Poradnik emigranta vol. 3 – zalety życia w Anglii.

picjumbo.com_HNCK4023

Skoro przebrnęliśmy już przez wady, pora na przyjemniejszą część.

Subiektywna litania angielskich wspaniałości:

Zarobki

Wierzę, że można by tu już nic nie dodawać, a i tak wszystko byłoby jasne, ale jednak rozwinę tę myśl. Pamiętam jak pracowałam w Polsce podczas studiów. Połowę wypłaty pożerały mi rachunki, drugą wyżywienie i higiena. Każdą nadprogramowa rzecz wymagała odkładania pieniędzy, planowania wydatków, dramatycznych monologów wewnętrznych, czy aby na pewno mnie stać. To jest chleb powszedni ogromnej większości polskich gospodarstw domowych. Ale nie angielskich. Nawet pracownicy niskiego szczebla są godziwie opłacani, a mówiąc godziwie mam na myśl kwotę, która nie tylko pozwala zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe, ale i jakieś niezbyt kosztowne rozrywki czy zachcianki. Wakacje na przykład. Albo auto. Można też pokusić się o posiadanie oszczędności bez ponoszenia karkołomnych wyrzeczeń. To nie jest bogactwo przez duże “B”, praca wcale nie jest lżejsza niż gdzie indziej, pieniądze same nie wpadają nikomu do kieszeni. Po prostu – godziwe zarobki.

Podatki. Ulgi. Brak zapędów ze strony państwa do zdarcia z obywateli ostatnich miedziaków.

Pracownicy na minimalnej krajowej nie płacą podatków. Przedsiębiorcy małego formatu nie płacą podatków, składek, zusów, ani innych srusów. Nie ma vatu na artykuły dziecięce. Dzieci mają darmowe leki, autobusy i sama nie wiem co jeszcze. Nawet za studia zapłacisz, jak już je skończysz i zaczniesz się dorabiać. Tę wyliczankę można by ciągnąć dość długo, ale przyznam szczerze, że nie jestem zbytnio oblatana w temacie. To, co mi się podoba, to sama tendencja, by podatki płacili ci, których na to stać.

Biurokracja

- wersja przyjazna ludziom. Lwią część stania w urzędach można sobie podarować, zrobić herbatkę, otulić kocykiem i sprawę załatwić przez Internet lub telefon. Na przykład założyć własną firmę, ogarnąć podatki, zarejestrować i ubezpieczyć samochód, zgłosić się do głosowania, złożyć aplikację o prawo jazdy i wyznaczyć terminy egzaminów.  Itepe, itede. W zasadzie pamiętam tylko jeden przypadek, gdzie musiałam pofatygować się gdzieś osobiście – po numer identyfikacji podatkowej. Telefonicznie zebrano wszystkie informacje, wyznaczono mi datę i godzinę wizyty, listownie przypomniano gdzie i o której mam się stawić,  jakie dokumenty zabrać ze sobą, a także jak mogę spotkanie przełożyć w razie co. Pełen luksus. Ludzkie oblicze biurokracji ma też drugą stronę – urzędników. Ludzi, którzy rozumieją, że ich praca polega na sprawnym załatwianiu spraw petentów, a nie na mnożeniu przeszkód i formalności.

Zwolnienia lekarskie

To jest kraj, w którym ufa się podatnikom, pracownikom, no generalnie obywatelom. To zaufanie społeczne objawia się na wielu polach, ale najmocniej widać je w zakresie zwolnień lekarskich. Sytuacja wygląda następująco: pracownik, który chwilowo podupadł na zdrowiu nie musi ciągnąć się do lekarza, błagać o stosowny kwitek, a potem wstydzić się za siebie, że śmiał zachorować. Pracownik ów po prostu dzwoni, że nie przyjdzie. I tyle. Tydzień nieobecności nie wymaga żadnych zaświadczeń, pracodwaca wierzy na słowo, nikt nie robi problemu.

Uczciwość

Tu się nie oszukuje, nie kombinuje, nie cwaniaczy. Pracodawca zawsze da ci stały kontrakt, zawsze odprowadzi za ciebie składkę zdrowotną, do głowy by nikomu nie przyszło, by zatrudniać kogoś na czarno. Brytyjczycy płacą podatki, nie jeżdżą na gapę, nie wyłudzają świadczeń socjalnych. W mentalności tych ludzi nie mieszczą się takie zagrania i wcale im się nie dziwię, że o imigrantach, dla których takie praktyki są normą mają, oględnie mówiąc niezbyt wysokie mniemanie. Bo tu zatrudnianie kogoś bez umowy nie jest przejawem sprytu i zaradności, to jest zwykłe oszustwo i wykorzystywanie ludzi, a wkręcenie się gdzieś bez biletu to nie oszczędność tylko kradzież.

Ogródki

W Polsce dom z ogórdkiem to szczyt marzeń wielu mieszkańców blokowisk. W Anglii po prostu standard. Każda, największa nawet nora ma swój przydział na parę metrów zieleni za domem. Świetna opcja nie tylko dla tych, którzy od zawsze marzyli o rabatach kwiatowych lub własnych warzywach. Można sobie zjeść obiad na świeżym powietrzu, zrobić grilla dla znajomych, poćwiczyć jogę, albo opalać się topless, o ile dopisze pogoda.

Życzliwość

W niemałe osłupienie wprawiła mnie pierwsza sytuacja, gdy idąc ulicą i gapiąc się gdzieś w niebo wpadłam na drugiego człowieka. Wina była ewidentnie moja, zderzenie dość brutalne. Facet uśmiechną się i przeprosił. ON MNIE. Czaicie? Żadnego: “gdzie leziesz?”, tylko życzliwy uśmiech i te przeprosiny zupłenie pozbawione wrogości. W Anglii usłyszysz setki takich przepraszam oraz proszę i dziękuję każdego dnia. Uprzejmość jest tu rzeczą równie powszechną, co herbata z mlekiem. Mentalność tych ludzi nie pozwala im na chamstwo, tak powszechne w innych regionach Europy. Ludzie nie wpychają się do autobusu torując sobie drogę łokciami, tylko przed wejściem ustawia się spokojna kolejka. Nikt nie warczy na opieszałe kasjerki, samochody ustępują sobie pierwszeństwa, a ludzie miejsc w autobusach. I wszystkim żyje się przyjemniej.

Infrastruktura miejska

Całe miasto jest tworem, które ma mieszkańcom służyć, a nie uprzykrzać życie. Osiedlowe parki, darmowe korty tenisowe, boiska do gry w kosza, sieci ścieżek rowerowych, duże miejskie parkingi w centrach miast, a nawet sam fakt, że autobusy i pociągi zawsze przyjeżdżają na czas. Generalnie wszystko jest jakoś tak sensowniej zorganizowane, z myślą o wygodzie mieszkańców i komforcie życia. Zakochałam się w Anglii gdy na stacji kolejowej zobaczyłam poczekalnię dla podróżnych połączoną z małą biblioteką, z której każdy mógł sobie wziąć ksiażkę. Poza tym wszędzie można znaleźć charity shopy, czyli sklepy z używanymi przedmiotami, gdzie dochód ze sprzedaży przeznaczony jest na cele dobroczynne. Darczyńcy pozbywają się niepotrzebnych przedmiotów, a nowi nabywcy wspierają drobnymi sumami hospicja, czy schroniska dla zwierząt.

Promocja zdrowego trybu życia

Akcje informacyjne w mediach, etykiety na produktach żywnościowych promujące spożycie warzyw i owoców, a nawet specjalne oznaczenia na napojach wyskokowych informujące ile jednostek może bezpiecznie wypić kobieta, a ile mężczyzna. Szeroki dostęp do ekologicznej żywności, oddzielne menu dla bezglutenowców w większości restauracji, kawiarnie, gdzie obok cen słodkości podana jest ilosć kalorii. Osiedlowe siłownie, baseny, a wreszcie niezliczona ilość lasów i parków, gdzie można spotkać ludzi uprawiających jogging, a nawet seniorów ćwiczących jogę.  

A w bonusie, w osiedlowym sklepie zawsze wydadzą ci resztę co do pensa. Zawsze.

Po trzech latach w Anglii stwierdzam, że da sie stworzyć kraj przyjazny ludziom. Kraj, gdzie obywatele mają komfortowe warunki do życia, sprawnie działający system prawny i spokój ducha. Nie jest to miejsce doskonale wolne od wad, ale nie ma co się oszukiwać – zalety mieszkania na wyspach stanowią miażdżącą przeciwwagę dla niedoskonałości. Żyjąc tutaj wciąż mam wrażenie, że usuwa mi się potencjalne kłody spod nóg. Jakby jakimś tajemnym mottem przewodnim tego kraju była ogólna bezproblemowość. To miło. W końcu codzienne życie kłopotów nam nie szczędzi, więc niby dlaczego państwo mialoby nam ich dokładać?

,
20 comments on “Poradnik emigranta vol. 3 – zalety życia w Anglii.
  1. ja baardzo dobrze zarabiam, jestem tolerancyjny i życzliwy. mam niejeden dom z ogródkiem. mógłbym pewnie zostać konsulem angielskim w polsce. nie potrzebuję jechać do anglków i patrzyć na ich otyłe żeńskie mutanty ani też kosztować brei zwanej u nich żywnością. to taki krótki poradnik dla potencjalnych emigrantów. u sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona. polki są trudne w polsce ale łatwe u brytoli, może to jest jedna z nielicznych korzyści płynących z emigracji. nieustająco poszukują komentarza warszawiaka, który przeprowadził się na angielką wieś. polscy wieśniacy w londynie chwalą sobie tamtejsze życie. znajdź Jagna proszę warszawiaka na angielskiej wsi i zrób o tym wpis.

    • To nie jest prawda, że wyjeżdżają tylko ludzie z zapadłych wsi, niewykształceni i nieobyci w świecie. Przekrój społeczny jest pełny, zwłaszcza wśród Polaków. Wśród emigrantów można spotkać zarówno ludzi po studiach, pochodzących z małych miejscowości, co absolwentów gimnazjów, z dużych miast. Zdarzają się ludzie twórczy, z szerokimi zainteresowaniami, jak i tacy, których życie zamyka się pomiędzy pracą, a leżeniem na kanapie popołudniami z piwem w ręce.

      • wyjeżdżają „nawet absolwenci gimnazjów”, hm.. o tym nie pomyślałem. disiejszy licencjat to tyle co zawodówka za czasów prl. emigrują ludzie słabi, tacy którzy nie radzą sobie na miejscu. w przypadku problemów można emigrować w alkohol, w narkotyki albo w londyńską dzielnicę karaluchów. na 256 panstw na świecie polska ma 21 miejsce pod względem zamożności a anglia ma 7 miejsce, jest ostatnia w grupie g7. magia nowego. znam ludzi, którzy po wakacjach na wyspach hula-bula opowiadają o tym że tam to jest życie, nie to co tu na miejscu w polsce. efekt nowego, może to być tajlandia londyn albo inna amazonka ( wojciech cejrowski), wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. zauważ jednak że uciśnieni angole masowo emigrowali na nowy kontynent i zbudowali usa bo im anglia nie pasowała. z anglią to jak z nową kochanką, na początku widzisz same pozytywy. później widzisz zmarszczki i szczekliwość kochanki a na koniec się od niej wyprowadzasz.

        • Wiesz, żeby wyjechać też trzeba mieć łeb na karku – umieć się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nauczyć obcego języka, zakręcić za jakąś pracą… Człowiek mało inteligentny polegnie już na nauce słówek, ten małoobrotny nie znajdzie roboty i wróci do domu. Więc bez przesady, że wyjeżdżają same głąby.

          • Nie zgodzie sie z Toba Jagna.
            Zeby wyjechac to raz trzeba miec kogos kto poda nam reke i tu klasa spoleczna nie ma zadnego znaczeenia. Tak samo jak „glaby” i cala polska szumowina wyjezdzala za ocen w latach 80-90 bo mieli kogos kto odbierze ich z lotniska, udzieli im kawalak podlogi do spania, nakarmi i pomoze zalatwic pierwsza prace, tak samo wyjezdzala do Uni z chwila jej otwarcia. Roznica miedzy glabem a inteligencja jest taka ze Ci drudzy ciagle sa glodni. Wiedzy, pozycji, wiekszych zarobkow. Inwestuja w siebie, w swoje dzieci i ich przyszlosc. Natomiast Ci pierwsi z reguly jak zaczeli od zmywaka, szmaty i budowy tak na niej skoczna 20-30 lat pozniej, robiac z tego wielkie kariery. A jesli noga im sie podwinie to koncza na ulicy, badz wracaja do kraju.Kraj do ktorego emigruja nie ma znacznia. Schemat jest wszedzie ten sam.

          • http://wiadomosci.onet.pl/brytyjczycy-o-polakach-wzrost-imigracji-jest-przytlaczajacy/k3xhxg

            no ale z tą życzliwością brtytoli do białych imigrantów to już przesadziłaś. polacy są obywatelami 4 kategorii zaraz po moslemach murzynach i latynosach. ktoś lubi sado-maso , proszę bardzo. poznaniak podobno zgwałcił tłustą brytyjke i dostał dożywocie. brytol zgwałcił i zabił 2 dzieci i dostał 12 lat odsiadu.( wiadomości z onetu) oto kim są polacy w małej brytanii. umysł niewolnika cieszy się że ich nowy pan co prawda nimi gardzi no ale więcej okruchów spada z pańskiego stołu.

  2. Jak zauważyłaś, jest to w znacznej mierze kwestia mentalności Anglików. Trudno ją porównywać do nieuczciwych zapędów Polaków. Widać to na każdym kroku i w każdej instytucji.

    Gdy studiowałem w Anglii, nie do pomyślenia było, by ktoś rozmawiał na zajęciach – nawet na wykładach! – czy oszukiwał na testach bądź egzaminach. Inna, wyższa kultura.

    • Owszem. Nie rozumiem tylko, dlaczego te dwa światy są tak diametralnie różne? Przecież nie mieszkamy znowuż tak daleko od siebie – ten sam kontynent, podobne uwarunkowania historyczno-kulturowe… Nie da się wszystkiego zwalić na komunizm, bo mentalność całego społeczeństwa nie kształtuje się przecież w ciągu kilku czy kilkunastu lat, a jako naród istniejemy lat już tysiąc z górką.

      • Powodem jest bieda. Anglia nigdy nie była biedna a bieda w pojęciu ich obywateli to styl życia klasy średniej w Polsce. Człowiek który nie musiał kombinować by przeżyć nie ma problemu z byciem uczciwym. Stąd też ogólna miłość Anglików do Królowej i państwa – państwo Cię szanuje i o Ciebie dba – Ty szanujesz i dbasz o państwo. W Polsce państwo ma Cię gdzieś i z Ciebie zdziera, to Ty też masz państwo gdzieś i zdzierasz z niego.

  3. Fajny post, a może byś się wypowiedziała też na temat, jak ma zacząć planować wyjazd (Anglia) osoba, która nie ma nikogo znajomego w danym kraju, mieście, umie język, dodatkowo jedzie z bliską osobą, czyli w grę wchodzą 2 osoby. Szukać noclegu, w hostelu, może couchsurfing, albo czy znasz inne sposoby? Jak znaleźć pracę, na miejscu po przyjeździe czy ogarnąć wcześniej (2 opcja byłąby idealna, ale jak to zrobić?) może płacąc odpowiednim biurom ok. 2000 zł za załatwienie pracy + zakwaterowania? Czy lepiej przeznaczyć tę kwotę na inne wydatki związane z wyjazdem? Proszę o radę i pozdrawiam.

    • Couchsurfing odpada – można się tak u kogoś zatrzymać na noc lub parę, ale nie na długie tygodnie. Korzystanie z biur także odradzam – koszt niewspółmierny do ryzyka, a oszuści zdarzają się często. Poszukajcie sobie pokoju w mieście które Was interesuje przez Internet. Możecie wpłacić zaliczkę przelewem. Przygotujcie sobie CV i zarejestrujcie się w agencjach pracy. Po przyjeździe nie pozostaje nic innego, jak szukać zatrudnienia na własną rękę. Skoro oboje mówicie po angielsku to nie powinno być trudne. Radzę jednak dobrze się zastanowić nad wyborem lokalizacji – są miasta w Anglii, gdzie bezrobocie jest duże, są też miejsca, gdzie pracę da się jeszcze znaleźć bez problemu.
      Więcej o formalnościach dotyczących przeprowadzki do UK pisałam też tutaj: http://ujagny.blog.pl/2013/08/22/zanim-przyjedziesz-do-anglii/
      Życzę powodzenia :)

  4. Nie, nie jest tu az tak rozowo.

    Zgadzam sie z:

    Biurokracja
    Zwolnienie lekarskie
    Infrastruktura miejska

    Nie zgadzam sie z cala reszta. Wystarczy wlaczyc radio (polecam LBC) aby posluchac o kryzysie mieszkaniowym (o domach z ogrodkiem mozna pomarzyc jak o locie w kosmos), ludziach wyludzajacych zasilki (tak, tak, ci wspaniali i uczciwi Anglicy tez wyludzaja) albo o facecie (Anglik), ktory tak wykombinowal, ze jezdzil za darmo pociagami przez dlugi okres czasu (ale zlapali go i musial zaplacic!). Zyczliwosc? Chyba nie wiesz, ze kiedy Anglik mowi ‚sorry’ to jest to automatycznie wypowiadane slowo (tak jak ‚dziekuje’) a nie szczera skrucha bo na niego wlecialas z impetem na ulicy. Co do podatkow to mam mieszane uczucia, ze tak powiem. Ostatnio moja urodzona w UK kolezanka narzekala jak to wszystko jest opodatkowane tutaj i to nie raz ale razy kilka. Zgodze sie tylko z tym, ze maly (bardzo maly) business placi niewiele bo tu nie ma takiego potworka jak ZUS, ktory z tego co slyszalam potrafi dobic mala firme w Polsce. A tak na marginesie to gdzie w UK mozna kupic domek z ogrodkiem za powiedzmy 230 tysiecy funtow bo na pewno nie w Londynie gdzie tyle mniej wiecej kosztuje najmniejsza norka w bloku…A tak poza tym to lubie czytac Twoje wpisy, nawet jesli sie nie zgadzam tak do konca….Pozdrawiam.

    • Dziękuję za odpowiedź, ale też jak znaleźć jakieś lokum przez internet, żeby nie napatoczyć się na oszustów? o to jest pytanie :/ Mysle o Birmingham. Chcialabym miec troche pewnosci, ze wynajme mieszkanie, przyjade i bede miala gdzie spac, rozumiesz ;) A przez internet w sumie tego mieszkania nie obejrze. Aaaaaa

  5. Z wiekszoscia moge sie zgodzic, ale pociagi/autobusy to na pewno nie przyjezdzaja na czas… Nerwy mam juz w strzepach kiedy to przychodzi mi czekac na pociag czy autobus. Moze w Londynie jest troche inaczej, ale im dalej na polnoc tym chyba gorzej.

  6. Jestem w tym kraju ( z przerwami) od około 7 lat. Niestety, nie jest tak, jak piszesz. Nie każdy ma domek z ogródkiem, często jest to brudny kawał betonu za i przed domkiem szeregowym (terrace house) pamiętającym czasy królowej Wiktorii.
    Chavs. Nie udawaj, że nie wiesz. Ci bez skrupułów wykorzystują system. Mnie nie stać na najnowszy telefon, samochód i Sky/Virgin chociaż pracuję day by day. Im wystarczy zrobienie dziecka, kupno psa i kłamstwa, żeby żyć w takim komforcie, jaki nie śni się zwykłemu Kowalskiemu. Kowalski ma przede wszystkim inną mentalność. Co bywa wadą.

  7. Myśle, ze z tymi zarobkami to jednak przesadziłaś. Wyobraź sobie zycie w Londynie przy minimalnej pensji, która na dzień dzisiejszy wynosi ledwo 6.70 za godz brutto , razy 37.5 godz tyg i do ręki jest na tydzień max 230 funtow. Weź teraz popatrz na ceny pokoi w Londynie, z cudem już wręcz graniczy znaleźć coś za mniej jak 500 miesiecznie, dojazdy do pracy lekko 150-200, pozostałe pieniadze z tych 900-1000 mc pójdą na jedzenie, telefon. Zapomnij, ze Cie będzie stac na coś wiecej. Czy to jest zycie ? Zero ubrań, kosmetyków, wakacji, odkładania? O własnym mieszkaniu czy samochodzie tylko pomarzyć . Bieda

    • Aż muszę odpowiedzieć, choć rzadko mi się to zdarza. To może teraz Ty sobie wyobraź pracę za stawkę minimalną (czyli 1200-1300zł miesięcznie na rękę) w Warszawie. Nie orientuję się dokładnie, ale za wynajęcie pokoju będzie jakieś 500-800 złotych, dojazdy kolejne 100, jeśli jeździsz komunikacją miejską, czyli ile zostanie na inne wydatki? 400-700zł? Może uda Ci się przeżyć do pierwszego, jeśli będziesz bardzo dokładnie planować wydatki na jedzenie i nie będziesz liczyć na…nie wiem, kupienie sobie choćby jednej większej rzeczy miesięcznie i oczywiście jeśli nie zdarzą Ci się nagłe wydatki. I nawet nie myśl o jakimkolwiek hobby, możesz sobie co najwyżej wypożyczyć książkę z biblioteki. Mnie bardziej to przypomina biedę.

  8. Nie wiem czemu, ale jak czytam te negatywne komentarze to dla mnie jest to tylko potwierdzeniem jak Polacy potrafią narzekać i szukać wad tam gdzie ich nie ma. Bardziej jakoś ufam Jagnie i widać, że pisze to szczerze i z uśmiechem. Ludzie z innych krajów nie potrafią pojąć, że ktoś może być życzliwy z własnej woli i może być tych osób aż tak dużo.

Odpowiedz na „~NAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook