Jak wygląda życie po drugiej stronie granicy?

11921904_1123534044343424_677566803_n

Parę dni temu stuknęło mi okrągłe trzy lata od kiedy pełna obaw wsiadłam do samolotu na krakowskich Balicach po to, by do Polski wracać już tylko na wakacje. Przez te trzy lata posmakowałam wszystkich uroków, a także gorzkich rozczarowań, które prędzej czy później dotykają każdego emigranta.

Czy było warto?

Anglia ma do zaoferowania życie wygodne – pozbawione wysokiej amplitudy emocji, codziennego szarpania się z rzeczywistością o każdą minutę spokoju. Tu na każdym kroku ma się wrażenie, że ktoś pomyślał już za ciebie, a ty się człowieku niczym nie musisz troskać. Polska mentalność długo kazała mi się tymi wygodami po prostu cieszyć, aż wreszcie wyśrubowany standard stał się czymś zwyczajnym, czymś czego zaczynam oczekiwać.

I choć na początku ta nowa rzeczywistość przyprawiała mnie o zawrót głowy i żyłam w ciągłym lęku, że wystarczy jeden fałszywy ruch, a wszystkie moje wysiłki obrócą się w niwecz, to wrosłam w ten nowy krajobraz zadziwiająco szybko. Niemal bezboleśnie.

Anglia przyniosła mi trudną batalię na polu własnej tożsamości narodowej. Z perspektywy imigranta ojczyzna wygląda zupełnie inaczej, naturalne zaś staje się zestawianie ze sobą dwóch rzeczywistości – ojczystej, z tą nową, angielską. W tym kontekście Polska nie wygląda jednoznacznie źle, ale przynajmniej dla mnie obraz rysował się smutny. W porównaniu z angielską otwartością i uprzejmością, mimo nawet faktu, że zarzuca się im sztuczność, polskie awanturnictwo, narzekactwo i brak ogłady zdają się być po prostu małe. W dodatku to nowe spojrzenie pozwala wreszcie zrozumieć jak dalece ojczyzna nas dyma, jak szorstko i bezlitośnie się z nami obchodzi.

Na emigracji pojęcie domu zmienia się diametralnie. Dom przestaje być mityczną przystanią bezpieczeństwa, a staje się bardziej przyziemny, odarty z sacrum. Zamienia się w kawałek przestrzeni, bez dokładnej lokalizacji. Dziś tu, jutro tam, za miesiąc jeszcze gdzie indziej. Emigracja to stan głębszy niż mieszkanie w innym kraju, to permanentne życie na szlaku. Ciągle w drodze.

Nie da się zapuścić korzeni, a nawet jeśli, to są to raczej pojedyncze nitki przywiązania częściej do ludzi, rzadziej do miejsc. Jesteście sobie bliscy przez chwilę, a za moment każdy idzie w swoją stronę.

W Anglii życie przestało być wreszcie wyłącznie pracą, a sama praca godzinami, gdzie za półdarmo oddajemy komuś wszystko, co w nas najlepsze – umiejętności, wiedzę i lata życia, by budować cudzy majątek, samemu dostając w zamian po prostu szansę przetrwania. Pośrednio wynika to z poziomu płac, ale i z samego faktu, że pracownik ma tu realne prawa, a pracodawca realne obowiązki. Dopiero tu się dowiedziałam, że urlop to nie luksus, choroba to nie grzech, a wyjść z pracy po ośmiu godzinach to norma, a nie bezczelność.

Emigracja oddała mi też zwykłą godność. Poczucie, że jestem ważna, mam prawo do głosu, własnego zdania, bycia kim chcę. Perspektywę otwartych drzwi i możliwości ograniczonych jedynie moimi siłami, a nie kolesiostwem, czy pieniędzmi rodziców. Może i jestem sama, ale stoję pewnie, o własnych nogach.

Tu nie muszę żyć marzeniami – mogę je śmiało przekłuwać w plany. Dopiero teraz widzę, że wszystkie bariery i hamulce istnieją tylko w głowie, bo w rzeczywistości świat stoi otworem, wystarczy chcieć wyciągnąć po coś rękę.

Gdy wracam do Polski na te kilka dni urlopu mam często wrażenie, że w kraju zmieniło się nic, lub niewiele. Ludzie, których znałam niegdyś nie drgnęli nawet o centymetr, stoją wciąż w tych samych miejscach, nieruchomi jak wrośnięte z korzeniami drzewa. Nie mamy o czym rozmawiać – to co mówię zdaje się przekraczać granice pojmowania. Wśród znajomych i rodziny czuję się coraz bardziej obca, patrzą na mnie z pobłażaniem, jakbym się za granicą najadła szaleju, zwariowała, żyła mrzonkami.

Dla mnie po prostu świat staje się coraz mniejszy i mniejszy, a możliwości coraz większe. Wystarczy się nie bać i skoczyć w nieznane.

,
22 comments on “Jak wygląda życie po drugiej stronie granicy?
  1. Bardzo ciekawy wpis.
    Nie jestem gotowa na emigrację, ale na podróże owszem. I denerwuje mnie to polskie naiwne myslenie, ze warto inwestowac w rzeczy materialne. Przykre jest to, ze bliskie mi osoby zamiast wspierać mój wyjazd do USA, komentują „nowy telewizor by wam się bardziej przydał” lub „ciagle jezdzicie i jezdzicie. a kiedy zaczniecie oszczędzać?” „a ten twój samochód nadaje się tylko na złom, lepiej pomyśl o dzieciach niż o tym gdzie pojedziesz za rok”, mimo ze NIC nie wiedzą o moim budżecie finansowym i możliwościach.

    Po co komu nowy telewizor, jak mozna miec wspomnienia?

    Narzekam jak prawdziwy Polak :D

    • Coś w tym jest. Jak mówię ludziom, że wybieram się na wakacje w jakieś egzotyczne miejsce to rozmowa zawsze schodzi na pieniądze i sugestie, że znajomi znaleźli by lepsze zastosoawnie dla tych funduszy. Ja tam wolę nie mieć telewizora, ale polecieć do Tajlandii.

  2. Hej Jagna! Tutaj Twoja stała czytelniczka :) Niedługo właśnie emigruję i spełnia się moje małe, duże marzenie. Początki będą ciężkie, zapewne, ale mam nadzieję, że moje pozytywne nastawienie da mi możliwość przetrwania, no i oczywiście praca, praca, praca. Mam do Ciebie pytanko. Na co według Ciebie warto zwrócić szczególną uwagę wynajmując pokój (dokładnie 2-dwójka, tj pokój dla pary z podwójnym wyrem), lokalizacja to mniejsze angielskie miasto :) Dzięki z góry za odpowiedź. Pozdrawiam!

    • Zawsze, gdy szukałam sobie pokoju to przede wszystkim zwracałam uwagę na to, czy w domu jest grzyb i w jakich ilościach. Kątem oka oceniam też czy panuje porządek. Warto dokładnie wczytać się w umowę wynajmu i wyłapać ewentualne haczyki, procedurę wymówienia, zwrot depozytu itd. Moim zdaniem najważniejsze jest jednak to, z jakimi mieszkasz ludźmi – wysoki standard nie wynagrodzi irytujących współlokatorów.

  3. super !!!

    To naprawdę świetnie napisany tekst.
    Czytałam bardzo dokładnie.
    Jednego czego żałuję, że nie opisujesz takimi słowami życia w Polsce.

    Ile lat jeszcze musi upłynąć, żeby się zmieniło.
    Czy w ogóle coś się zmieni.
    A może to kwestia mentalności.

    Mieszkałam trochę w Australii i miałam to samo wrażenie co Ty.
    A gdy wróciłam, gdy życzliwie uśmiechałam się do obcych ludzi z taką samą otwartością co w Sydney, patrzono na mnie jak na jakieś dziwadło.
    A w Australii to przecież codzienność.
    Pozostał mi żal w sercu, że tu tak nie jest.

    Trzymaj się :)

  4. Mieszkam w Niemczech, a to przecież tylko na kilkanaście kilometrów na zachód od Polski. Różnice diamteralne. W Niemczech nikt nikogo nie zostawia bez pomocy, samotne Matki nie błąkają się po MOPSach i ledwo ciągną do pierwszego, pracujesz osiem godzin i możesz pozwolić sobie na świetne wakacje bez specjalnego oszczędzania. Na ulicy mijasz uśmiechniętych ludzi, staruszkowie siedzą w kawiarniach i piekarniach… A nie siedzą u lekarza lub w aptece, wykupując za ostatnie pieniądze recepte.

  5. czytam Twojego bloga od ponad roku i w sumie myślę, że są blogi, które odwiedza się regularnie i nałogowo :D zawsze myślałam o wyjeździe za granicę po studiach, żeby zarobić na lepszy poziom życia, a jak to jest z poczuciem tożsamości narodowej? nie tęsknisz?

  6. no to jazda z wyjaśnianiem. anglia i usa to extraliga zamożności i te kraje stać na utrzymywanie dzieciorobów a uśmiech przychodzi każdemu człowiekowi naturalnie jeżeli jakieś państwo czyli substytut mamy zaopiekuje sie dorosłym dzieckiem. usa w ramach tzw programów płynnościowych drukuje 750 miliardów dolarów dziennie. puste zielone banknoty, za które jankesi kupują w azji realne towary. prosta wymiana- zielony papier z amerykańskiej drukarni wymieniane na surowce, żywność, na samochody, elektronikę. te grabieżcze kraje hegemonów-najeźdżów stać na utrzymywanie socjalu. emigranci chwalą się że w abglii jest im lepiej niż u mamy, jest syto i przyjemnie. grube angielskie lochy z uśmiechem mają już po 5 metrów obwodu w pasie z tego szczęścia. emigrant chwali się – moją mamą opiekunką jest anglia. polski yuppi chwali się mój tato ma hurtownię / jest wziętym ginekologiem / ma układy / jest bogocem a ja mam dżinsy z pewexu. dziecko bogatego ma zawsze lepiej od dziecka niezamożnego. jeżlei jesteś tam doceniana to spróbuj zostać radnym albo premierem a wówczas doświadczysz co znaczą układy, pochodzenie społeczne, narodowość itd. dostajesz za darmo landrynki, które w polsce trzeba sobie kupić, ot i cała geneza twojego zadowolenia. w onz jest zarejestrowanych 256 państw. zamożność anglii to nr 7 na świecie. zamożność polski to 21 miejsce na świecie. poza polską jest jeszcze 235 krajów, w których żyje się gorzej niż w polsce. zapraszam do syrii, do kenii, do rpa do argentyny itd a później do opisania życia w polsce. właśnie wróciłem z grecji i od razu pokochałem polskę.

  7. Już za tydzień spełniam swoje marzenie i lecę na wyspy. Jestem świeżo po maturze, mnóstwo we mnie obaw ale i podekscytowania. Cieszę się, że jadę ale też nie wiem czy dobrze robię. Lecę tam, żeby zarobić, poznać inne życie, poduczyć się języka a po roku zamierzam wrócić na studia. Nie wiem czy wszystko co zamierzyłam się stanie ale takie są plany. Najbardziej obawiam się szukania pracy, tych rozmów bo co z tego, że w szkole zawsze byłam dobra z angielskiego jak kiedy mam naprawdę z kimś po angielsku rozmawiać to zaczynam się jąkać i nagle nic nie wiem, wszystko mieszam bo tak się stresuję. Boję się po prostu, że nie dostane jakiejkolwiek pracy. Jakie masz rady dla takiej nieogarniętej emocjonalnie małolaty jeśli chodzi o pracę w Anglii?

  8. Wystarczy się nie bać – otóż to. Niestety, Polacy to naród lękliwy i waleczny nie tam, gdzie trzeba. Zamiast dbać o swoje i rozwijać się, Polacy wolą machać swoimi wyimaginowanymi szabelkami, krzycząc na lewo i prawo. Tymczasem świat stoi otworem i trzeba tylko być otwartym na zmiany, trzeba chcieć się uczyć.

  9. Ja jestem już za stara na emigrację, ale po tym wpisie zaczynam rozumieć, dlaczego nasze dzieci wyjeżdżają do pracy zagranicę. Mój najmłodszy syn żyje tak od dwóch lat, że jedzie gdzieś popracować, potem wydaje to na wakacje, potem znowu jakaś praca zagranicą, a potem znowu odjazdowe wakacje. Jest szczęśliwszy niż jak był tutaj.

  10. Dużo racji. Zwłaszcza z pracą, warunkami bytowymi i możliwościami. Jednak jeden szczegół – nie wszyscy zdołają się zaaklimatyzować. Część skrzydeł nie rozwinie, inna część wróci do kraju, skrzydła rozwijają najsilniejsi i najbardziej uparci.
    Pozdrawiam.

  11. wspaniały blog, bardzo mi się podoba, a tekst czytałam z miliony razy!! ☺
    serdecznie zapraszam do mnie, mam nadzieję, że choć cal tego co mam spodoba się również Pani. Pozdrawiam!

  12. Myślę o emigracji intensywnie. Za kilka dni lecę do UK z chłopakiem do jego siostry, żeby zbadać teren, sprawdzić czy na pewno chcemy. Cieszę się, że odkryłam Twój blog ;) Pozdrawiam ciepło :)

  13. Jesteś strasznie odważną osobą, wiesz? Mam 21 lat, studiuję, nie mam pracy ani własnego mieszkania. Tak naprawdę nic mnie tu nie trzyma. Ale boję się wyjechać jak cholera. Trzeba mieć mocne nerwy, żeby tak po prostu zacząć próbować gdzieś indziej.

  14. Twój post to tak jakby wykopanie jakiś prawdziwych odczuć z głębi mnie samej…. Tęsknię do Polski i żyje kategoria powrotu, ale z czasem pomału odkrywam, że nie mam do czego wracać… a podejście znajomych, rodziny mnie czasem dołuje, w UK czuję się bardziej wolna i niezależna, ale też odseparowana…

  15. Masz dobre podejście i tak trzymaj. Mówi się , ze jeśli człowiek sto i w miejscu to tak naprawdę sie cofa. I cos w tym jest.
    „Ludzie, których znałam niegdyś nie drgnęli nawet o centymetr, stoją wciąż w tych samych miejscach, nieruchomi jak wrośnięte z korzeniami drzewa”
    a to zdanie oddaje cała istotę sprawy.
    Pozdrawiam.

  16. Świetny sposób manewrowania słowem. Dosadnie, a jednocześnie lekko i z polotem. Zarówno forma, jak i treść intrygują i wprawiają czytelników w zachwyt.

Odpowiedz na „pamietnikzbuntowanejAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook