Poradnik przedślubny – czyli jak wyjść za mąż i nie zwariować?

bride-428105_1280

Co zrobić, by do ślubu dotrwać we względnym zdrowiu psychicznym, nie uciec sprzed ołtarza, a przy okazji nie spowodować strat w ludziach i sprzęcie? Nie wiem, bo sama ceremonia dopiero za parę dni, ale przeżyłam już momenty, kiedy byłam bliska odwołania całej imprezy i wpełznięcia pod łóżko z mocnym postanowieniem nie opuszczania swej kryjówki po wsze czasy. Z jednej strony nie umiem się przejąć i generalnie to zwisa mi czy masa w torcie będzie ze słodkiej śmietany, czy z mascarpone, z drugiej zaś byle szczegół potrafi mnie wytrącić z równowagi. Bo tych szczegółów jest masa – setki decyzji do podjęcia, setki spraw do załatwienia, setki rzeczy, o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia pilnie domagają się mojej uwagi.

Wiem, jak łatwo jest poddać się poczuciu przytłoczenia, gdy ma się nad głową dwie temperamentne rodziny, przeżyło się prywatną wojenkę o ślub w USC, dyplomatycznie negocjowało okrojenie listy gości z wujków, ciotków i pociotków, których personalia są dla nas obce, a teraz ze zgrozą patrzy się na tabelki w exelu, które czarno na białym pokazują ile forsy przebimbaliśmy na dwudniową popijawę.

Stąd mój własny, autorski poradnik dla innych kobiet w podobnej sytuacji, które na parę dni przed własnym ślubem czują się jak laska dynamitu rzucona w ognisko.

Nie znajdziecie tu inspiracji dotyczących ślubnych bukietów, winietek, ani polecanych fotografów. Znajdziecie tu za to garść luźnych refleksji o tym, jak raz po raz wracać do stanu względnego ładu i dobrobytu emocjonalnego, nawet z zaciśniętymi zębami; o tym jak usprawnić proces organizacji całego przedsięwzięcia; wreszcie o tym także, jak wybrać ślubną kreację, by nie poszła na zmarnowanie zaraz po sesji ślubnej.

 

Skup się na tym, co ważne

Przeanalizowanie sobie własnych priorytetów już na starcie przygotowań jest bardzo pomocne. Wtedy wiesz dokładnie, co chcesz mieć dopięte na ostatni guzik, a co możesz sobie ewentualnie odpuścić. Moim priorytetem były obrączki, podróż poślubna, dobry fotograf i możliwość wykorzystania ślubnego stroju w przyszłości. Cała reszta, od weselnego menu, po winietki na stołach, bukiet i kształt tortu miała dla mnie znaczenie drugorzędne. Wiadomo – trzeba się tym zająć, ale nie miałam ciśnienia, że wszystko musi być idealnie za wszelką cenę. To pomaga nabrać dystansu i nie wpadać w czarną rozpacz, gdy nie jesteś w stanie znaleźć ładnych zaproszeń, czy odpowiedniego auta. Oddzielenie spraw ważnych od mniej istotnych to też ominięcie pokusy wydawania dużych pieniędzy na coś, co w gruncie rzeczy ma dla ciebie drugorzędne znaczenie, ale jest na przykład ładne i w pierwszym odruchu masz ochotę to mieć.

Ogłuchnij

Nie słuchaj, jak ci będą wmawiać, że musisz koniecznie zrobić to czy tamto. Nie musisz. Nic nie musisz. Nie musisz nawet na własny ślub przychodzić, jak ci się odwidzi w ostatnim momencie. Nie musisz organizować dużego wesela, nie musisz zapraszać ciotek, z którymi oprócz kwantowych cząsteczek rodowej krwi nie łączy cię absolutnie nic. Nie musisz z tej okazji doklejać sobie sztucznych paznokci, ani wciskać się w koronkowe gorsety. Ważne, by o tym pamiętać, jak zacznie się namawianie na przeróżnej maści ustrojstwa, że ty absolutnie nic nie musisz i obowiązuje cię pełna dowolność.

Nie czytaj ślubnych portali, bo zatrują ci mózg hitami sezonu, krzykami mody, i innymi must have’ami. Przecież wiesz, jak ma wyglądać ten dzień, marzyłaś o nim od czasów przedszkola.

 

Idź pod prąd

I w głębokiej pogardzie miej weselne tradycje i trendy. Cała branża ślubna jest tak doszczętnie przesiąknięta kiczem, że człowiek ma chęć zwiewać gdzie pieprz rośnie i nigdy, przenigdy, za nic w świecie nie wracać, myślą nawet samą, do tematu. Te zawieszki na wódkę z gołąbkami, te lukrowane serduszka na tortach, błyszczące balony z miłosnymi wyznaniami, cyrkonie w ślubnych butach, plastikowe figurki państwa młodych, jak się tulą w czułym uścisku… Ohyda. Można lepiej, prościej, mniej. Można iść do ślubu w trampkach; w sukience, która konstrukcją nie przypomina choinki; bez zalakierowanej na amen konstrukcji z włosów z plastikowymi klejnocikami powtykanymi tu i ówdzie. To wasz ślub, wasze życie, wasza decyzja. Jeśli masz ochotę zorganizować niestandardowe przyjęcie to nie daj sobie wmówić, że się nie da, nie wypada, to nie po bożemu.

 

Działaj zanim pojawią się konflikty

Złóż papiery w USC zanim ultrakatolicka część rodziny zorientuje się co jest grane. Wyślij zaproszenia ślubne zanim zacznie się debata nad listą gości. Zamów sukienkę zanim prababcia udzieli ci rady, że musisz być zapięta pod samą szyję, bo goły obojczyk to wynaturzenie. Jak zacznie się awantura wzruszaj ramionami z miną sierotki Marysi i mów, że już załatwione, zrobione, kupione i absolutnie nie da się tego odkręcić, a na nauki przedmałżeńskie już za późno. Im bardziej pozwolisz rodzinie ingerować, tym bardziej będą ci narzucać, zmuszać, szantażować. Pewnie nawet są przekonani, że robią to w dobrej wierze, dla twojego dobra, szczęścia i pomyślności w małżeństwie. Tyle, że nie znam absolutnie żadnego przypadku, by ktoś uszczęśliwiany na siłę w rezultacie owego szczęścia dostąpił.

Nie walcz z narzeczonym

Ślub jest wasz. Nie twój. Nie jego. Wasz wspólny. Jeśli pojawiają się kwestie sporne nie walczcie ze sobą, każde forsując swoje widzimisię, bo może się okazać, że wymarzony dzień przynajmniej dla jednej strony zamieni się w koszmar. Zakładam, że jak idzie się z kimś do ołtarza, to ma się z tą osobą coś więcej niż dziecko w drodze. Ma się nie tylko wzajemną czułość i sympatię, ale i opracowany sposób rozwiązywania konfliktów oparty na kompromisie. Tak przynajmniej było w naszym przypadku. Punkt sporny dużego kalibru był w zasadzie tylko jeden – wizja sesji fotograficznej. Tu ja okazałam się stuprocentową kobietą, on zaś stuprocentowym mężczyzną. Ja chciałam zdjęć jak trzymamy się za ręce z polem maków w tle, on chciał hutę stali, ruiny fabryk, albo przynajmniej wąwóz. I tak, jak on nie zrozumie romantyzmu maków, tak ja nie zrozumiem ekscytacji brudem, gruzami i ciężką maszynerią. Nijak nie dało się tego pogodzić tak, żeby każde z nas było zadowolone. Zamiast przekonywać się nawzajem, czyj pomysł lepszy, a czyj głupszy, oraz kto jest w naszym związku infantylnym dzieciakiem, dokupiliśmy dodatkowy dzień sesji ślubnej. Najpierw będą maki, potem ruiny. I wszyscy zadowoleni, łącznie z fotografem, który skasuje z nas dodatkowego tysiaka.

Nie kłóć się ze swoim facetem, po prostu rób co trzeba, byście utrzymali wspólny front. I tak będziesz miała wrażenie, że cały świat sprzymierzył się przeciwko tobie – po co masz sobie jeszcze dokładać kolejnego wroga?

 

Wygodne buty

Moja znajoma w dniu ślubu miała przygotowane cztery pary ślubnych butów. Takich zwykłych, białych na obcasie. Jedne obcierały ją tu, inne tam. W czasie wesela kilkakrotnie zmieniała obuwie, a stopy miała poobdzierane niemal do kości. Przednia zabawa, co nie?

Sprawa z butami do ślubu jest o tyle skomplikowana, że wmawia się nam, iż muszą to być buty wyjątkowe. Koniecznie białe, z diamencikami, kokardkami czy inną błyskotką, na szpilce, z noskiem w migdał i sama nie wiem co jeszcze. No powiedzcie szczerze – kto chodzi później w takich butach? Ślubne pantofelki lądują na dnie szafy razem z kiecką – ciuchy, na które najprawdopodobniej wydasz najwięcej pieniędzy w całym swoim życiu, a włożysz raz. Później będą obrastać kurzem, brudem i wychodzić z mody, więc nie łudź się, że twoja córka albo wnuczka chętnie same staną na ślubnym kobiercu ubrane w te twoje cudeńka. Nie wiadomo co z  tym później robić. Zawala miejsce w szafie, a wyrzucić szkoda, bo przecież wydałaś na to małą fortunę. Jeśli masz już super wygodne buty, które w dodatku nie są zniszczone to idź w nich do ślubu. Nawet jeśli są czerwone. Nawet, jeśli to baleriny. Uwierz mi – goście weselni nie padną trupem zaszokowani, a za trzy dni nikt nie będzie pamiętał co miałaś na nogach. Dobierz suknię ślubną, która będzie się z nimi ładnie komponować i nie zawracaj sobie głowy kupowaniem nowych. Wygodne buty oszczędzą ci katuszy, wytańczysz się za wszystkie czasy, a przy okazji oszczędzisz parę stówek, które wydałabyś na ślubne obuwie.

 

Suknia ślubna – jednorazówka

Rozwiązaniem problemu sukni ślubnej jest rezygnacja z usług profesjonalnych salonów ślubnej mody i udanie się do krawcowej. Ja, wspólnie z krawcową zaprojektowałam własną suknię ślubną wzorowaną na kilku modelach, które wpadły mi w oko. Krawcowa od razu wiedziała, że po ślubie mam zamiar sukienkę przerobić, by móc wykorzystać ją także na inne okazje, więc projekt został skomponowany tak, by późniejsze przeróbki były dziecinnie proste. Po ślubie zostanie mi prosta sukienka przed kolano oraz długa do ziemi szyfonowa spódnica. Dodatkowy plus takiego rozwiązania to finanse. Wbrew pozorom za usługi krawcowej zapłacisz połowę tego, co za najtańsze sukienki w salonach mody ślubnej. Koszt mojej kiecki jest parokrotnie niższy niż modeli, które posłużyły mi za wzór przy tworzeniu własnego projektu, mimo że do szycia użyte zostaną tylko naturalne tkaniny i francuskie koronki ;)

Dodatkowa rada – sukienkę wybierz sama i nie bierz ze sobą orszaku doradczyń. Każda kobieta ma swój gust, a kierowanie się cudzym nikomu nie wyjdzie na dobre. Ty sama wiesz najlepiej co ci się podoba, w czym czujesz się dobrze, a w czym niekoniecznie.

 

Deleguj zadania ludziom, którym ufasz

Na pewno masz masę chętnych do pomocy przy organizacji ślubu oraz znajomych, którzy z uwagi na jakieś predyspozycje lub doświadczenie zawodowe zrobią coś lepiej niż ty. Skorzystaj z tego i oddeleguj zadania – sobie zostaw te, na których bardzo ci zależy, oraz te, których załatwianie sprawi ci frajdę. Dwa wieczory przy winie z uzdolnioną plastycznie koleżanką pozwoliły mi wyczarować ręcznie robione zaproszenia ślubne. Narzeczonemu powierzyłam organizację podróży poślubnej. Mamie, doświadczonej w branży gastronomicznej – wybór menu. Tacie, który jest świetnie zorganizowanym człowiekiem – załatwianie formalności z usługodawcami.

Nie wszystko musisz robić sama, więc nie poddawaj się wrażeniu, że jak czegoś nie dopilnujesz osobiście, to pójdzie nie do końca po twojej myśli. A nawet jeśli – to co z tego? Dobrze jest mieć plan, ale niedobrze jest oczekiwać, że wszystko pójdzie zgodnie z tym planem.

 

Nie rób się na Barbie

Raz tylko dałam sobie wmówić, że koniecznie muszę iść do wizażystki – przed ślubem bliskiej mi osoby. No to poszłam. Godzinę po ślubie, w kibelku na sali weselnej do spółki z panną młodą pozbywałyśmy się resztek spływającego podkładu papierem toaletowym maczanym z zimnej wodzie. Nigdy wcześniej nie podejrzewałabym swojej twarzy o istnienie tylu załamań, zmarszczek i zakamarków, które wtedy odkryłam, bo zwały pudru zgrupowały się właśnie tam i ciężko mi było tę brejkę wydłubać. Mój błąd, że dałam się namówić, że nie poszłam na żaden próbny makijaż, tylko zaufałam „profesjonalistce”. Teraz wychodzę z założenia, że nikt inny nie pomaluje mnie tak dobrze, jak ja sama. W końcu znam swoją gębę najlepiej, maluję się niemal codziennie, wiem jakie kosmetyki mi służą, a jakie nie. Nie muszę z okazji ślubu przemieniać się w kogoś innego, niż jestem na co dzień. I ty, droga czytelniczko nie musisz również. Nie rób sobie akrylowych szponów, nie opalaj się w solarium, nie zmieniaj koloru włosów na platynowy blond jeśli nie robisz tego na co dzień (a jak robisz to przestań!).

Nonszalancka naturalność jest najpiękniejsza, a w dodatku nigdy nie wychodzi z mody, więc bez zażenowania będziesz mogła pokazywać fotki ze ślubu swoim wnukom bez tłumaczeń, że wyglądasz jak pajac, bo czterdzieści lat temu to było trendy.

 

Nastaw się psychicznie na wtopy

Przygotuj się na niepowodzenia, potknięcia i wpadki. Nie wszystko pójdzie idealnie. Weź to na klatę z godnością i poczuciem humoru. Choćby się waliło i paliło, zabrakło wódki, prądu czy chleba – w każdej potencjalnie zabójczej sytuacji łap ukochanego za rękę i rozsyłaj słodkie uśmiechy. Najważniejsze, że powiedzieliście sobie „tak”. Cała reszta to miły dodatek, a nie priorytet.

Byłam na weselu, na którym w środku zabawy zabrakło prądu. Błyskawicznie pomogłam pannie młodej pozapalać wszystkie dostępne świece, sztuk siedem. Zespół złapał za akordeon i cała sala tańczyła do przedwojennych walczyków w dekadenckim półmroku. Nikt nie dostał szału, nie było łez rozpaczy, goście nie zwinęli się do domów. Na koniec znajomi stwierdzili, że było to najlepsze wesele na jakim kiedykolwiek byli. Podobało im się do tego stopnia, że chcieli zaaranżować awarię prądu na własnym ;)

 

Nie zapomnij, po co to robisz

Najważniejsze to w całym ferworze ślubnych przygotowań nie zapomnieć o tym, co najistotniejsze. O nas, o parze ludzi, dla których jest to dzień o szczególnym znaczeniu. Nie ma sensu złościć się na drobiazgi, kłócić o plan przebiegu ceremonii, zmuszać się nawzajem do rzeczy, na które absolutnie nie mamy ochoty. Mam wrażenie, że szczególnie kobiety łatwo poddają się ślubnej histerii i tracą dystans do całej sprawy. Wciskają narzeczonego w cudaczne garnitury, w amoku poszukują idealnych serwetek na stoły, a tuż przed wielkim dniem są kłębkiem nerwów, frustracji i stresu.

Wrzućcie na luz drogie panie. Tego dnia powinnyście być otumanione szczęściem, a nie wymęczone przygotowaniami. Więc nie ganiaj kobieto o północy w przeddzień ślubu za idealnymi pończochami, tylko się wyśpij. A kładąc się do łóżka poświęć chwilę na spokojne delektowanie się ostatnim dniem panieństwa. Szkoda, by zabrakło ci na to czasu.

,,
7 comments on “Poradnik przedślubny – czyli jak wyjść za mąż i nie zwariować?
    • mąż jest zasilaczem dla kobiety. zasila ją w geny i w pieniądze. zasilaczem może być każdy meżczyzna ale kobieta ma przekonanie że mąż jest dobrem długotrwałego użytku – taki duracell zamiast poznańskiej centry.

  1. Uff, na szczęście wiele tych dylemtów mnie ominie, bo planujemy tylko ślub cywilny i obiad dla gości ;) Trudniejsze będzie przekonanie do tego pomysłu części rodziny, która nie widzi innej opcji niż ślub kościelny i huczne wesele.

  2. miałam wesele w sushi barze, bez alkoholu i ponizających zabaw. bliska rodzia + znajomi. zadnych wujków marianów i halinek i.. DZIECI. Bylo najlepiej na świecie! tylko moja babcia nadal obrażona, ze schabowych nie bylo.. ;)

  3. niezły poradnik, od siebie dodam, że bez względu jak bardzo na luzie podejdziecie do przygotowań i ile by one frajdy Wam nie sprawiały, to ten okres będzie pierwszym (i oby jedynym :)) momentem kiedy zaczniecie zastanawiać się nad rozwodem. Usłyszalem to od swojej znajomej, i u mnie tez się potwierdziło.

    A co do butow dla kobiet, to polecam zamówić sobie buty z firmy, która robi buty dla tancerzy. Koszt (jak chcecie relatywnie tanio) to w granicach 100-300 złotych sie mozna zmieścić.
    Takie buty są wygodne juz od pierwszego założenia. Sprawdzone na żonie :)
    A do tego mozna takie buty sobie przefarbować u producenta na dowolny kolor.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook