów) w światowym rankingu dobrobytu przesunię się na lepsze miejsce. twoja baaardzo rzeczowa riposta sprowadza się do estetycznego zachwytu emigranta z supraśla do londynu. szok kulturowy. niech mieszkaniec dużego polskiego miasta pojedzie na małą szkocką wioskę i potwierdzi że za granica jest lepiej. podpowiem jeszcze że azjatyckie i afrykańskie geny są przez polki lubiane podświadomie w ramach różnorodności genetycznej gwarantującej zdrowe potomstwo.

    • Z własnej perspektywy mogę na ten temat napisać tylko tyle, że mnie mężczyźni o innych kolorach skóry nie pociągają. Poza tym różnice kulturowe, które zaistniałyby w relacji z Arabem – inne postrzeganie rodziny, ról płciowych, macierzyństwa i religii byłoby dla mnie rzeczą nie do przeskoczenia.

    • Louis, musze sie zgodzic bo sama zwialam z kraju nawet nie probujac osiagnac tam czegokolwiek i Polacy, ktorych tu poznalam tez zwiali z kraju bo mieli roznego rodzaju problemy i mam wrazenie, ze nie wszystkie te problemy mialy zwiazek z brakiem zatrudnienia. Duzo ludzi wyjechalo bo chcialo szybko zarobic (mowie tu tylko o ludziach, ktorych osobiscie poznalam) a zostali z przyzwyczajenia. Duzo ucieklo od problemow w kraju, duzo mlodych pochodzacych z patologicznych rodzin, albo takich co ukrywaja prawde o sobie i zgrywaja emigrantow co to chcieli swiat zobaczyc dlatego wyjechali a ukrywaja roznego rodzaju fakty ze swojego zycia w kraju. Nie krytykuje bo kazdy ma prawo wyboru do tego gdzie chce zyc.

  10. A ja nawet lubię te rzeczy, co opisałaś, nie mam z nimi problemu (poza wilgocią). To, czego nie mogę w UK znieść to są PAJĄKI, w żadnym innym kraju europejskim nie ma tak dużych i strasznych pająków w domach. Probówałam już elektronicznych odstraszaczy i wcierania olejku miętowego w dywany i zasłony i nic…
    I jeszcze ślimaki włażące do domu, obrzydza mnie to i przeraża.

    • Ooo, ślimaki! Zesłej wiosny zeżarły mi połowę rzodkiewki z ogródka. Ale znalazłam na nie sprytny sposób. Wkop w ziemię jakiś pojemnik i nalej tam piwa. Po paru godzinach zobaczysz prawdziwy ślimakowy holocaust.

  11. Ja nawet ogródka nie mam, tylko betonowy yard :) ale te ślimaki mogą sobie tam być, mi nie przeszkdza, byleby nie właziły do domu. Widzisz srebrny slad na dywanie i wiesz, ze gdzieś się w domu chowa… obleśne.
    Czemu ślimaki lezą do piwa? :D

  12. Naprawdę we wszystkich domach są dwa, oddzielne krany? Jaki to ma sens? Jak umyć ręce, twarz, włosy albo wziąć prysznic? To chyba byłoby dla mnie najtrudniejsze do przeskoczenia.

  13. Wszystkie te punkty to tylko kwestia przyzwyczajenia sie. Poziom szkolnictwa jedynie nie błyszczy faktycznie… Ale kuchnia brytyjska mnie powala osobiście. Pie and mash, sausage rolls, scotch eggs, roasty, english breakfast, beef wellington, welsh rare bit i ciasta, oczywiście kuchnia polska jest lepsza ale nie można niedoceniac brytyjskiej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook