Noworoczny zew refleksji

OLYMPUS DIGITAL CAMERATo już trzeci rok z rzędu, gdy z całkowitą premedytacją idę pod prąd społecznym trendom i z pełną świadomością rezygnuję z sylwestrowej zabawy, tańców i picia, by oddać się innym, nieco mniej standardowym rozrywkom – refleksji nad minionym rokiem, sporządzeniu ogólnego choćby planu na rok przyszły, a także wielowymiarowym porządkom, i w życiu, i w przestrzeni.

Zamiast spędzać noworoczny poranek na kacu, jak zdarzało mi się w zamierzchłych latach wolę spożytkować ten dzień tak, jak chciałabym spędzić nadchodzące po nim dwanaście miesięcy. W tym roku stawiam na podróże, dlatego już za moment zabieram się za pakowanie drobiazgów, a jutro wsiadam do auta i uciekam od codzienności na trzydniowy krajoznawczy objazd najciekawszych miejsc w tym regionie Wielkiej Brytanii – Bath i Stonehenge. W tym momencie ze wstydem przyznaję, że po upływie trzech lat w Anglii miejsca te pozostają dla mnie wciąż terenem dziewiczym.

Podsumowanie roku w moim przypadku nie jest jakimś projektem o fizycznym wymiarze (chyba, że za takowy uznać niniejszy wpis), raczej pewnym procesem myślowym nad popołudniową kawą, gdzie skanuję wspomnienia, by wyłapać te momenty, których nie chcę już nigdy przeżywać powtórnie, a także te, gdzie z wdzięcznością przyjmę ewentualne dejavu. Co mi się udało zrealizować? Gdzie tkwi przyczyna porażek? Co bym poprawiła, ulepszyła, co odrzuciła całkowicie? Gdzie jestem dziś i czy to jest właśnie to miejsce w którym chciałabym być, które planowałam sobie rok temu o tej samej porze?

Mój rok obfitował w sukcesy. Udało mi się wyjść za mąż i nie zwariować; odbyć fascynującą miesięczną podróż po wyspach Indonezji; znaleźć pracę w instytucji finansowej, która może nie jest szczytem moich marzeń, ale nie stanowi też codziennej mordęgi i zmotywowała mnie do tego, by zapanować wreszcie nad własnymi finansami i skumulować zaskakująco dla mnie samej okazały zalążek kapitału pod przyszłe inwestycje. W poczet osiągnieć zaliczam sobie również refleksję nad własnym stosunkiem do konsumpcji, wielomiesięczne pozbywanie się nagromadzonych, a zbędnych przedmiotów, a także fakt, że wreszcie udało mi się zapanować nad własną szafą i kosmetyczką, których to zawartość stanowi dziś mały ułamek tego, co przed rokiem.

Zdaję sobie sprawę, że wszystkie te rzeczy to sukcesy w dość subiektywnym odczuciu, komuś może się wszak zdawać, że tkwienie w korpo to porażka, małżeństwo zaś ssie. Osobiście ubolewam jednak nad czymś zupełnie innym – smutnym faktem, że gospodarowanie czasem wolnym wciąż u mnie kuleje, że zaniedbuję swoje hobby, w tym tego bloga, brak mi czasu na codzienne sesje jogi, wreszcie brak go również na życie w uważności, której nie da się wdrażać w szaleńczym biegu.

Plany na przyszłość? Nie ustawać w staraniach. Budować małżeństwo na solidnych podstawach, szczerości, bliskości, codziennej wdzięczności za obecność i starania. Przymknąć oko na niedoskonałości i cieszyć się codziennością, doceniać dyskretny urok drobiazgów, celebrować chwile i rozsmakowywać się w życiu. Otaczać się wspaniałymi ludźmi i odcinać od pustych relacji. Poświęcać więcej czasu przyjaciołom, a mniej bezsensownemu krzątaniu się między pralką a laptopem. Ograniczyć alkohol, więcej czytać i celebrować posiłki, zamiast jedną ręką jeść, a drugą pakować torebkę. Tyle z ogólników. A konkrety?

Kupić dom, nie zajść w ciążę, nie przytyć, nie rozwieść się. Awansować, wymienić pościel na białą, a wieszaki na drewniane. Zrobić prawo jazdy, pójść do teatru na The Book of Mormon, nauczyć się przyrządzać paellę, wkuwać hiszpańskie słówka oraz odwiedzić Islandię, Włochy i Kraków.

Mam nadzieję, że i Wy, drodzy czytelnicy, macie swoje własne postanowienie noworoczne, i że są one ambitniejsze od moich. W każdym razie życzę Wam wszystkiego co najlepsze, mierzenia wysoko i spektakularnej realizacji najdzikszych nawet marzeń, byście żyli w zgodzie ze sobą, a nie społecznym trendem, byście wreszcie czerpali z życia pełnym garściami nie marnotrawiąc ani chwili.

Pozdrawiam

Jagna

,
6 comments on “Noworoczny zew refleksji
  1. Olewanie „szampańskiej zabawy” to wg mnie bardzo rozsądny wybór – dlaczego masz płacić za jedną imprezę stawkę jak za dwu dniowy festiwal? Mainstream. Nie lubię noworocznych planów i misji bo one z góry zakładają że masz caaały rok na ich wypełnienie, pomijając że większość ludzi zapomni o nich najpóźniej za tydzień. Wolę zapał mrówki która się skupia na kolejnym kroku – a każdy krok przybliża ją do celu. O ile nie idzie najebana…

  2. Ja też siedziałam w domu na przłomie 2015/16 :) I wcale mi nie szkoda.
    Plany mam małe, małymi krokami – do przodu, to moja mała ale solidna dewiza na ten rok.
    I gratuluję, ze spełniło Ci się marzenie związane z kwestią uczuciową. Małzeństwo, nowe inne życie, to dobrze. Podczytywałam od jakiegoś czasu wpisy, ale nie komentowałam. Nadrabiam więc z Nowym Rokiem.
    pozdrawiam.

  3. sylwester to przymusowa celebracja kiczu. 200 000 konsumentów kiczu marzło na wrocławskim rynku i słuchało „gwiazd” grających z playbacku na kiczowato kolorowej scenie. ja spędziłem 2015/2016 z ważną dla mnie osobą, nie jestem niewolnikiem korpo, daję sobie radę finansowo, jestem megahobbystą pielęgnującym swoje hobby. wymiotuję na dźwięk kolęd i na widok mikołaja. potwierdzam że życiowo ważnym kapitałem są znajomości z właściwymi ludźmi, jest odwiedzenie ciekawych miejsc, jest posiadanie własnych pasji.

  4. Apropos hiszpańskiego – wkuwanie słówek ma sens zazwyczaj dopiero jak się umie posługiwać już językiem. Na początek raczej się powinno zrobić coś w stylu nauczyć ~1000 statystycznie najczęściej używanych słów w danym języku (w sumie wkuwanie) oraz „żyć” w danym języku: mniej oporowo – oglądać filmy, czytać książki / artykuły , grać w gry w tym języku, bardziej oporowo – próbować spędzać czas z hiszpanami (czy ludźmi mówiącym w tym języku).

  5. Moja Droga wez sobie urop, chorobowe,bezplatne cokolwiek, kup bilet do Gwatemali i zapisz sie do szkoly hiszpanskiego. 4-6 godzin dziennie nauki one on one + mieszkanie u rodziny+calkowite wsiakniecie w hiszpanki da Ci wiecej niz bezmyslne wkuwanie slowek. Nauka jezyka to przede wszystkim mowienie i rozumienie co sie do Ciebie mowi. Na poczatek z bledami, bez, niewazne. Potem dochodzi poprawna gramatyka i nowo poznane slowka, a potem juz wychodzi calosc. Na poczetak 5- 6 tygodni. Po nich gwarantuje Ci ze wrocisz i bedziesz rozmawaic , czytac pisac i rozumiec co sie do Ciebie mowi. Potem tylko podtrzymywac to co sie nauczysz, badz wyjezdzac ponownie. Dlaczego Gwatemala?, ano dlatego ze mowia bardzo wyraznie i jest najtansza, maja mnostwo dobrych szkol. Po Gwatemali nastepny jest Ekwador. Jako ze znam temat dosc dobrze nie tylko w zakresie nauki jezyka hiszpanskiego w razie pytan sluze pomoca.
    Szczecia zycze i wszystkiego co najlepsze.

Odpowiedz na „JagnaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook